Reklama
Reklama

„Zła wiadomość dla obywateli”. Konstytucjonalista o nowym Pierwszym Prezesie SN

TYLKO NA

Prezydent powołał Zbigniewa Kapińskiego na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Konstytucjonalista prof. Mariusz Bidziński ocenia w rozmowie z Zero.pl, że wybór nie kończy sporu o praworządność. – Dla obywateli i dla systemu prawnego to zła wiadomość – przyznaje.

white-3
Prof. Mariusz Bidziński o wyborze nowego prezesa SN. (fot. Shutterstock / Inne)
  • Prof. Bidziński nie kwestionuje merytorycznych kwalifikacji sędziego Kapińskiego, wskazuje jednak, że jego nominacja przez neo-KRS będzie stałym punktem ataku dla przeciwników i podważy autorytet nowego Pierwszego Prezesa.
  • Ekspert dostrzega jednak szansę – mówi, że jeśli Kapiński rzeczywiście zachowa dystans od polityki, będzie to radykalna zmiana w stosunku do jego poprzedniczki Małgorzaty Manowskiej.
  • Kluczowe pozostaje pytanie, czy nowy prezes Sądu Najwyższego dotrzyma złożonych deklaracji.

Prezydent Karol Nawrocki powołał sędziego Zbigniewa Kapińskiego na nowego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Prezydent wybrał Kapińskiego spośród pięciu kandydatów wskazanych przez Zgromadzenie Ogólne Sądu Najwyższego. Sędzia uzyskał największe poparcie spośród kandydatów – otrzymał 18 głosów.

Zbigniew Kapiński jest specjalistą od prawa karnego, wcześniej orzekał m.in. w sądach w Siedlcach i w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, a do Izby Karnej SN trafił w 2022 r. W ostatnich latach był zaangażowany w głośne sprawy dotyczące m.in. mandatów poselskich Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika oraz statusu Dariusza Barskiego.

Wokół kandydatury Kapińskiego pojawiały się kontrowersje związane z jego udziałem w składzie sądu, który w 2000 r. uznał, że Lech Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Krytycznie o możliwym wyborze sędziego wypowiadali się wcześniej m.in. Jarosław Kaczyński oraz Sławomir Cenckiewicz.

Reklama
Reklama

Kapiński obarczony „stygmatem”

O tym, co może oznaczać wybór Kapińskiego, czy ma on szansę na odbudowę autorytetu Sądu Najwyższego i o tym, dlaczego SN jest tak istotny, portal Zero.pl rozmawiał z konstytucjonalistą dr. hab. Mariuszem Bidzińskim, prof. Uniwersytetu SWPS.

Bidziński przyznaje, że ciężko mu jest jednoznacznie ocenić, co ten wybór zwiastuje. Podkreśla, że na pewno nie rozwiązuje to kwestii, która była i wciąż jest podnoszona w kontekście systemu sędziowskiego – problemu nominacji dokonanych przez kwestionowaną KRS.

– Sędzia Kapiński jest kolejnym przedstawicielem tej grupy, określanym mianem „neosędziego". Brak wcześniejszego rozstrzygnięcia tego sporu i wyraźnego odcięcia się od tych nominacji lub systemowego uporządkowania powoduje, że decyzja prezydenta wprowadza nas w sytuację, w której Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego będzie obarczony tym właśnie stygmatem – ocenia prawnik.

Sędzia Szymon Marciniak na czele Sądu Najwyższego? To nie żart, to sygnał

Reklama
Reklama

W przekonaniu naszego rozmówcy to raczej powrót do sporu niż próba stabilizacji. – To będzie utrzymanie sporu, który toczył się wcześniej. Brak koncyliacyjnego rozwiązania, jakiegoś konsensusu między partiami sprawia, że nadal będziemy tkwić w tym sporze dotyczącym praworządności i oczyszczenia systemu. Dla obywateli i dla systemu prawnego to zła wiadomość – podkreśla.

 

Jednocześnie nie zgadza się z twierdzeniem, że nowy Pierwszy Prezes będzie miał nikłe szanse na odbudowę autorytetu SN. – Na pewno będzie mu trudniej, ponieważ przeciwnicy będą go traktować jako neosędziego – kogoś, kto awans uzyskał od neo-KRS. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest to jego wina – mówi i wskazuje, że Kapiński awansował w czasie, gdy KRS funkcjonowała w sposób kwestionowany formalnie i prawnie.

Reklama
Reklama

Dodaje, że należy jednak spojrzeć na całą ścieżkę kariery sędziego Kapińskiego – i tu nasz rozmówca nie ma zastrzeżeń. – To nie jest przypadkowy awans, jak bywało za czasów ministra Ziobry, kiedy nominacje trafiały do Sądu Najwyższego z sądów rejonowych – faksem, mailem czy SMS-em. Sędzia Kapiński ma doświadczenie i wiedzę merytoryczną. Ryzyko polega jednak na tym, że jego przeciwnicy – albo zwolennicy utrzymania status quo – będą podważać jego autorytet właśnie przez pryzmat neo-KRS – ocenia prof. Bidziński.

Pytany czy ten wybór mówi coś o kierunku, jaki prezydent Nawrocki chce nadać wymiarowi sprawiedliwości odpowiada, że tak by tego nie interpretował. Nasz rozmówca ma nadzieję, że nowy Pierwszy Prezes dotrzyma słowa i będzie działał z dala od polityki.

– Jeśli faktycznie będzie się od niej trzymał z dala, będzie to zmiana o 180 stopni w stosunku do jego poprzedniczki, sędzi Manowskiej, która w polityce całkowicie utonęła. Jeśli Kapiński rzeczywiście zachowa dystans do polityków, mamy szansę na poprawę funkcjonowania Sądu Najwyższego, który jest jednym z najważniejszych organów wymiaru sprawiedliwości w Polsce – podkreśla.

Bidziński wyjaśnia też, dlaczego Sąd Najwyższy jest tak istotny. – Sąd Najwyższy jest kluczowy z kilku powodów. Po pierwsze, pełni funkcję sądu kasacyjnego – to ostatnia instancja, do której możemy się odwołać po długich bataliach sądowych, by spojrzeć na rozstrzygnięcie sądów niższych instancji z zupełnie innej perspektywy. To tam, w orzecznictwie, nasze konstytucyjne prawa i wolności powinny znajdować realne odzwierciedlenie – wskazuje.

Reklama
Reklama

Po drugie – jak mówi – Sąd Najwyższy posiada uprawnienie do podejmowania uchwał – zarówno w ramach poszczególnych izb, jak i izb połączonych – które mają zasadnicze znaczenie dla jednolitości stosowania prawa w całym kraju.

– Sąd Najwyższy pełni też funkcję konstytucyjną w ścisłym tego słowa znaczeniu – jest jednoinstancyjnym sądem rozpatrującym protesty wyborcze oraz organem stwierdzającym ważność bądź nieważność wyborów. Z tego punktu widzenia jego rola jest bardzo istotna – zaznacza Bidziński.

Profesor podsumowuje: „Sąd Najwyższy daje nam po pierwsze kierunki wykładni prawa, po drugie pewne bezpieczeństwo w stosunku do sądów powszechnych, a po trzecie – i powinien to robić skutecznie – gwarancję demokracji, pilnując prawidłowości wyborów i czuwając nad działaniem organów konstytucyjnych”.

Źródło: Zero.pl
Filip Baczkura
Filip BaczkuraDziennikarz
Reklama
Reklama