Reklama
Reklama
Reklama

Naukowcy odkryli gwiazdę większą niż Układ Słoneczny. „Emituje gigantyczną ilość energii”

Astronomowie zaobserwowali i opisali obiekt, który wydaje się nowym rodzajem gigantycznej gwiazdy, o rozmiarach całego Układu Słonecznego. W jej wnętrzu może się kryć czarna dziura.

Naukowcy odkryli gwiazdę większą niż Układ Słoneczny. „Emituje gigantyczną ilość energii”
James Webb Space Telescope. Po lewej ilustracja odkrytej gwiazdy (fot. Shutterstock)
  • Naukowcy z międzynarodowego zespołu na łamach magazynu „Nature” opisali obiekt przypominający ogromną gwiazdę, rozciągającą się na obszar porównywalny z rozmiarem Układu Słonecznego.
  • Jednocześnie emituje on ok. 100 miliardów razy więcej energii, niż jakakolwiek znana gwiazda jest fizycznie w stanie wytworzyć.
  • Takie poziomy energii są charakterystyczne dla czarnych dziur - zwracają uwagę naukowcy.
  • Obiekt znajduje się ok. 13,14 miliarda lat świetlnych od ziemi, czyli ok. ponad 124 tryliony km.

Według naukowców najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie tego zjawiska jest takie, że łączy ono czarną dziurę z gwiazdą. Gigantyczny obłok gazu rozgrzewany jest jednak nie przez reakcje jądrowe (jak to się dzieje w zwykłych gwiazdach), ale przez centralną czarną dziurę. – Nigdy dotąd takiego połączenia nie zaobserwowano - mówią eksperci.

Tajemniczy obiekt istniał zaledwie kilkaset milionów lat po Wielkim wybuchu, a w Teleskopie Jamesa Webba widoczny był jako jasna czerwona kropka.

„Nasze wyobrażenie o tym obiekcie bardzo szybko się zmienia. Uważamy, że w jego centrum znajduje się czarna dziura o masie około 100 tys. razy większej od masy Słońca. Wokół niej rozciąga się bardzo rozległa otoczka gazowa, która wygląda jak gwiazda wielkości Układu Słonecznego. To naprawdę ogromny obiekt” - tłumaczy Rohan Naidu z Massachusetts Institute of Technology (MIT), autor badania.

Naukowcy odkryli gwiazdę większą niż Układ Słoneczny

Naukowcy dodają, że jeśli ich teoria się potwierdzi - pomoże ona rozwiązać zagadkę innych „małych czerwonych kropek”, które pojawiają się niemal na każdym wykonanym dotąd przez teleskop JWST obrazie głębokiego Wszechświata.

Reklama
Reklama

Swojego odkrycia badacze dokonali, poszukując innych obiektów - najwcześniejszych galaktyk, w ramach badania, które nazwali „Mirage or Miracle” (MoM). Przeglądali wczesny wszechświat, który miał zaledwie kilkaset milionów lat. Silnie czerwony i bardzo jasny obiekt wyraźnie wyróżniał się spośród pozostałych.

„Kiedy widzimy we Wszechświecie coś bardzo czerwonego, często zakładamy, że obiekt otacza pył przypominający sadzę lub popiół. Podobnie jak dym z niedawnych pożarów w Kanadzie sprawił, że niebo nad Bostonem wyglądało na intensywnie czerwone, tak również obiekty astronomiczne mogą wydawać się bardziej czerwone niż są w rzeczywistości, gdy obserwujemy je przez zasłonę pyłu” - mówi współautor odkrycia, Robert Simcoe z MIT.

Naukowców zaintrygowało m.in. to, że kropka była, jak podają, „ekstremalnie jasna”, a jednocześnie poniżej pewnej długości fali światło całkowicie zanikało. Ten spadek jasności to tzw. skok Balmera (Balmer break) - sygnatura tradycyjnie kojarzona z gęstym gazem pochłaniającym fotony w atmosferach gwiazd liczących kilkaset milionów lat. Takie zjawisko obserwuje się np. w przypadku Wegi, jednej z najjaśniejszych gwiazd nocnego nieba.

Naukowcy odkryli gwiazdę większą niż Układ Słoneczny. „Potężne źródło energii”

Światło odkrytej gwiazdy wskazywało na brak jakichkolwiek pierwiastków z wyjątkiem wodoru i helu. Badacze przeprowadzili szereg symulacji, aby odkryć naturę obiektu. Symulacje te wskazały na potężne źródło energii otoczone ekstremalnie gęstą chmurą wodoru.

Reklama
Reklama

„Zaczęliśmy się zastanawiać - czy można uzyskać coś tak czerwonego wyłącznie dzięki wodorowi, bez udziału pyłu. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że tak, jeśli mamy do czynienia z niezwykle gęstą warstwą wodoru - tak gęstą, że bardziej przypomina powierzchnię ogromnej gwiazdy niż rozrzedzoną mgławicę międzygwiazdową” - opowiada prof. Simcoe.

To jednak nadal nie wyjaśniało wyjątkowej jasności gwiazdy. „Mamy coś, co wygląda trochę jak gwiazda, ale jest 100 miliardów razy jaśniejsze. To oznacza, że źródłem tej energii nie może być synteza jądrowa, która zasila wszystkie znane nam gwiazdy” - podkreśla dr Naidu.

Cytadela pod festiwalowym walcem? Aktywiści kontra organizatorzy BitterSweet Festival 

„To może być pierwszy z tej grupy obiektów”

Tymczasem czarne dziury bez kłopotu produkują wystarczająco duże ilości energii. Badacze dodali więc do swoich symulacji czarną dziurę, co poskutkowało dopasowaniem wyników do obserwacji.

Niezwykły obiekt został nazwany MoM-BH-1* - od przeglądu nieba, w ramach którego został wykryty, oraz określenia „black hole star - one”, czyli „gwiazda z czarną dziurą - jeden”. Nazwa sugeruje więc jednocześnie, że może to być pierwszy z całej grupy podobnych obiektów.

Badacze podejrzewają, że takie gwiazdy z czarnymi dziurami mogłyby wyjaśniać naturę wielu innych „małych czerwonych kropek” widocznych na obrazach JWST, choć obiekty te nie są jednak tak jasne jak MoM-BH*-1.

 

Źródła: Zero.pl, PAP
Tagi: kosmos
Reklama
Reklama