
Fatalna atmosfera, brak wsparcia ze strony kierownictwa i policjanci, którzy nie wiedzieli, dokąd jadą i w czym właściwie biorą udział. Tak sytuację w policji po wydarzeniach pod Trybunałem Konstytucyjnym opisuje jeden z oficerów z Komendy Głównej Policji. Zwraca uwagę na udział bardzo młodych, niedoświadczonych funkcjonariuszy. Jego zdaniem do buntu w formacji jednak nie dojdzie, a skala zwolnień lekarskich nie zagraża prowadzeniu policyjnych operacji.
- Policjanci w piątek weszli na teren Trybunału Konstytucyjnego. Pojawiły się pytania o zasadność i celowość ich działań.
- W rozmowie z Zero.pl oficer policji opisuje, jakie nastroje panują w formacji. Mówi, że do buntu jest jeszcze daleko, ale funkcjonariusze próbują zabezpieczać się na wypadek wątpliwych prawnie poleceń.
- Według jego relacji część funkcjonariuszy nie wiedziała, dokąd i w jakim celu jest kierowana, a na miejscu służbę pełnili także bardzo młodzi, niedoświadczeni policjanci.
- Nasz rozmówca kwestionuje podstawy i sposób przeprowadzenia akcji, wskazując na konieczność wyjaśnienia decyzji o skierowaniu sił do Warszawy oraz odpowiedzialności osób, które je podejmowały.
– Tak złej atmosfery w policji nie było już dawno. Morale szoruje po dnie – przyznaje w rozmowie z Zero.pl jeden z oficerów z Komendy Głównej Policji, komentując działania funkcjonariuszy podczas wydarzeń wokół Trybunału Konstytucyjnego. Prosi o anonimowość, bo obawia się odwetu ze strony przełożonych. Jak twierdzi, w formacji rośnie rozgoryczenie, a ludzie czują, że zostali pozostawieni sami sobie.
Kierownictwu policji zarzuca, że nie wyjaśnia społeczeństwu dostatecznie jasno, co i dlaczego robią funkcjonariusze. Jego zdaniem wpisy w mediach społecznościowych i listy otwarte nie wystarczają, a przełożeni nieskutecznie bronią policjantów przed krytyką.
– Policjanci widzą, że sytuacja jest bardzo zła, że są powszechnie krytykowani, a jednocześnie nie mają żadnego wsparcia – relacjonuje.
Komendant główny Marek Boroń w liście do funkcjonariuszy zapewnił o legalności działań pod TK i zadeklarował wsparcie dla policjantów. Zdaniem naszego rozmówcy pismo nie poprawiło jednak sytuacji, tylko pogłębiło rozgoryczenie.
Głos zabrali również związkowcy z Policyjnej Solidarności. W piśmie adresowanym do Boronia podkreślili, że „żaden policjant ani żadna policjantka nie chcą stawać się elementem politycznych rozgrywek”.
Według oficera funkcjonariusze zaczęli też przygotowywać wzory oświadczeń, których mogliby użyć w przypadku otrzymania wątpliwego prawnie rozkazu.
– To nic nie da. Jeśli polecenie miałoby naruszać prawo, policjant nie może go wykonywać – podkreśla.
Rozmówca nie uważa jednak, by oddolne inicjatywy zwiastowały otwarty bunt. Jego zdaniem do masowego nieposłuszeństwa funkcjonariuszy jest jeszcze daleko. Jednym z powodów ma być postępujące odmłodzenie kadry.
„To są dzieciaki”
Oficer zwraca uwagę, że w ciągu ostatnich trzech lat do policji przyjęto wielu nowych funkcjonariuszy. Według niego około 20 proc. obecnej kadry stanowią osoby, które rozpoczęły służbę właśnie w tym okresie. Część z nich ma za sobą tylko szkolenie podstawowe i dopiero poznaje policyjne procedury i przepisy.
– Spora część policjantów pod Trybunałem to osoby bardzo młode. Skierowali tam takich, którzy mają rok służby i niedawno skończyli szkolenie podstawowe. Oprócz tego, że mają na sobie mundur, są dzieciakami. Sami nie znają dokładnie przepisów, dopiero się tego uczą – mówi oficer.
– Jeżeli taki młody policjant słyszy od dowódcy, który ma pięć lat służby, że ma gdzieś stać, to będzie stał. Może z kolegami dyskutować, czytając w internecie i mediach społecznościowych, że uczestniczy w czymś niewłaściwym, ale ostatecznie wykonuje polecenie przełożonego – podkreśla.
Zastrzeżenia rozmówcy budzi również sposób informowania policjantów z innych garnizonów o wyjeździe do Warszawy. Według jego relacji część z nich nie wiedziała, dokąd jedzie i jakie zadania będzie wykonywać.
– Tym, którzy przyjeżdżali z kraju, tłumaczono, że jadą „w związku z kibolami”. Ci z Krakowa myśleli, że jadą zabezpieczać mecz. Niektórzy pewnie się domyślali, ale wszystko trzymano w wielkiej tajemnicy – mówi.
O tym, że policjanci nie wiedzieli, że jadą zabezpieczać akcję pod Trybunałem, piszą sami funkcjonariusze na wewnętrznych forach.
Nasz rozmówca z komendy głównej widział pod Trybunałem numery taktyczne radiowozów m.in. z Lublina i Gdańska. Jest przekonany, że decyzje o skierowaniu sił z innych garnizonów musiały zostać udokumentowane.
– Muszą istnieć dokumenty potwierdzające takie decyzje. Gdzieś powinien być ślad polecenia, pod którym podpisał się Boroń albo osoba przez niego upoważniona, działająca za jego wiedzą. Nie ma możliwości, żeby takich dokumentów nie było – przekonuje.
Prezydent i policyjny kordon
Oficer krytykuje również zachowanie policjantów wobec kolumny prezydenckiej. Jego zdaniem służby powinny odpowiednio przygotować się na przyjazd głowy państwa, zwłaszcza że informacje o powrocie prezydenta do kraju były dostępne. Tym samym to, że głowa państwa pojawi się pod Trybunałem, nie powinna być dla służb zaskoczeniem.
Funkcjonariusz, z którym rozmawiamy, zwraca uwagę, że w sztabach operacyjnych monitoruje się media, a informacje dotyczące przemieszczania się prezydenta powinny być przekazywane również drogą radiową. Jego zdaniem zabrakło koordynacji i przygotowania przejścia przez policyjny kordon.
– To jest po prostu okropny wstyd – ocenia.
– Prezydent musiał przedzierać się, przechodząc po murku. Co więcej, część jego ochrony, funkcjonariuszy SOP, została z tyłu, ponieważ policja ich nie przepuściła – mówi.
Zwolnienia i obawy przed rozliczeniami
Mimo złych nastrojów rozmówca nie ma na razie informacji wskazujących na masowy protest funkcjonariuszy. Przyznaje, że część policjantów przebywa na zwolnieniach lekarskich. Z informacji, które posiada z Komendy Stołecznej Policji, wynika, że dotyczy to m.in. operatorów Stołecznego Stanowiska Kierowania, przede wszystkim starszych funkcjonariuszy.
W jego ocenie skala absencji nie jest na tyle duża, by uniemożliwić przeprowadzenie operacji policyjnej.
Oficer przywołuje również kryzys sejmowy z 2016 r. Według jego relacji pojawiały się wówczas polityczne oczekiwania „od najwyższych czynników”, by policja wkroczyła na teren parlamentu i usunęła protestujących posłów z mównicy. Jak twierdzi, ówczesny zastępca komendanta głównego odmówił wykonania takiego polecenia.
Rozmówca uważa, że osoby odpowiedzialne za przygotowanie i przeprowadzenie działań pod TK powinny liczyć się z możliwością przyszłych rozliczeń. W jego ocenie szczególne znaczenie będzie miała dokumentacja wydawanych poleceń.
– Jeżeli zmieni się rząd i wygra obecna opozycja, to w przyszłości komendanci usłyszą zarzuty, a biorąc pod uwagę ich wagę, może skończyć się aresztami – przewiduje.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości w mediach społecznościowych zapowiadają jednak, że konsekwencje spotkają nie tylko dowódców, lecz także nawet najmłodszych i najmniej doświadczonych funkcjonariuszy.



