Reklama
Reklama
Kraj

Odpowiedź po konwencji PiS. "Nauki nie da się rozwijać w rytmie kampanii wyborczych"

Podczas konwencji PiS w Bydgoszczy zauważono, że nauka jest jednym z fundamentów siły państwa – zarówno w wymiarze gospodarczym, jak i cywilizacyjnym. Deklaracje zwiększenia finansowania nauki, poprawy warunków pracy naukowców czy przeciwdziałania odpływowi talentów są słuszne. Problem w tym, że środowisko naukowe słyszy je od lat. Same obietnice nie przełożą się na realne zmiany, ani na wzrost konkurencyjności Polski. Politycy powinni o tym pamiętać nie tylko przed wyborami.

Wojciech Dąbrówka
Felieton autorstwa: Wojciech Dąbrówka
Dzisiaj 18:16
8 min
Przemysław Czarnek zaprezentował program PiS dla nauki. W Zero.pl odpowiada mu rzecznik Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. (fot. Agnieszka Bielecka / PAP)

Reklama

Program zaprezentowany w Bydgoszczy pokazuje, że w polskiej debacie o nauce coraz rzadziej brakuje trafnych diagnoz, a coraz częściej problemem staje się brak wiarygodnych sposobów ich realizacji. O tym, że trzeba zwiększyć nakłady, ograniczyć biurokrację czy poprawić zarządzanie, mówi się od dawna i nie są to postulaty nowe ani kontrowersyjne.


Reklama

W istocie od lat powtarzamy te same tezy, które zyskały już status oczywistości. Tym, czego rzeczywiście brakuje, nie są kolejne deklaracje, lecz zdolność do ich przekucia w trwałe rozwiązania systemowe.

Nowością nie powinny być więc same postulaty, lecz stabilność ich realizacji, transparentność procedur, konkretne decyzje oraz konsekwencja w ich wdrażaniu. Bez tego, nawet najlepiej sformułowane programy pozostają jedynie dokumentami, które dobrze brzmią w debacie publicznej, ale nie zmieniają realiów funkcjonowania nauki.

Nauka wymaga stabilności, nie cykli politycznych

Nauki nie da się rozwijać w rytmie kampanii wyborczych ani w cyklu kilkuletnich zwrotów politycznych, które zmieniają priorytety i przerywają rozpoczęte działania. Badania naukowe, budowa zespołów badawczych, umiędzynarodowienie czy rozwój młodych kadr to procesy rozciągnięte w czasie, wymagające przewidywalności i ciągłości. Bez stabilności finansowej i instytucjonalnej nawet najbardziej ambitne strategie nie mają szans na realizację, ponieważ ich efekty pojawiają się dopiero po latach.


Reklama

Brak tej stabilności prowadzi do rozproszenia wysiłków, utraty talentów i ograniczenia zdolności konkurowania na poziomie międzynarodowym. W konsekwencji system nauki staje się reaktywny zamiast strategiczny, a decyzje podejmowane są pod presją bieżących okoliczności zamiast długofalowych celów.


Reklama

Dlatego kluczowe jest nie tylko to, ile pieniędzy trafi do nauki, ale również sposób, w jaki środki te będą rozdzielane i kontrolowane. Każdy system oparty na uznaniowości wcześniej czy później podważa zaufanie uczestników systemu, niezależnie od intencji jego twórców. Brak przejrzystości sprzyja poczuciu nierównego traktowania, a to z kolei prowadzi do erozji wiary w sens rywalizacji o środki i jakość oceny projektów.

Bez zaufania nie ma silnego i stabilnego systemu nauki, ponieważ jego uczestnicy przestają wierzyć, że reguły gry są uczciwe. Jeżeli więc mówimy o poważnym wzroście finansowania, to równie poważnie trzeba mówić o zasadach jego dystrybucji, mechanizmach kontroli oraz odpowiedzialności instytucji za podejmowane decyzje.

Granice wolności akademickiej i polityki

Wiele emocji budzi dziś również temat wolności akademickiej, który często bywa upraszczany i wykorzystywany w bieżącej debacie publicznej. Tymczasem, realizacja misji uczelni, obejmującej prowadzenie badań naukowych, kształcenie oraz tworzenie przestrzeni dla niezależnej i krytycznej refleksji, wymaga zachowania wyraźnej granicy między życiem akademickim a rywalizacją polityczną.


Reklama

Przeczytaj: Ekologia jest bez szans. Za przeciwnika ma system kaucyjny


Reklama

Próby przenoszenia sporów politycznych na uczelnie pozostają w sprzeczności z konstytucyjnie gwarantowaną autonomią szkół wyższych. Uniwersytet nie jest miejscem walki partyjnej, lecz przestrzenią, w której obowiązują reguły debaty opartej na wiedzy, metodzie naukowej i argumentach. Zacieranie tej granicy grozi nie tylko upolitycznieniem uczelni, ale także osłabieniem ich wiarygodności jako instytucji publicznego zaufania.

Autonomia uczelni – co dokładnie oznacza?

Zgodnie z zasadami wyrażonymi w Magna Charta Universitatum, działalność uniwersytetu zarówno w sferze badań, jak i dydaktyki musi pozostawać wolna od wpływów politycznych. Oznacza to również, że uczelnia jako instytucja nie może być wykorzystywana jako miejsce prowadzenia agitacji, budowania przekazu politycznego czy wzmacniania sporów partyjnych. Dokument ten, podpisany przez rektorów europejskich uniwersytetów w 1988 roku i rozwinięty w kolejnych latach, jasno wskazuje, że autonomia uczelni jest warunkiem ich prawidłowego funkcjonowania. W tym kontekście uzasadnione są decyzje władz uczelni odmawiających przenoszenia sporów politycznych na ich teren, a także reakcje środowiska akademickiego sprzeciwiającego się takim próbom.


Reklama

Sprzeciw wobec upolityczniania uczelni wynika nie tylko z zapisów dokumentów, ale także z praktycznego rozumienia roli uniwersytetu w społeczeństwie. Etykietowanie studentów przez polityków czy próby wpisywania ich w bieżące spory prowadzą do niepotrzebnej polaryzacji i osłabiają wspólnotowy charakter życia akademickiego.


Reklama

Uniwersytet powinien być przestrzenią debaty opartej na wiedzy i argumentach, a nie na logice konfliktu politycznego. Obecność partyjnej rywalizacji na uczelniach może prowadzić do erozji zaufania do nauki jako dobra wspólnego oraz podważać jej niezależność. Dlatego ochrona autonomii uczelni leży w interesie całego społeczeństwa, a nie tylko środowiska akademickiego.

Ostrożność wobec nowych form nadzoru

Z tego samego powodu z dużą ostrożnością należy podchodzić do pomysłów tworzenia nowych instytucji, które miałyby nadzorować wolność akademicką. Choć intencje takich rozwiązań mogą być przedstawiane jako ochronne, historia pokazuje, że nadmierna regulacja często prowadzi do ograniczenia swobody działania. Uniwersytety nie potrzebują zewnętrznych arbitraży politycznych, lecz przestrzeni do samodzielnego funkcjonowania w ramach jasno określonych przepisów prawa. Każda dodatkowa warstwa kontroli niesie ryzyko ingerencji w niezależność badań i dydaktyki, co w dłuższej perspektywie może przynieść więcej szkód niż korzyści dla całego systemu.


Reklama

Warto spojrzeć na obecną debatę z dystansem, ponieważ wiele kwestii przedstawianych dziś jako nowe wyzwania ma w rzeczywistości charakter długotrwałych problemów strukturalnych. Niskie wynagrodzenia, odpływ talentów, nadmierna biurokracja czy trudna sytuacja młodych naukowców to zjawiska znane od lat i wielokrotnie opisywane. Nie są to problemy, które można rozwiązać jednorazowym programem czy deklaracją polityczną. Wymagają one konsekwentnej, długofalowej polityki państwa oraz stabilnych mechanizmów wsparcia. Zmiana języka debaty bez zmiany realnych warunków funkcjonowania systemu nie przyniesie trwałych efektów.


Reklama

Oczekiwanie na realne mechanizmy i odpowiedzialność

Dlatego środowisko akademickie oczekuje dziś przede wszystkim konsekwencji w działaniu oraz realnych narzędzi wdrażania zapowiedzi. Ambitne deklaracje powinny być uzupełnione o konkretne harmonogramy, jasno określone mechanizmy realizacji, wskazane źródła finansowania oraz system odpowiedzialności za efekty. Bez tych elementów każda kolejna inicjatywa ryzykuje powtórzenie schematu znanego z poprzednich lat, w którym zmienia się narracja, ale nie zmieniają się warunki funkcjonowania nauki. Tylko przejście od deklaracji do wdrożeń pozwoli przerwać cykl powracających dyskusji bez realnych rezultatów.

Polska nauka ma realny potencjał, aby być silną i konkurencyjną na poziomie międzynarodowym. Dysponuje kompetentnymi zespołami badawczymi, rozwijającymi się młodymi talentami oraz rosnącą obecnością w globalnym obiegu naukowym. To, czego jej brakuje, to przede wszystkim stabilne i przewidywalne warunki rozwoju, które pozwolą ten potencjał w pełni wykorzystać. Ciągłe zmiany kierunku polityki naukowej oraz brak długofalowej strategii ograniczają możliwości budowania trwałej pozycji w międzynarodowym systemie badań.

 


Reklama

Nauka potrzebuje stabilności i odporności na politykę

Silna nauka nie powstaje na poziomie deklaracji, lecz w wyniku konsekwentnie realizowanych decyzji, które są przemyślane i wiarygodne finansowo. To właśnie jakość tych decyzji, a nie liczba zapowiedzi, stanowi rzeczywisty miernik polityki wobec nauki. Długoterminowe efekty wymagają ciągłości działań oraz odporności na zmiany polityczne, które nie powinny przerywać raz obranej ścieżki rozwoju. Tylko w ten sposób możliwe jest budowanie systemu, który będzie stabilny i skuteczny.


Reklama

Polska nauka potrzebuje dziś impulsu rozwojowego, obejmującego zarówno zwiększenie nakładów, jak i poprawę warunków pracy, umiędzynarodowienie oraz jasne reguły funkcjonowania. Równie istotny jest jednak spokój instytucjonalny oraz odporność na bieżące napięcia polityczne, które mogą destabilizować system. Nauka rozwija się najlepiej wtedy, gdy nie jest narzędziem rywalizacji politycznej, lecz służy całemu społeczeństwu jako dobro wspólne. Tylko w takich warunkach możliwe jest budowanie trwałej wartości i zaufania do instytucji naukowych.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Wojciech Dąbrówka
Wojciech DąbrówkaPrawnik, nauczyciel akademicki, rzecznik Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Gdy pełnił funkcję rzecznika PKW, zaufanie obywateli do tego organu wzrosło o 26 pkt. proc. (wg CBOS).