Od kilku dni Europa mówi o nowym gospodarczym think tanku. To Grupa Renu, mająca działać na rzecz poprawy konkurencyjności UE. Przedstawicieli Polski w niej nie ma. – Zachodnia Europa i tamtejsze elity nie wyciągają żadnych wniosków z problemów integracji europejskiej na przestrzeni ostatnich 20 lat – mówi Zero.pl ekonomista dr Janusz Wdzięczak. Jak dodaje, my też nie jesteśmy bez winy.

- Grupa Renu to think tank powstały z inicjatywy Mario Draghiego, byłego prezesa Europejskiego Banku Centralnego.
- Nowe gospodarcze gremium chce proponować rozwiązania, które pomogą Europie zwiększyć konkurencyjność na globalnych rynkach.
- W Grupie Renu nie znalazł się żaden przedstawiciel Polski. Z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej zaproszono zaś tylko byłego prezydenta Estonii.
- – Ignorowanie całego regionu, który coraz gwałtowniej się rozwija i stanowi coraz ważniejszy element europejskie i globalnej gospodarki, każe zadać pytanie, po co właściwie jest ta inicjatywa – mówi Zero.pl dr Janusz Wdzięczak z Uczelni Techniczno-Handlowej w Warszawie.
- Zdaniem naszego rozmówcy nieobecność Polski w Grupie Renu to efekt wąskich horyzontów myślowych zachodnich elit, ale my sami też nie jesteśmy bez winy.
Grupa Renu nie wzięła się znikąd. Jej powstanie to konsekwencja głośnego raportu z 2024 r. autorstwa Mario Draghiego, byłego premiera Włoch i byłego szefa EBC, który obnażył gospodarcze deficyty Europy. Koncentrując się wokół tematu konkurencyjności Unii, Draghi wzywał ją, by zaczęła wspierać inwestycje, które przywrócą Staremu Kontynentowi należne mu miejsce na globalnej arenie i pozwolą rywalizować ze wschodzącymi potęgami, jak Chiny i Indie.
Sondaże zmieniają polityczną układankę. Braun i Morawiecki mogą przesądzić o większości
Grupa Renu chce zapobiec „powolnej agonii” Europy
Draghi nie stronił od mocnych sformułowań, takich jak „powolna agonia”, która czeka UE, jeśli ta nie otrząśnie się z marazmu. Wskazywał też na główne problemy Europy:
- niską innowacyjność w porównaniu z Chinami i USA;
- wysokie koszty energii, które uderzają w europejski przemysł;
- trudności, jakie sprawia dekarbonizacja (odchodzenie od węgla) przy jednoczesnych próbach zachowania konkurencyjności;
- brak wspólnych instrumentów służących do finansowania strategicznych projektów.
Twórca raportu podkreślał konieczność dodatkowych nakładów inwestycyjnych rzędu 750–800 mld euro w skali roku. Środki na nie miałyby pochodzić z emisji wspólnego europejskiego długu na wzór NextGenerationEU (unijnego funduszu odbudowy po pandemii COVID-19, opiewającego na 800 mld euro).
Po diagnozie przyszedł czas na konkrety. Grupa Renu chce proponować recepty na bolączki Europy. Na swojej stronie alarmuje: „Spośród 50 największych firm technologicznych na świecie tylko cztery są europejskie”. I ostrzega: „jeśli stagnacja się utrzyma, nasz kontynent będzie stopniowo tracił zdolność do finansowania podstawowych zobowiązań nowoczesnego państwa: obronności, publicznej opieki zdrowotnej, emerytur, edukacji, inwestycji klimatycznych i zabezpieczeń dla tych, którzy tracą pracę”.
„Stara Europa” nie zaprosiła nas do stołu
Jak czytamy, Grupa Renu „zrzesza europejskich liderów z kręgów rządowych, akademickich i biznesowych w celu prowadzenia dyskusji na temat potencjalnych odpowiedzi na wyzwania stojące przez Europą”.
W tym gronie nie ma jednak nikogo z Polski. Deklarację programową podpisali dwaj współprzewodniczący grupy: Mario Draghi i Patrick Collison, Irlandczyk, współzałożyciel giganta technologicznego Stripe. Trzeci sygnatariusz to hiszpański ekonomista Luis Garicano.
Na liście członków figurują zaś m.in. Jörg Kukies, były minister finansów Niemiec, obecnie związany z bankiem Morgan Stanley; Philippe Aghion, francuski ekonomista, laureat Nagrody Nobla; Jeromin Zettelmeyer, niemiecki ekonomista, dyrektor think tanku Bruegel, czy hiszpański bankowiec Carlos Tores Vila, prezes Banco Bilbao Vizcaya Argentaria.
Owszem, jest jedno polsko brzmiące nazwisko – to Sebastian Siemiatkowski, szwedzki przedsiębiorca, współzałożyciel Klarna Bank. Jego rodzice wyjechali z Polski do Szwecji w 1980 r., a on sam urodził się w Uppsali i wykształcił w Sztokholmie. Stwierdzenie, że reprezentuje Polskę, byłoby mocno naciągane. Z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej w gronie ekspertów Grupy Renu znalazł się jedynie Toomas Hendrik Ilves, były prezydent Estonii.
Eksperci pytają o brak Polski w Grupie Renu
– To, niestety, pokazuje, że Zachodnia Europa i tamtejsze elity nie wyciągają żadnych wniosków z problemów integracji europejskiej na przestrzeni ostatnich 20 lat – tak o braku Polski w Grupie Renu mówi Zero.pl dr Janusz Wdzięczak, ekonomista, wykładowca Uczelni Techniczno-Handlowej w Warszawie.
– O ile jeszcze można pominąć głos pojedynczych, mniejszych państw, to ignorowanie całego regionu, który coraz gwałtowniej się rozwija i stanowi coraz ważniejszy element europejskie i globalnej gospodarki, każe zadać pytanie, po co właściwie jest ta inicjatywa. Czy jej celem jest wypracowanie realnych rozwiązań, które rozwiną gospodarkę europejską, czy też wzajemne zgadzanie się ze sobą, przytakiwanie sobie i poklepywanie się po plecach w znajomym gronie?
Dr Janusz Wdzięczak
Nieobecność Polski w Grupie Renu skomentował też w serwisie X Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego.
„Od 1990 r. Polska jest europejskim liderem wzrostu: realny dochód na mieszkańca wzrósł w tym czasie 3,6-krotnie, podczas gdy w strefie euro zaledwie 1,5-krotnie” – napisał.
„Polska jest dziś bogatsza od Japonii i Hiszpanii (według PKB na mieszkańca z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej – prognoza na 2026 r.), a jej gospodarka o wartości przekraczającej bilion dolarów zapewniła jej zaproszenie do grupy G20”. I zapytał retorycznie: „Chyba Europa chciałaby wiedzieć, co Polska zrobiła dobrze, prawda?”
Minister Domański nie chce się obrażać
O naszą absencję w grupie Draghiego był pytany minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.
– Jeśli Europa Zachodnia chce bazować na swoich doświadczeniach, to dyskusje i potencjalne wnioski będą uboższe – powiedział podczas prezentacji raportu „Droga do G20” Polityki Insight.
– To jest tak, jak gdyby chciano dyskutować o wzroście gospodarczym w Azji bez udziału Korei Południowej. Ale nie ma co się obrażać. To nie jest oficjalna grupa, zainicjowana przez Komisję Europejską. To nieformalna inicjatywa.
Mniej spokojnie podszedł do tego wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko, który wysłał pytania do założycieli Grupy Renu dotyczące jej „celów, mandatu i składu”. „Wymyślanie odbudowy konkurencyjności UE ponad głowami połowy państw członkowskich jest osobliwym pomysłem” – napisał polityk Polski 2050. „Pomijanie w tej debacie przedstawicieli Polski jest zamykaniem się na wnioski z najciekawszej historii wzrostu gospodarczego w Europie ostatnich dwóch dekad”.
Czy faktycznie Polski „nie chcą” na Zachodzie? A może nie potrafimy skutecznie nagłaśniać swoich sukcesów? – Niestety, część winy jest po naszej stronie, a nie tylko europejskich elit – mówi dr Janusz Wdzięczak.
– To pokazuje, że bez względu na to, jaka ekipa rządzi w Polsce, coraz mniej koncentrujemy się na tym, żeby budować swoją pozycję na forum międzynarodowym. Zamiast tego skupiamy się wewnętrznych sporach politycznych. W nich każdy jest mocny i głośny, ale na zewnątrz polski lobbing jest bardzo słaby.
Na Śląsku znów wrze. Górnicy z węglowego giganta boją się o cenną kopalnię
– W tym kontekście warto zauważyć, że mamy coraz mniej ludzi, którzy wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej i dzięki którym nasz głos był lepiej słyszalny we Wspólnocie – dodaje ekonomista. – Niedawno minęła 96. rocznica urodzin Jana Kułakowskiego – powstańca warszawskiego, w latach 1998-2001 pełnomocnika rządu ds. negocjacji o członkostwo Polski w UE. Z jego zdaniem liczono się na Zachodzie, podobnie jak ze zdaniem Bronisława Geremka, nawet jeśli ten ostatni był postacią kontrowersyjną. Dziś takich postaci brak.
Może zainteresuje Cię także:

