Słowacka policja udaremniła zaplanowany atak podpalenia na fabrykę bezzałogowych systemów powietrznych we wschodniej części kraju. Zatrzymano trzech cudzoziemców – dwóch na Słowacji, jednego w Niemczech. Nikt nie ucierpiał, mienie nie zostało uszkodzone.

- Policja przechwyciła materiały zapalające, narzędzia i odręczny plan ataku, zanim doszło do podpalenia fabryki dronów we wschodniej Słowacji.
- Zatrzymano trzech obcokrajowców – dwóch w Słowacji, jednego w Niemczech – i przedstawiono im zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego na zlecenie.
- W chwili planowanego ataku w zakładzie przebywało około 70 osób; służby nie ujawniły nazwy fabryki ani zleceniodawcy.
Słowackiej policji udało się zapobiec zaplanowanemu podpaleniu fabryki produkującej bezzałogowe systemy powietrzne, zlokalizowanej we wschodniej części kraju. Jak poinformowały służby we wtorek na Facebooku, do ataku nie doszło, a żadna osoba nie odniosła obrażeń, nie odnotowano też strat materialnych.
W związku ze sprawą zatrzymano trzech cudzoziemców podejrzanych o udział w przygotowaniach do zamachu. Dwie osoby ujęto na terenie Słowacji, trzecią – w Niemczech. Współpraca międzynarodowa służb pozwoliła zatrzymać podejrzanych, zanim zdołali zrealizować swój plan.
Planowane podpalenie fabryki dronów. Zabezpieczone dowody i zarzuty
Podczas działań funkcjonariusze zabezpieczyli znaczną ilość mieszanki zapalającej, narzędzia, telefony komórkowe, kamerę oraz odręcznie sporządzony plan ataku. Zgromadzone dowody wskazują, że akcja była szczegółowo przygotowana z wyprzedzeniem.
„Według wstępnej opinii biegłego Instytutu Kryminalistyki i Ekspertyz Policji była to mieszanka benzyny i polistyrenu, potocznie zwana napalmem” – napisała słowacka policja.
Śledczy postawili zatrzymanym zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego popełnionego na zlecenie. Oznacza to, że – według ustaleń policji – podejrzani działali nie z własnej inicjatywy, lecz na czyjeś polecenie. Służby nie ujawniły jednak, kto miał zlecić przeprowadzenie ataku.
Słowacja. Dziesiątki osób w zagrożonym obiekcie
Jak podała policja, w momencie planowanego podpalenia na terenie zakładu przebywało około 70 osób. Gdyby atak doszedł do skutku, mogło to oznaczać poważne zagrożenie dla życia i zdrowia pracowników, a nie tylko straty materialne.
Władze nie ujawniły ani nazwy fabryki, ani jej dokładnej lokalizacji, powołując się najprawdopodobniej na dobro trwającego postępowania. Nie podano również żadnych szczegółów dotyczących narodowości zatrzymanych cudzoziemców.
„Gdyby doszło do ataku, istniało ryzyko wybuchu pożaru na dużą skalę, zagrażającego życiu i zdrowiu ludzi oraz powodującego rozległe szkody. W momencie ataku w zakładzie mogło przebywać około 70 pracowników, a wartość mienia w hali produkcyjnej, według obecnych ustaleń, sięga dziesiątek milionów euro” – napisano w policyjnym komunikacie.
Sprawa nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście położenia geopolitycznego Słowacji. Kraj ten, będący członkiem NATO i Unii Europejskiej, graniczy na wschodzie z Ukrainą. Produkcja systemów bezzałogowych w regionie przygranicznym może być traktowana jako element wsparcia dla ukraińskich zdolności obronnych, co czyni tego typu zakłady potencjalnym celem sabotażu.