W rządzie przyspieszają prace nad podatkiem cyfrowym. – To nie są pieniądze, po które sięgamy do kieszeni obywateli – mówi Zero.pl wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Zdradza nam, jak będzie starał się przekonać prezydenta Karola Nawrockiego do podpisania ustawy. Przekonuje przy tym, że nie ma mowy o „antyamerykańskości” nowej daniny. Sprawdziliśmy, jaki jest kierunek działań rządu.

- Projekt ustawy wprowadzającej tzw. podatek cyfrowy trafił do konsultacji publicznych. Pilotuje go Ministerstwo Cyfryzacji.
- Jest tajemnicą poliszynela, że w rządzie nie ma konsensusu co do wprowadzenia podatku. W rozmowie z Zero.pl wicepremier i szef resortu cyfryzacji, Krzysztof Gawkowski, zdradza, jakich argumentów użyje, by przekonać koalicjantów do nowej daniny.
- Minister mówi też, w jaki sposób chce współpracować z kancelarią prezydenta Karola Nawrockiego, by ten podpisał ustawę. Przekonuje przy tym, że nowa danina nie jest wymierzona w firmy z USA.
- Kogo zatem dotknie? Pytamy o to eksperta, który wyraźnie wskazuje kierunek działań rządu.
- Nowy podatek może jednak napotkać nie tylko przeszkody natury politycznej, ale i te wynikające z kalendarza. To będzie prawdziwy wyścig z czasem.
Ministerstwo Cyfryzacji udostępniło w Rządowym Centrum Legislacji projekt nowej ustawy wprowadzającej tzw. podatek cyfrowy (a dokładnie rzecz ujmując, podatek rekompensujący od niektórych usług). 3-procentowa danina, w myśl autorów projektu, objęłaby przychody wiodących międzynarodowych korporacji technologicznych, które generują zyski na polskim rynku.
Weszło nowe prawo unijne. Naprawisz nawet starą pralkę
Nowe regulacje mają zacząć obowiązywać od początku 2027 r. Podatek cyfrowy w zamierzeniu ma objąć firmy oraz grupy kapitałowe, które w odniesieniu do minionego roku rozliczeniowego spełniają jednocześnie dwa kryteria finansowe. Po pierwsze, ich globalne obroty muszą przekraczać 1 mld euro, a wpływy ze świadczenia usług określonych w ustawie na terenie Polski muszą wynosić ponad 25 mln zł. Lokalizacja siedziby czy miejsce rezydencji podatkowej przedsiębiorstwa nie mają przy tym żadnego znaczenia.
Rząd nie jest jednomyślny ws. podatku cyfrowego
Tajemnicą poliszynela jest, że w koalicji rządzącej nie ma jednomyślności, jeśli chodzi o podatek cyfrowy. Zachowawczo do nowej daniny podchodzi chociażby resort finansów. – Pan premier Gawkowski przedstawił tę propozycję, ale w Ministerstwie Finansów jeszcze nie przeprowadziliśmy takiej pełnej, dokładnej analizy – mówił kilka dni temu na antenie Polsat News szef MF, Andrzej Domański. – Najważniejsze, jak ten podatek potencjalnie będzie skonstruowany – dodał.
MF skrupulatnie liczy wpływy do budżetu – i właśnie na tym chce oprzeć swoją argumentację minister Gawkowski.
– W rządzie są różne stanowiska dotyczące podatku cyfrowego, dlatego też Ministerstwo Cyfryzacji czeka na efekt konsultacji międzyresortowych i uwagi, które do nas spłyną – mówi Zero.pl wicepremier.
– Będę starał się przekonywać koalicjantów do tego projektu – dodaje. – Uważamy bowiem, że jest to podatek sprawiedliwościowy. Duże korporacje, które operują na platformach, a nie płacą podatków tak, jak polskie firmy, powinny dzielić się swoimi zyskami.
MC: Nowy podatek może przynieść miliardy
– Za argument niech posłuży też to, że podatek ten zapewni dodatkowe wpływy do budżetu państwa – podsumowuje szef resortu cyfryzacji.
Według szacunków w pierwszym roku funkcjonowania podatek przyniósłby państwowej kasie ok. 2,5 mld zł, a w kolejnym roku ok. 3 mld zł. Łącznie w okresie dziesięciu lat od wprowadzenia daniny cyfrowej wpływy do kasy państwa z tego tytułu mają wynieść niemal 31,7 mld zł.
Jeśli projekt ustawy zostanie zaakceptowany przez całą koalicję i wyjdzie z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jako projekt rządowy, a następnie przejdzie całą ścieżkę legislacyjną w Sejmie, pozostanie jeszcze jeden płotek w tym biegu z przeszkodami: Kancelaria Prezydenta. Big techy i platformy cyfrowe, w które uderzyłby podatek, kojarzą się powszechnie z firmami amerykańskimi, takimi jak Meta (właściciel m.in. Facebooka), X czy Alphabet (spółka-matka Google). W tym kontekście zasadne staje się pytanie, czy Karol Nawrocki podpisałby ustawę, która godzi w interes korporacji z USA, potencjalnie narażając na szwank polsko-amerykańskie relacje.
Obawy przed narażeniem się Amerykanom
Dobrobyt tych relacji leży zresztą na sercu także ministrowi finansów, tym bardziej, że prezydent Donald Trump zagroził pod koniec czerwca 100-proc. cłami każdemu krajowi, który wprowadzi podatek uderzający w zarobki amerykańskich gigantów.
– (...) Wiemy, jak nastawiona jest amerykańska administracja do tzw. podatków cyfrowych – przyznał Andrzej Domański na antenie Polsat News. – One funkcjonują, oczywiście, w wielu krajach, ale to, co dla mnie jest istotne, to to, że ta propozycja premiera Gawkowskiego nie jest wymierzona w żaden konkretny kraj.
Minister Gawkowski potwierdza.
– Podkreślam: nie jest to podatek antyamerykański. Z naszych analiz wynika, że 70-80 proc. wpływów będzie pochodzić od firm azjatyckich, a pozostała część od firm z USA i innych państw spoza Azji – mówi Zero.pl.
Jakie dokładnie firmy zostałyby obłożone podatkiem cyfrowym? Wyjaśnia nam to dr Jarosław Kopeć, kierownik zespołu Data & Intelligence w Fundacji Instrat, która na zlecenie MC przygotowała ekspertyzę „Opodatkowanie działalności cyfrowej”. Zawarte w niej rekomendacje trafiły do projektu ustawy o nowej daninie.
– Mogę powiedzieć, że ten podatek w Polsce będzie tak skonstruowany, że obejmie tzw. marketplace'y, czyli platformy, na których różni kupcy mogą handlować z klientami. Polacy dość intensywnie z tych platform korzystają. Generują one ogromne obroty, jeśli więc nałożymy 3-proc. podatek na same tylko prowizje pobierane przez te platformy, wygeneruje to niebagatelne wpływy do budżetu.
– Problem w tym, że podmioty te nie są zbyt transparentne, jeśli chodzi o sposób raportowania, więc nasze szacunki co do wpływów obarczone są niepewnością – zastrzega ekspert. – Mamy jednak nadzieję, że ten podatek oprócz funkcji fiskalnej spełni też właśnie funkcję narzędzia służącego transparentności i dzięki niemu będziemy wiedzieć, jakie są faktyczne obroty tych firm.
– Dodam, że nasze wyliczenia wskazują, iż bardzo istotna część, jeśli nie większość wpływów z tego podatku, pochodzić będzie od platform azjatyckich i europejskich – podkreśla Jarosław Kopeć.
Jak minister Gawkowski chce współpracować z prezydentem ws. podatku cyfrowego?
Minister Krzysztof Gawkowski w rozmowach z Kancelarią Prezydenta chce sięgnąć po jeszcze jeden argument. – Będę namawiał Pana Prezydenta, by ustawę o podatku cyfrowym podpisał, bo to nie są pieniądze, po które sięgamy do kieszeni zwykłych obywateli, ale mają je płacić wielkie korporacje.
Odcięci od wody: czy my myjemy się w rzece? Tak wygląda susza w Polsce
Wydaje się, że ten sposób myślenia bliski jest Karolowi Nawrockiemu, który nie zawetował ustawy podwyższającej podatek CIT dla sektora bankowego (w efekcie od 2026 r. stawka tego podatku dla banków wzrosła do 30 proc. z wcześniejszych 19 proc.; w 2027 r. ma wynieść 26 proc.). – Nie może być tak, że obciążenia podatkowe ponosi statystyczny obywatel lub niewielkie przedsiębiorstwo, podczas gdy korporacje zagraniczne albo duże instytucje finansowe uzyskują rekordowe zyski – mówiła głowa państwa, uzasadniając złożenie podpisu na ustawie w listopadzie 2025 r.
Jeśli nawet jednak resort cyfryzacji pokona wszystkie przeszkody natury politycznej, jego największym przeciwnikiem może okazać się kalendarz. Podatek cyfrowy ma wejść w życie 1 stycznia 2027 r. Konsultacje publiczne projektów ministerialnych trwają zazwyczaj nie mniej niż 21 dni. Treść projektu muszą uzgodnić między sobą ministerstwa, następnie musi on trafić pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów, a potem zostać zaakceptowany przez rząd. Potem projektem musi zająć się Sejm i Senat. Same zmiany powinny zostać ogłoszone do 30 listopada roku poprzedzającego rok podatkowy, w którym te zmiany będą obowiązywać. Na to wszystko nakłada się podpis Karola Nawrockiego, na który prezydent ma 21 dni – ustawa musiałaby więc trafić na jego biurko na początku listopada. Ministerstwo Cyfryzacji będzie więc ścigać się z czasem.

