Reklama
Reklama
Reklama

Od ponad 80 lat mieszka w tej samej chacie. Nie ma tam prądu ani bieżącej wody

Nie ma w domu prądu, lodówki ani bieżącej wody, a mimo to nie chce przeprowadzki. Margaret Gallagher od urodzenia mieszka w ponad 200-letniej chacie w Irlandii Północnej. Jej dzień zaczyna się od wyprawy do studni, a kończy przy świetle lampy naftowej. Tak wygląda życie, którego nie zamieniłaby na współczesne wygody.

Margaret Gallagher od ponad 80 lat mieszka w tej samej chacie. Nie ma tam prądu ani bieżącej wody
Margaret Gallagher od ponad 80 lat mieszka w tej samej chacie. Nie ma tam prądu ani bieżącej wody (fot. OLYMPUS DIGITAL CAMERA / Wiki Commons)
  • Margaret Gallagher od dekad żyje bez prądu i bieżącej wody.
  • Mieszka w ponad 200-letniej chacie w Irlandii Północnej, która zachowała wiele cech tradycyjnej architektury.
  • Każdy dzień zaczyna od wyprawy do studni po wodę. Dom ogrzewa i na nim gotuje, a deszczówkę zbiera do wiader. Żywność przechowuje bez lodówki.

W czasach, gdy elektryczność, internet, lodówka czy telewizor są dla większości ludzi czymś oczywistym, Margaret Gallagher od dekad funkcjonuje bez tych udogodnień. Mieszka w ponad 200-letniej chacie w hrabstwie Fermanagh w Irlandii Północnej i prowadzi życie, które niewiele różni się od tego, jakie wiedli jej przodkowie.

Jej dom stoi na wzgórzu niedaleko Belcoo. Rodzina Gallagherów związała się z nim w 1887 r., kiedy dziadkowie Margaret kupili trzyizbową chatę za 30 funtów, 10 szylingów i 6 pensów. Kobieta przyszła na świat właśnie w tym miejscu 26 stycznia 1942 r. i pozostała tam przez całe życie.

Dzisiaj budynek jest zabytkiem klasy Grade A i zachował wiele cech dawnej irlandzkiej architektury. Ściany wykonano z niewielkich kamieni i gliny, a tradycyjny tynk powstał z mieszanki krowiego obornika, świńskiej krwi i wapna. Dach, pierwotnie kryty lnem, a później trzciną, jest obecnie pokryty ekologiczną słomą żytnią.

Reklama
Reklama

Wszystko zaczyna się od studni i ognia

Margaret każdego ranka schodzi przez pole do studni, by przynieść wodę potrzebną na cały dzień. Drugim podstawowym elementem jej gospodarstwa jest ogień znajdujący się pod dużym kominem.

To właśnie on ogrzewa dom, pozwala przygotowywać posiłki, a także pomaga utrzymywać w odpowiednim stanie stare drewniane elementy konstrukcji. Kobieta przechowuje torf i drewno w dawnym budynku gospodarczym, natomiast deszczówkę zbiera do ustawionych na zewnątrz wiader. Wykorzystuje ją m.in. przy pracach w ogrodzie.

Brak lodówki oznacza konieczność zupełnie innego planowania zakupów. Margaret mięso kupuje wtedy, gdy zamierza je przygotować, a masło przechowuje owinięte w liść kapusty. Produkty suche i mleko o długim terminie przydatności trzyma natomiast w pojemniku ustawionym obok domu.

W kuchni korzysta z żeliwnych naczyń, z których wcześniej korzystali członkowie jej rodziny. Chleb, ciasta i inne potrawy przygotowuje bez tradycyjnego piekarnika. Ciasto trafia do żeliwnego naczynia, na którego pokrywie układane są rozgrzane kawałki torfu. W ten sposób Margaret piecze m.in. chleb sodowy oraz ciasta.

Dom pełen przedmiotów sprzed pokoleń

W chacie znajduje się wiele rzeczy, które mają dla Margaret nie tylko praktyczną wartość. Są to przedmioty używane wcześniej przez jej ojca i dziadka. Na półkach stoją stare naczynia, w domu zachowały się również m.in. narzędzia związane z tradycyjnym przetwarzaniem lnu.

Reklama
Reklama

Jednym z ciekawszych elementów wyposażenia jest składany stół. Po złożeniu pełni również funkcję osłony okna. Podłoga została natomiast ułożona ze spadkiem w kierunku wyjścia, dzięki czemu woda może spływać na zewnątrz.

Śledź z nami dzień na żywo!

Margaret sama regularnie odnawia wygląd budynku, bieląc jego zewnętrzne ściany. W jej domu nie ma instalacji elektrycznej ani bieżącej wody, a przez lata nie było również telefonu. Nie oznacza to jednak całkowitego odcięcia od współczesnej technologii.

Kobieta korzysta z telefonu komórkowego, który ładuje za pomocą energii słonecznej. Ma również solarną latarkę, którą trzyma przy łóżku. Radio działa tylko przez ograniczony czas po nakręceniu, ale Margaret słucha w nim wiadomości i nekrologów. Jak sama żartowała, chce wiedzieć, czy przypadkiem nie znalazła się wśród osób wymienionych w nekrologach.

Jej zegarem jest światło dzienne

Życie bez elektryczności wymusiło na Margaret zupełnie inny rytm dnia. Kobieta wstaje około 5:30 rano, kiedy – jak wynika z relacji – ma najwięcej energii na wykonanie podstawowych obowiązków. Posiłki je dużo wcześniej niż większość współczesnych mieszkańców Europy.

Wieczorem wykorzystuje lampy naftowe oraz świece wykonane w dużej części z wosku pszczelego. Nie pali ich jednak bez potrzeby. Światło jest cenne, dlatego dzień kończy się dla niej stosunkowo wcześnie – do łóżka trafia niedługo po godzinie 18.

Reklama
Reklama

W domu Margaret znajduje się także niezwykły zestaw przygotowany na przyszłość – komplet przeznaczony do wykorzystania przez księdza podczas ostatniego namaszczenia. Kobieta kupiła go po przejściu na emeryturę i przechowuje w górnej części domu.

Historia jej życia jest mocno związana z rodzinnym gospodarstwem. Jako dziecko Margaret chodziła do szkoły przez pola, a wraz z siostrą jeździła rowerem do Belcoo po potrzebne produkty. Jej siostra Freda później wyjechała do Anglii, gdzie pracowała jako urzędniczka.

Margaret pozostała w rodzinnym domu. Nie wyszła za mąż. Przez wiele lat opiekowała się swoim ojcem, który z powodu ciężkiego reumatyzmu przez ostatnie 17 lat życia był przykuty do łóżka. Jednocześnie prowadziła rodzinne, liczące 12 akrów gospodarstwo. Ojciec zmarł w 1980 r. w wieku 92 lat.

Reklama
Reklama

Co ciekawe, pierwszą pracę zarobkową podjęła dopiero w wieku 48 lat, osiem lat po śmierci ojca. Zajęła się rozwojem lokalnej społeczności. Dla osoby przyzwyczajonej do życia w samotności zmiana nie była łatwa.

Aktywnie działała na rzecz lokalnej społeczności

Choć sposób życia Margaret może kojarzyć się z całkowitym odcięciem od świata, rzeczywistość jest zupełnie inna. Kobieta przez lata angażowała się w sprawy lokalnej społeczności. Założyła Belcoo & District Historical Society, działała w parafii Cleenish, była sędziną pokoju i dyrektorką lokalnego centrum opieki społecznej.

Jej działalność została doceniona również na najwyższym szczeblu. W 1994 r. otrzymała z rąk księcia Karola Order Imperium Brytyjskiego (MBE) za pracę na rzecz rozwoju społeczności. Margaret spotkała również królową Elżbietę II. Podczas uroczystości w pałacu towarzyszyła jej siostra Freda wraz z rodziną, a po ceremonii Margaret uczestniczyła w podwieczorku w hotelu Ritz. Zachowała nawet buty, które miała wtedy na sobie.

Nie chce przeprowadzki. „Ten typ życia daje mi własną tożsamość”

Margaret Gallagher nigdy nie uważała, że brak prądu czy bieżącej wody jest problemem, który koniecznie trzeba rozwiązać. W rozmowie z „The Irish Times” podkreślała, że jej rodzina po prostu nigdy nie zdecydowała się na podłączenie elektryczności.

Reklama
Reklama

Jej podejście najlepiej oddaje zdanie: „Twój sposób życia cię kształtuje. Ten typ życia daje mi własną tożsamość”.

Kobieta nie zamierzała opuszczać rodzinnego domu, dopóki pozwalają jej na to zdrowie i siły. Przyznawała, że życie w taki sposób bywa trudne, szczególnie zimą, gdy pojawiają się deszcz i silny wiatr. Mimo to uważała, że trudniejsze momenty mijają.

W innym miejscu rozmowy mówiła również: „Będę kontynuować, dopóki będę mogła i będę miała zdrowie oraz wolę, by to robić”.

Źródła: Zero.pl, irishtimes.com, rp.pl
Reklama
Reklama