Reklama
Reklama
Reklama

Susza już niemal w całym kraju. Rolnicy apelują o pomoc i zmianę prawa

TYLKO NA

Rolnicy i sadownicy biją na alarm: tegoroczna susza przyczyniła się do znacznego ograniczenia zbiorów w niemal wszystkich gatunkach upraw. Wody brakuje na polach, ale także w rzekach czy stawach. – Już teraz można mówić, że ponad połowa kraju jest objęta ostrzeżeniem przed suszą hydrologiczną – poinformował Michał Sikora-Le z IMGW. 

Wysycha Jezioro Klimkowskie
Wysychajace Jezioro Klimowskie - sztuczny zbiornik zaporowy na Ropie. Hydroelektrownia funkcjonujaca na zaporze wymaga okreslonego przeplywu wody, co w powiazaniu z bardzo niskim poziomem wody w rzece, powoduje postepujace zanikanie zbiornika. (fot. Jakub Adamczyk / East News)
  • Najniższy w historii stan wody, wynoszący 102 cm, odnotowano w piątek na stacji badawczej Warszawa-Bulwary.
  • – To tak naprawdę obraz tego, co się dzieje na całej długości rzeki – powiedział Michał Sikora-Le, hydrolog i synoptyk z IMGW, w rozmowie z Zero.pl.
  • Utrzymująca się susza ma wpływ na sytuację rolników, która od wielu miesięcy jest bardzo trudna. – W następnych latach niekorzystnych zjawisk pogodowych będzie więcej lub tyle samo. Należy bezwzględnie podjąć ochronę rolników czy sadowników – zaapelował Mirosław Maliszewski, prezes Polskiego Związku Sadowników, w rozmowie z Zero.pl.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że w piątek na stacji Warszawa-Bulwary na Wiśle zanotowano rekordowo niski stan wody – 102 cm. „Pobity został dotychczasowy rekord z września 2025 roku, który po przeliczeniu (wynikającym ze zmiany rzędnej 0 wodowskazu), wynosił 104 cm” – podkreślił Instytut.

W dłuższej perspektywie to wynik zjawisk, które w Polsce towarzyszą nam od długiego czasu – wyjaśnił Michał Sikora-Le, hydrolog i synoptyk z IMGW, w rozmowie z Zero.pl. Jak podał, susza utrzymująca się na terenie kraju to skutek małych, nieregularnych opadów, upałów, a także braku retencji, czyli magazynowania wody z opadów czy gruntowej. 

– Opadów jest mało, a jak one już są, to mowa o opadach nawalnych, burzowych, które nie poprawiają sytuacji hydrologicznej. Woda szybko trafia do środowiska, ale również szybko odpływa do rzek. Stan wody w Warszawie to tak naprawdę obraz tego, co się dzieje na całej długości Wisły, dlatego że na stan wody w Warszawie największy wpływ ma ta woda, która spływa z tych górnych części zlewni na obszar stolicy – wyjaśnił Michał Sikora, hydrolog z IMGW, w rozmowie z Zero.pl.

Susza w Polsce. „Ponad połowa kraju jest objęta ostrzeżeniem”

Jak dodał synoptyk, susza w wielu rejonach doprowadziła gleby do takiego stanu, że nie są one w stanie „utrzymać” opadów. Woda nie przedostaje się poza powierzchnię spieczonej ziemi i spływa dalej: do ścieków czy rzek.

Reklama
Reklama

– Gleba jest wysuszona. Woda, zamiast wsiąkać w ziemię i jej głębsze warstwy, bardzo szybko spływa. Z tego wynika też to, że możemy mieć jednocześnie suszę na przeważającym obszarze kraju, a kiedy przyjdzie gwałtowna burza, to szybko się formuje wezbranie wody i ono jest pewnym zagrożeniem – wyjaśnił Michał Sikora-Le. 

Utrzymujące się upały czy nieregularne opady doprowadziły do stanu ogłoszenia ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną w 78 miejscach w całym kraju. To jeden z najpoważniejszych alarmów dotyczących braku opadów: oznacza on, że w rzekach, jeziorach czy stawach zaczyna fizycznie brakować wody. W trakcie suszy hydrologicznej drastycznie maleje poziom wszystkich wód powierzchniowych.

– Spodziewamy się, że ostrzeżeń będzie coraz więcej – nie ukrywał Sikora-Le. – Tak naprawdę już teraz można mówić, że nawet ponad połowa kraju jest objęta ostrzeżeniem przed suszą hydrologiczną – poinformował.

Skutki suszy. „Bezwzględnie mniejsze zbiory”

Susza hydrologiczna w połączeniu z upałami, przymrozkami, które występowały na wiosnę, a także nagłymi, silnymi opadami stanowi realne zagrożenie dla rolników. Jak podał Mirosław Maliszewski, prezes Polskiego Związku Sadowników, w tym roku we wszystkich gatunkach upraw sadowniczych hodowcy odnotowali „bezwzględnie mniejsze zbiory”.

Reklama
Reklama

– Wszystkie zjawiska atmosferyczne, które się wiążą ze zmianami klimatycznymi, dotknęły w tym roku polskich sadowników – podał Maliszewski.

Prezes PZS wyjaśnił też, na czym m.in. polegają obecne problemy rolników i sadowników.
– Opady, które były w ciągu ostatniego miesiąca, trochę uzupełniły braki wody. Natomiast mowa tylko o powierzchownym uzupełnieniu: uprawy sadownicze notorycznie cierpią w tej chwili na brak wody, dlatego że jej nie ma nawet w głębszych warstwach, gdzie zawsze ona była. W tym momencie występuje tylko na powierzchni, co niewątpliwie ograniczyło bardzo mocno zbiory. Na to, ile było owoców, wpływały też upały, które uszkadzały zbiory. Temperatury przekraczające 40 stopni Celsjusza w dzień spowodowały tzw. ugotowanie, poparzenie owoców – podał prezes Polskiego Związku Sadowników, w rozmowie z Zero.pl. 

Sytuację polskich rolników wykorzystali nieuczciwi importerzy. Korzystając z tego, że niektórych owoców brakuje na rynku, zaczęli oni sprowadzać do Polski owoce z zagranicy, w tym spoza Unii Europejskiej. Sadownicy podkreślali, że np. czereśnie z Turcji otrzymywały nowe etykiety i były sprzedawane jako polskie. 

– Po raz pierwszy w tym roku niestety doszło do takiego zjawiska, że na skutek braku produkcji krajowej owoców z różnych powodów owoców było mniej na rynku. Sadownicy, rolnicy spodziewali się, że te mniejsze zbiory będą zrekompensowane lepszymi cenami. Jednak do Polski wjechało m.in. kilkanaście tysięcy ton czereśni, prawdopodobnie z Turcji, i były one brandowane jako polskie. Konsumenci płacą często więcej, producenci mają straty, traci polska gospodarka, ktoś inny zarabia. Już nie mówiąc o śladzie węglowym, który w przypadku owoców importowanych ma ogromne znaczenie – podkreślił prezes Polskiego Związku Sadowników, w rozmowie z Zero.pl. 

Reklama
Reklama

Szef PZS dodał też, że rolnicy boją się, iż w najbliższych latach zjawiska wynikające ze zmian klimatu, takie jak fale upałów, nagłe, nieregularne i silne opady, susze, będą występowały jeszcze częściej niż w ostatnich latach.  – Należy bezwzględnie podjąć ochronę rolników czy sadowników – podał prezes Polskiego Związku Sadowników, w rozmowie z Zero.pl. 

Rolnicy proszą o zmianę prawa. „Na pozwolenie czeka się latami”

Jednym z rozwiązań trudnej sytuacji rolników czy sadowników są inwestycje w retencję, czyli zatrzymywanie wody opadowej.

– Najbardziej zależy nam, by w takiej sytuacji jak obecna, nieregularnych lub niskich opadów, tę wodę w środowisku jak najdłużej zatrzymywać, żeby ona nie spływała, ale zostawała w środowisku. Według mnie najlepszym sposobem jest po prostu zatrzymywanie tej wody tam, gdzie spadnie. W sposób naturalny, czyli przez ochronę lasów, ochronę terenów podmokłych, ale także poprzez inwestowanie w małą retencję. Tam, gdzie jest to uzasadnione, również w duże zbiorniki retencyjne – mówił Michał Sikora-Le, synoptyk hydrolog z IMGW. 

Reklama
Reklama

Prezes Polskiego Związku Sadowników uważa, że magazynowanie wody w ten sposób jest bardzo potrzebne, ale jednocześnie wskazał na konieczność zmiany prawa.

– Nie mamy wpływu na pogodę, ale na gospodarkę wodną już tak. I o to rolnicy się zwracają, czyli o zmiany przepisów dotyczących budowy urządzeń, które by służyły magazynowaniu wody, by później używać jej do podlewania na przykład. Te urządzenia wodne to np. studnie, które służą do poboru wody głębinowej, stawy, zbiorniki retencyjne wykonywane sztucznie przez rolników na swoich działkach albo w swoich gospodarstwach. Dzisiaj jest to tak mocno utrudnione przez skomplikowane prawo budowlane i prawo wodne – stwierdził Maliszewski.

Jak dodał prezes PZS, wielu rolników rezygnuje z zakupu urządzeń czy wykopywania zbiorników, przez co cierpią z powodu suszy. Czasem wykonują to nielegalnie.

– Najważniejsze są zbiorniki retencyjne, które by zatrzymywały wodę z opadów, zwłaszcza tych opadów zimowych. Żeby rolnik na przykład mógł wykopać staw, który będzie
zasilany wodami z roztopów zimowych, z opadów, a później z tego, na przykład na ciekach wodnych, na rowach melioracyjnych, żeby ta woda, która dzisiaj naturalnie spływa do Bałtyku, jest tracona dla rolnictwa, mogła być zatrzymywana przez rolników w okolicach ich
gospodarstw – zauważył prezes PZS.

– Dzisiaj jest to na tyle skomplikowane, że wymaga po pierwsze pozwolenia budowlanego, warunków zabudowy, a po drugie musi wymagać tych tak zwanych operatów wodnoprawnych, czyli pozwoleń wodnoprawnych, na korzystanie z tej wody. Nawet  jeżeli taki zbiornik jest, to żeby z niego można było korzystać i brać wodę do podlewania, trzeba przejść skomplikowaną procedurę i uzyskać pozwolenie, na które trzeba czekać dwa-trzy lata – stwierdził.

Reklama
Reklama

Maliszewski dodał, że według niego przepisy dotyczące zbiorników wodnych i korzystania z wody przez rolnictwo bezwzględnie wymagają uproszczenia. – Rozmowy są w toku. Efekty może się pojawią, a jeżeli nie, będziemy po raz kolejny głośno mówić, że po prostu oczekujemy tego typu rozwiązań – zaznaczył. 

„Szaman KO”. Były działacz Młodzieży Wszechpolskiej o Romanie Giertychu

„Głęboka susza” już w 15 województwach 

Obecnie w ponad 625 gminach w Polsce, czyli w co czwartej gminie w kraju, samorządy musiały wydać apele lub rygorystyczne zakazy używania wody wodociągowej do podlewania trawników, mycia samochodów czy napełniania basenów.

Z kolei Państwowy Instytut Geologiczny (PIG) wydał ostrzeżenie przed tzw. niżówką hydrogeologiczną, czyli głęboką suszą wód podziemnych, które swoim zasięgiem w 2026 r. objęły w sierpniu aż 15 z 16 województw. Jedynym wyjątkiem jest województwo warmińsko-mazurskie.

Reklama
Reklama