Pierwszy start Łukasza Mejzy w gali freak fightów planowany jest najprawdopodobniej na wrzesień. Walka ma się odbyć w stylu brudnego boksu ulicznego, a przeciwnikiem może być Jacek Murański. – Gdyby mój występ jako pierwszego czynnego polityka w Europie – a być może i na świecie – miał dojść do skutku, potraktowałbym to wydarzenie w stu procentach charytatywnie – mówi w rozmowie z Zero.pl Mejza.

- Łukasz Mejza może stoczyć swoją pierwszą walkę w formule freak fight już we wrześniu.
- Polityk stawia jednak twardy warunek finansowy za wejście do oktagonu. Cała suma miałaby zostać przeznaczona na cele charytatywne.
- Poseł deklaruje, że dobór przeciwnika jest dla niego kwestią drugorzędną.
„Zła wiadomość dla obywateli”. Konstytucjonalista o nowym Pierwszym Prezesie SN
Łukasz Mejza to poseł wybrany z list Prawa i Sprawiedliwości, który niedawno odszedł z klubu tej partii. Pod koniec kwietnia „Rzeczpospolita” poinformowała, że polityk rozważa udział w tzw. freak fightach. Teraz gazeta opublikowała kolejne szczegóły. Debiut Mejzy w „klatce”, czyli oktagonie, miałby odbyć się we wrześniu, a jego pierwszym przeciwnikiem mógłby być Jacek Murański.
„Ten ostatni to weteran polskich freak fightów, który szerszej publiczności dał się poznać pod koniec kampanii prezydenckiej, gdy w rozmowie z TVP Info zarzucił kandydatowi PiS Karolowi Nawrockiemu uczestnictwo w procederze sutenerstwa” – przypomina „Rzeczpospolita”.
Jak podaje gazeta, pierwsza walka Mejzy miałaby się odbyć w formule tzw. brudnego boksu ulicznego, czyli boksu uzupełnionego o możliwość ciosów głową, łokciami, uderzeń młotkowych oraz tzw. backfistów.
Milion zł za walkę w oktagonie?
W rozmowie z Zero.pl Łukasz Mejza nie potwierdza jednoznacznie ustaleń dotyczących debiutu, ale nie wklucza udziału we freak fightach.
– Te informacje pochodzą prawdopodobnie od postaci powszechnie znanej – Jacka Murańskiego, kumpla Donalda Tuska i naczelnego eksperta Platformy Obywatelskiej. Uważam je za tak samo wiarygodne, jak jego opowieści o misjach w Algierii czy rewelacje dotyczące Karola Nawrockiego – komentuje Mejza.
Polityk zaznacza, że aby zgodził się na występ, muszą zostać spełnione określone warunki. – Mówię wprost: gdyby mój występ jako pierwszego czynnego polityka w Europie – a być może i na świecie – miał dojść do skutku, potraktowałbym to wydarzenie w stu procentach charytatywnie. Jeżeli na stole pojawi się milion zł, z czego pół mln będę mógł przekazać na schronisko dla zwierząt, a drugie pół na dzieci chore onkologicznie, to jestem skłonny taką propozycję rozważyć – zaznacza.
Poseł przyznaje, że otrzymał już „różne propozycje oscylujące wokół tej kwoty”. – Ale moja deklaracja jest konkretna: czekam na okrągły milion na cele dobroczynne i wtedy możemy rozmawiać – dodaje.
Przeciwnik to kwestia drugorzędna
Kto mógłby być pierwszym przeciwnikiem Mejzy? – To ma dla mnie znaczenie drugorzędne, bo kluczowa jest pomoc potrzebującym. Każdego dnia pojedynkuję się z największym złem, jakie nawiedziło naszą ojczyznę, czyli z Donaldem Tuskiem. Jeśli miałbym stanąć w oktagonie z którymś z jego pomagierów w misji niszczenia Polski, to przeciwnik jest mi obojętny. Murański byłby pod tym względem odpowiednim kandydatem – dodaje.
Mejza przyznaje także, że formuła brudnego boksu ulicznego byłaby dla niego do zaakceptowania. – Te informacje słyszę po raz pierwszy. Nie mówię jednak „nie”. Jeżeli taka formuła miałaby zwiększyć zainteresowanie galą i przełożyć się na lepszy wynik finansowy dla potrzebujących, jestem otwarty na rozmowy. Na ten moment nie negocjowałem jednak tak szczegółowych warunków – zaznacza poseł.
Czy świat freak fightów to dobre miejsca dla polityka? Łukasz Mejza nie ma z tym problemu.
– Warto spojrzeć na karierę Donalda Trumpa, który występował na galach wrestlingowych w Stanach Zjednoczonych. Dla mnie jednak najważniejszy jest aspekt charytatywny. A ewentualnym krytykom odpowiem krótko: „misiu kolorowy”, pokaż najpierw własny przelew na milion złotych na cele charytatywne, a dopiero potem zabieraj głos – podkreśla.
