Reklama
Reklama
Reklama

Milion tuńczyków rocznie trafia do hodowli. Organizacja ostrzega przed powtórką z przeszłości

Tuńczyki błękitnopłetwe znów pojawiają się w europejskich wodach, ale ich przyszłość wcale nie jest pewna. Nowy raport Compassion in World Farming Polska pokazuje skalę gwałtownego rozwoju hodowli tych ogromnych ryb i ostrzega, że rosnący popyt na luksusowe sushi może zwiększać presję na dzikie populacje. W tle są też rekordowe okazy, jak 338-kilogramowy tuńczyk złowiony u wybrzeży Anglii.

Tuńczyk błękitnopłetwy
Tuńczyk błękitnopłetwy (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Liczba hodowli tuńczyka wzrosła z 13 do 123 w ciągu dwóch dekad. Rocznie do morskich klatek trafia już nawet milion dzikich ryb.
  • Hodowla tuńczyka błękitnopłetwego zaczyna się od odłowu ryb z naturalnego środowiska. Następnie osobniki są przez wiele miesięcy tuczone w morskich klatkach.
  • Jeden tuńczyk może podczas tuczu zjeść nawet 3 tys. kg dziko odławianych ryb. Raport ostrzega, że taki model zwiększa presję na morskie ekosystemy.

Tuńczyk błękitnopłetwy, jeden z największych drapieżników oceanicznych, może ponownie znaleźć się pod silną presją człowieka. Najnowszy raport Compassion in World Farming Polska zwraca uwagę na gwałtowny rozwój hodowli tego gatunku. W ciągu dwóch dekad liczba licencjonowanych hodowli wzrosła z 13 do 123, a liczba ryb trafiających do nich każdego roku zwiększyła się z około 55 tys. do nawet miliona.

Autorzy raportu ostrzegają, że rozwój branży nie pozostaje bez wpływu na dzikie populacje, dobrostan ryb i morskie ekosystemy. Problem jest tym większy, że tuńczyk błękitnopłetwy jest hodowany w sposób znacząco różniący się od tradycyjnej akwakultury.

Milion tuńczyków rocznie

Dane przedstawione przez Compassion in World Farming pokazują skalę zmian, jakie zaszły w hodowli tuńczyka błękitnopłetwego. W 2006 r. na świecie działało 13 licencjonowanych hodowli tego gatunku. W 2026 r. było ich już 123.

Reklama
Reklama

W tym samym czasie liczba ryb trafiających do hodowli wzrosła dziewiętnastokrotnie. Z około 55 tys. osobników rocznie skala zwiększyła się do nawet miliona.

Czytaj również: Nowy rekord Polski. Wędkarz złowił giganta w Jeziorze Tarnobrzeskim

Według organizacji za rozwojem branży stoi przede wszystkim wysoki popyt na mięso tuńczyka błękitnopłetwego. Ryba ta jest szczególnie ceniona na rynku produktów luksusowych i trafia głównie na potrzeby sektora sushi oraz sashimi.

Raport zwraca uwagę również na sposób pozyskiwania ryb. Dzikie tuńczyki błękitnopłetwe są odławiane w kluczowym okresie sezonu rozrodczego. Następnie trafiają do ogromnych sieci i są transportowane do miejsc, w których przez wiele miesięcy są tuczone.

Oznacza to, że rozwój hodowli nie eliminuje konieczności pozyskiwania dzikich osobników. Wręcz przeciwnie – według autorów raportu przemysł wykorzystuje ryby złowione w naturalnym środowisku.

Compassion in World Farming przekonuje również, że tuńczyk błękitnopłetwy jest gatunkiem szczególnie trudnym do utrzymywania w niewoli. Ryby te są przystosowane do pokonywania ogromnych odległości i aktywnego polowania, dlatego zapewnienie im warunków odpowiadających ich naturalnym potrzebom jest bardzo trudne.

Jeden tuńczyk potrzebuje tysięcy kilogramów ryb

Problem nie kończy się jednak na samym sposobie hodowania tuńczyków. Duże znaczenie ma również to, czym są one karmione.

Reklama
Reklama

Według danych przytoczonych przez Compassion in World Farming jeden hodowany tuńczyk, z którego można uzyskać około 200 kg mięsa, może w trakcie tuczu zjeść nawet 3 tys. kg dziko odławianych ryb.

Dla zobrazowania skali organizacja podaje, że odpowiada to nawet 33 tys. sardynek albo 166 tys. sardeli.

W efekcie ryby nadające się do bezpośredniego wykorzystania przez ludzi są przekształcane w paszę dla kolejnego zwierzęcia. Zdaniem autorów raportu podważa to argument, że rozwój akwakultury automatycznie zwiększa światowe bezpieczeństwo żywnościowe.

W przypadku tuńczyka błękitnopłetwego sytuacja jest szczególnie istotna ze względu na jego rozmiary, tempo wzrostu i wysokie zapotrzebowanie pokarmowe.

Luksus na talerzu zwiększa presję na morza

Tuńczyk błękitnopłetwy nie jest rybą, którą najczęściej kojarzymy z popularnymi konserwami. Jego mięso jest przede wszystkim produktem wysokiej klasy, szczególnie cenionym w Japonii.

To właśnie tam trafia znaczna część ryb przeznaczonych na rynek sushi i sashimi. Rosnący popyt na luksusowe produkty rybne przekłada się więc na zainteresowanie hodowlą i pozyskiwaniem kolejnych osobników.

Compassion in World Farming uważa, że taki model może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza samą branżę. Chodzi między innymi o presję na dzikie zasoby ryb, bioróżnorodność oraz kondycję morskich ekosystemów.

Reklama
Reklama

Tuńczyk był już uznawany za zagrożony wyginięciem

Ostrzeżenia są szczególnie istotne, ponieważ historia tego gatunku pokazuje, jak szybko może on znaleźć się pod presją.

Czytaj również: Nowy gatunek „podziemnej” ryby. TikTok pomógł dokonać odkrycia

Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) po raz pierwszy zakwalifikowała tuńczyka błękitnopłetwego jako gatunek zagrożony wyginięciem w 2011 r. Później sytuacja części populacji poprawiła się, między innymi dzięki ograniczeniu presji połowowej i działaniom ochronnym.

Organizacja podkreśla jednak, że poprawa nie powinna prowadzić do przekonania, że problem został rozwiązany.

„Nie możemy dopuścić do powtórzenia błędów z przeszłości” – apeluje Compassion in World Farming Polska.

I właśnie w tym miejscu pojawia się drugi ważny element historii tuńczyka błękitnopłetwego. W ostatnich latach naukowcy i rybacy obserwują bowiem coś, co jeszcze niedawno wydawało się mało prawdopodobne: powrót ogromnych osobników do części europejskich wód.

Gigantyczny tuńczyk pojawił się u wybrzeży Anglii

Przykładem są wydarzenia z Yorkshire. Rybacy z załogi kutra „Dominator” w ciągu dwóch dni złowili dwa potężne tuńczyki błękitnopłetwe.

Pierwszy z nich ważył aż 338 kilogramów. Ryba została złowiona na Morzu Północnym, około 16 kilometrów od portu Whitby.

Następnego dnia załoga natrafiła na kolejnego osobnika o niemal identycznych rozmiarach.

Dla rybaków było to wyjątkowe spotkanie. Tuńczyki błękitnopłetwe przez około sześć dekad niemal nie pojawiały się w tej części Morza Północnego.

Reklama
Reklama

Jack Gardner, 28-letni członek załogi „Dominatora”, wspominał moment zauważenia pierwszej ryby w rozmowie z BBC.

– Wyskoczył z wody, wszyscy po prostu patrzyliśmy na siebie z podziwem – powiedział.

Samo wyciągnięcie ogromnego drapieżnika na pokład wymagało znacznego wysiłku. Tuńczyk błękitnopłetwy jest bowiem bardzo silną i szybką rybą.

Powrót gatunku jest dobrym sygnałem, ale naukowcy wciąż mają pytania

Obecność takich ryb może świadczyć o poprawie kondycji części środowiska morskiego. Badacze z Uniwersytetu w Exeter prowadzą program znakowania tuńczyków, dzięki któremu chcą ustalić ich pochodzenie oraz trasy migracji.

Dr Lucy Hawkes zwraca uwagę, że powrót dużych drapieżników można odczytywać jako pozytywny sygnał.

– Zasadniczo ich obecność to dobry znak, że lokalne wody są zdrowe, ale nie mamy pojęcia, skąd pochodzą – dlatego znakowanie jest tak ważne – wyjaśniła.

Podobne zjawisko obserwowane jest również w innych częściach północnej Europy. Tuńczyki błękitnopłetwe ponownie pojawiły się między innymi w cieśninie Skagerrak, a w cieśninie Öresund między Danią i Szwecją są już na tyle regularnym widokiem, że organizowane są tam „safari tuńczykowe”.

Dwie historie pokazują problem z dwóch stron

Powrót 338-kilogramowych tuńczyków do Morza Północnego pokazuje, że działania ochronne i zmiany w gospodarce rybackiej mogą przynieść efekty. Gatunek, który przez dekady niemal zniknął z części swoich dawnych obszarów występowania, znów pojawia się w europejskich wodach.

Reklama
Reklama

Raport Compassion in World Farming przypomina jednak, że odbudowa populacji nie oznacza końca zagrożeń.

Z jednej strony mamy coraz częstsze obserwacje dzikich, potężnych osobników. Z drugiej – dynamicznie rozwijającą się branżę hodowlaną, która nadal wykorzystuje dzikie ryby i według autorów raportu może zwiększać presję na morskie ekosystemy.

Źródła: Zero.pl, Raport fundacji Compassion in World Farming Polska , BBC
Reklama
Reklama