– Jesteśmy dziś w stanie kompletnej anarchii – mówi Zero.pl konstytucjonalista prof. Sławomir Patyra, komentując decyzję Sądu Najwyższego, który odrzucił skargę nadzwyczajną podpisaną przez prokuratora Jacka Bilewicza. Zdaniem eksperta sprawa pokazuje głęboki chaos prawny i brak wspólnych reguł gry w państwie.

- Sąd Najwyższy odrzucił skargę nadzwyczajną, uznając, że prokurator Jacek Bilewicz nie miał umocowania do jej podpisania.
- Prof. Sławomir Patyra ocenia, że sytuacja pokazuje głęboki chaos prawny i brak wspólnych zasad funkcjonowania państwa.
- Jego zdaniem bez porozumienia ponad podziałami podobne spory będą się powtarzać.
„Bilewicz sprawuje urząd nielegalnie”
Sąd Najwyższy odrzucił skargę nadzwyczajną w sprawie o zapłatę, wskazując na brak umocowania osoby, która ją podpisała – prokuratora Jacka Bilewicza. Sprawa dotyczy funkcjonowania prokuratury i legalności powołań na najwyższe stanowiska. Decyzja zapadła w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych i stała się elementem szerszego sporu prawno-politycznego, który trwa od początku 2024 r.
– Z konstytucyjnego punktu widzenia mamy do czynienia z kolejnym przejawem uzurpacji kompetencji ze strony Izby Kontroli Nadzwyczajnej. Odmowa przyjęcia skargi poprzez niewidzenie legitymacji, w tym przypadku oceniam to negatywnie – mówi w rozmowie z Zero.pl konstytucjonalista prof. Sławomir Patyra.
Ekspert zwraca uwagę, że sama decyzja Sądu Najwyższego jest tylko fragmentem znacznie większego problemu. – Jesteśmy dziś w stanie kompletnej anarchii. Mamy do czynienia z sytuacją, w której jedne organy uznają legalność określonych działań, inne ją kwestionują. Ja sam – zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem – nie uznaję Izby Kontroli Nadzwyczajnej za sąd w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale oczywiście są też inni, którzy mają odmienne zdanie – podkreśla.
Sprawa, którą rozpatrywał SN, dotyczyła skargi nadzwyczajnej podpisanej przez Jacka Bilewicza w imieniu Prokuratora Generalnego. Już 14 kwietnia 2026 r. sąd zwrócił się o przedstawienie opinii Prezydenta RP dotyczącej jego powołania na stanowisko zastępcy prokuratora generalnego. Dokument ten – zgodnie z ustawą Prawo o prokuraturze – jest obligatoryjnym elementem procedury.
W odpowiedzi, 24 kwietnia, przekazano uwierzytelnione kopie różnych dokumentów, jednak bez wymaganej opinii głowy państwa. Sąd Najwyższy wskazał jednoznacznie, że „obligatoryjnym elementem procedury powołania zastępcy Prokuratora Generalnego jest każdorazowe uzyskanie opinii Prezydenta RP”.
To właśnie brak tego dokumentu przesądził o rozstrzygnięciu. „Skoro prokurator Jacek Bilewicz nie przedłożył opinii Prezydenta RP (…) sprawuje on ten urząd bez prawidłowego umocowania, a więc w istocie nielegalnie” – stwierdził sąd. W konsekwencji – jak dodano – „prokurator Jacek Bilewicz nie mógł skutecznie podpisać skargi nadzwyczajnej”.
„Wszystko skrajnie upolitycznione”
Zdaniem prof. Patyry problem nie kończy się jednak na tej konkretnej sprawie. – Dziś wszystko jest skrajnie upolitycznione – mówi. W ocenie profesora coraz trudniej mówić o autorytetach, bo każdej wypowiedzi natychmiast przypisuje się określoną etykietę polityczną. Nierzadko nawet bez analizy tego, co ktoś rzeczywiście powiedział.

Profesor Sławomir Patyra podczas konferencji prasowej w Sejmie. (fot. Mateusz Marek / PAP)
Konstytucjonalista zwraca uwagę, że każda ze stron sporu interpretuje takie rozstrzygnięcia na swoją korzyść. – Jedni uznają takie rozstrzygnięcie za dowód nieprawidłowości w prokuraturze, inni będą je kwestionować. I każda ze stron znajdzie argumenty na poparcie swojego stanowiska – podkreśla.
W jego ocenie pokazuje to skalę kryzysu państwa prawa. Zwraca uwagę, że jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić sytuacje, które dziś stają się codziennością – jak choćby spory o publikację wyroków Trybunału Konstytucyjnego czy udział organów państwa w procedurach konstytucyjnych.
– Obawiam się, że bez jakiegoś wyzerowania tej sytuacji, ustalenia wspólnych reguł gry – nie uda się z tego wyjść. Potrzebne jest porozumienie ponad podziałami i powrót do podstawowych zasad funkcjonowania państwa prawa – zaznacza.
Diagnozuje, że dziś prawo jest zbyt często interpretowane przez pryzmat tego, komu ma służyć lub komu ma zaszkodzić. – A to prowadzi donikąd. Bez zmiany tego podejścia będziemy wciąż wracać do podobnych sporów, niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę – dodaje.
