W holenderskim szpitalu Radboud University Medical Center w Nijmegen doszło do rażących uchybień w procedurach bezpieczeństwa biologicznego dotyczących obsługi pacjenta zakażonego hantawirusem. Jednocześnie ujawniono przypadek błędnej diagnozy u pasażerki statku MV Hondius, której objawy zlekceważono, przypisując je stanom lękowym.

-
W szpitalu w Nijmegen 12 osób trafiło na kwarantannę. Doszło do uchybień przy przetwarzaniu krwi i utylizacji moczu zakażonego pacjenta.
-
Stan Francuzki zakażonej hantawirusem jest krytyczny. Lekarze błędnie uznali jej objawy za stres i nerwowość, ignorując ryzyko infekcji.
-
Na statku MV Hondius potwierdzono osiem przypadków choroby. Trzy osoby zmarły w wyniku infekcji wirusem przenoszonym przez gryzonie.
Władze placówki w Nijmegen przyznały, że doszło do nieprawidłowości przy pobieraniu i przetwarzaniu krwi oraz postępowaniu z moczem chorego. Choć pacjent przebywał w izolacji od czwartku, jego krew została przetworzona według standardowych protokołów. W tej sytuacji wymagane było zastosowanie znacznie bardziej rygorystycznych zasad. Ponadto przy sobotniej utylizacji moczu personel nie zastosował najnowszych międzynarodowych wytycznych.
W związku z niezastosowaniem się do zaostrzonych procedur, 12 pracowników szpitala w Nijmegen trafiło na zapobiegawczą kwarantannę. Zgodnie z oficjalnymi zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) izolacja ta potrwa sześć tygodni. Pacjentem jest członek załogi wycieczkowca MV Hondius, który został przewieziony do Holandii w ubiegłym tygodniu. Przedstawiciele szpitala deklarują, że ryzyko zakażenia jest niewielkie, jednak kwarantanna jest koniecznym środkiem ostrożności.
Błędy medyczne jeszcze na statku
Równolegle ujawniono dramatyczne szczegóły dotyczące opieki nad pasażerami statku MV Hondius. Francuska turystka miała zgłaszać objawy chorobowe jeszcze na pokładzie jednostki. Mimo trwającej epidemii, w wyniku której zmarły już trzy osoby, lekarze z Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) oraz hiszpańskiej służby zdrowia uznali, że kobieta cierpi na lęk lub stres.
– Nie sądzili, że te objawy mogą być związane z hantawirusem. Dlaczego? Ponieważ mówiła, że miała epizod kaszlu kilka dni temu, który zniknął, a to, co odczuwała w tym momencie, przypominało stres, lęk lub nerwowość – przekazał Javier Padilla Bernaldez, hiszpański sekretarz stanu do spraw zdrowia. Kobieta miała objawy grypopodobne, które czasowo ustąpiły, a podczas badania na statku nie stwierdzono u niej gorączki.
Stan Francuzki gwałtownie pogorszył się tuż po ewakuacji i starcie samolotu do Paryża. Obecnie dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus określa jej stan jako krytyczny. – Wyobraźcie sobie, gdyby została na statku dłużej – skomentował.
Statek płynie do Rotterdamu
Poważnym problemem okazał się brak szybkich testów PCR na pokładzie. Diagnostyka wymagała transportu próbek do laboratorium w Madrycie, co zajęłoby 24 godz. Operację utrudniły dodatkowo ekstremalnie silne wiatry, które zmusiły statek do zawinięcia do portu Granadilla de Abona na Teneryfie (Santa Cruz de Tenerife).
Ewakuacja 120 osób z 23 krajów została określona przez hiszpański rząd jako operacja skomplikowana i bezprecedensowa. MV Hondius, pod dowództwem polskiego kapitana Jana Dobrogowskiego, wyruszył już w kierunku Rotterdamu. Pozostało na nim 26 członków załogi i dwóch medyków. Po dotarciu do celu jednostka zostanie poddana całkowitej dezynfekcji. Hiszpańska minister zdrowia Monica Garcia oświadczyła, że akcja ratunkowa zakończyła się „sukcesem” i odbyła się „z zachowaniem pełnego bezpieczeństwa”.