
W północno-wschodniej Polsce trwa operacja specjalna, które zadaniem jest przeciwdziałanie akcji rosyjskich dywersantów. Do operacji – jak podała "Wirtualna Polska" – zaangażowano także elitarną jednostkę wojskową GROM. – Dzisiaj jest taka sytuacja prawna, że w warunkach pokoju, a w takich jesteśmy, jednostki wojskowe nie mogą działać na terenie kraju i być dowodzone przez dowódców wojskowych, którzy znają specyfikę ich działania, musi nimi dowodzić policjant albo dowódca ze Straży Granicznej – zauważa w rozmowie z Zero.pl, gen. Roman Polko, były dowódca JW GROM.
- Elitarna Jednostka Wojskowa GROM ma być zaangażowana w operację specjalną na granicy z obwodem królewieckim. Generał Roman Polko w rozmowie z Zero.pl wyjaśnia jak działają polscy komandosi i jakie misje mogą pełnić.
- Policja powołała sztab operacji w północno-wschodniej Polsce. To odpowiedź na ostrzeżenia Służby Wywiadu Wojskowego oraz służb sojuszniczych w sprawie ryzyka przenikania przez granicę rosyjskich dywersantów.
- Czas operacji zbiega się z kryzysem związanym z Trybunałem Konstytucyjnym co generuje liczne spekulacje na czym polega operacja specjalna na granicy.
Czytaj także: Były pilot F-16: Nasze samoloty bojowe konstruowano nie do ścigania dronów
W Komendzie Głównej Policji powołano sztab operacji specjalnej prowadzonej w województwach: warmińsko-mazurskim i podlaskim. Operację prowadzi polska policja we współpracy z wojskiem, strażą graniczną i służbami specjalnymi. Jej celem jest prewencyjne działanie antyterrorystyczne w związku z sygnałami o możliwych, w najbliższych dniach, aktach dywersji prowadzonych przez rosyjskie służby specjalne wysyłane z obwodu królewieckiego.
O możliwych zagrożeniach polskie władze zostały poinformowane przez Służbę Wywiadu Wojskowego, podobne ostrzeżenia przekazać miały służby państw sojuszniczych. Akcja na granicy zbiegła się czasowo z kryzysem w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, co mnoży spekulacje na temat jej charakteru.
– Nasza misja to przeciwdziałanie aktom dywersji i sabotażu. To co obce służby mogłyby wykorzystać, by doprowadzić do destabilizacji. To jest cel tej operacji, nie dopuścić do takich zdarzeń. Gdyby zaistniały, zatrzymać sprawców możliwie jak najszybciej. W misję są zaangażowane policyjne oddziały prewencji, kontrterrorystyczne oraz z pionu kryminalnego. Wspierani jesteśmy przez Wojsko Polskie i Straż Graniczną – zaznacza w rozmowie z Zero.pl, podinspektor Andrzej Fijołek, rzecznik Komendy Głównej Policji.
Z informacji „Wirtualnej Polski” wynika, że do misji zaangażowano elitarną jednostkę wojskową GROM. Z komunikatu Wojsk Specjalnych wynika, z kolei, że GROM przeprowadza szkolenia w tym regionie. JW GROM to założona z inicjatywy śp. gen. Sławomira Petelickiego, w 1990 r. elitarna i samodzielna formacja komandosów wchodząca w skład Wojsk Specjalnych. GROM uczestniczył w misjach wojskowych: na Haiti, Bałkanach, w Iraku oraz Afganistanie.
Jest stawiany obok najważniejszych elitarnych jednostek komandosów na całym świecie. Formalnie, użycie GROM-u na terytorium kraju nie jest takie oczywiste, bo za bezpieczeństwo wewnętrzne w pierwszym rzucie odpowiada Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, a nie resort obrony.
Precedensowe wsparcie Wojska Polskiego w zabezpieczeniu granicy polsko-białoruskiej w czasie kryzysu migracyjnego w 2021 r. wypracowało jednak stałe schematy administracyjne w użyciu żołnierzy do wsparcia służb MSW.
– Od 26 lat nic się nie zmieniło jeśli chodzi o możliwości użycia jednostki GROM na terenie kraju. Już wtedy mówiłem, że GROM nie może być wyłącznie gaśnicą do użytku zewnętrznego. Jeżeli jest pożar w domu musi mieć możliwość działania tutaj, a nie ma tej możliwości – zaznacza w rozmowie z Zero.pl, generał Roman Polko, były dowódca JW GROM.
Użycie Sił Zbrojnych RP na terytorium kraju w czasie pokoju reguluje: Konstytucja RP oraz znowelizowana Ustawa o obronie Ojczyzny. Operacja wojskowa czasu „P” (pokoju) jest obwarowana polskim prawem.
– Dzisiaj jest taka sytuacja prawna, że w warunkach pokoju, a w takich jesteśmy, jednostki wojskowe nie mogą działać na terenie kraju i być dowodzone przez dowódców wojskowych, którzy znają specyfikę ich działania, musi nimi dowodzić policjant albo dowódca ze Straży Granicznej, podlegający pod MSWiA, który nie ma pojęcia o tym jaką taktykę wykorzystują, jakie zdolności mają i w jaką broń i wyposażenie są uzbrojeni – zaznacza w rozmowie z gen. Polko.
Nie ma wątpliwości, że elitarny GROM jest w stanie przeprowadzić operacje specjalne przeciwko terrorystom. To GROM zatrzymał „rzeźnika z Vukovaru”, serbskiego zbrodniarza wojennego Slavko Dokmanovica, a także szereg przywódców Al-Kaidy, partii BAAS i Talibów - analogicznie w Iraku i Afganistanie.
Operatorzy JW GROM są mistrzami z tzw. czarnej taktyki, czyli walki w zurbanizowanym terenie, gdzie przeprowadza się misje odbijania zakładników. Ponadto, szkolą się w taktyce zielonej i niebieskiej – w terenach zalesionych i na akwenach morskich. GROM jest wszechstronną jednostką. Ale co miałby robić dokładnie na granicy z Kaliningradem?
– Jednostka GROM jako jednostka dywersyjna jest predestynowana do prowadzenia działań przeciwdywersyjnych. Jednostka antyterrorystyczna potrafi prowadzić działania w jedną i drugą stronę. W tej chwili to co GROM może realizować to rozpoznanie specjalne – zaznacza gen. Polko.
Każda operacja wymaga wszelako odpowiedniego przygotowania. Nikt nie wątpi, że GROM ma w Polsce najwyższy poziom gotowości bojowej wśród jednostek Wojska Polskiego. Nie wyklucza to jednak prawno-proceduralnego przygotowania.
– Brytyjski SAS (Special Air Service – przyp.red) aby realizować takie działania, w czasie pokoju, na terenie kraju, przeszedł specjalne trzymiesięczne szkolenie. Szwadron realizujący te zadania poznał specyfikę i ograniczenia czasu pokoju, aby nie podpaść pod prokuratora. W działaniach różniących się od działań wojennych należy uznawać pewną specyfikę – zaznacza wojskowy.
Generał Roman Polko uważa, że żołnierze muszą być chronieni przez prawo, a nie stawiani przed wymiarem sprawiedliwości, gdy wykonują swoje wojskowe zadania. Zwłaszcza operatorzy GROM, ponieważ siłą tej jednostki jest samodzielność.
– Udało się wyrwać GROM z biurokratycznych i absurdalnych procedur, które często blokowały żołnierzy. Swoje zdolności mogli pokazać w jednostce o innej kulturze organizacyjnej, GROM ma swobodę działania. To nie jest tak, że jak przejdziesz selekcję to resztę lat służby nic nie musisz robić. To jest wejściówka do GROM. Żołnierz musi rozwijać zdolności i je utrzymać – dodaje gen. Polko.
GROM stał się elitą także dlatego, że nie jest zarządzany jak inne państwowe instytucje. Jego samodzielność, która generowała zazdrość wielu ministrów i polityków stała się siłą polskich komandosów.
– Siła GROM-u tkwi w tym, że jest odpowiedni klimat organizacyjny w jednostce. Ludzie kontrolują siebie nawzajem. Tam nie ma drogi na skróty, na łatwiznę, jak ktoś obija się, niedoskonali się, to sami koledzy go wyrzucają. Świadomość, że pójdą na misję bojową powoduje, że nie chcą dopuścić żeby ich partnerem w zespole był ktoś kto jest cwaniakiem, leniem, albo jest niedoszkolony, bo przez niego można stracić życie – zaznacza doświadczony wojskowy.
Nie ulega wątpliwości, że rosyjski Obwód Królewiecki jest zmilitaryzowany i niebezpieczny dla wschodniej flanki NATO. Nie jest o jednak zagrożenie, które pojawiło się w zeszłym tygodniu, a jest stałe. Już we wrześniu, na łamach Zero.pl, przestrzegaliśmy, że nie tylko znajduje się tam baza rakiet balistycznych Iskander, port wojskowy, ale pod wsią Parusnoje rozlokowano ośrodek szkoleniowy wywiadu wojskowego (GRU) przygotowujący dywersantów do akcji w Polsce i na Litwie. Widnieje on jako 390. Punkt Rozpoznawczy Specjalnego Przeznaczenia.
W rosyjskich mediach łączony jest ze szkoleniem wojskowych nurków. W istocie, ma być wiązany z serią aktów sabotażu w Europie, nawet z tymi przeprowadzonymi w Polsce. W rosyjskiej wojskowości stosuje się grupy DRG, czyli dywersyjno-rozpoznawcze, które mają przenikać linię frontu i dokonywać zamętu na tyłach. Mówimy wszelako o rzeczywistości wojny rosyjsko-ukraińskiej, czyli otwartego konfliktu zbrojnego.

