Reklama

„Pan Nikt kontra Putin” w polskich kinach. Jak działa rosyjska propaganda?

Reklama

„Pan Nikt kontra Putin” to wstrząsający obraz kraju, w którym militaryzacja rozmaitych sfer życia społecznego osiągnęła punkt krytyczny. Warto zobaczyć go we wspólnocie wrażliwości. To znaczy – w kinie.

0af6f3a745c939b8eec105aaa0dfeecc
Kadr z filmu "Pan Nikt kontra Putin" reż. Pavel Talankin, David Borenstein, 2025, dystr. Against Gravity (fot. mat.dystrybutora)
  • Oscarowy faworyt „Pan Nikt kontra Putin” pokazuje indoktrynację uczniów szkoły w małym miasteczku Karabasz. W szerszej skali opowiada o całej Rosji. 
  • Reżyser Pavel Talankin wyjechał do Danii i razem z Davidem Borensteinem przeanalizowali setki godzin wywiezionych materiałów. 
  •  Zrozumiałem, że nie mogę tego po prostu odhaczyć i usunąć. To dowód na to, co obecnie dzieje się w Rosji i w rosyjskiej edukacji – mówi reżyser w rozmowie z Arletą Bojke. 

Reklama

„Pan Nikt kontra Putin” – szkoła, czyli Rosja  

Kto żyje w Rosji, ten się w cyrku nie śmieje. Choć kręgi na wodzie imperialistycznej propagandy rozchodzą się od strony Kremla, pralnie mózgów działają na pełnych obrotach w całym kraju. Daleko od Moskwy i Petersburga, w obwodzie czelabińskim na Uralu, leży trzynastotysięczne miasto Karabasz. W mieście jest szkoła. Zaś w szkole – Mała Rosja, farma przyszłych niewolników systemu.

Uciekinier z Karabaszu, nauczyciel Pavel Talankin, wyjechał do Danii z plecakiem pełnym materiałów nagranych w placówce. Z pomocą amerykańskiego dokumentalisty Davida Borensteina nakręcił dokument „Pan Nikt kontra Putin”. Być może już niedługo dostanie za niego Oscara. Na pewno jednak zapisze się w historii kina faktu. To film, który nie tylko „trzeba zobaczyć”. To film, który – w dobie szalejącej dezinformacji oraz generalnej nieufności do rozproszonego przekazu – trzeba zobaczyć w kinie.

– W nocy zaczęła się transmisja. Mówił (Putin – red.) coś, bardzo długo mówił, mówił, mówił. Nie rozumiałem. Mówił o tym, że w Ukrainie panuje ogromna korupcja, że wszystko jest tam źle, że zniszczyli wszystko, co zostało zbudowane wcześniej. A ja zadawałem sobie pytanie, o którym kraju on właściwie mówi. Gdzie jest korupcja i jaka? I kiedy zaczął mówić „podjąłem decyzję o przeprowadzeniu specjalnej operacji wojskowej”, poczułem się tak, jakby ściany mojego domu zaczęły się rozpływać. Wszystko wokół stało się czarne – mówi Arlecie Bojke współreżyser filmu, Pavel Talankin.  


Reklama

Owa głęboka czerń rozlała się błyskawicznie na cały kraj. Dotarła nawet do Karabaszu. W podstawówce, w której pracował Talankin, wszystko zaczęło się od języka – a konkretniej od pojęcia „denazyfikacji” Ukrainy, oczyszczenia jej z faszystowskiego elementu. Później przyszła nowa fala plakatowego patriotyzmu, retoryczna kampania przeciw Zachodowi, wreszcie podskórny konflikt pomiędzy nauczycielami broniącymi ideologicznej niezależności placówki oraz tymi, którzy intuicyjnie weszli w role ewangelistów kremlowskiej propagandy. Dość powiedzieć, że dla niektórych z nich wzorem męża stanu okazał się stalinowski zbrodniarz z NKWD, Beria.    


Reklama

– 14 marca 2022 r. szkoła zaczęła otrzymywać listy, rekomendacje metodyczne, gotowe prezentacje – mówi dalej Talankin. – Przysyłano nagrania wideo, które mieliśmy włączać na telewizorach. Jeśli na korytarzu wisiał odbiornik, mieliśmy włączać film o Putinie i „SWO” (w Rosji wojnę cały czas nazywają Specjalną Wojskową Operacją – red.). Zadzwoniła do mnie wicedyrektor mówiąc: „panie Pawle, gratuluję, teraz musi pan to jeszcze nagrywać, bo musimy raportować ministerstwu, że przeprowadziliśmy wszystkie te lekcje i te rozmowy”. Więc zacząłem nagrywać. Zrozumiałem jednak, że nie mogę tego po prostu odhaczyć i usunąć. To dowód na to, co obecnie dzieje się w Rosji i w rosyjskiej edukacji – opowiada dalej.

Będzie Oscar dla Talankina?

Typowany na oscarowego pewniaka film Talankina nie jest najprecyzyjniejszym formalnie, najpłodniejszym intelektualnie czy najciekawszym strukturalnie kinem faktu. Składa się jednak ze scen, których nie da się odsączyć spod powiek. Oddział wagnerowców uczący dzieci, jak rzucać granatami i kłaść miny to obrazek z pogranicza surrealistycznego koszmaru oraz socrealistycznej czytanki.


Reklama

Takich estetycznych zbitek jest u Borensteina i Talankina znacznie więcej. Większość z nich przypomina, że rozmowa o totalitaryzmie zaczyna się od refleksji nad kodem wizualnym współczesności. Wszystkie dają do myślenia.  


Reklama

– Czułeś, że jesteś częścią systemu odpowiedzialnego za tę wojnę? – pyta Bojke.  

– Włączałem hymn, gdyż tego wymagały moje obowiązki. Lecz przed tym, jak ustawiałem głośniki, włączałem piosenki po ukraińsku, włączałem hymny wielu innych państw, piosenki po hebrajsku, zwłaszcza po 7 października, gdy wszyscy w Rosji z jakiegoś powodu zaczęli nagle wspierać Palestynę. Okazywałem cichy opór. Kiedyś do szkoły trafiło rozporządzenie, że należy obowiązkowo zrobić gablotkę o uczestnikach SWO. Absolwenci szkoły, którzy poszli na front, mają być w gablotce. Kto spośród nauczycieli się tym zajmie? Podniosłem rękę, mówiąc, że to zorganizuję. Przygotuję gablotkę. I zacząłem przeciągać sprawę. Ciągnąłem to do granic absurdu, aż gablotka okazała się zbędna. Termin minął  – odpowiada.


Reklama

Niedawne polityczne turbulencje na festiwalu Berlinale oraz gali nagród BAFTA udowadniają, że – w przeciwieństwie do Palestyńczyków – Ukraińcy mogą liczyć na symboliczne wyrazy wsparcia ze strony środowiska filmowego.


Reklama

Byłoby jednak szkoda, gdyby „Pan Nikt kontra Putin” został ometkowany jako triumf oscarowego „utylitaryzmu”. To również kawał opowieści o obywatelskich cnotach, świadectwo cywilnej odwagi oraz relacja z poszerzania pola walki o prawdę.

Nie zaszkodzi zobaczyć, jak to się robi w praktyce.


Reklama