Reklama
Reklama
Reklama

Jeziora znikają z krajobrazu Wielkopolski. „Ludzie dzwonią i pytają, czy jeszcze istnieją”

– Czy jezioro jeszcze istnieje? – takie pytanie usłyszał niedawno właściciel jednego z gospodarstw agroturystycznych na Pojezierzu Gnieźnieńskim. Akweny znikają tam w zastraszającym tempie. – Idzie się jak po sawannie. Widać tylko skorupy małży i ślimaków – tak Łukasz Laskowski, mieszkaniec regionu, mówi o linii brzegowej zbiornika, w którym kąpał się zaledwie dekadę temu.

Wysychające jeziora na Pojezierzu Gnieźnieńskim.
Wysychające jeziora na Pojezierzu Gnieźnieńskim. (fot. Łukasz Laskowski)
  • Pojezierze Gnieźnieńskie wysycha. W niektórych miejscach poziom wody spadł o ponad osiem metrów, a linia brzegowa cofnęła się o kilkaset metrów.
  • Mieszkańcy alarmują, że wysychanie jezior to cios dla ich portfeli, bo odbija się na ruchu turystycznym.
  • Problem potwierdzają instytucje. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wskazuje, że sytuację pogłębiła działalność wydobywcza kopalni, a Zespół Parków Krajobrazowych ostrzega przed degradacją całego ekosystemu.
  • Trwają prace nad projektami odbudowy zasobów wodnych, jednak mieszkańcy obawiają się, że procedury się przeciągają, a jeziora z roku na rok znikają.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Pojezierze Gnieźnieńskie nazywano „małymi Mazurami”. Jeziora (jest ich ponad 100) tworzyły tam połączony system, przyciągały turystów, były miejscem wypoczynku i ważnym elementem lokalnej przyrody. Dziś w wielu miejscach woda cofa się z roku na rok, a dawne pomosty stoją na suchym lądzie. Są jeziora, które – jak alarmują mieszkańcy – mogą zniknąć całkowicie w ciągu kilku najbliższych lat.

„Ja to mogę nie wychodzić ze stroju”. Strażniczka tradycji Żywiecczyzny

Spójrzmy na twarde dane umieszczone w tabeli „Przeglądu Geologicznego” w 2024 r. Degradacja jezior postępuje z roku na rok, więc wartości te są dziś wyższe, o czym w dalszej części artykułu. 

Dane dotyczące znikających jezior Pojezierza Gnieźnieńskiego. (fot. Zero.pl)

Niewspomniane tu Jezioro Skrzynka oraz Kanał Ostrowo-Gopło wyschły.

Reklama
Reklama

– Rozmawiałem ostatnio z właścicielem jednego z gospodarstw agroturystycznych. Powiedział mi, że zadzwonili do niego ludzie z pytaniem, czy jezioro jeszcze istnieje, czy w ogóle jest po co tutaj przyjeżdżać – opowiada Zero.pl Łukasz Laskowski, mieszkaniec regionu i społecznik nagłaśniający problem wysychających jezior.

Wyschnięte Jezioro Skrzynka. (fot. Łukasz Laskowski)

– Nie mamy do czynienia z problemem pojedynczego akwenu, lecz z procesem obejmującym cały system wodny Powidzkiego Parku Krajobrazowego – podkreśla w oświadczeniu dla Zero.pl zastępca dyrektora Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego, Daniel Lisek.

Zmiany widoczne gołym okiem

Łukasz Laskowski mieszka w okolicy od sześciu lat. Nie jest hydrologiem ani naukowcem. O problemie zaczął mówić dlatego, że obserwował go z bliska – podczas spacerów, wypraw nad jeziora i kontaktu z przyrodą. Jak sam przyznaje, zakochał się w tutejszym krajobrazie, ale jednocześnie widział, jak szybko się on zmienia.

Reklama
Reklama

Dziś jego zaangażowanie ma wymiar także osobisty. Nad Jeziorem Ostrowskim otwiera saunę z widokiem na wodę. To miejsce miało być ucieczką od codzienności i przestrzenią kontaktu z naturą. Tymczasem właśnie stamtąd najlepiej widać, jak jezioro się kurczy.

Ma ubytek ponad pięciu metrów. Trudno tego nie zauważyć – mówi.

Jeziora na Pojezierzu Gnieźnieńskim łączyły się ze sobą bezpośrednio lub poprzez mniejsze cieki wodne, a wody było w nich pod dostatkiem. Dziś ten obraz należy do przeszłości.

Najbardziej dramatyczna sytuacja dotyczy Jeziora Wilczyńskiego. Według danych przywoływanych przez naszego rozmówcę poziom wody obniżył się tam o ponad osiem metrów względem początku lat 90. Mowa nie o cofnięciu się brzegu, ale o pionowym spadku lustra wody. W praktyce oznacza to, że miejsce, które ponad trzy dekady temu przykrywała woda, dziś znajduje się osiem metrów nad jej lustrem.

W niektórych miejscach linia brzegowa cofnęła się o 300-400 metrów. W przypadku Jeziora Kownackiego odległość między dwiema częściami akwenu, które kiedyś łączyła woda, przekracza dziś niemal 700 metrów. Tam, gdzie dawniej można było dopłynąć łodzią, dziś rozciąga się suchy teren.

Jezioro Kownackie. (fot. Łukasz Laskowski)

Najbardziej zagrożone są dziś jeziora: Wójcińskie, Ostrowskie i Kownackie, ale także znacznie mniejsze akweny. Jezioro Skrzynka zniknęło. Jezioro Czyste – jak ocenia Laskowski – może podzielić jego los w ciągu najbliższych dwóch lat. Dziś zajmuje już tylko połowę swojej niedawnej powierzchni. Jezioro Wójcińskie, mimo że jest znacznie większe, także znajduje się na liście jezior najbardziej zagrożonych i według rozmówcy może zniknąć w perspektywie pięciu-ośmiu lat.

Suche koryto po Jeziorze Wójcińskim. (fot. Łukasz Laskowski)

Mniej łóżek dla pacjentów, więcej gabinetów dla lekarzy. Ujawniamy zmiany w Szpitalu Południowym

Reklama
Reklama

Problemem wieloletnia działalność kopalń

Zdaniem Laskowskiego główną przyczyną problemu jest wieloletnia działalność odkrywkowych kopalń węgla brunatnego. Tłumaczy, że aby możliwe było wydobycie, wyrobiska musiały być stale odwadniane. Pompy, pracujące przez całą dobę, odprowadzały wodę z terenu kopalń, tworząc tzw. lej depresyjny. W efekcie wody podziemne zaczęły odpływać w kierunku wyrobisk, zamiast zasilać okoliczne jeziora. Jednocześnie podkreśla, że nie jest to jedyny czynnik – znaczenie mają również postępująca susza i zmiany klimatyczne, jednak jego zdaniem to właśnie działalność górnicza odegrała kluczową rolę.

„Wielkopolska, w tym Pojezierze Gnieźnieńskie, jest jednym z najbardziej dotkniętych suszą hydrologiczną regionów w Polsce. (...) Sytuację dodatkowo pogłębia działalność wydobywcza” – przyznaje w odpowiedzi dla Zero.pl Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

„Ta plaża już nie istnieje”

Zmiany najmocniej odczuwają mieszkańcy. Zwłaszcza właściciele gospodarstw agroturystycznych, pól namiotowych, kempingów, domków letniskowych.

Laskowski przywołuje historię z własnej rodziny. W 2015 r. bliska mu osoba kupiła działkę reklamowaną jako „położoną bezpośrednio nad Jeziorem Kownackim”. Dziś od brzegu dzieli ją szeroki pas suchego terenu.

– Pamiętam, że kąpałem się tam przy dzikiej plaży. Ta plaża już nie istnieje. Idzie się tam jak po sawannie. Widać tylko skorupy małży i ślimaków.

Reklama
Reklama

Turystyka, która przez lata była jednym z filarów lokalnej gospodarki, zaczyna odczuwać skutki zmian. Coraz mniej osób przyjeżdża na dłuższy wypoczynek. Zamiast tygodniowych wakacji dominują krótkie, weekendowe pobyty.

Laskowski uważa, że jednym z ostatnich atutów regionu pozostaje wyjątkowa czystość niektórych jezior. Jako przykład wskazuje Jezioro Budzisławskie, które – mimo spadku poziomu wody – nadal zachowuje bardzo dobrą jakość i przyciąga nurków oraz turystów.

Jezioro Budzisławskie. (fot. Łukasz Laskowski)

– Na początku lat 90. XX wieku poziom lustra wody Jeziora Budzisławskiego wynosił ok. 98,3 m n.p.m., natomiast w 2024 r. było to około 96,2 m n.p.m. Oznacza to obniżenie zwierciadła wody o około 2,1 m – zaznacza Daniel Lisek.

Inaczej wygląda sytuacja zachodniej części Jeziora Ostrowskiego, gdzie wraz z obniżaniem się poziomu wody pogorszyła się również jej jakość.

Śmiertelna pułapka

Jeszcze bardziej przejmujące są skutki dla przyrody.

– Długotrwałe obniżanie poziomu jezior prowadzi do przekształcania linii brzegowej, zanikania lub nadmiernego rozwoju stref szuwarowych i podmokłych, pogarszania warunków siedliskowych dla roślin i zwierząt oraz ograniczania naturalnej zdolności zbiorników do retencjonowania wody – zauważa Daniel Lisek z Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego.

Jezioro Wójcińskie. (fot. Łukasz Laskowski)

 Wysychające jeziora odsłaniają grząskie dna, które stają się śmiertelną pułapką dla zwierząt.

Reklama
Reklama

– Przychodziły w jedno miejsce napić się czy ochłodzić. Po latach przychodzą w to samo miejsce, a wody już nie ma. Zapadają się w mule. Zwierzę nie jest w stanie wyjść. Idzie się później dawnym dnem jeziora i widzi się pozostałości po nich – dodaje Łukasz Laskowski.

Jak opowiada, strażacy byli wzywani do ratowania saren, które ugrzęzły w błocie.

– Skutki obniżania poziomu wód dotyczą również ryb (...). Zanik roślinności podwodnej wpływa też na bezkręgowce wodne i ptaki – wymienia Lisek.

Jest rozwiązanie

Mimo skali problemu mieszkańcy wciąż wierzą, że jeziora można ocalić.

Najpilniejsze jest równoczesne ograniczanie skutków wieloletniej działalności górniczej, zmian klimatycznych oraz rozproszonego poboru wód podziemnych i powierzchniowych. Problem ma charakter zlewniowy, dlatego nie może zostać rozwiązany wyłącznie poprzez działania podejmowane w obrębie pojedynczego jeziora. Wieloletnie dane dotyczące między innymi Jeziora Wilczyńskiego i Budzisławskiego wskazują, że obniżanie poziomu wód jest procesem trwałym i postępującym – mówi Daniel Lisek.

Reklama
Reklama

Wody Polskie poinformowały Zero.pl, że realizują zadanie dotyczące odbudowy zasobów wodnych jezior Pojezierza Gnieźnieńskiego. Zakłada ono odbudowę zniszczonych urządzeń hydrotechnicznych na wypływie z Jeziora Ostrowitego i Jeziora Koziegłowskiego oraz budowę bystrzy na Biskupiej Strudze i jazu w Kazimierzu Biskupim, aby spowolnić odpływ wody. Jak podkreślono, inwestycja ma stopniowo stabilizować stan wody.

Bystrza na Biskupiej Strudze ma się nijak do problemu. Jest to inna żyła wodna, praktycznie niezwiązana z jeziorami Powidzkiego Parku Krajobrazowego – kontruje Łukasz Laskowski.

Według niego istnieje rozwiązanie, które od lat pojawia się w dyskusjach ekspertów i samorządowców. Zakłada ono doprowadzenie wody z Kanału Ślesińskiego i Warty do zamkniętych wyrobisk pokopalnianych. Wypełnienie ich wodą miałoby ograniczyć działanie leja depresyjnego i stopniowo przywrócić naturalny poziom wód podziemnych, a w konsekwencji – poprawić sytuację jezior.

Wody Polskie wskazują, że realizacja tego zadania pozwoli na zwiększenie zdolności retencyjnej.

Kukułcze jajo?

Dlaczego więc projekt wciąż nie został jeszcze zrealizowany?

Przez lata odpowiedzialność przechodziła z jednej instytucji na drugą. Najpierw za inwestycję miały odpowiadać Wody Polskie, później zaczęto mówić o przejęciu projektu przez samorządy i sfinansowaniu go z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Konkretów jednak wciąż brakuje. Na razie jest absolutna cisza. Nie wiadomo, kto ma go sfinansować i kiedy. A czas leci i to jest tylko na niekorzyść jezior – zaznacza Laskowski.

Resort klimatu podkreśla, że projekt nie został porzucony. „Jest realizowany przez spółkę energetyczną ZE PAK (właściciel odkrywkowych kopalni węgla brunatnego w regionie – red.) i jest na zaawansowanym etapie – obecnie oczekuje na decyzje Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu”.

Reklama
Reklama

Dodaje także, że 2 kwietnia zawarte zostało „Partnerstwo w sprawie przeciwdziałania skutkom suszy na terenie Wielkopolski”.

„Planowane w ramach tej inicjatywy działania zakładają zwiększenie retencji oraz odporności na suszę, ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb: leśnictwa, rolnictwa, środowiska przyrodniczego oraz gospodarki i lokalnych społeczności” – czytamy.

„Obecnie trwa realizacja zadania pn. »Odbudowa zasobów wodnych jezior Pojezierza Gnieźnieńskiego – obiekty w kompetencji RZGW w Poznaniu«. Zadanie jest na etapie uzyskiwania niezbędnych decyzji administracyjnych pozwalających na realizację inwestycji” – odpowiadają nam Wody Polskie, potwierdzając słowa ministerstwa.

Zegar tyka

Łukasza Laskowskiego najbardziej niepokoją upływający czas i wydłużający się proces decyzyjny.

– Naprawdę nie mamy czasu. Jeziora wysychają z roku na rok. Wielu ludzi uświadamia sobie skalę problemu dopiero wtedy, gdy przyjeżdża nad jeziora – mówi.

Ludzie ci widzą pomosty stojące kilkanaście metrów od wody, stare drzewa oddalone od brzegu i szerokie pasy piachu tam, gdzie kiedyś zaczynało się jezioro.

– Bez współpracy administracji wodnej, organów ochrony środowiska, samorządów, zarządców terenów, rolników i mieszkańców działania punktowe nie zatrzymają dalszej degradacji jezior – wymienia Daniel Lisek.

Reklama
Reklama

To problem, o którym mało się mówi, a ma ogromne znaczenie – dla mieszkańców, dla turystyki i dla środowiska. Jeżeli chcemy naprawdę rozmawiać o ochronie przyrody, uratowanie tych jezior powinno być jedną z najważniejszych rzeczy – puentuje Łukasz Laskowski.

Źródło: Zero.pl
Aleksandra Cieślik
Aleksandra CieślikReporterka i wydawczyni
Reklama
Reklama