Reklama
Reklama
Reklama

Pensje rosną wolniej, luki wypełniają migranci. Co się dzieje na polskim rynku pracy?

TYLKO NA

Najnowsze dane GUS z rynku pracy na pierwszy rzut oka mogą niepokoić. Etatów w przedsiębiorstwach ubywa, a płace rosną wolniej. Czy mamy powody do obaw? Ekspert w rozmowie z Zero.pl przyznaje: są sektory, gdzie zapotrzebowanie na pracowników jest mniejsze. I dodaje: – Już widać, że na nasz rynek pracy z jednej strony mocno oddziałuje demografia, a z drugiej – migracja.

Z rynku pracy płyną pewne sygnały osłabienia
Z rynku pracy płyną pewne sygnały osłabienia (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Czerwiec to kolejny miesiąc ze spadkiem zatrudnienia w przedsiębiorstwach w Polsce.
  • Wynagrodzenia rosną wolniej, a o dwucyfrowych podwyżkach sprzed dwóch lat można zapomnieć. Popyt na pracowników jest mniejszy, więc firmy nie czują potrzeby, by walczyć o ludzi, zwiększając im pensje.
  • Na polskim rynku pracy coraz mocniej zaczynają też rozdawać karty dwa czynniki: demografia i migracja.

Najnowsze dane GUS o zatrudnieniu w polskich przedsiębiorstwach nie przyniosły zaskoczeń. Ekonomiści spodziewali się spadku i tak też było: liczba etatów zmalała w czerwcu o 0,9 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku i wyniosła nieco ponad 6 mln 375 tys. To kolejny odczyt ze spadkiem.

Uwierzyliśmy w TBS. Dziś boimy się o dach nad głową na starość

Jak zauważa Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan, już od 15 miesięcy roczny spadek zatrudnienia utrzymuje się na stałym poziomie między 0,8 proc. a 1,0 proc.

Reklama
Reklama

„Z rynku pracy płyną pewne sygnały osłabienia”

– Z rynku pracy płyną pewne sygnały osłabienia, zwłaszcza po stronie zapotrzebowania na pracowników – i to powoduje, że spadek zatrudnienia się utrzymuje – potwierdza w rozmowie z Zero.pl Adam Antoniak, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego. – Wpływa to także na osłabienie presji płacowej, która hamuje w ostatnich miesiącach.

Słabnąca presja płacowa oznacza po prostu, że pracownicy rzadziej i mniej skutecznie domagają się podwyżek, a firmy nie czują już tak dużej potrzeby, aby podnosić wynagrodzenia w walce o ludzi.

W czerwcu, według GUS, płace w przedsiębiorstwach rosły w tempie 5,9 proc. w ujęciu rocznym. Przeciętne wynagrodzenie wyniosło 9402 zł brutto. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, a dokładnie w słowie „przeciętne”.

„Wystarczy spojrzeć na strukturę tego wzrostu” – wskazuje w komentarzu Mariusz Zielonka z Lewiatana. „Odpowiada za niego górnictwo, gdzie tradycyjnie w czerwcu wypłacane są premie. Przeciętne wynagrodzenie w tej branży wzrosło aż o 50,6 proc. m/m, do 17,4 tys. zł. Choć sektor ma zaledwie kilkuprocentowy udział w zatrudnieniu, wystarczyło to, by podnieść dynamikę płac w całym sektorze przedsiębiorstw o kilka dziesiątych punktu procentowego. To coroczny efekt wypłat nagród w spółkach węglowych i miedziowych, a nie sygnał trwałego przyspieszenia wzrostu wynagrodzeń”.

Reklama
Reklama

Jak dodaje, po wyłączeniu górnictwa tempo wzrostu płac w przedsiębiorstwach pozostaje w przedziale 5,5-5,7 proc. w ujęciu rok do roku, czyli praktycznie nie zmienia się od kilku miesięcy.

Cały czas mówimy, rzecz jasna, o nominalnym wzroście płac. Mariusz Zielonka zaznacza, że wzrost realny, czyli skorygowany o inflację (w czerwcu wyniosła 2,5 proc.), to ok. 3,3 proc. „Dwucyfrowych podwyżek, które jeszcze dwa lata temu były powszechne, praktycznie już nie ma” – podsumowuje.

Pensje Polaków rosną wolniej

Mniejsze podwyżki wynagrodzeń mają też jednak jasną stronę, zwłaszcza jeśli chodzi o kredytobiorców. – Hamujący wzrost płac jest na pewno dobrym czynnikiem z punktu widzenia Rady Polityki Pieniężnej, która przez wiele kwartałów była zaniepokojona tym, jak mocno rosną wynagrodzenia w Polsce – mówi Adam Antoniak z ING Banku Śląskiego. – Wywierało to presję na ceny usług i podnosiło poziom inflacji bazowej (tj. bez cen żywności i usług – red.), prowadząc do ostrożności w łagodzeniu polityki pieniężnej (czyli w obniżaniu stóp procentowych – red.). Obecnie tempo wzrostu płac nie jest źródłem presji inflacyjnej.

Innymi słowy, pracownicy nie dostają takich podwyżek jak dawniej, nie dysponują większymi środkami, które mogą wydawać w sklepach – więc te ostatnie nie podnoszą cen. Bank centralny nie musi w takiej sytuacji „schładzać” gospodarki poprzez podwyżki stóp procentowych, co jest dobrą wiadomością dla spłacających kredyty hipoteczne.

Reklama
Reklama

Czy jednak spadek zatrudnienia nie świadczy o tym, że gospodarka już się schładza? Mniejszy popyt na pracowników w przedsiębiorstwach wydaje się być niepokojącym sygnałem zwłaszcza w kontekście tego, że bieżący rok miał przynieść wzrost inwestycji (w lutym premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej Domański mówili wręcz, że czeka nas „rok inwestycji”). To właśnie inwestycje miały napędzać wzrost PKB w 2026 r.

Czego nie widać w danych GUS?

Adam Antoniak uspokaja: – Pamiętajmy, że dzisiejsze dane GUS to dane wycinkowe, uwzględniające firmy, które zatrudniają 10 i więcej osób. Jest tutaj też problem z mierzeniem poziomu zatrudnienia migrantów.

– W danych BAEL (Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności – red.), które są o wiele bardziej przekrojowe i bazują na ankietach, widzimy, że z jednej strony spada zatrudnienie rezydentów, bo ubywa Polaków w wieku produkcyjnym, za to rośnie liczba nierezydentów na naszym rynku pracy – zauważa ekonomista.

– Dane dotyczące ich zatrudnienia „docierają” do statystyk z opóźnieniem, głównie ze względu na procedury pobytowe – dodaje. – Ale już widać, że na nasz rynek pracy z jednej strony mocno oddziałuje demografia, a z drugiej – migracja. To imigranci uzupełniają nam luki w różnych sektorach. Na poziomie całej gospodarki ta liczba pracowników jest więc generalnie stabilna.

Reklama
Reklama

Według najnowszych danych GUS na dzień 31 stycznia 2026 r., pracę w Polsce wykonywało 1 mln 119 tys. cudzoziemców – o 74,1 tys. osób więcej niż na koniec stycznia 2025 r. 38 proc. z nich wykonywało wyłącznie umowy zlecenia i pokrewne.

– Oczywiście, gospodarka to organizm złożony – mówi Adam Antoniak. – W niektórych sektorach, zwłaszcza tych, które odczuwają silną konkurencję ze strony podmiotów z Azji – jak branża samochodowa czy meblarska – ten popyt na pracowników jest dziś mniejszy – . Ale na przykład w usługach zapotrzebowanie na pracowników jest bardzo wysokie i trudne do zaspokojenia, co może łatwo stwierdzić każdy z nas. Widzimy przecież, jak długo trzeba czasem czekać na wizytę u fryzjera czy kosmetyczki.

– Obiektywnie rzecz biorąc, polski rynek pracy jest jednak w dobrej kondycji; bezrobocie jest niskie, a w wielu branżach wręcz trudno o pracowników – podsumowuje ekonomista.

Reklama
Reklama

Bezrobocie spada, ale to efekt sezonowy

Według wstępnych szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej stopa bezrobocia rejestrowanego obniżyła się w czerwcu do 5,8 proc. z 5,9 proc. miesiąc wcześniej (jeśli szacunek ten potwierdzi GUS, będzie to trzeci miesiąc z rzędu ze spadkiem stopy bezrobocia).

Taka minimalna korekta o 0,1 punktu procentowego to standardowe zjawisko dla miesięcy letnich, kiedy wzrasta zapotrzebowanie na pracowników w hotelarstwie, gastronomii czy rolnictwie. Przypomnijmy zarazem, że w czerwcu 2025 r. stopa bezrobocia w Polsce była na poziomie 5,2 proc.

Nawrocki liderem zaufania, Tusk i Trzaskowski wyraźnie tracą. Jest nowy sondaż CBOS

Według ekonomistów, ale też samego MRPiPS, w tym roku na kondycję polskiego rynku pracy negatywnie wpływa mniejsza pula środków z budżetu państwa na Fundusz Pracy, z którego finansowane są m.in. programy aktywizacji zawodowej. Według ustawy budżetowej wydatki Funduszu Pracy na aktywizację zawodową mają wynieść w tym roku ok. 2,148 mld zł, co oznacza spadek o ponad 1,5 mld zł w porównaniu z 2025 r.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama