Reklama
Kraj

Wojnę o TK można zakończyć już dziś. Tylko czy pokój opłaca się politykom?

Każdy potrafi bronić praworządności, kiedy krępuje ona przeciwnika. Wtedy procedura jest święta, a każde przekroczenie kompetencji to zapowiedź dyktatury. Schody zaczynają się wtedy, gdy ta sama procedura zaczyna przeszkadzać nam. Podpisu odmawia ktoś, kogo nie znosimy, czyjaś kompetencja staje między nami a zwycięstwem, na które czekaliśmy latami. Dopiero wtedy wychodzi na jaw, czy wierzyliśmy w stojące ponad nami prawo, czy tylko w coś, co jest ważne, kiedy nam się przydaje.

Marcin Matczak
Opinia autorstwa: Marcin Matczak
Dzisiaj 05:54
7 min
Spór o Trybunał Konstytucyjny można zakończyć bez obchodzenia prawa, ale politykom bardziej opłaca się podsycać konflikt (fot. PAP)

To, co działo się 30 października wokół Trybunału Konstytucyjnego, było sprawdzianem dla stosunku do prawa wielu z nas. I był to sprawdzian, moim zdaniem, oblany, bo uzbrojona policja w hełmach przed sądem konstytucyjnym to nie jest obraz państwa, które odzyskuje zaufanie obywateli. Tak raczej wygląda państwo, w którym politycy zapomnieli, jak się rozstrzyga spory za pomocą reguł, i dlatego rozstrzygają je siłą, bo myślą, że tak jest skuteczniej.

Czyżby? Wejść do budynku jest łatwo. Ale trudniej jest sprawić, żeby następnego dnia instytucja, która się w nim mieści, miała więcej autorytetu niż dnia poprzedniego.

Argument siły zamiast państwa prawa. Wojna o Trybunał trwa

Kto zaczął

Zanim ktoś mi zarzuci, że znowu symetryzuję, kilka słów o tym, kto zaczął. Po pierwsze, Trybunał zniszczyło Prawo i Sprawiedliwość, bo ta historia nie zaczęła się w ostatni piątek, tylko 11 lat temu. Wtedy podporządkowanie sądu konstytucyjnego stało się sposobem na pozbycie się hamulców władzy. Politycy PiS oburzają się dziś, że ktoś upartyjnia instytucję, którą sami upartyjnili. To hipokryzja w stanie czystym.

REKLAMA
Reklama

Po drugie, Bogdan Święczkowski nie powinien kierować Trybunałem i co do tego nie mam wątpliwości. Jest nie do pomyślenia, żeby osoba z tak poważnymi zarzutami za działalność na szkodę praw i wolności obywatelskich wciąż kryła się za immunitetem sędziowskim, kierując najważniejszym sądem w Polsce.

Ale to, co o nim myślę, nie daje mi prawa do wymyślenia kompetencji, która pozwoli go odsunąć. Ani mnie, ani większości sejmowej. W państwie prawa pytanie „czy on zasługuje na utratę stanowiska?” to jedno. Pytanie „kto i w jakim trybie może mu je odebrać?” to drugie. Procedury są po to, żeby nasze przekonanie o czyjejś winie nie wystarczało do wydania wyroku i jego wykonania.

Święczkowski wysłał pismo do Komendanta Głównego Policji. „Z najwyższym oburzeniem przyjmuję”

W politycznej gorączce zlewają się dwie sprawy, które trzeba zdecydowanie oddzielić. Jedna to dopuszczenie do orzekania sędziów wybranych zgodnie z prawem. Druga to odsunięcie prezesa i wiceprezesa od czynności. W pierwszej sprawie można mieć rację, a w drugiej nie mieć podstawy prawnej. Popieram sędziów blokowanych przez prezydenta. Nie znaczy to jednak, że podpisuję weksel in blanco na wszystko, co później zrobi się w ich imieniu.

REKLAMA
Reklama

Nie przekonuje mnie podstawa prawna, na którą powołano się przy zarządzeniu przerwy w czynnościach kierownictwa TK. Przepis odsyłający do regulacji o innych sędziach to nie tunel, którym można przemycić dowolną kompetencję. Ustawa o statusie sędziów TK każe w sprawach nieuregulowanych sięgać do innych przepisów. Najpierw trzeba więc pokazać, że sprawa rzeczywiście jest nieuregulowana. A odpowiedzialność dyscyplinarna sędziów Trybunału jest uregulowana.

Nie da się też przenieść na Trybunał logiki nadzoru nad sądami powszechnymi. Sąd konstytucyjny istnieje po to, żeby kontrolować władzę polityczną. Tymczasem wątpliwa interpretacja pozwala tej władzy wygodnie usuwać ludzi z organu, który ma ją kontrolować. Przy takiej interpretacji każdemu powinna się zapalać czerwona lampka. I, kierując apel do zwolenników Donalda Tuska, nie chodzi o to, czy dziś ufacie tej władzy. Chodzi o to, czy dalibyśmy tak rozumianą kompetencję jej następcom, których jeszcze nie znamy.

Kpina ze zdrowego rozsądku

Osobny rozdział w tej sprawie pisze Karol Nawrocki. Przyjmowanie ślubowania nie jest narzędziem, przy pomocy którego prezydent wybiera sobie sędziów, którym pozwala orzekać w TK. Konstytucja nie dała mu prawa do organizowania dodatkowego konkursu, w którym przepuszcza tylko tych, którzy mu politycznie pasują. A nazywanie tego obroną niezależności Trybunału to kpina ze zdrowego rozsądku obywateli. Kontrola jednego obozu nad sądem nie zamieni się w bezstronność od tego, że ktoś będzie słowo „apolityczność” powtarzać do znudzenia.

REKLAMA
Reklama

Odmowa przyjęcia ślubowania przez prezydenta to blokowanie państwa i tak trzeba o tym mówić. On nie występuje wyłącznie w roli obrońcy instytucji, której zagrażają inni. Sam jest jednym z tych, którzy jej zagrażają. Jego nocna wizyta w Trybunale i te bulwersujące przepychanki oraz przesuwanie sędziów TK utwierdzają wrażenie, że autorytet urzędu zastępuje się pokazem siły. Prezydent ma studzić konflikt, a nie wnosić do niego obyczaje ze stadionowych trybun.

„Morale szoruje po dnie”. Ujawniamy, co dzieje się w policji po akcji pod TK

Co dalej

Po piątkowych wydarzeniach czekają nas w sprawie TK kolejne dni. Ci, którzy zajęli budynek przy Szucha, mają obowiązek powiedzieć, co będzie po efektownym wejściu. Jakie decyzje da się potem skutecznie podjąć?

Tu zaczyna się problem ze Zgromadzeniem Ogólnym, które zwołała sędzia Korwin-Piotrowska, a na którym może zabraknąć kworum. Ośmioro sędziów nie zrobi się dziesięciorgiem tylko dlatego, że reszta odmawia współpracy. Tę odmowę można nazwać obstrukcją i można ją publicznie piętnować. Ale obstrukcja nie zmienia wymogu ustawy. Jeśli kworum nie będzie, uchylenie immunitetu Święczkowskiemu nie zyska podstawy prawnej. Nie da jej na pewno to, że uczestnicy będą głęboko przekonani o swojej racji.

REKLAMA
Reklama

Tak umarł Trybunał Konstytucyjny. Ruszyła gra o władzę bez ograniczeń

„No dobrze, a co proponujesz?” – słyszę. Zacząłbym od innego pytania: co właściwie zyskaliśmy po piątku? Czy przeciwnicy rządu chętniej uznają teraz wyroki Trybunału? Czy zwykły obywatel zobaczy w nim miejsce, które chroni go przed każdą władzą, a nie tylko przed poprzednią? Czy po następnych wyborach ta instytucja będzie bezpieczniejsza? Jeśli na wszystkie te pytania odpowiedź brzmi „nie”, niewiele się zmieniło.

Trybunał to nie urząd, którego sprawność mierzy się liczbą obsadzonych biurek. Jego sensem jest przekonanie, że nawet wyrok, który nam się nie podoba, zasługuje na szacunek. Bo sąd jest najwięcej wart wtedy, gdy przegrany nie chce go zlikwidować, a zwycięzca nie traktuje go jak swojej własności. Trochę jak z sędzią na boisku. Jeśli połowa stadionu jest pewna, że gwiżdże dla przeciwnika, wynik niczego nie rozstrzyga, nawet dla tych, którzy wygrali. A u nas coraz częściej proponuje się instytucję, której wiarygodność kończy się dokładnie tam, gdzie kończy się elektorat danej partii.

Proste rozwiązanie

Na koniec propozycja, co zrobić. Istnieje bardzo proste rozwiązanie kryzysu wokół TK. Niech prezydent, który we wrześniu pisał w oficjalnym liście do TK, że nie chce Trybunału jednej partii, przyjmie ślubowanie (albo uzna złożone) od ośmiu sędziów TK wybranych w tej kadencji Sejmu.

REKLAMA
Reklama

Wtedy w TK będzie siedmiu sędziów wybranych za czasów PiS i ośmiu za czasów PO, a więc TK będzie zbalansowany. Niech następnie prezes TK wyznacza składy ściśle zgodnie z przepisami, a nie ręcznie. Wtedy i składy będą zbalansowane. A o tym, kto będzie wybierał sędziów w następnej kadencji, zdecyduje Naród w 2027 r.

Dlaczego to proste i pokojowe rozwiązanie ze strony głowy państwa, któremu zapewne zależy na sprawnym działaniu TK, nie jest możliwe? Bo w tej sprawie nikomu nie zależy już na tym, aby problem rozwiązać. Politykom bardziej przydatny jest Trybunał płonący emocjami niż normalnie funkcjonujący.

Źródło: Zero.pl
Marcin Matczak
Marcin MatczakProfesor nauk społecznych, radca prawny, specjalista w zakresie teorii i filozofii prawa, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim – autor zewnętrzny
REKLAMA
Reklama