Reklama
Reklama
Reklama

Bój o zbiorniki. Stracą domy, by chronić innych przed powodzią. „To szantaż emocjonalny”

TYLKO NA

Kilka wsi może zniknąć z powierzchni ziemi, by zrobić miejsce pod nowe zbiorniki retencyjne mające chronić Kotlinę Kłodzką przed powodzią. Mieszkańcy zagrożonych miejscowości protestują i alarmują, że od blisko dwóch lat żyją w zawieszeniu, bo decyzji nadal nie ma. – Obawiam się, że jak przyjdzie kolejna woda, to będzie powtórka z rozrywki – mówi sołtys Starego Gierałtowa.

Protesty przeciwko zbiornikom w Kotlinie Kłodzkiej
(fot. Kanał Zero/Maksymilian Rigamonti/NEWSPIX.PL)
  • Gdy w 2024 r. powódź spustoszyła Kotlinę Kłodzką, powrócił temat budowy zbiorników retencyjnych. Wraz z nim odżyły protesty mieszkańców wsi w dolinie Białej Lądeckiej, którzy mieliby zostać wysiedleni.
  • Protestujący alarmują, że Wody Polskie chcą „zabetonować perłę sudeckiej przyrody”, a dla nich to „turystyczny wyrok śmierci”.
  • Choć o nowych zbiornikach mówi się od dekad, to przez lata zrealizowano tylko część inwestycji. Mieszkańcy przekonują, że istnieją inne równie skuteczne rozwiązania.
  • Sołtys wsi Stary Gierałtów działania władz i Wód Polskich nazywa „szantażem emocjonalnym”. Wody Polskie tłumaczą, że decyzje wciąż nie zapadły, a propozycja budowy nowych zbiorników to dopiero „wstępne analizy”. Dla mieszkańców oznacza to kolejne miesiące życia w zawieszeniu.
  • Zdecydowanych działań domagają się samorządowcy z najbardziej zniszczonych miejscowości. Burmistrz Lądka-Zdroju wątpliwości nie ma. – To jedyna droga, żeby nas chronić – mówi o zbiornikach.

Na drzewie przy drodze wisi baner: „To, co widzisz, zniknie”. Dalej widać łąki, pofalowane zbocza, las i zatopione w zieleni domy. Kolejny baner na moście: „Żądamy zabezpieczeń, które chronią, nie wypędzają”. Pod nim płynie rzeka Biała Lądecka, która dzisiaj tylko szumi, ale w 2024 r. siała spustoszenie. Najpierw w Bielicach i Nowym Gierałtowie, gdzie zerwała mosty i odcięła wsie od świata. Mieszkańcy opowiadali, że nad ich głowami krążył helikopter, który zrzucał żywność i wodę. Dojazd kończył się wtedy w Starym Gierałtowie. Dalej woda też zniszczyła domy, jedyną drogę, kanalizację i odcięła prąd. Powódź objęła całą dolinę. 

Gdy pękła tama nad Stroniem Śląskim, do Białej Lądeckiej wpadła woda ze zbiornika na Morawce. Spiętrzona, niekontrolowana fala uderzyła później w Stójków, Lądek-Zdrój i Krosnowice, gdzie Biała Lądecka uchodzi do Nysy Kłodzkiej. Kawałek dalej, w Kłodzku, rzeka osiągnęła poziom niemal ośmiu metrów. Potem urządzenia pomiarowe uległy awarii. 

Po dwóch latach w Stroniu i Lądku wciąż widać, dokąd sięgała woda. Przypominają o tym tynki skute do pierwszego piętra, zrujnowane kamienice z napisami „zakaz wstępu”, zabite deskami okna w dawnych sklepach i rozkopane drogi. Również Dolina Górnej Białej Lądeckiej nie podniosła się w całości, wciąż nie udało się odbudować wszystkich mostów. Tam jednak mieszkańcy usłyszeli, że nawet jak się odbudują, to i tak mogą stracić domy. Bo ich wsie mogą zostać wysiedlone pod budowę nowych zbiorników. 

Reklama
Reklama

– Nigdy nic nie zrobiono, żeby nas chronić przed powodzią, a teraz chcą wypruć dwa kilometry domów – oburza się jedna z mieszkanek, która na swoim płocie zawiesiła transparent. – Sąsiad zbudował piękny dom z bali i przed nosem miałby linię, za którą nie może wyjść, bo tam już byłby zbiornik. Po drugiej stronie mieszka moje kuzynostwo. Przyjechali z Warszawy, postawili nowy dom i mieliby być eksmitowani. Jesteśmy w potrzasku i nadal nie wiemy, co dalej. Czy mamy już teraz stanąć w miejscu, nic więcej nie robić? – zastanawia się. 

Mieszkańcy alarmują, że inwestycja ma powstać na terenie parku krajobrazowego, a Wody Polskie chcą „zabetonować perłę sudeckiej przyrody”. Grzmią, że dla nich to „turystyczny wyrok śmierci”, bo najpierw dolina zamieni się w gigantyczny plac budowy, a potem w „martwą strefę techniczną”. Twierdzą też, że Wody Polskie nie chcą wziąć pod uwagę alternatywnych rozwiązań, które mieszkańcy opracowali własnymi siłami.  

– Dla rządu byłoby nawet lepiej, żeby ludzie się nie godzili na budowę zbiorników – stwierdza jednak kolejny z mieszkańców. – Potem jak coś się wydarzy, to powiedzą, że przecież chcieli nam pomóc, ale my się nie zgodziliśmy. To będzie podkładka dla nich, żeby odszkodowań nie płacić. Warszawa ma nas gdzieś. Ich nie obchodzi, czy ten zbiornik powstanie, czy nie. Oni tylko chcą mieć na papierze, że ludzie protestowali – tłumaczy. 

Reklama
Reklama

Zbiorniki planowane od dekad 

Gdy w 2024 r. woda opadła, ruszyła nie tylko fala pomocy, ale też szukanie winnych. Mieszkańcy oskarżali lokalnych włodarzy o to, że nie ogłaszali w porę alarmów, a ci zarzucali Wodom Polskim, że brakowało kluczowych informacji. Przypominano też, że już lata temu miały powstać nowe suche zbiorniki retencyjne w Kotlinie Kłodzkiej, które miały chronić tamtejsze miejscowości. Zostały jednak oprotestowane przez mieszkańców, ekologów, samorządowców i polityków.

Przeciwko zbiornikom protestują mieszkańcy wsi pod Stroniem Śląskim. (fot. Piotr Barejka / Kanał Zero)

Zbiorników w Kotlinie Kłodzkiej jest obecnie kilka. Suchy zbiornik, który znajduje się nad Stroniem Śląskim, pochodzi z początku XX wieku. W tym samym okresie zbudowano tamę i zbiornik w Międzygórzu. Pomysł budowy kolejnych pojawił się w latach 70., ale wtedy pozostał na papierze. Wrócił na przełomie 2018 i 2019 r., gdy Wody Polskie zleciły szwedzkiej firmie Sweco analizę, a eksperci zarekomendowali budowę dziewięciu zbiorników, co miało się wiązać z wysiedleniem ok. 1200 osób oraz wyburzeniem kilkunastu wsi. Raport zaprezentowano w marcu 2019 r., po czym wybuchły protesty mieszkańców. Stanęły za nimi lokalne władze, które podejmowały uchwały przeciwko zbiornikom. Ostatecznie do 2023 r. powstały cztery zbiorniki, które jednak zaczęto budować, zanim Sweco zaprezentowało swój raport. 

Reklama
Reklama

Czytaj też: Urzędnik na trzech etatach. „Praca wymaga ode mnie żelaznej dyscypliny”

O budowie kolejnych nie mówiło się nic. Aż do tragicznej powodzi sprzed dwóch lat. 

425 uwag do programu

Po powodzi w 2024 r. Wody Polskie rozpoczęły prace nad programami redukcji ryzyka powodziowego. To w nich mowa jest o nowych inwestycjach, które mają chronić mieszkańców. Białą Lądecką i całą Kotlinę Kłodzką obejmuje plan dla zlewni Nysy Kłodzkiej, który opracowuje zespół ekspertów pod kierunkiem prof. Janusza Zaleskiego. Dokument zaprezentowano w lutym 2025 r., następnie odbyły się burzliwe konsultacje, zgłoszono 425 uwag oraz dołączono 17 propozycji społecznych. Jak informuje nas rzecznik wrocławskich Wód Polskich, przez kolejny rok prowadzono „dodatkowe analizy”, a ich efektem jest zaprezentowane w marcu 2026 r. „Studium Redukcji Ryzyka Powodziowego w zlewni Nysy Kłodzkiej”. 

– Inwestycje planowane na terenie gminy Stronie Śląskie dzielą się na dwa obszary o różnym stopniu zaawansowania – wyjaśnia rzecznik. Jak zaznacza, zadaniem priorytetowym jest odbudowa zniszczonego zbiornika Stronie Śląskie na potoku Morawka. Umowę na opracowanie dokumentacji projektowej Wody Polskie podpisały pod koniec marca 2026 r. Prace projektowe mają się zakończyć w 2027 r., następnie kolejne trzy lata trwać ma budowa. To oznacza, że inwestycja planowo ma zostać ukończona aż sześć lat po powodzi. 

Reklama
Reklama

W studium zawarto również koncepcje budowy nowych zbiorników, dla których powstać ma oddzielne studium wykonalności. Do września dokument opracować ma firma Sweco. Ta sama, która w 2018 r. opracowała raport rekomendujący budowę dziewięciu zbiorników w Kotlinie Kłodzkiej. Obecnie preferowanym przez Wody Polskie wariantem dla zlewni Białej Lądeckiej jest wariant W2, który zakłada odbudowę zbiornika w Stroniu Śląskim oraz budowę zbiorników Goszów, Bolesławów i Stójków z polderem Rudawka. Kompromisem ma być wariant W2C, który zamiast zbiornika w Goszowie zakłada budowę trzech mniejszych – w Bielicach, Starym Gierałtowie i Młynowcu.

Tama w Stroniu Śląskim wciąż jest zabezpieczona tylko tymczasowo. (fot. Piotr Barejka / Kanał Zero)

Podczas styczniowego spotkania z mieszkańcami w Stroniu Śląskim prof. Zaleski opowiadał o szczegółach obu wariantów i zapewniał, że jego zespół robi, co może. – Ciągle poszukujemy rozwiązania nie gorszego w sensie redukcji ryzyka powodziowego dla Stronia i miejscowości poniżej, a jednocześnie generującego mniejszą skalę problemów społecznych, czyli głównie przesiedleń – zaznaczał. I choć oba warianty wiążą się z różną liczbą wysiedleń, od 158 do 218 osób, to tak samo nieodwracalnie zmienią dolinę. Zdaniem mieszkańców i ekologów nie gwarantują też, że uda się ocalić przed powodziami położone niżej miasta i wsie.

Reklama
Reklama

„To brzmi jak szantaż emocjonalny”

Po obu stronach ciągnącej się wzdłuż rzeki drogi co chwilę widać drogowskazy do domków letniskowych, pensjonatów i agroturystyk. Jedną z nich prowadzi Grzegorz Ścisłowski, sołtys Starego Gierałtowa. – Żyjemy albo z turystyki, albo z lasów. Budowa dużego zbiornika zabiera nam źródło utrzymania – podkreśla.

– Chcemy większej ochrony przeciwpowodziowej. Teraz obawiam się, że jak przyjdzie kolejna woda, to będzie powtórka z rozrywki – kontynuuje sołtys. – Wody Polskie odbudowały mury oporowe, usypały koryto rzeki. Często na oko, robili to bez geodetów. Mieliśmy nawet kłótnie sąsiedzkie, że rzeka była bliżej kogoś albo dalej. Ostatnio usłyszałem jednak, że na nasz odcinek Białej Lądeckiej już pieniędzy nie ma. To brzmi jak szantaż emocjonalny, bo słyszymy, że gdyby był zbiornik, to wtedy byłyby środki z Banku Światowego i będzie można zrobić więcej. 

Czytaj też: Jeziora znikają z krajobrazu Wielkopolski. „Ludzie dzwonią i pytają, czy jeszcze istnieją”

Mieszkańcy obawiają się, że Wody Polskie będą niezmiennie naciskać na realizację wariantu z dużym zbiornikiem w Goszowie, który zrujnuje dolinę i nie ochroni wsi powyżej. W tym gospodarstwa, które prowadzi Ścisłowski. Poza tym, jak zauważa sołtys, skoro odbudowa zbiornika w Stroniu ma zająć jeszcze co najmniej cztery lata, to nowe mogą powstać jeszcze później. A to kolejne lata w zawieszeniu i bez żadnej dodatkowej ochrony przeciw powodzi. – Gdyby już zaczęli budować, to nie wiem, czy ktokolwiek będzie chciał przyjeżdżać na plac budowy. Znowu będziemy mieli głodowy ruch – mówi dalej Ścisłowski. 

Budowa zbiorników oznacza przesiedlenie nawet ponad 200 osób. (fot. Piotr Barejka / Kanał Zero)

– Teraz to nawet nie są projekty, tylko koncepcje i kreski na mapie. Nie wiemy, gdzie będzie droga, którędy byłaby puszczona kanalizacja. Nie wiemy, gdzie będzie światłowód i prąd – wylicza sołtys. – Dopiero studium wykonalności ma wszystko pokazać. Najpierw miało być gotowe do końca lipca, potem mówili, że jednak we wrześniu, teraz słyszymy już o październiku. Z drugiej strony dopuszczam taki scenariusz, że tutaj nic już więcej nie powstanie. Może jakieś interwencyjne prace jeszcze będą i tyle. Najgorszy jest obecnie brak decyzji. Dzisiaj mamy przez to sytuacje patowe. Chociażby most w Bielicach, który jest na terenie nadleśnictwa. Nadleśniczy powiedział wprost, że ma pieniądze na most, ale nie będzie go odbudowywał, bo nie wiadomo, czy nie będzie tam zbiornika. 

Reklama
Reklama

Sołtys opowiada też, że urzędujący od maja 2025 r. dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej (RZGW) we Wrocławiu… dopiero w tym roku przyjechał po raz pierwszy po powodzi do doliny Białej Lądeckiej. Stanisław Longawa spotkał się wtedy z mieszkańcami, którzy przekonywali go, że istnieją inne niż zbiorniki rozwiązania. 

– Niektórzy twierdzą, że nie trzeba żadnych zbiorników, tylko wystarczyłoby zadbać o tę dolinę, bo główne szkody spowodowały u nas niesione przez wodę drzewa i kamienie – zauważa sołtys.

Jedni nie chcą, drudzy mają żądania

Jednak poparcia dla nowych zbiorników nie brakuje. O konieczności ich budowy i wysiedleń mówili wielokrotnie burmistrzowie Lądka-Zdroju, Kłodzka i kilku innych zniszczonych gmin. Gdy w lipcu 2026 r. do kłodzkiego starostwa przyjechali przedstawiciele Banku Światowego, samorządowcy przekazali im podpisane przez burmistrzów ośmiu gmin stanowisko, w którym opowiadają się za budową nowych zabezpieczeń, w tym zbiorników. To właśnie z pożyczki z Banku Światowego finansowane mają być kluczowe inwestycje. Decyzja o przyznaniu pożyczki miała zapaść do połowy tego roku, ale termin został przesunięty na koniec roku.

Reklama
Reklama

– Uważam, że zbiorniki to jedyna droga, żeby nas chronić. Alternatywne propozycje mnie nie przekonują – mówi nam Tomasz Nowicki, burmistrz Lądka. – Pamiętam powodzie z 1997 i 2009 r. Nie chcę tego przeżywać kolejny raz, nie chcę, żebyśmy znów przechodzili to, co było niecałe dwa lata temu. Dla mnie wartość życia ludzkiego jest nadrzędna. Jeżeli jest instrument, żeby to życie chronić, to nie patrzy się wtedy na czyjś partykularny interes, pomimo, że to są bolesne decyzje. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu osób, które mają nowe domy, to będzie dramat. Ale jak my ten dramat mamy mierzyć? Przesiedleniem osoby, czy utratą życia i zdrowia ludzkiego? Przecież mieliśmy ofiary śmiertelne. Dla mnie to nie jest trudna decyzja, trzeba ją podjąć i wziąć odpowiedzialność. 

Burmistrz Stronia Śląskiego natomiast, w stanowisku z listopada 2025 r., pisał o swoim „dużym niepokoju”. Zapewniał, że samorząd i mieszkańcy w pełni rozumieją, że zabezpieczenie przed powodzią to „sprawa najwyższej wagi”, bo sami doświadczyli jej skutków. „Jednak równie ważne jest, aby działania ochronne były akceptowane społecznie, proporcjonalne i nie prowadziły do depopulacji regionu, który odbudowuje się po klęsce” – apelował burmistrz. Ostrzegał, że realizacja tak dużych inwestycji może „zakłócić proces odbudowy” oraz „zachwiać równowagę środowiskową i harmonię rozwoju turystyki”. I zwracał się do MSWiA oraz Wód Polskich, aby ponownie przeanalizowano wnioski z konsultacji społecznych. 

Dolina Górnej Białej Lądeckiej żyje głównie z turystyki. (fot. Piotr Barejka / Kanał Zero)

Podczas styczniowego spotkania z mieszkańcami burmistrz Chromiec cieszył się, że dyskusja była bardziej merytoryczna niż emocjonalna. Podkreślał, że ochrona przeciwpowodziowa to dla niego priorytet. Jakie jest obecne stanowisko gminy w sprawie nowych zbiorników? Tego nie udaje nam się dowiedzieć, bo nasze pytania do burmistrza pozostały bez odpowiedzi. 

Reklama
Reklama

Z drugiej strony o ryzykach związanych z nowymi zbiornikami niezmiennie mówią nie tylko mieszkańcy, ale też ekolodzy. Jak zauważa w swoim stanowisku WWF, powódź na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie pokazała, że infrastruktura hydrotechniczna ma swoje ograniczenia i może nie spełnić zakładanych celów. A wręcz może być przyczyną tragedii, gdy dojdzie do awarii, jak w Stroniu Śląskim. Organizacja wylicza też, że suche zbiorniki w Kotlinie Kłodzkiej zredukowały falę o 15-16 mln m sześc., co nie miało wpływu na losy powodzi. „Dziwią głosy (...), że gdyby wybudowano dodatkowe 9 zbiorników, to do tej tragicznej w skutkach powodzi by nie doszło” – czytamy dalej. Organizacja wylicza, że wszystkie zbiorniki obniżyłyby w Kłodzku falę o co najwyżej 70 cm. „Jest to bardzo niewiele, mając na uwadze, jaka fala faktycznie przeszła przez miasto” – zauważa WWF. 

Czytaj też: Wpływowe małżeństwo polityków KO pomagało Dawidowi Kacprzykowi

Według ekologów zbiorniki i wały mogą powodować „fałszywe poczucie bezpieczeństwa” i powinny być ostatnim rozwiązaniem w planowaniu nowoczesnej ochrony przeciwpowodziowej. Na pierwszym miejscu – zdaniem WWF – należy postawić racjonalne planowanie przestrzenne, odsuwać zabudowę od terenów zalewowych, przeprowadzać renaturyzację rzeki i dolin oraz inwestować w naturalną retencję. 

Reklama
Reklama

Dwa lata w zawieszeniu 

Mieszkańcy wsi wzdłuż Białej Lądeckiej powtarzają, że od blisko dwóch lat żyją w zawieszeniu. Nie wiedzą, czy w swoje biznesy inwestować, nie wiedzą, jak miałyby przebiegać wysiedlenia, ile mogliby za swoje nieruchomości dostać, gdzie mogliby się przenieść. W Wodach Polskich słyszymy, że konkretne decyzje wciąż nie zapadły. – Propozycje nowych zbiorników to wstępne analizy, które wymagają uszczegółowienia – podkreśla rzecznik wrocławskiego RZGW Patryk Bałajewicz.

Obecnie wiadomo, że na południu Dolnego Śląska powstanie gigantyczny zbiornik w Kamieńcu Ząbkowickim. Wieś, która tam się znajdowała, wysiedlono już po powodzi w 1997 r., ale projekt porzucono na niemal 30 lat. Zbiornik nie będzie jednak chronił ani Kłodzka, ani Stronia, ani Lądka, ani żadnej z miejscowości powyżej. 

Zniszczenia powodziowe w Lądku-Zdroju wciąż widać. (fot. Piotr Barejka / Kanał Zero)

Na przestrzeni ostatnich miesięcy powstały również alternatywne koncepcje nowych zabezpieczeń w Kotlinie Kłodzkiej. Jedną z nich opracował prof. Józef Sawicki, emerytowany hydrogeolog i wykładowca Politechniki Wrocławskiej. Projekt ten opiera się nie na zbiornikach, ale na sztolni odprowadzającej nadmiar wody oraz akwedukcie do zbiornika Rudawka. To koncepcja, która nie wymaga żadnych przesiedleń.

Reklama
Reklama

O innym pomyśle mówią zrzeszeni w Stowarzyszeniu dla Rozwoju Doliny Białej Lądeckiej mieszkańcy. Jak twierdzą, plany skoncentrowane na „retencji zbiornikowej” były normą 30 lat temu. W swoim społecznym programie postulują, aby w pierwszej kolejności zwiększyć retencję krajobrazową i opóźniać spływ powierzchniowy, umożliwić dobrowolne relokacje z zagrożonych obszarów, usprawnić systemy ostrzegania i zapewnić miejsce na rozlewiska rzeki. Studium redukcji ryzyka powodziowego z wykorzystaniem retencji krajobrazowej opracowali także studenci z nyskiej Państwowej Akademii Nauk Stosowanych. 

Sołtys Starego Gierałtowa podkreśla, że mieszkańcy są zwolennikami „mądrego bezpieczeństwa”, a nie „bezmyślnego niszczenia życia tysięcy ludzi”. I chcą pokazać, że istnieją inne drogi, których jego zdaniem Wody Polskie nie chcą widzieć. A czasu na budowę zabezpieczeń jest coraz mniej, bo kolejne powodzie są nieuniknione. Choć obecne prognozy nie wskazują, żeby  w najbliższym czasie groziła Polsce powódź aż tak duża jak dwa lata temu, to rekordowo wysoka temperatura Morza Śródziemnego jest sygnałem ostrzegawczym. Sprawia ona, że przy odpowiedniej sytuacji barycznej, jesienią ryzyko ekstremalnych ulew i powodzi znów wzrośnie.

Reklama
Reklama