Reklama
Reklama
Reklama

„Nie grozi nam żaden blackout”. Polski operator uruchamia plan specjalny

TYLKO NA

Fala upałów to sprawdzian dla polskiej sieci. We wtorek 4 sierpnia jej operator, spółka Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE), uruchomił plan specjalny – okres przywołania na rynku mocy. Stało się to po raz drugi w tym roku i czwarty w historii. – To nie oznacza, że brakuje nam prądu. Po prostu rezerwa operacyjna nie może spaść poniżej określonego minimum – tłumaczy Zero.pl przedstawiciel PSE.

Upały to wyzwanie dla polskiej sieci elektroenergetycznej
Upały to wyzwanie dla polskiej sieci elektroenergetycznej (fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTER / East News)
  • Upały uderzają w polską sieć, ale przewidziane na tę okoliczność procedury sprawdzają się. Spółka PSE ogłosiła we wtorek okres przywołania na rynku mocy.
  • Chodzi o to, by zapewnić odpowiedni poziom rezerwy w systemie np. na wypadek nagłej awarii którejś z elektrowni. – Podkreślam, że nie grozi nam żaden blackout – mówi Zero.pl Wojciech Krzyczkowski z biura prasowego PSE.
  • – Ostatni raz blisko blackoutu byliśmy w 2015 r. Przez ten czas zrobiono jednak w Polsce sporo, żeby ta moc była i żeby zachować bezpieczną rezerwę nawet w trudniejszych okresach – uspokaja ekspert.

Przez Polskę przechodzi fala upałów. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia I, II i III stopnia przed wysokimi temperaturami dla niemal całego kraju. Ekstremalne warunki pogodowe to sprawdzian dla systemu elektroenergetycznego, na który składają się jednostki wytwórcze, sieci przesyłowe i dystrybucyjne. 

Ukraina w NATO? „To bajki”

Upały i przywołanie na rynku mocy. „Czwarty raz w historii”

W poniedziałek 3 sierpnia operator sieci przesyłowych, spółka Polskie Sieci Elektroenergetyczne, poinformował, że krajowy system energetyczny jest dobrze przygotowany na pokrycie zapotrzebowania na moc w upały (zapotrzebowanie to wzrasta ze względu na masowe korzystanie z klimatyzacji), a w najbliższych dniach będzie dostępna wymagana rezerwa mocy, czyli swoisty zapas awaryjny. Jednocześnie PSE przyznały, że być może konieczne będzie ogłoszenie okresu przywołania na rynku mocy.

Reklama
Reklama

Scenariusz ten spełnił się 4 sierpnia. Okres przywołania na rynku mocy został ogłoszony w godzinach 17-18 i 18-19.

To standardowa procedura – uspokaja Wojciech Krzyczkowski z departamentu komunikacji PSE. Jak przypomina w rozmowie z Zero.pl, każdy z nas w pewien sposób „odczuwa” funkcjonowanie tego rynku, bo na rachunkach za prąd widnieje opłata mocowa.

– Zasila ona konto uczestników rynku mocy – tych, którzy wygrali aukcję, oferując usługę dostarczenia mocy w momencie, kiedy operator uzna, że tzw. rezerwa operacyjna jest za niska – tłumaczy przedstawiciel PSE.

Przywołanie na rynku mocy nie oznacza, że brakuje nam prądu – zapewnia. – Po prostu rezerwa operacyjna nie może spaść poniżej określonego minimum, bo musimy dysponować zapasem mocy na wypadek, gdyby np. jakaś elektrownia uległa awarii. Kiedy widzimy, że to minimum może zostać przekroczone, rynek mocy jest aktywowany, tak, jak dziś – dzieje się to czwarty raz w historii, a drugi raz w tym roku. Dziś przywołanie obowiązuje przez 2 godziny i już widzimy, że rezerwa wzrosła nam powyżej minimum. Czy jutro też trzeba będzie ogłaszać ten stan? To się okaże rano.

Poprzednio w tym roku okres przywołania na rynku mocy ogłoszono 30 czerwca. Wtedy też przez Polskę przetaczała się fala upałów.

Reklama
Reklama

Skwar w Polsce a ryzyko blackoutu

– Podkreślam, że nie grozi nam żaden blackout – zaznacza Wojciech Krzyczkowski. – Z definicji jest to zdarzenie występujące nagle, a my z wyprzedzeniem widzimy, co dzieje się w systemie i podejmujemy zawczasu odpowiednie działania. Rynek mocy jest zresztą tylko jednym z nich, PSE dysponują także innymi sposobami działania. Na przykład, możemy w ramach uzupełniania rezerwy mocy skorzystać z pomocy operatorów przesyłowych z sąsiednich krajów, jeśli mają oni w danym momencie nadwyżkę mocy.

Procedura rynku mocy sprawdza się, pozostają jednak pytania o wydolność całego systemu. We wtorek elektrownie w Kozienicach i Połańcu, należące do państwowej spółki Enea, ograniczyły pracę w związku z niskim stanem wody w Wiśle. Siłownie te mają otwarty system chłodzenia, co wymaga poboru wody z rzeki.

Minister energii, Miłosz Motyka, podkreślał w poniedziałek na antenie TVP Info, że polska sieć elektroenergetyczna jest dziś znacznie lepiej przygotowana na ekstremalne upały niż jeszcze kilka lat temu. Czy tak jest w istocie?

– Ostatni raz blisko blackoutu byliśmy w 2015 r., przez ten czas zrobiono jednak w Polsce sporo, żeby ta moc była i żeby zachować bezpieczną rezerwę nawet w trudniejszych okresach – mówi Zero.pl Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform, think tanku zajmującego się polityką klimatyczną i energetyczną.

Reklama
Reklama

– Rozbudowaliśmy mocno fotowoltaikę, która „ścina” letni szczyt zapotrzebowania, ponieważ generacja z paneli słonecznych nakłada się na godziny największego nasłonecznienia i powszechnego użycia klimatyzacji. Ostrożniej rozkładamy też obecnie odstawienia elektrowni, czyli przymusowe postoje związane z remontami – wylicza nasz rozmówca.

Co jednak, kiedy słońce nie świeci? – Oczywiście, wyzwaniem wciąż są godziny wieczorne, kiedy ludzie wracają do domów i też masowo włączają klimatyzatory – przyznaje prezes Instytutu Reform. – Wtedy produkcja energii ze słońca nie ma już miejsca, ale jest to wyraźny sygnał, że musimy nadal rozwijać rynek magazynów energii w Polsce. Można w nich odłożyć tanią energię ze słońca wyprodukowaną w ciągu dnia i sięgnąć po nią wieczorem. Jest to technologia szybko skalowalna i obecnie idzie to u nas w dobrym kierunku. 

Reklama
Reklama

Według ME, moc zainstalowana odnawialnych źródeł energii odpowiada już za ponad połowę mocy w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym. Wraz z przyrostem mocy z OZE rośnie też jednak liczba okresów, w których produkcja energii przewyższa bieżące zapotrzebowanie (czyli, mówiąc prościej, produkujemy więcej prądu, niż zużywamy). Sposobem na to, by nie marnować tej energii, jest magazynowanie i wykorzystywanie jej w momentach najwyższego zapotrzebowania. Obecnie najbardziej sprawdzoną technologią magazynowania energii na wielką skalę są elektrownie szczytowo-pompowe. Na razie w Polsce jest ich pięć. Ich łączna moc to ok. 1,7 GW, a pojemność magazynowa to ponad 6,7 GWh.

Aleksander Śniegocki zwraca ponadto uwagę, że także źródła konwencjonalne oddawane w ostatnich latach do użytku zostały dostosowane do ekstremalnych warunków pogodowych (przykładem mogą być niektóre bloki należące do Tauronu, które mają zamknięte obiegi chłodzenia, w związku z czym są bardziej odporne na niskie stany wód i upały).

O tym, jak istotna jest odporność źródeł wytwarzania energii na warunki pogodowe, przekonali się Węgrzy. Utrzymuje się tam ryzyko całkowitego wyłączenia elektrowni jądrowej w Paksu (produkuje ona ok. połowy energii elektrycznej na Węgrzech) z uwagi na niski poziom wody w Dunaju, która jest używana do chłodzenia bloków.

Reklama
Reklama

Czy grozi nam „węgierski scenariusz”?

Na Węgrzech mamy do czynienia ze starym typem elektrowni atomowej – mówi Aleksander Śniegocki z Instytutu Reform. – Stawiającym ją inżynierom nie przyszło do głowy, że Dunaj może wysychać. Zbudowano elektrownię bez wieży chłodniczej, z obiegiem otwartym, chłodzącą się przez dostęp wody z zewnątrz. Dziś taki system jest problemem i jak w lustrze odbijają się w nim skutki zmian klimatu.

– Obecnie znacznie uważniej podchodzi się do wpływu prognozowanych zmian klimatu na elektrownie atomowe – dziś już nikt nie zbudowałby takiego obiektu na rzece bez własnego zamkniętego systemu chłodzenia, który radykalnie ogranicza pobór wody z zewnątrz – dodaje ekspert. – Jeśli zaś elektrownia jest budowana w pobliżu morza – a tak ma to wyglądać w Polsce – to założenie jest takie, że reaktor będzie schładzany właśnie wodą morską.

Polski system jest też znacznie większy niż system węgierski; tam kłopoty jednej elektrowni mocno wpływają na stabilność całego tego układu. Oczywiście, w naszych warunkach problemem zawsze może okazać się jakieś wąskie gardło, ale PSE zarządzają systemem w sposób bardzo rozważny.

Przyszłość rynku mocy pod znakiem zapytania

W tym optymistycznym obrazie sen z powiek spędza jednak pewna data. Polska zobowiązana jest do tego, by do końca 2028 r. wycofać jednostki oparte na węglu kamiennym z mechanizmu rynku mocy – czyli właśnie tego interwencyjnego mechanizmu, który skutecznie ratuje nas przed blackoutem. Tymczasem udział węgla w całkowitej produkcji prądu w Polsce w 2025 r. wyniósł 52,2 proc. Owszem, spadł do najniższego poziomu w historii, ale to wciąż ponad połowa całkowitej generacji. Co zatem czeka rynek mocy po 2028 r.?

Reklama
Reklama

– Obecnie buduje się szereg jednostek gazowych, które zastąpią stare jednostki węglowe po ich wypadnięciu z rynku mocy – uspokaja Wojciech Krzyczkowski z PSE. – Pracujemy też nad tzw. usługami elastyczności (giełdowy system handlu krótkoterminowymi zmianami w poborze lub generacji prądu – red.), swój wkład w zapewnienie stabilności systemu będą mieć także duże magazyny energii.

Polacy przestaną wpadać w podatkowe sidła? Rząd zapowiada wyczekiwaną zmianę

Jak dodaje, rząd obecnie negocjuje też z Komisją Europejską nowy model rynku mocy oraz tzw. mechanizm dekarbonizacyjny. – Dzięki niemu niektóre jednostki węglowe mogłyby, w zamian za gwarancję pokrycia ich kosztów, pracować dłużej pod warunkiem, że docelowo zostaną zastąpione przez nowe nisko- lub zeroemisyjne źródła – wyjaśnia przedstawiciel PSE.

Reklama
Reklama