Reklama
Reklama
Reklama

Prezes ZUS o podwyższeniu wieku emerytalnego. „Być może potrzebne będzie referendum”

TYLKO NA

– Decyzja o zmianie wieku emerytalnego należy do polityków. Uważam, że kwestia ta prędzej czy później do nas wróci. W trakcie reformy już dziś jest kilka krajów europejskich. Powinniśmy przeanalizować, jak u nich przebiega transformacja – mówi Liwiusz Laska. Prezes ZUS w rozmowie z Zero.pl odnosi się też do strajku związkowców. – Jesteśmy otwarci, ale pewnych postulatów nie mogę uznać – dodaje.

mikolajczyk-emerytura-listing
Na zdjęciu prezes ZUS dr Liwiusz Laska (fot. magnific.com)
  • Na dziś zaplanowane są kluczowe rozmowy pomiędzy władzami Zakładu Ubezpieczeń Społecznych a przedstawicielami związków zawodowych, którzy domagają się podwyżek dla pracowników zakładu.
  • Liwiusz Laska w rozmowie z Zero.pl ocenia postulaty związkowców jako „nierealne”. – Trudno mi to oceniać inaczej niż jako konkurs piękności – mówi prezes.
  • Nowy szef ZUS apeluje do Polaków o sprawdzanie prognozy emerytalnej. – Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie, czy pieniądze, które dostanie, będą wystarczające. Czy przypadkiem nie powinien podjąć dodatkowej aktywności lub innej formy oszczędzania – podkreśla.
  • Zdaniem Laski wkrótce może wrócić do dyskusji temat podwyższenia wieku emerytalnego. – Ostatecznie – być może – obywatele powinni się wypowiedzieć w referendum – ocenia nasz rozmówca.

Marek Mikołajczyk, Zero.pl: Do niedawna uchodził pan za szarą eminencję w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Dziś zarządza pan ogromną instytucją liczącą 43 tys. pracowników. Jak to się stało?

Liwiusz Laska, doktor nauk prawnych, od lipca 2026 r. prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych*: Przez ostatnie dwa i pół roku byłem dyrektorem generalnym w ministerstwie. Mój zakres zadań był dość szeroki – zarządzanie zasobami ludzkimi, miałem też sporo zadań z zakresu legislacji, podlegał pode mnie duży departament odpowiadający za informatyzację resortu. Byłem również przewodniczącym rady nadzorczej ZUS, wcześniej reprezentowałem związki zawodowe w tej radzie. Wiedziałem i nadal wiem, co dzieje się w ZUS-ie. Był to więc naturalny krok.

Reklama
Reklama

Uchodzi pan za bliskiego współpracownika minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Lewica ma dziś kontrolę nad ZUS?

Nie powiedziałbym tak. Siłą rzeczy – jako dyrektor generalny resortu – blisko współpracowałem z ministrem. Wynikało to wprost z moich obowiązków. Po przyjściu do ZUS nie dokonałem jednak żadnych zmian kadrowych. Jestem urzędnikiem. Chyba że „człowiekiem lewicy” nazwiemy kogoś, komu bliskie są wartości dotyczące pracowników, wrażliwości społecznej i zabezpieczeń socjalnych – to tak, jestem „człowiekiem lewicy”.

Czuje pan oddech związkowców na plecach? Niedawno mieliśmy w ZUS strajk ostrzegawczy. Pracownicy domagają się podwyżek.

Czuję się odpowiedzialny za załagodzenie tej sytuacji. Mamy jednak w przestrzeni dużo populistycznych haseł i rywalizacji pomiędzy związkami. Sytuacja jest dość trudna, w ZUS-ie jest 13 związków zawodowych. Zaproponowałem, aby rozmowy toczyły się przy kamerach, aby wszyscy pracownicy ZUS wiedzieli, co się dzieje. Chciałbym uniknąć sytuacji, w której pracownicy będą zakładnikami nieprawdziwych informacji przekazywanych przez niektóre związki. Jesteśmy transparentni, otwarci, ale pewnych postulatów nie mogę uznać.

Reklama
Reklama

Na dziś zaplanowane są negocjacje ze związkowcami, którzy domagają się podwyżki wynagrodzeń o 1,2 tys. zł brutto dla każdego pracownika. To coś realnego?

Przede wszystkim takich pieniędzy nie ma w ZUS. Nie ma ich skąd przesunąć. Dokonaliśmy gigantycznego przesunięcia środków i to, co udało nam się wygospodarować, to 220 zł brutto podwyżki zasadniczego wynagrodzenia oraz wypłata jednorazowej nagrody w wysokości 4 tys. zł brutto.

Związkowcy to odrzucili. Jeszcze przed pana przyjściem.

Reklama
Reklama

Mówimy łącznie o 645 zł miesięcznie.

645 zł?

Tak. Do 220 zł należy doliczyć m.in. premie kwartalne, stażowe, trzynastkę, a to już daje średnio 312 zł na etat. Oprócz tego oferujemy 4 tys. zł jednorazowej nagrody. Jak podzieli się tę nagrodę na 12 miesięcy – co daje 333 zł średnio na miesiąc – i doda 312 zł podwyżki, to okazuje się, że na stole jest kwota 645 zł na etat.

Z postulatów związków wynika, że chcą 1,2 tys. zł, a my dajemy 645 zł – i oni to odrzucają. Te 645 zł to jest ponad 6,6 proc. wzrostu wynagrodzeń, podczas gdy w administracji w tym roku wynagrodzenia wzrosły o 3 proc. Podkreślam, że średnia płaca zasadnicza w ZUS jest na poziomie 7 tys. zł, ale z czterema premiami i dodatkami z układu zbiorowego pracy daje to ponad 9,7 tys. zł.

Reklama
Reklama

Związkowcy zwracają jednak uwagę, że w Krajowej Administracji Skarbowej zarabia się lepiej.

Tylko to wybiórcze posługiwanie się statystykami – inaczej to wygląda w przypadku zasadniczego wynagrodzenia, a inaczej w przypadku średniego. Zasadnicza pensja w ZUS wynosi ok. 7 tys. zł brutto. Średnie wynagrodzenie – 9,7 tys. zł.

I jasne – pracownicy ZUS zasługują na wyższe zarobki. Tylko żeby dać 10 zł podwyżki każdemu pracownikowi, to potrzebuję na to ponad 7 mln zł rocznie. To jest skala, o której mówimy. Pytamy związki zawodowe: „macie propozycję, super, tylko pokażcie, gdzie znaleźć w ZUS te pieniądze”.

I co pan słyszy?

Reklama
Reklama

Nic merytorycznego. Raz usłyszałem, że skoro ZUS obraca miliardami z rent i emerytur, to trzeba stamtąd zabrać. Coś przerażającego. W mediach społecznościowych czytam, że jak będzie strajk, to następnego dnia pieniądze się znajdą.

A nie znajdą?

Nie. Znalezienie tych 220 zł podwyżki plus 4 tys. zł nagrody wymagało ogromnych wewnętrznych cięć, konsultacji z resortami rodziny oraz finansów, komisjami sejmowymi. Poza tym jesteśmy w połowie roku budżetowego. Tutaj naprawdę nie ma cudów. Na miejscu związków walczyłbym o coś bardziej realnego na przyszły rok.

Kwietniowa pikieta pracowników ZUS przed siedzibą Ministerstwa Finansów w Warszawie (fot. Radek Pietruszka / PAP)

Reklama
Reklama

Słucham pana i odnoszę wrażenie, że bardzo łatwo zmienia się punkt widzenia. Jeszcze niedawno był pan ekspertem OPZZ, dziś jest pan bardzo krytyczny w stosunku do związków zawodowych.

Mam sporo wątpliwości, czy wszystkie związki zawodowe faktycznie reprezentują interesy naszych pracowników. Na 13 związków cztery są sygnatariuszami układu zbiorowego (porozumienie między pracodawcą a związkami zawodowymi, regulujące warunki zatrudnienia i system wynagrodzeń – red.), pozostałe nie są. Realizacja układu kosztuje nas 1,32 mld zł rocznie. Są w nim zagwarantowane podwyżki i poprawa warunków pracy. Mimo to związki nagle wyskakują z nierealnymi postulatami w postaci 1,2 tys. zł podwyżki dla każdego, niezależnie od stanowiska, zakresu obowiązków czy stażu pracy. Trudno mi to oceniać inaczej niż jako konkurs piękności.

Przejdźmy do tematu świadczeń. Jednym z największych wyzwań stojących przed ZUS jest kwestia dopłat z budżetu państwa Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Co roku brakuje w systemie kilkadziesiąt miliardów złotych m.in. na wypłatę emerytur i rent. Prognozy pokazują jasno: do 2080 r. podatnicy będą musieli dopłacać coraz więcej. Jaką mamy pewność, że za 50 lat emerytury będą nadal wypłacane?

Reklama
Reklama

Emerytury będą wypłacane, bo to gwarantuje konstytucja. Pytanie tylko, w jakiej wysokości. Przed naszą rozmową otworzyłem sobie swoją prognozę emerytalną. Wyszło mi, że gdy będę przechodził na emeryturę, mam szansę otrzymać 4,1 tys. zł.

A ile pan zarabia?

Wynagrodzenie ustala minister. Jest ono ograniczone ustawą kominową. Maksymalnie to może być sześciokrotność kwoty wynikającej z ustawy – w 2026 r. jest to kwota 6116,35 zł brutto (co daje łącznie niecałe 36,7 tys. zł brutto – red.).

Jeśli pyta pan, co składa się na moją emeryturę, to mam za sobą 25 lat stażu pracy. Przez lata odprowadzałem składki z różnych miejsc, prowadziłem kancelarię adwokacką, pracowałem na uczelni, byłem członkiem Państwowej Komisji Wyborczej. Miałem dodatkowe dochody, więc składki były wyższe.

dr Liwiusz Laska
prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych

Reklama
Reklama

I po tym wszystkim dostanie pan 4,1 tys. zł emerytury z ZUS. Nie przeraża pana stopa zastąpienia? I tak – nie ma co ukrywać – jest pan w dość uprzywilejowanej pozycji.

Powiem uczciwie: daje do myślenia, jak długo trzeba odkładać na dobrą emeryturę. Dlatego im wcześniej zaczynamy rzetelnie dbać o swoją finansową jesień życia, tym lepiej będziemy do niej przygotowani.

Powie pan wprost: „Polacy, ZUS zapewni wam podstawę, resztę musicie oszczędzić sami”?

ZUS zapewni wam to, co wychodzi z kalkulatora. Zachęcam każdego, aby wszedł do aplikacji mZUS albo na portal eZUS i sprawdził swoją prognozę emerytalną. Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie, czy pieniądze, które dostanie, będą wystarczające. Czy przypadkiem nie powinien podjąć dodatkowej aktywności lub innej formy oszczędzania.

Reklama
Reklama

Na wykresie stopa zastąpienia (stosunek między wysokością nowo przyznanej emerytury a ostatnim wynagrodzeniem) według prognoz ZUS (fot. ZUS)

Pan korzysta z IKE i IKZE?

Od dawna. Staram się mimo wszystko oszczędzać na emeryturę. Wiem, że niektórzy są w o wiele gorszej sytuacji – przez całe lata zaciągaliśmy w Polsce dług społeczny. Umowy cywilnoprawne przez wiele lat nie były w pełni lub w ogóle oskładkowane. Wszyscy płacimy za to wysoką cenę.

Nie boi się pan, że za 20-30 lat będziemy mieli sytuację, w której setki tysięcy emerytów będą po prostu głodować? Niektórych zwyczajnie nie stać na to, żeby ze swojej gołej pensji odkładać jeszcze na IKE i IKZE. Żyją od pierwszego do pierwszego.

Reklama
Reklama

Dlatego potrzebujemy dużej akcji informacyjnej zachęcającej do dłuższej aktywności zawodowej. Każdy dodatkowy rok pracy powiększa naszą emeryturę. Mimo to średni wiek przejścia na emeryturę wśród kobiet to 61 lat. U mężczyzn jest to 65 lat i jeden miesiąc.

Czy to nie jest moment, aby powrócić do dyskusji o podwyższeniu wieku emerytalnego?

To decyzja w rękach polityków. Rolą ZUS jest przedstawianie prognoz emerytalnych i stopy zastąpienia. Uważam, że nasze społeczeństwo trzeba edukować, ludzie muszą mieć pełną świadomość zagrożeń.

A gdyby to od pana zależało?

Reklama
Reklama

Uważam, że kwestia podwyższenia wieku emerytalnego prędzej czy później do nas wróci. W trakcie reformy emerytalnej jest już dziś kilka krajów europejskich takich jak Dania, Estonia, Włochy czy Szwecja. Powinniśmy przeanalizować, jak u nich przebiega transformacja i jakie warianty należałoby przygotować. Ostatecznie – być może – obywatele powinni się wypowiedzieć w referendum.

Reforma przygotowana przez rząd Donalda Tuska w 2012 r. się panu podobała?

Uważam, że można było ją inaczej przeprowadzić. Myślę tu głównie o dłuższym okresie dochodzenia do wyższego wieku.

Ale sam wyższy wiek emerytalny to nie wszystko. To, co przede wszystkim państwo musi zrobić, to stworzyć odpowiednie warunki do pracy dla osób w wieku 50-60 lat, aby zachęcać do dłuższej aktywności zawodowej. Być może trzeba pomyśleć o dłuższych urlopach, aby pracownicy mieli więcej czasu na regenerację.

dr Liwiusz Laska
prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych

Reklama
Reklama

Ubolewam też nad tym, że nie udało się w pełni oskładkować umów cywilnoprawnych. To poprawiłoby sytuację emerytalną ponad półtora miliona osób, które dziś odkładają na emeryturę zbyt mało. Dużą rolę do odegrania ma tu Państwowa Inspekcja Pracy.

Proszę też pamiętać, że studenci i uczniowie do 26. roku życia nie odprowadzają składek. To też jest pewien problem, gdy mówimy o oszczędzaniu na emeryturę.

Zreformowałby pan PIT dla młodych?

Na pewno należałoby się temu przyjrzeć. W przypadku młodych na umowach cywilnoprawnych brutto równa się netto. A potem przychodzi 26. rok życia i okazuje się, że duża część pensji „znika”. Młodzi wybierają umowy śmieciowe, bo pozornie wydają się korzystniejsze niż etat. Różnica w zarobkach nie jest przez nich do udźwignięcia. I tak mechanizm, który pozornie miał pomóc młodym na rynku pracy, ma o wiele szersze konsekwencje – także w ich oszczędzaniu na emeryturę.

Reklama
Reklama

Wróćmy do tematu ZUS. Co jest dziś największym wyzwaniem, które przed panem stoi? W debacie publicznej często zwraca się uwagę na mnogość zadań albo problem emerytur groszowych.

Nad kwestią emerytur groszowych pracuje ministerstwo.

Osobiście wskazałbym na coś bardziej prozaicznego – najważniejszą misją jest zaprowadzenie spokoju społecznego i doprowadzenie do tego, że pracownicy będą czuć, że mają godną pracę i płacę. Zależy mi na tym, żeby poprawić stan zdrowia psychicznego pracowników i ograniczyć absencję.

Reklama
Reklama

Każdego dnia 19 proc. pracowników ZUS jest nieobecnych w pracy. To jest ok. 8,5 tys. osób. Powody są różne – urlopy wypoczynkowe, macierzyńskie, rodzicielskie, choroby, odbiór godzin nadliczbowych czy nieobecności okolicznościowe.

Technologicznie ZUS jest dziś na bardzo dobrym poziomie. To, o co chcemy zadbać, to np. system wsparcia psychologicznego dla pracowników w oddziałach terenowych czy na infolinii. To nie jest łatwa praca. Osoby podnoszące słuchawkę mają do czynienia z ludźmi, którzy są często w trudnej sytuacji życiowej, wymagają wsparcia, starają się o rentę czy zasiłek.

Brzmi to jak pewne zaniedbanie. Niektórzy pracownicy ZUS zwracali uwagę, że długa nieobecność ze względów zdrowotnych prezesa Zbigniewa Derdziuka niekorzystnie wpłynęła na pracę całej instytucji.

Były pewne zaległości, ale nie wynikały one z żadnych zaniedbań. Musiałem chociażby podpisać 1312 upoważnień w pierwszym dniu pracy. Ale to wszystko.

Reklama
Reklama

Nie chciałbym sprawy szerzej komentować. Sytuacja była trudna, prezes Derdziuk przebywał w szpitalu, w śpiączce. Jeden ze związków zawodowych wykorzystał tę sytuację, aby zarzucać mu łamanie prawa. Nawoływano do jego dymisji. „Derdziuk musi odejść”. Myślę, że było to niepotrzebne, ale przede wszystkim niegodne – zwłaszcza, że związkowcy doskonale wiedzieli, jak wygląda sytuacja.


*Liwiusz Laska – adwokat i tłumacz przysięgły, doktor nauk prawnych. W latach 2020-2023 członek Państwowej Komisji Wyborczej, w latach 2023-2026 dyrektor generalny Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. W latach 2024-2026 przewodniczący rady nadzorczej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Od 1 lipca 2026 r. prezes ZUS.

Reklama
Reklama