Reklama
Kraj

Nieudolny alert RCB i równie nieudolne wyrzucanie Morawieckiego. Ale mogło być gorzej [OPINIA]

Piątkowy grill kosztował Mateusza Morawieckiego i kilkudziesięciu innych polityków wyrzuceniem z partii. To znaczy prawie wyrzuceniem, bo partia nadal nie może się zdecydować. Być może przydałyby się im korepetycje u Miłosza Kłeczka. Oto cotygodniowy, subiektywny przegląd wydarzeń.

Kasjan Owsianko
Opinia autorstwa: Kasjan Owsianko
Dzisiaj 10:06
6 min
Mgło być gorzej. Karol Karski, Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki (fot. Newspix / PAP / Shutterstock)
TYLKO NA

Kiedy Jarosław Kaczyński ogłosił swoje ultimatum i zapowiedział, że każdy, kto nie podpisze „lojalki”, zostanie wyrzucony, wielu wątpiło, że faktycznie do wyrzucenia dojdzie. Prezes i jego ludzie nie wątpili i zarzekali się: dojdzie.

Kiedy czas na podpisanie minął, a Mateusz Morawiecki i kilkudziesięciu innych polityków zdecydowali się nie przyjmować jakże atrakcyjnej propozycji, prezes na konferencji prasowej ogłosił, że rozłamowcy zostaną za kilka dni wyrzuceni, tylko musi zebrać się komitet partyjny.

Kiedy komitet partyjny w tym tygodniu wreszcie się zebrał, zapadła ostateczna decyzja: ekipa byłego premiera zostanie wyrzucona, tylko jeszcze nie teraz. Najpierw ich sprawy – każdą z osobna – musi rozpatrzyć rzecznik dyscypliny partyjnej Karol Karski. Strach pomyśleć, ile rozpatrywanie zajmie, skoro zaczął się właśnie parlamentarny urlop.

Ale spokojnie, wyrzucenie nastąpi. Jak prezes powiedział, że zdrajcy zostaną wyrzuceni, to zostaną. Nie trzeba mu co tydzień przypominać.

Reklama
Reklama

Poza tym teraz to już nie jest zmartwienie Kaczyńskiego. Aktualnie zająć się tym musi Karski. Co prawda jeszcze nigdy nie wyrzucał tylu posłów naraz, ale co to dla niego. Piosenkę też kiedyś nagrywał po raz pierwszy.

Jeśli jednak rzecznik partyjnej dyscypliny nie będzie wiedział, jak do tematu podejść, zawsze może poprosić o poradę Miłosza Kłeczka z Republiki, który zdaje się mieć w wyrzucaniu posłów coraz większe doświadczenie.

Czytaj też: Morawiecki rozpalił własny grill. Kaczyński nie zdołał ugasić tego ognia

Dziennikarz (choć wielu użycie tego słowa w tym przypadku mogłoby kwestionować) pokaz wyrzucania dał nawet w tym tygodniu. Asystował mu w tym poseł istniejącej jeszcze Polski 2050 Kamil Wnuk.

Zachowanie Kłeczka wywołało u wielu poruszenie – bo jak to tak, w naprawdę chamski i pasujący raczej do małego, rozwydrzonego chłopca sposób wskazywać wyjściowe drzwi posłowi, który śmiał się nie zgadzać z prowadzącym. Ja na miejscu Wnuka bym się cieszył. Chociaż nie musiał się już dłużej z Kłeczkiem męczyć.

Morawiecki rozdaje karkówkę i powołuje klub parlamentarny

Nieważne, jak gorąco było w studiu Republiki, i tak było chłodniej niż na piątkowym grillu Morawieckiego – czego akurat odbiorcy tej stacji mogli nie zauważyć, bo nie była ona zbyt chętna do transmitowania wydarzenia – gdzie już podczas otwierającego wydarzenie przemówienia byłego premiera termometry wskazywały blisko 35 stopni.

Reklama
Reklama

Ale prawdziwemu Polakowi nic w rozpaleniu grilla – ani powołaniu klubu trzeciego co do wielkości klubu parlamentarnego – nie przeszkodzi, więc i tutaj nie było większych problemów. Poza tym jak miałyby być, skoro organizatorzy nawet Kościół mieli po swojej stronie, uzyskując dyspensę na karkówkę, kiełbasę i wszystkie inne befsztyki czy szaszłyki.

Wydarzenie, trzeba przyznać, miało rozmach. Były stoły do ping-ponga i rzutki. Była interaktywna strzelnica i zjeżdżalnia dla dzieci. Był pokaz gotowania na żywo w wykonaniu eksministra Grzegorza Pudy i zbiórka podpisów pod referendum za odwołaniem prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Byli liczni prelegenci – i z prawicy, i z lewicy.

Czytaj też: Na grillu się nie skończy. Rozwój Plus szykuje kolejne wydarzenie

Generalnie było dużo wszystkiego. Było niemal tak różnorodnie światopoglądowo, jak jest w Prawie i Sprawiedliwości. Tam także nie brakuje, jak ogłosiła Małgorzata Wasserman, osób „skrajnie na lewo”. – Nie są katolikami – wyjaśniła posłanka.

Jestem niemal pewien, że definicja ta przypadła do gustu Koalicji Obywatelskiej, która zyskała kolejny argument do udowadniania niedowiarkom swojej lewicowości.

Lewica walczy ze stereotypami, a RCB z własnymi zasadami

Definicję docenili także politycy Lewicy. Docenili oni również nagranie, na którym kilku mężczyzn spacyfikowało i wyrzuciło z warszawskiego pociągu dwóch napastników, którzy agresywnie wyzywali podróżujących nim Białorusinów i Ukraińców i popychali konduktora. „No i pięknie” – napisał Krzysztof Śmiszek. „O takich mężczyzn!” – dodała, utrwalając stereotypy, była ministra ds. równości Katarzyna Kotula.

Reklama
Reklama

Niestety nawet jeśli mielibyśmy armię „takich mężczyzn”, to i tak w przypadku zagrożenia większość z nich na nic by się zdała. Najzwyczajniej w świecie nie wiedzieliby o tym, że zagrożenie istnieje. Może i usłyszeliby syreny, ale nie dostaliby alertu, tak jak miało to miejsce w przypadku rosyjskiej rakiety, która w czwartek spadła na Lubelszczyźnie.

Brak konkretnego alertu – nieważne, czy tego informującego o zagrożeniu, czy też tego wyjaśniającego, że zagrożenie minęło – wywołał oburzenie i, jak to bywa niemal w każdym tygodniu, wezwania do ustąpienia ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego.

Czytaj też: Syreny, Shakira i polityczne myśliwce. Jak państwo (nie)poinformowało o rakiecie

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa postanowiło wziąć sobie uwagi do serca i rozesłało wszystkim link kierujący do przygotowanego w ubiegłym roku Poradnika Bezpieczeństwa. „MSWiA: Bądź przygotowany. Pobierz: poradnikbezpieczenstwa.gov.pl” – brzmiał lakoniczny komunikat.

Szkoda tylko, że nikt do RCB nie wysłał alertu o tym, że zaledwie dwa lata wcześniej ostrzegali Polaków, żeby nie klikać w podszywające się pod nich linki. „Przypominamy, że prawdziwe Alerty RCB nie zawierają linków ani prośby o kliknięcie w odnośnik” – pisano. Może wtedy udałoby się uniknąć wpadki z niedziałającą stroną.

Reklama
Reklama

Chociaż Lewandowski zaczął wreszcie w Chicago strzelać.

Zawsze mogło być gorzej.