Sławomir Mentzen poinformował, że został zatrzymany na lotnisku w Londynie przez brytyjskie służby graniczne. Lider Konfederacji twierdzi, że nie otrzymał jednoznacznych wyjaśnień, a cała procedura miała związek z jego poglądami politycznymi. „Mają tu prewencyjną cenzurę polityczną. Ale tylko niektóre poglądy są cenzurowane” – napisał.

- Mentzen twierdzi, że brytyjskie służby nie przedstawiły mu żadnych konkretnych podstaw zatrzymania, a cała procedura miała charakter niejasny i nietypowo długi.
- W jego ocenie incydent wpisuje się w szerszy problem ograniczania swobody wypowiedzi wobec osób o określonych poglądach politycznych.
- Sprawa – według relacji polityka – zakończyła się bez formalnych zarzutów i bez dodatkowych wyjaśnień ze strony służb.
„Zostałem dziś zatrzymany na ponad trzy godziny na lotnisku w Londynie, ponieważ Brytyjczycy bali się, że będę przemawiał na jakimś spotkaniu politycznym, na które nawet się nie wybierałem” – napisał Mentzen na X.
Polityk podkreśla, że podróżował prywatnie z rodziną i nie planował żadnych wystąpień publicznych. „Dzisiaj rano przyleciałem z żoną i dziećmi do Londynu na weekend. Gdy przechodziliśmy przez kontrolę paszportową, zostałem zatrzymany do wyjaśnienia” – relacjonuje.
W dalszej części wpisu Mentzen opisuje przebieg kontroli jako chaotyczny i – jak twierdzi – pozbawiony logicznego uzasadnienia. „Po godzinie funkcjonariusz przyszedł i zapytał się mnie, czy wiem o co chodzi i czy mnie to już wcześniej spotkało. Odpowiedziałem, że nie. Na co on, że też nie wie z czym jest problem. W tym momencie zrobiło się groteskowo” – stwierdził.
Jak dodaje, został poinformowany jedynie o tym, że jego dane miała „oznaczyć jakaś organizacja”, bez wskazania konkretów. „Powiedział też, że wysłał maila, żeby się dowiedzieć co dalej. Bo on nie wie, w czym jest problem ani kto ma ze mną problem” – relacjonuje polityk.
Mentzen twierdzi również, że podczas przesłuchania pytano go o cel wizyty, miejsce pobytu oraz ewentualny udział w wydarzeniach politycznych. „Wyglądała na niedowierzającą, gdy powiedziałem, że przyleciałem prywatnie z rodziną na weekend” – napisał.
„To było zatrzymanie polityczne”
Polityk Konfederacji ocenia, że incydent miał charakter polityczny i wiąże się z jego poglądami. „Nie byłem zaskoczony, że chodzi im o moje poglądy” – stwierdził, przypominając, że podobne problemy z wjazdem do Wielkiej Brytanii mieli wcześniej Rafał Ziemkiewicz i Janusz Korwin-Mikke.
W dalszej części wpisu Mentzen ostro ocenił brytyjskie procedury. „Wielka Brytania jest państwem totalitarnym. Prawdopodobnie, gdybym miał w planach jakieś publiczne spotkanie, nie wpuściliby mnie. Ktoś uznał, że prewencyjnie należy odmówić mi wjazdu do kraju, bo możliwe, że powiem coś, czego nie powinno się tu mówić” – napisał.
Po ponad trzech godzinach polityk został zwolniony bez dalszych konsekwencji. „Oddali mi paszport i powiedzieli, że mogę iść. Bez żadnych wyjaśnień, kto i dlaczego nie chciał, żebym mógł wjechać do Wielkiej Brytanii” – relacjonuje Mentzen. Jak podkreśla, nie otrzymał żadnej oficjalnej informacji o powodach zatrzymania.
W swoim wpisie polityk Konfederacji porównał traktowanie jego osoby do sytuacji innych grup przybywających do Wielkiej Brytanii. „Gdybym bym fundamentalistą islamskim, publicznie domagającym się zrzucania gejów z wieży, wypalania kwasem twarzy niegrzecznych kobiet oraz zniszczenia Izraela, nie miałbym problemu. Gdybym był rabinem pochwalającym ludobójstwo w Gazie, też nikt by mnie nie zatrzymał” – ocenił.
Mentzen zakończył wpis tezą o nierównym traktowaniu i ograniczaniu wolności słowa w kontekście jego poglądów politycznych.
Reakcja z Kancelarii Prezydenta
Na wpis Sławomira Mentzena zareagował prezydencki minister Marcin Przydacz, szef Szef Biura Polityki Międzynarodowej. Stwierdził, że nie ma zgody na traktowanie człowieka w ten sposób, tylko ze względu na jego poglądy.
Przydacz poinformował, że zwróci uwagę stronie brytyjskiej na „nieadekwatność takich środków i fakt, że sytuacje takie nie wpływają korzystnie na wizerunek naszego sojusznika w oczach Polaków”.