W sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” najwięcej respondentów, 32,7 proc., oceniło, że w sporze o Trybunał Konstytucyjny racji nie mają ani prezydent Karol Nawrocki, ani premier Donald Tusk.
Metodą interwencji policji i chytrych wybiegów obóz rządowy najprawdopodobniej doprowadzi do wznowienia działania Trybunału. Po 10 latach nareszcie wróci mechanizm sprawdzania zgodności prawa z Konstytucją. Ten zbawienny skutek osiągnięto jednak metodami, które wielu ekspertów, niekoniecznie powiązanych z prawicą, uważa za niedemokratyczne czy przynajmniej wątpliwe. Tak twierdzi Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego, który w tekście „Można mieć rację i przegrać” (WP) zarzuca rządzącym „demokratyczną hipokryzję”, polegającą na przekonaniu, że wartości i zasady, których bronimy, obowiązują przede wszystkim naszych przeciwników. Że kiedy oni naruszają reguły, mamy do czynienia z zamachem na demokrację, a kiedy my robimy coś podobnego, jest to wyjątkowa sytuacja, konieczność dziejowa albo wyższa konieczność konstytucyjna. Wtedy cel zaczyna usprawiedliwiać środki.
Chaos wokół TK. Premier Tusk sugeruje „proste rozwiązanie konfliktu”
Innej drogi nie ma?
Od piątkowego wieczoru słyszymy, że w Trybunale Konstytucyjnym dokonuje się zamach stanu, a z drugiej strony, że innej drogi nie ma. „Oczywisty zamach na konstytucyjny organ państwa”. Ryszard Piotrowski grzmi ws. TK. Ekspert, uważany powszechnie za wybitnego konstytucjonalistę, zarzucił również rządowi prowadzenie kampanii mającej podważyć pozycję Trybunału Konstytucyjnego. Wskazał m.in. na niepublikowanie orzeczeń oraz ograniczanie środków niezbędnych do funkcjonowania instytucji. Piotrowski, w sprawie odwołania dotychczasowego prezesa Trybunału, Święczkowskiego, uważa, że może on utracić swoją funkcję, jeśli przestanie pełnić urząd sędziego TK. Profesor zaznaczył jednak, że nie może się to odbywać poprzez interwencję policji ani działania osoby, której uprawnienia są kwestionowane. A kwestionowane jest praktyczne wstąpienie na funkcję prezesa Trybunału sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej na podstawie mętnych i niekonstytucyjnych przesłanek. Pani sędzia nie złożyła ślubowania – dowodzi ekspert.
„Zamach stanu”. Człowiek prezydenta komentuje chaos w TK
Upolityczniony Trybunał
To wszystko jest trudne do pojęcia nawet dla wielu prawników, a cóż dopiero dla szerokiej publiczności. Jedno pozostaje jasne. Trybunał, który miał być apolityczny, jest do szpiku kości upolityczniony. Stojący w tłumie pod Trybunałem protestujący obywatele z obu stron sporu też niewiele z tego rozumieją, rozgrywając odwieczną bitwę PiS-u z PO.
Część ugrupowań politycznych (m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz, partia Razem czy Rozwój Plus) powróciła do idei tzw. resetu konstytucyjnego jako sposobu na rozwiązanie głębokiego kryzysu i sporów wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Adrian Zandberg zaproponował: odejście wszystkich obecnych sędziów i wybór nowego składu większością konstytucyjną. Zaapelował o rozmowy głównych sił politycznych, bez których, jak ocenił, nie będzie trwałego rozwiązania kryzysu. Wymaga to jednak rozmów i porozumienia głównych sił politycznych. Zarówno PO, jak i prawica wydają się uważać, że na potęgowaniu sporu zarabiają politycznie. Wynika z tego, że sprawę można rozwiązać, ale nie dopuszczają do tego dwie główne siły polityczne w kraju.
Takie działania w wykonaniu obozu uważającego się za demokratyczny i przeprowadzone nawet z najlepszymi i najbardziej uczciwymi intencjami kosztują go utratę punktów w sondażach. Istnieje szansa granicząca z pewnością, że podyktowany przez rząd skład Trybunału będzie orzekał pod dyktando obozu rządzącego.
Zarzuty o stronniczość tak uformowanego Trybunału i o niedemokratyczność procedury nie znikną. Jeśli prawica wygra wybory, z pewnością przestanie publikować orzeczenia Trybunału. A oburzenie prawicy sprawi, że ona się zjednoczy, co może jej dać zwycięstwo wyborcze. Symbolem tego dość przerażającego zjednoczenia jest wspólne zdjęcie Kaczyńskiego z Braunem.
Kryzys wokół Trybunału. Sąd Najwyższy ma zająć „jednoznaczne stanowisko”
Symboliczne wbicie sztandaru
Ktoś zapyta, co tam robił prezydent. Po co wepchnął się do budynku Trybunału, by niczego tam nie dokonać i wyjść? Pytamy, jakbyśmy zapomnieli, że spór polityczny w Polsce ma charakter feudalny i jest ciągiem bitew o zajmowanie pomieszczeń. Prezydent wszedł, mimo że nie był wpuszczony. Symbolicznie wbił sztandar w zdobyte miejsce i wyszedł. A zgromadzony tłum prawdziwych mężczyzn zawył z zachwytu. Przecież dlatego go wybrano. Bo jest twardym gościem, niestroniącym od przemocy. Teraz, jak każdy bohater, stanął na czele całej prawicy, skleci pakt senacki prawej strony i poprowadzi prawicę do zwycięskiej kampanii wyborczej.
Tusk, zadowolony z dalszej polaryzacji, zapędzi wszystkich sojuszników, z Nową Lewicą włącznie, na wspólną listę. Ruszą z impetem i okrzykiem: „Na Brauna z gaśnicą!”. Ale to może nie wystarczyć. Zdobycie Trybunału w takim stylu może ich kosztować władzę. Bo, jak głosi Izdebski, można mieć rację i przegrać. A moim zdaniem rację mają zwolennicy resetu. Wyboru całkiem nowego, niepolitycznego składu Trybunału większością konstytucyjną, kwalifikowaną. W tej sprawie jednak między PO i PiS-em jest sojusz. Obie partie chcą mieć swój, partyjny Trybunał Konstytucyjny.
Z rozrzewnieniem wspominam Trybunał, który wydawał znakomite orzeczenia, jak choćby to, które położyło kres bankowemu tytułowi egzekucyjnemu.


