W najbliższych dniach dojdzie do spotkania Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w Pekinie. Czego powinniśmy się spodziewać po rozmowach przywódców USA i Chin? – Prezydent Stanów Zjednoczonych będzie chciał wystąpić jako lider wolnego świata i udowodnić, że USA pozostają najpotężniejszym państwem globu, nawet jeśli ich status hegemona jest podważany – mówi prof. Michał Urbańczyk. Z kolei dr Michał Bogusz ocenia: – Chiny są zdania, że Trump sam rozmontowuje amerykański system sojuszy, który oni uznają za najważniejszy atut USA. W efekcie uważają, że nie muszą wiele robić.

- O możliwych scenariuszach amerykańsko-chińskich rozmów Zero.pl rozmawiało z doktorem Michałem Boguszem z Ośrodka Studiów Wschodnich oraz profesorem Michałem Urbańczykiem z UAM w Poznaniu.
- Zdaniem eksperta z OSW, Xi Jinping skupia się obecnie na stabilizacji sytuacji wewnętrznej przed zjazdem partii. Pekin liczy, że Amerykanie będą dalej osłabiać własne sojusze, co wzmocni pozycję ChRL bez zbytniego wysiłku.
- Z kolei w ocenie analityka z UAM, Donald Trump chce udowodnić status USA jako jedynego hegemona i wynegocjować nowe, korzystniejsze dla Waszyngtonu warunki handlowe.
Donald Trump chce aneksji Wenezueli. Wenezuela nie
Do spotkania obu przywódców ma dojść 13-15 maja w Pekinie. Jakie kwestie w relacjach obu mocarstw wysuwają się na plan pierwszy?
– Najważniejszym celem Donalda Trumpa jest obecnie doprowadzenie do renegocjacji stosunków ekonomicznych i politycznych tak, aby stały się one zdecydowanie korzystniejsze dla Stanów Zjednoczonych. Na ten moment relacje te w wielu aspektach premiują Chiny – ocenia w rozmowie z Zero.pl prof. Michał Urbańczyk z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
– W szerszym kontekście politycznym Trump będzie chciał wystąpić jako lider wolnego świata i udowodnić, że USA pozostają najpotężniejszym państwem globu, nawet jeśli ich status hegemona jest podważany – dodaje ekspert.
Chiny potrzebują dwóch rzeczy
O ile jednak priorytety Trumpa wydają się dość rozbudowane, o tyle chińskie władze zajęte są teraz czymś innym.
– Xi Jinping jest teraz całkowicie skoncentrowany na przygotowaniach do przyszłorocznego XXI Zjazdu KPCh, który odbędzie się jesienią – przypomina w rozmowie z Zero.pl dr Michał Bogusz, analityk Zespołu Chińskiego OSW.
– Choć sam zjazd jest zazwyczaj formalnością, to właśnie teraz – na rok przed wydarzeniem – kształtuje się cała partyjna układanka. Mamy do czynienia z walkami frakcyjnymi, czystkami i „walką buldogów pod dywanem”, o której wiemy niewiele, a która angażuje 99,99 proc. uwagi Xi Jinpinga oraz większości przywódców ChRL. W tym momencie polityka wewnętrzna dominuje prawie nad każdym innym aspektem aktywności Pekinu – podkreśla analityk OSW.
Zdaniem Bogusza, Xi Jinping potrzebuje od Trumpa obecnie jedynie dwóch rzeczy. – Pierwszą jest ustabilizowanie relacji z Amerykanami, aby mieć wolną rękę w grze wewnętrznej. Drugą byłyby ewentualne ustępstwa Trumpa w kwestii Tajwanu, co Xi mógłby wykorzystać do realizacji celów wewnątrzpartyjnych. Mógłby wtedy pokazać: „posuwam sprawy Tajwanu do przodu, Amerykanie się cofają, moja polityka odnosi sukces” – ocenia ekspert.
– Sądzę, że w kwestii Tajwanu Chiny oczekują obecnie chociażby deklaracji słownej, że wyspa jest częścią Chin. Nie spodziewają się, że Trump odda im wyspę, ale satysfakcjonowałoby ich stwierdzenie, że Tajwan to kwestia chińska i obie strony powinny dojść do porozumienia – dodaje ekspert z OSW.
Także prof. Urbańczyk uważa, że kwestia Tajwanu nie zdominuje rozmów, ponieważ „eskalacja sporu o Tajwan nie jest Chinom obecnie do niczego potrzebna”.
Poza tym, jak zauważa, „sytuacja polityczna na samym Tajwanie staje się dla Chin coraz korzystniejsza”.
– Wydaje się, że coraz więcej Tajwańczyków uznaje stan zawieszenia za niekorzystny i zaczyna opowiadać się za porozumieniem z kontynentem. W związku z tym Pekin może po prostu czekać na rozwój wypadków, ograniczając się do sporadycznych manewrów wojskowych czy prowokacji – dodaje Urbańczyk.
Co dalej z wojną w Iranie?
A co z wojną z Iranem? Czy będzie to ważny element rozmów w Pekinie? – Chiny będą próbowały kreować się na aktywnego mediatora, ale w rzeczywistości nie mają realnego przełożenia na Teheran – ocenia dr Bogusz.
– Wizyta ministra spraw zagranicznych Iranu w Pekinie w zeszłym tygodniu nie zakończyła się żadnym przełomem. Prawdopodobnie Pekin doprowadził do tego spotkania tuż przed przyjazdem Trumpa, by stworzyć wrażenie bycia aktywnym graczem, ale komunikaty obu stron wskazują, że Chiny nie były w stanie niczego zaoferować ani wymusić na Irańczykach. Pekin podkreślał, że zależy mu na otwarciu cieśniny Ormuz, co Teheran zignorował – podkreśla ekspert z OSW.
Prof. Urbańczyk uważa z kolei, że „Trump będzie naciskał na Pekin, by ten wpłynął na Teheran w kwestii nowego porozumienia”.
– Z kolei Chinom bardzo zależy na uspokojeniu nastrojów, ponieważ paraliż międzynarodowego handlu uderza w nie bezpośrednio. Dlatego Amerykanie mogą wykorzystywać kwestię irańską jako instrument wpływu na Pekin – dodaje.
Ekspert z UAM zauważa jednak, że „chaos w cieśninie Ormuz paradoksalnie nie jest dla USA skrajnie szkodliwy”.
– Najbardziej cierpią na nim państwa arabskie, z których ucieka wielki kapitał. Inwestorzy, wycofując się z tamtego regionu, nie wybiorą Europy, lecz raczej powrócą do Stanów Zjednoczonych lub poszukają innych bezpiecznych przystani – tłumaczy.
Prof. Urbańczyk zwraca także uwagę na obecność w delegacji Trumpa m.in. Elona Muska z Tesli, Tima Cooka z Apple oraz przedstawicieli Mety, Boeinga i Citigroup.
– Obecność biznesmenów podczas takiej wizyty to przede wszystkim demonstracja amerykańskiej przewagi technologicznej i siły ekonomicznej. Wątpię jednak, by efektem były nowe kontrakty. Nie taki jest główny cel tej delegacji – ocenia.
A co z celami Pekinu? Czy Chiny potrzebują czegoś jeszcze? – Pekin dąży do przedłużenia obecnej sytuacji, uważając, że czas gra na ich korzyść – ocenia dr Bogusz z OSW.
– Chiny są zdania, że Trump sam rozmontowuje amerykański system sojuszy, który oni uznają za najważniejszy atut USA. W efekcie uważają, że nie muszą wiele robić. Kluczowe jest uspokojenie relacji zewnętrznych, by opanować sytuację wewnątrzpartyjną, a ewentualne ustępstwa w sprawie Tajwanu to jedynie mile widziany dodatek, a nie warunek konieczny dodaje ekspert.
