Reklama
Reklama
Reklama

Dwa koła od WSK-i i parę desek. 17-latek z Podlasia zbudował kartoflomat

Dwa koła od WSK-i i parę desek. 17-latek z Podlasia zbudował kartoflomat
Dwa koła od WSK-i i parę desek. 17-latek z Podlasia zbudował kartoflomat (fot. SatoshiTada, Franciszek Perkowski, Barbara Sojko / Shutterstock/Facebook)

17-letni Franciszek Perkowski z okolic Krynek na Podlasiu sam zbudował samoobsługowy punkt sprzedaży ziemniaków – kartoflomat. Klient wybiera worek, sprawdza cenę i płaci gotówką lub BLIK-iem. Pomysł, oparty na zaufaniu, sprawdza się zwłaszcza w weekendy, gdy przez okolicę ciągną turyści jadący do Kruszynian.

  • Nastoletni rolnik z Podlasia wykorzystał ruch turystyczny w okolicy i zbudował własnoręcznie samoobsługowy „kartoflomat” z dwóch kół od WSK-i i kilku desek.
  • System opiera się na uczciwości klientów – worki mają ceny, a płatność trafia do skrzynki lub przez BLIK-a; strat jest mniej niż 1 proc.
  • Automat nie zastąpi sprzedaży hurtowej, ale pozwala zagospodarować część z pół hektara upraw i daje młodemu rolnikowi dodatkową motywację do pracy w gospodarstwie.

Franciszek Perkowski gospodaruje razem z rodziną w okolicach Krynek, niedaleko granicy z Białorusią. Ziemniaki, które uprawia na około pół hektara, dotychczas w większości trafiały do skupu – jak w tysiącach innych gospodarstw w Polsce. Problem w tym, że taki kanał zbytu rzadko daje rolnikowi realny wpływ na cenę czy sposób dotarcia do klienta.

Czas przeszły niedokonany. Od „Amadeusza” po „Amelię”, klasyka znów rządzi w kinach

Nastolatek zauważył jednak coś, co inni mogli przeoczyć: przez jego okolicę codziennie przejeżdżają samochody z turystami kierującymi się do Kruszynian – miejscowości znanej z zabytkowego meczetu i kuchni tatarskiej. Skoro ludzie i tak tędy jadą, dlaczego nie zaproponować im czegoś do kupienia po drodze? O swoim pomyśle opowiedział redakcji topagrar.pl.

Reklama
Reklama

Z tej obserwacji narodził się pomysł na własny, niewielki punkt sprzedaży wystawiony przy trasie – bez potrzeby zatrudniania kogokolwiek do jego obsługi.

Automat bez elektroniki – tylko kartka, skrzynka i zaufanie

To, co Franciszek nazywa kartoflomatem, nie ma nic wspólnego z klasycznym automatem vendingowym znanym z galerii handlowych. Żadnych czujników, ekranów czy elektronicznych zamków. Cały mechanizm opiera się na uczciwości kupujących.

Przy każdym worku ziemniaków leży kartka z wagą i ceną. Klient sam decyduje, co bierze, sam liczy należność i sam wybiera formę płatności – wrzuca banknoty do skrzynki albo wysyła BLIK-iem. Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, by po prostu zabrać towar i odjechać bez płacenia.

Reklama
Reklama

W praktyce jednak, jak przyznaje młody rolnik, do nadużyć dochodzi rzadko – szacuje, że dotyczą mniej niż jednego procenta transakcji. Dla niewielkiego gospodarstwa, w którym nie ma dodatkowych rąk do obsługi klienta, to wynik więcej niż zadowalający.

Dwa koła z WSK, kilka desek i tabliczka z napisem

Budowa punktu sprzedaży kosztowała rodzinę Perkowskich niewiele – i czasowo, i finansowo. Konstrukcję postawił Franciszek razem z ojcem, wykorzystując do tego stary wózek osadzony na dwóch kołach pochodzących z motoroweru WSK. Do tego doszły: drewniany daszek chroniący przed deszczem, ręcznie zrobiony napis „kartoflomat” oraz zamykana skrzynka na pieniądze.

Cała konstrukcja miała spełnić jedno zadanie: dać klientom wygodne miejsce, gdzie mogą się zatrzymać i kupić ziemniaki dokładnie wtedy, gdy przejeżdżają w pobliżu – bez umawiania się, bez telefonu, bez czekania na kogokolwiek.

W gospodarstwie uprawiane są dwie odmiany – Catania i Tonacja – w mniej więcej równych proporcjach. Kartoflomat pozwala część tego zbioru sprzedać od razu, z pominięciem pośredników, po cenie ustalonej samodzielnie przez producenta.

Nie zastąpi hurtu, ale w sezonie sprzedaż idzie nieźle

Franciszek nie ma złudzeń co do skali tego biznesu – kartoflomat nie jest w stanie wchłonąć całej produkcji gospodarstwa i nie taki był zresztą cel jego budowy. Duże partie, liczone w tirach, nadal trafiają tam, gdzie zawsze. Mniejsze ilości, liczone w tonach, w turystycznej okolicy sprzedają się jednak zaskakująco dobrze.

Reklama
Reklama

Największy ruch przy budce notowany jest w ciepłe weekendy, gdy przez okolicę przejeżdża najwięcej osób kierujących się w stronę Kruszynian. Wtedy sprzedaż wyraźnie przyspiesza, a worki znikają szybciej niż w tygodniu.

Dla nastolatka to coś więcej niż dodatkowy przychód. Sam przyznaje w rozmowie z topagrar.pl, że trudno mu jednoznacznie nazwać, co go najbardziej pociąga w pracy na roli – ale to właśnie tego typu inicjatywy sprawiają, że czuje sens w tym, co robi. Ważną rolę odgrywa też świadomość, że ziemia w rodzinie jest od pokoleń i że to on ma być kolejnym ogniwem tej historii.

Obejrzyj także:

Reklama
Reklama