O tym, że władza wykonawcza znajduje się w rękach Donalda Tuska – nie trzeba nikogo przekonywać. To naturalne.
To, że rola Sejmu i Senatu została sprowadzona do przyklepywania tego, co Tusk i jego ludzie wymyślą – też; teza to niezbyt kontrowersyjna. W ten oto sposób premier ma też kontrolę nad władzą ustawodawczą.
Ale władza sądownicza? Słowik, no co ty za głupoty wypisujesz!
Jak jednak inaczej nazwać sytuację, w której Anna Korwin-Piotrowska pod osłoną policyjnych pał i białych hełmów wchodzi do siedziby Trybunału Konstytucyjnego przez ogród kancelarii premiera i obwołuje się szefową trybunału? A politycy Koalicji Obywatelskiej nawet nie ukrywają, że to był ich pomysł. Chwalą się wręcz tym, jak choćby poseł Piotr Kandyba w portalu X.
Kaczyński już tu był
14 lipca 2017 r. opublikowano najlepszą moim zdaniem okładkę prasową w Polsce. „Dziennik Gazeta Prawna”, dzięki znakomitemu pomysłowi Marka Tejchmana, zilustrował, jak wyglądał trójpodział władzy za rządów Jarosława Kaczyńskiego. Mam ten zaszczyt, że okładka ilustrowała kilka materiałów znajdujących się w gazecie, a tym otwierającym tekstem była publikacja mojego autorstwa. Na okładce znalazły się słowa, które umieściłem dziś w leadzie.
Kaczyński przejmował wtedy Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny przejął wcześniej.
Społeczny ruch oporu był co prawda znaczny, zagraniczne media rozpisywały się o bezprawnych metodach Prawa i Sprawiedliwości, a pojedynczy sędziowie i prokuratorzy protestowali. Ale kierunek był wyraźny – władza to my. Władza w Sejmie, władza w rządzie, władza w sądzie.

Okładka Dziennika Gazety Prawnej z dn. 14-17 lipca 2017. (fot. Dziennik Gazeta Prawna)
Praworządność przez ogród premiera
Donald Tusk krytykuje symetrystów, więc odpuśćmy symetryzm. Za rządów PiS-u przyjmowano skandaliczne ustawy, ale były one podpisywane przez prezydenta i stawały się – czy to się komuś podoba, czy nie – obowiązującym prawem. Kalekim, ale prawem. Kaczyński nie musiał rządzić sejmowymi uchwałami, bo przytłaczającą większość swoich pomysłów, które przekazano prezydentowi, ten ochoczo podpisywał.
Trybunał Konstytucyjny został przejęty w sposób brzydki, niezgodny z konstytucją (co potwierdził Trybunał Konstytucyjny), ale bez użycia policyjnych pałek. Należy więc z Donaldem Tuskiem się zgodzić, że tu nie ma miejsca na symetryzm. Było źle, a jest jeszcze gorzej.
Mamy przecież taką oto sytuację, że Anna Korwin-Piotrowska odsunęła od zarządzania Trybunałem Konstytucyjnym jego prezesa i wiceprezesa. Powołała się przy tym na oczywiście błędną podstawę prawną, bo – jak sama przyznała – właściwa podstawa prawna prowadziłaby do absurdalnych wniosków (zgodnie z art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych, do którego Korwin-Piotrowska się odwołuje, Bogdana Święczkowskiego mógłby odsunąć od orzekania co najwyżej minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, a nie Korwin-Piotrowska).
Żeby przejąć kontrolę nad budynkiem trybunału, Korwin-Piotrowska uzyskała zgodę szefa kancelarii premiera na wejście do sądu konstytucyjnego przez ogród Donalda Tuska. A żeby ludzie nie wyprowadzili jej z budynku siłą, ochraniały ją ogromne policyjne siły i funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa.
Zarządzenie, które podpisała, we właściwościach pliku ma wskazanego autora „Maciej Berek”. Czyli kwity przygotował ktoś, kto uważa się za niezależnego sędziego sądu konstytucyjnego, a jeszcze chwilę temu był członkiem rządu i prawą ręką Donalda Tuska.
I w tej sytuacji Donald Tusk mówi, że trybunał jest przywracany obywatelom. Korwin-Piotrowska twierdzi, że jest niezależna od polityków. Bez żartów.
Dwanaście to nowe piętnaście
Dziś jest ważny dzień. Anna Korwin-Piotrowska zwołała bowiem Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Bez przyjęcia przez nie uchwał cała zabawa z wprowadzeniem sędziów na policyjnych pałach nie ma sensu. Za niewiele ponad trzy tygodnie wróci Bogdan Święczkowski i już nie będzie podstawy, nawet wątłej, żeby go odsunąć.
Przeprowadzenie zgromadzenia jest więc być albo nie być – i Anny Korwin-Piotrowskiej, i Donalda Tuska.
Jest drobny problem. Ustawa o organizacji TK do podjęcia uchwały wymaga kworum. Potrzeba obecności 2/3 sędziów Trybunału Konstytucyjnego. A że konstytucyjnie sędziów mamy 15, potrzeba obecności 10. Większość rządowa – jak absurdalnie by to nie brzmiało, bo przecież większość rządowa nie powinna mieć wpływu na sędziów – głosów ma jednak osiem. Siedmiu sędziów już zapowiedziało, że na zgromadzenie nie przyjdzie.
Ktoś by więc powiedział, że oznacza to, iż uchwał przyjąć się nie da, zgromadzenie ani nie przyjmie budżetu TK, ani nie zajmie się sprawą dyscyplinarną Bogdana Święczkowskiego.
Czytaj też: Chaos wokół TK. Premier Tusk sugeruje „proste rozwiązanie konfliktu”
Ale nie z nami te numery, panie Kaczyński! Rządzący uznali, że skoro mają ośmioro sędziów, a potrzeba obecności 2/3 składu, trzeba uznać, że trybunał składa się z 12 sędziów.
Popatrzcie bowiem sami. Sędzia Wyrembak to przebrzydły dubler, więc nie jest sędzią. Nie liczy się. Święczkowski i Sochański są odsunięci od orzekania, nawet nie zostali zaproszeni na zgromadzenie. Więc nie liczą się. Tadam – mamy 12! A osiem z 12 to akurat wymagane 2/3.
A że to bezprawne, niekonstytucyjne i najzwyczajniej w świecie głupie? Tak, to wszystko prawda. Ale tutaj, co Donald Tusk wielokrotnie mówił, liczy się skuteczność. Tę zaś można, przynajmniej chwilowo, zagwarantować kwitem, choćby najgłupszym, i policyjną pałą.
Rozgrzeszenie dla władzy
Dla jasności: nie jest oczywiście tak, że Donald Tusk ma pełnię władzy. Nie ma całkowitej kontroli nad polskim sądownictwem. Nie jest w stanie, jeszcze, uciszyć niewygodnych dla siebie mediów. Ale przecież tak samo było z Kaczyńskim – opór niektórych środowisk było widać, wysepki niezależności funkcjonowały.
Istotą jest niepokojący trend, w którym ten, kto ma dostęp do policyjnych sił, może wszystko. Sam tego doświadczyłem, gdy policja chciała mnie ukarać za rzekomy brak autoryzacji pisemnej wypowiedzi związanego z TVP profesora. Długo mnie przesłuchiwano, pytano o szczegóły z mojego prywatnego życia: o moje związki, zarobki, dzieci ślubne i nieślubne. Prawnicy mnie, na moje szczęście, wybronili.
Wczoraj wojsko, a dokładniej Sztab Generalny Wojska Polskiego, ogłosił, że protesty mogą być inspirowane zewnętrznymi siłami. To typowe zastraszanie obywateli, na zasadzie – uważaj, bo jak pójdziesz na protest, to sprawdzimy, czy nie jesteś powiązany z wrogami ojczyzny.
W wypadku Donalda Tuska dodatkowo dochodzi dostęp do sprzyjającej mu opinii tzw. inteligencji. Prawnicy, jeden po drugim, prześcigają się w twierdzeniu, że przepisu na stosowane rozwiązania może i nie ma, ale przecież funkcjonujemy w stanie wyższej konieczności konstytucyjnej. A stanem wyższej konieczności uzasadnić można przecież absolutnie wszystko.
W tle gdzieś są dziennikarze. Niektórzy uważają – stuprocentowo szczerze – że ekipa Tuska ma prawo przejąć kontrolę nad trybunałem. Wierzą bowiem w to, że nie da się przywracać państwa prawa w sposób w pełni zgodny z prawem. I że ostatecznie, mimo wszystko, najważniejszy jest efekt. Do nich, choć się z nimi nie zgadzam, nie mam najmniejszej pretensji. Faktem bowiem jest, że PiS zabetonował system i faktem jest, że prezydent Karol Nawrocki nie ułatwia ekipie Tuska rządzenia.
Są też tacy, którzy popierają zmiany w TK z niechęci do PiS-u – nie cierpią Kaczyńskiego, pamiętają, co robił, więc nie przeszkadza im działanie Tuska.
Z tym podejściem mam kłopot choćby z tego względu, że przecież Donald Tusk tak pięknie opowiadał o niepraworządnym państwie PiS i o tym, jak praworządność będzie przywracana. Gdy więc widzę nieistniejące podstawy prawne i przekonywanie, że 12 to jest nowe 15, mam wielki wyrzut do rządzących. Ludzie w 2023 r. poszli bowiem odsunąć PiS od władzy po to, by patologiczne standardy nie były kontynuowane, tyle że przez inną ekipę.
Są wreszcie też takie media, które milczą. Ot, przykładowo gdy my w środku nocy relacjonowaliśmy w Kanale Zero, co dzieje się w trybunale i przed trybunałem, TVP Info, czyli informacyjny kanał nadawcy publicznego, pokazywał, jak Maciej Orłoś usiłuje stać na jednej nodze. Nie, nie żartuję. Pokazywali powtórkę programu Orłosia.
Państwo Kaczyńskiego albo Tuska
Zupełnie na poważnie: państwo prawa potrzebuje bezpieczników. Takich, które ograniczą pazerność rządzących na obywatelskie swobody.
Jednym z kluczowych bezpieczników powinien być niezależny Trybunał Konstytucyjny. Czyli taki, w którym nie orzeka ani przyjaciółka prezesa Prawa i Sprawiedliwości wespół z byłą posłanką PiS-u, ani prawa ręka premiera Tuska wspólnie z deklarującą swoją niezależność panią przechadzającą się po premierowskich ogrodach.
Kolejnym bezpiecznikiem powinien być rzecznik praw obywatelskich. Ale na to stanowisko powołano prawniczkę jawnie sympatyzującą z obozem władzy, która pomagała „odbić” media publiczne z rąk PiS-u. A w ostatnich tygodniach politycy otwarcie powiedzieli, że stanowiska w biurze rzecznika, w tym zastępcy rzeczniczki, przysługują z rozdzielnika politycznego.
Kłopot w tym, że politykom na rzeczywistym trójpodziale nie zależy. Chcą zawłaszczyć wszystko. Państwo musi być albo Kaczyńskiego, albo Tuska. Nic pośrodku.


