Główny Inspektorat Sanitarny przygotowuje procedury na wypadek pojawienia się w Polsce pacjenta zakażonego wirusem Ebola. To następstwo ogłoszenia przez WHO międzynarodowego stanu podwyższonego zagrożenia zdrowia publicznego w związku z epidemią w Afryce. GIS ostrzega, że sytuacja wciąż nie została opanowana, a liczba nowych przypadków szybko rośnie.

- Główny Inspektorat Sanitarny alarmuje o możliwości pojawienia się w Polsce pacjenta zakażonego wirusem Ebola.
- Jak przekazał podczas konferencji prasowej szef GIS, dr Paweł Grzesiowski, działania zostały podjęte po decyzji Światowej Organizacji Zdrowia, która ogłosiła epidemię w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie stanem podwyższonego zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym.
- WHO zaznaczyła jednocześnie, że obecna sytuacja nie spełnia kryteriów uznania jej za pandemię.
Dr Grzesiowski wyjaśnił, że pierwsze sygnały dotyczące nieznanej choroby powodującej zgony na terenie Konga pojawiały się już 5 maja. Z kolei 15 maja laboratoryjnie potwierdzono występowanie podtypu wirusa Ebola w prowincji Ituri w Demokratycznej Republice Konga. Chodzi o rzadki wariant Bundibugyo, nazwany od jednej z prowincji Konga i po raz pierwszy zidentyfikowany w 2007 roku. Jak podkreślił szef GIS, ten podtyp wirusa charakteryzuje się większą zjadliwością niż inne odmiany Eboli, a obecnie nie istnieje wobec niego skuteczna szczepionka ani skuteczne leczenie.
GIS: „Bardzo wysoki poziom śmiertelności”
Według danych przedstawionych przez WHO, decyzja o ogłoszeniu międzynarodowego stanu zagrożenia została podjęta po odnotowaniu ponad 50 zgonów i przeszło 200 przypadków podejrzeń lub potwierdzonych zakażeń. Grzesiowski przekazał jednak, że według stanu na 20 maja liczba podejrzeń zachorowań wzrosła już do około 600, z czego 139 osób zmarło. Oznacza to śmiertelność przekraczającą 20 proc., co GIS ocenia jako bardzo wysoki poziom.
Podczas konferencji wskazano również, że tempo rozprzestrzeniania się wirusa jest bardzo szybkie. Jak zaznaczył Paweł Grzesiowski, krzywa zachorowań po wykryciu ogniska w Demokratycznej Republice Konga jest „właściwie pionowa”, co oznacza gwałtowny przyrost nowych przypadków. Według szefa GIS może to sugerować, że epidemia rozwijała się już wcześniej, jednak została zgłoszona z opóźnieniem.
Grzesiowski przypomniał, że Ebola należy do najgroźniejszych znanych chorób zakaźnych. W zależności od warunków leczenia śmiertelność może sięgać nawet 50–60 proc. Zaznaczył przy tym, że choć międzynarodowi eksperci stopniowo próbują opanować sytuację, to nadal nie można mówić o pełnej kontroli nad epidemią, ponieważ stale pojawiają się nowe przypadki zachorowań.
Epidemia na wycieczkowcu. „Uzasadniony niepokój”
Szef GIS przypomniał również epidemię z lat 2014–2016 w Afryce Zachodniej, kiedy wirusem Ebola zakaziło się ponad 28,6 tys. osób, a życie straciło 11,3 tys. chorych. Ogniska zakażeń występowały wtedy nie tylko w Gwinei i Sierra Leone, ale także m.in. w USA, Wielkiej Brytanii i we Włoszech.
Zaczyna się jak grypa
Pierwsze objawy zakażenia przypominają grypę i obejmują gorączkę, bóle głowy oraz silne osłabienie organizmu. W kolejnych etapach choroby pojawiają się wymioty, biegunka, niewydolność narządów, a u części pacjentów także krwotoki wewnętrzne i zewnętrzne. Jak podkreślił Paweł Grzesiowski, wirus prowadzi do wielonarządowej niewydolności, a bez odpowiedniej pomocy medycznej pacjent może w ciągu kilkunastu dni znaleźć się w stanie terminalnym.
W związku z rozwojem sytuacji, Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób ogłosiło pierwszy stopień alertu dla Europy. Jak wyjaśnił Grzesiowski, oznacza to utrzymywanie gotowości do podjęcia działań, choć obecnie na terenie Europy nie ma przypadków przenoszenia wirusa. Dodał jednak, że do europejskich krajów trafiali już wcześniej pacjenci zakażeni Ebolą, transportowani z Afryki w celu leczenia.