Wyczekiwany grill Mateusza Morawieckiego i jego stowarzyszenia Rozwój Plus był ostatnim gwoździem nie do trumny, a do wysokiego i zbijanego w pośpiechu ogrodzenia, które na dobre podzieliło Prawo i Sprawiedliwość. Sprawdziliśmy, czy było warto.

- Na warszawskiej Szmulowiźnie odbył się grill stowarzyszenia Rozwój Plus, zorganizowany przez Mateusza Morawieckiego.
- Na imprezie pojawiło się blisko tysiąc osób.
- W panelach dyskusyjnych udział wzięli m.in. Rajmund Andrzejczak, Garry Kasparov oraz Marek Jurek.
O warszawskiej Szmulowiźnie krążą legendy, w większości nieprzychylne, choć niekoniecznie prawdziwe. To chociażby tutaj mieszkańcy postanowili przybrać uliczne słupki w sweterki, a złodzieje ograbić dopiero co oddany do użytku apartamentowiec. To także tutaj Mateusz Morawiecki postanowił zorganizować w piątek grilla swojego stowarzyszenia Rozwój Plus – lub, jak niektórzy twierdzą, kongres założycielski nowej partii.
Grill od początku był kością niezgody w Prawie i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński używał go nawet jako argumentu za zamknięciem niebędącego mu na rękę stowarzyszenia. – To jest przedsięwzięcie, które na pewno będzie dużo kosztować. (…) Po prostu stracilibyśmy dotację – grzmiał prezes.
Morawieckiego te, ani żadne inne argumenty nie przekonały. Grill musiał się odbyć. Nawet kosztem wyrzucenia z partii.
Gorąca atmosfera na grillu u Mateusza Morawieckiego
Bramy „Małej Warszawy” – położonej przy ul. Otwockiej przestrzeni konferencyjnej, gdzie nie tak dawno swój wieczór wyborczy po drugiej turze wyborów prezydenckich organizował Karol Nawrocki – otworzyły się chwilę po godz. 10:30. Już wtedy temperatura sięgała 30 st. C.

W południe, kiedy oficjalnie rozpoczęło się wydarzenie, a na scenie przy akompaniamencie braw i okrzyków pojawił się Morawiecki, termometr wskazywał już 34 st. C. – Nie chcemy Polski, która tylko nadrabia zaległości. Chcemy Polski, która wyprzedza innych! – deklarował były premier, zapowiadając gotowość do pracy.
Nie było to jego jedyne wspomnienie o przyszłości. To właśnie ona zdominowała zarówno przemówienie otwierające, jak i późniejsze, dłuższe wystąpienie lidera stowarzyszenia. O tym, że jeszcze kilka dni temu słyszeliśmy nośne slogany o wyrzuceniu z Prawa i Sprawiedliwości, mogliśmy niemalże zapomnieć.
Sygnał był jasny: poprzednia partia – mimo że oficjalnego wykluczenia polityków Rozwoju z jej szeregów jeszcze nie było – jest już przeszłością i nie ma większego znaczenia.

Nie oznacza to, że tematów dotyczących Nowogrodzkiej na grillu nie było. Wręcz przeciwnie – były, ale nie na scenach, a wśród uczestników wydarzenia. Co rusz można było natknąć się na obrazki witających się znajomych z „partii matki”, którzy z uśmiechem i zaskoczeniem wpadali na siebie, nie uzgadniając wcześniej, że na wydarzeniu stowarzyszenia się pojawią.
Tysiąc osób. Na jesień kolejne wydarzenie
A miał kto na siebie wpadać. Łącznie w wydarzeniu udział wzięło blisko tysiąc osób. Chętnych, jak słyszymy, miało być dwa razy więcej, ale gdyby określony próg został przekroczony, grill byłby już imprezą masową, a to wiąże się z dodatkowymi obowiązkami wynikającymi z ustawy. Wówczas wymagane jest m.in. uzyskanie zezwolenia na organizację imprezy czy przygotowanie planu bezpieczeństwa.
Znaczna część uczestników na wydarzenie przyjechała spoza Warszawy. W rozmowach przewijał się Poznań, Wrocław czy Łódź. Nie brakowało też mniejszych miejscowości. – Widać zainteresowanie lokalne – mówi nam jeden z polityków Rozwoju z pierwszego szeregu.
Nasz rozmówca nie kryje zadowolenia. Jego zdaniem skala tego, jak stowarzyszenie rozpoczyna swoją działalność, robi wrażenie. – Jeszcze nikt nie miał takiego startu – słyszymy.
A to dopiero pierwsze wydarzenie stowarzyszenia. Kolejne, jak zdradził w rozmowie z Zero.pl europoseł Waldemar Buda, a co potwierdził niedługo później Morawiecki, odbędzie się za niecałe trzy miesiące – 15 października, w rocznicę ostatnich wyborów parlamentarnych. W nim udział wziąć ma już nie tysiąc, a kilka tysięcy osób.
Wśród osób, które pojawiły się w „Małej Warszawie”, przewijały się znajome twarze. I to nie tylko te ze stowarzyszenia. Pojawiła się chociażby wyrzucona niedawno z PiS za niepłacenie składek Janina Goss – ta, o której media przez lata pisały jako o przyjaciółce Kaczyńskiego i szarej eminencji partii – czy też niezrzeszony poseł Marcin Józefaciuk, który do Sejmu wszedł z list Koalicji Obywatelskiej.
Józefaciuk nie jest zresztą jedynym niezrzeszonym parlamentarzystą, który wziął udział w wydarzeniu. Poza nim przy ul. Otwockiej pojawiła się była członkini Razem Paulina Matysiak, która wystąpiła w roli panelistki. Razem m.in. ze współprowadzącym podcast „Dwie Lewe Ręce” Marcinem Giełzakiem i posłem Marcinem Horałą debatowała o „rozwoju, który nie zostawia nikogo z tyłu”.
Łącznie panelistów było kilkudziesięciu – od Roberta Winnickiego i Marka Jurka, przez Rajmunda Andrzejczaka i Garry’ego Kasparova, po Bogusława Sonika i Jana Rokitę.
Nie tylko jedzenie i panele
Ale panele i wystąpienia nie były jedynym, co czekało na uczestników. Chętni, których ze względu na pogodę nie było zbyt wielu, pograć mogli w tenisa stołowego czy darta. Dla dzieci postawiono wielką dmuchaną zjeżdżalnię i mały namiocik z animacjami, a dla przeciwników Rafała Trzaskowskiego stolik ze zbiórką podpisów pod referendum.

Było też stanowisko wydawnictwa Prześwity z książkami. Wśród najchętniej kupowanych, jak usłyszeliśmy, były „Wieczna Lewica. Myśli i aforyzmy” Giełzaka, „Palo Alto. Historia Kalifornii, mit Doliny Krzemowej i technokapitalizm” Malcolma Harrisa i „Nienawidzę ich! To Polacy mówią na terapiach” Karoliny Olejak.
A grill? Jak to grill: mięso, mięso i jeszcze raz mięso. Co prawda wydarzenie zorganizowano w piątek, ale specjalnie dla jego uczestników ogłoszona została dyspensa. I dobrze, bo gdyby musieli obejść się bez mięsa, to byłoby ciężko – opcje wegetariańskie, jak stwierdził jeden z kucharzy, „nie wytrzymały próby temperatury”.

