
Do dawnej Grupy Wagnera i batalionu Rusicz dołącza nowa formacja, którą Kreml i Mińsk ma wykorzystywać do prowokacji. „Czarne Rusy” odpowiadają za niedawne naruszenie granicy z Łotwą. Mieli zostać przerzuceni do Obwodu Królewieckiego. Właśnie ta obecność blisko polskiej granicy, spowodowała nadgraniczną operację polskiej policji ze wsparciem wojsk specjalnych.
- Rys ideologiczny „Czarnych Rusów” to hasła skopiowane z kremlowskiej propagandy. Konta na mediach społecznościowych tej organizacji powstały niedawno z użyciem AI.
- „Czarne Rusy” przyznały się do nadgranicznej prowokacji przeciwko Łotwie. Operują z terytorium Białorusi.
- Wcześniej, presję na wschodniej flance NATO robiły takie oddziały jak Grupa Wagnera i batalion „Rusicz”. Czy Kreml stworzył klon poprzednich oddziałów?
Czytaj także: Wyborcza klęska trumpistów, a zmiany w wojnie Rosja-Ukraina
Okulary, komin zakrywający twarz i bluza. Wszystko w czarnym kolorze. Jedyne co się wyróżnia to emblemat „Czarnych Rusów”, którym jest biały żuraw. Na materiałach organizacji występuje zamaskowany mężczyzna. Mottem tej organizacji jest mieszanina panslawistycznych haseł. Na jednym z nagrań – możliwe, że wygenerowanym w AI – organizacja przyznaje, że to „Czarne Rusy” odpowiadają za nielegalne przekroczenie granicy białorusko-łotewskiej. Podają nawet miejsce, gdzie naruszyli granicę, oraz że następnie znowu przeniknęli do nadgranicznej łotewskiej miejscowości.
„To był tylko test, a Łotwa go nie zdała. Wkrótce zobaczysz coś podobnego gdzie indziej, wzdłuż naszej granicy. Unia Europejska i NATO to kolos z glinianymi nogami, który zawali się po naszym pierwszym uderzeniu” – deklaruje postać na nagraniu.
Faktycznie, w nocy z 5 na 6 października, doszło do próby nielegalnego przekroczenia granicy Łotwy. Siły Zbrojne bałtyckiego kraju oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podało, że nielegalni migranci byli agresywni i w „zamaskowanej i uzbrojonej eskorcie”. Mężczyźni stojący za tą akcją wyzywali łotewskich żołnierzy i zmuszali migrantów do szturmowania granicy. Naruszyli linię graniczną, ale zanim doszło do interwencji i przybycia posiłków wrócili na białoruską stronę. Za poprzednie nielegalne szturmy migrantów na granicy odpowiadała białoruska KGB w ramach operacji „Śluza”, co dotknęło polskie pogranicze jeszcze w 2021 r.
Łotewska stacja LTV podała, że „Czarne Rusy” to przykrywka dla działalności rosyjskich i białoruskich służb specjalnych. Jak podaje rosyjskojęzyczny serwis dziennikarzy śledczych „Meduza”: „taka grupa nie może istnieć ani w Rosji, ani na Białorusi bez wiedzy władz”. Formalnie, Aleksandr Łukaszenka odciął się od tej formacji.
– Operacje takie jak ta, polegające na wjeździe do sąsiedniego kraju, są niemożliwe bez zgody prezydenta. Nic takiego nie zostało ze mną ustalone. To znaczy, że takie operacje nie miały miejsca. Wiem to na pewno – powołuje się na słowa Łukaszenki białoruska państwowa reżimowa agencja prasowa BelTA.
Jak nieoficjalnie dowiedziało się Polskie Radio, wspomniana enigmatyczna organizacja pojawiła się w Obwodzie Królewieckim. W związku z faktem, że rząd otrzymał ostrzeżenia Służby Wywiadu Wojskowego oraz służb sojuszniczych w sprawie ryzyka przenikania przez granicę rosyjskich dywersantów, oraz że do Kaliningradu przyjechać miały „Czarne Rusy” – rozpoczęto specjalną operację na północnym wschodzie kraju. W Komendzie Głównej Policji powołano sztab operacji specjalnej prowadzonej w województwach: warmińsko-mazurskim i podlaskim. Policję wspiera Straż Graniczna oraz wojsko z komponentem specjalnym, ponieważ na granicę miano wysłać jednostki wojskowe GROM, NIL oraz AGAT. Akcja zbiegła się z kryzysem w Trybunale Konstytucyjnym co mnoży spekulacje.
Co wiemy o nowym oddziale Putina i Łukaszenki?
„Czarne Rusy” wyglądają jak klon podobnych ekstremistycznych paramilitarnych oddziałów z Rosji. Tak jak batalion Rusicz definiuje się w mediach jako organizacja skrajniejsza i bardziej imperialistyczna od Kremla, tak „Czarne Rusy” są bardziej radykalne od Łukaszenki. Buduje to pewien wizerunek niezależności. W przypadku batalionu „Rusicz” znany jest jego przywódca, którym jest rosyjski neonazista Aleksiej Milczakow znany pod pseudonimem „Serb” albo „Fryc”.
Ponadto, jego najbliżsi współpracownicy także nie byli anonimowi. Zbrodniarz wojenny i prawdopodobnie rosyjski szpieg Jan Pietrowski vel. Wojsław Tordenow został nawet aresztowany w Finlandii i w zeszłym roku skazano go na dożywocie, choć wyrok złagodzono w apelacji. Nieprzypadkowo piszę o batalionu „Rusicz” w kontekście „Czarnych Rusów”, ponieważ wcześniej to Rusicz pełnił podobną funkcję prowokatora na wschodniej flance NATO. W 2024 r. pododdział Dywersyjno-Szturmowej Grupy Rozpoznawczej „Rusicz” przerzucono na rosyjsko-fińską granicę.
Była to kara Kremla za przystąpienie Finlandii do NATO. Pozorna niezależność uzbrojonej formacji generuje podwójne ryzyko. Kreml sygnalizuje, że nieobliczalna formacja zbrojna, nad którą w teorii nie ma kontroli, znalazła się na granicy.
Podobną formę pełniło tymczasowe stacjonowanie na Białorusi Grupy Wagnera po tzw. puczu Jewgienija Prigożyna. Przywódca najemnej Grupy Wagnera w dniach 23-24 czerwca podjął się zbrojnego puczu w Federacji Rosyjskiej, zajął Rostów nad Donem i pomaszerował na Moskwę. W toku negocjacji z Kremlem pucz wygaszono i rozjemcą okazał się Aleksandr Łukaszenka, który miał przyjąć buntowników na swoje terytorium. Wagnerowcy zaczęli szkolić białoruskich funkcjonariuszy i żołnierzy, a sam Prigożyn zginął dwa miesiące później, w katastrofie lotniczej wywołanej eksplozją bomby na pokładzie samolotu Embraer Legacy lecącego z Moskwy do Petersburga.
„Rozmieszczenie Grupy Wagnera na Białorusi stanowi kolejny element działań destabilizacyjnych, wymierzonych w graniczące z Białorusią państwa NATO oraz Ukrainę. Działania te są elementem szerszej strategii prowadzonej przez Federację Rosyjską w państwach Europy Środkowo-Wschodniej, której celem jest m.in. obniżanie zaufania społeczeństw do instytucji państwa, podważanie gwarancji sojuszniczych, a także wzbudzanie niepokoju i poczucia strachu wśród lokalnych społeczeństw. Białoruś konsoliduje się tym samym jako stały wektor działań hybrydowych Rosji wobec Zachodu” – pisał w 2023 r. Instytut Europy Środkowej.
Rusicz czy Rusy?
Rok 2023 stał, więc pod znakiem ewentualnych prowokacji ze strony post-wagnerowców, 2024 – działań batalionu „Rusicz”. Wygląda na to, że obecnie taką formacją są „Czarne Rusy”. Grupa Wagnera była masową najemną kompanią. W szczytowym momencie liczebności, czyli w okresie bitwy o ukraiński Bachmut, od sierpnia 2022 r. do maja 2023 r. korpus uderzeniowy Grupy Wagnera liczył 20 tys. najemników (z czego 14 tys. zostało rannych lub zabitych). Łącznie całą liczebność Grupy Wagnera wraz z tyłowym personelem liczono na 50 tys. osób.
Rusicz to ułamek tej siły. Batalion Milczakowa liczy zaledwie kilkuset żołnierzy i ma charakter głównie propagandowy, a nie taktyczny, przyciągając w szeregi tzw. Specjalnej Operacji Wojskowej radykałów. Milczakow zasłynął jako sadysta zlecający egzekucje jeńców, obcinający im uszy, nawołujący do gwałtów na Ukrainkach. W obu przypadkach znana jest historia, liczebność i dowódcy wspomnianych formacji. Znane są także działania z ich udziałem na okupowanej Ukrainie. Wiemy kim byli i kim są.
W przypadku „Czarnych Rusów” to organizacja widmo. „Czarne Rusy” oznaczają „Czarnych Rusinów” lub „Czarną Ruś”. Historyczny termin „Czarnej Rusi” odnosi się do dzisiejszych zachodnich ziem Białorusi (na wschód od Podlasia), albowiem w tradycji Ruś dzielono na czerwoną – Ukraina i częściowo Polska, białą i czarną – Białoruś. Z bełkotliwego manifestu organizacji wynika, że w jej szeregach są „weterani”.
„Czarne Rusy” zaciekle atakują białoruskich ochotników broniących Ukrainy, wymieniając nawet Pułk Kalinowskiego jako swojego wroga. Pamiętajmy, że po stronie Federacji Rosyjskiej także walczą obywatele Białorusi, ale nie mają oni odrębnego kontyngentu państwowego czy narodowego. „Czarna Ruś” odwołuje się do panslawizmu i „zjednoczenia Rosjan, Białorusinów i Ukraińców w jedno potężne Państwo”. Rys ideologiczny organizacji jest więc na korzyść Federacji Rosyjskiej, ale osadzony etnicznie na Białorusi.
Grafiki zamieszczane na profilu „Czarnych Rusów” w tzw. runecie (rosyjskie media społecznościowe) najczęściej są opatrzone flagą Rosji obok Białorusi. Zostały wykreowane w AI. W podobnym duchu są także rolki. Na jednym z kanałów mediów społecznościowych „Czarne Rusy” opublikowały już 100 nagrań. Konto założono w sierpniu. Początkowo publikowano rolki podobne do innych rusofilskich kanałów, logo czarnego żurawia nie pojawiło się od razu. Do pierwszego wystąpienia zamaskowanej na czarno osoby, był to miks rolek podkreślających sojusz Rosji i Białorusi, rosyjski punkt widzenia na białoruską historię, oraz manifesty w obronie białoruskich ochotników walczących po stronie Rosji przeciw Ukrainie.
W nagraniach pojawia się przekaz m.in. o koniecznym szkoleniu młodzieży białoruskiej z pilotowania dronów co robią weterani wojny na Ukrainie. Na kanale pojawił się materiał o Państwach Bałtyckich będący kopią narracji Kremla. Na kanale są także treści antypolskie – np. chwalące napaść ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. Główna strona organizacji funkcjonuje na rosyjskim serwerze. Rosyjskojęzyczny serwis „Ważne Historie” podaje, że przy pisaniu strony internetowej w AI użyto promptów w języku ukraińskim, co ma być prymitywną „maskirowką”, czyli próbą łączenia tej inicjatywy z Kijowem.
Organizacja wygląda na efemerydę, tymczasową małą organizację, do konkretnego zadania jakim są nadgraniczne prowokacje. Nie jest to oddział zbrojny, który wypączkował z prawdziwego ruchu politycznego lub frakcyjnego w Federacji Rosyjskiej jak klan Prigożynów lub Milczakow. To nie jest prawdziwa partia Rosjan na Białorusi, którzy weszli w polityczny sojusz z dyktatorami posiadając swoje zasoby. Anonimowość przywódcy tej organizacji i jej kadrowy charakter wskazują na konkretną operację spec-służb i stworzenie od zera „Czarnych Rusów” przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa Rosji lub przez inną wschodnią służbę specjalną.

