Reklama
Reklama
Reklama

„Najpierw był szok”, a teraz msze po hiszpańsku. W tych gminach co trzeci jest imigrantem

TYLKO NA
GUS zbadał, gdzie jest najwięcej cudzoziemców
(fot. Kanał Zero/magnific.com/@Wirestock)

W lokalnej parafii odbywa się msza po hiszpańsku, w gminnym turnieju piłkarskim grają reprezentacje Wenezueli i Kolumbii, a w marketach słychać języki z całego świata. To nie rzeczywistość największych metropolii, ale małych gmin i miast powiatowych, gdzie co trzeci, a nawet co drugi mieszkaniec może być cudzoziemcem. – Polacy już się wyczerpali – słyszymy w Strykowie.

  • Mikstat, Głowno i Stryków, a nie Warszawa, Kraków i Wrocław. To w Polsce powiatowej cudzoziemców jest proporcjonalnie najwięcej. Może nim być co trzeci, a nawet co drugi mieszkaniec małego miasta.
  • Oficjalnie cudzoziemcy stanowią tam ułamek mieszkańców, jednak nowe światło na ich liczbę rzuca eksperymentalne badanie GUS. Statystyka uwzględnia osoby, które w gminnych rejestrach zwykle są niewidoczne.
  • Mieszkańcy i samorządowcy opowiadają, że coraz częściej słyszą u siebie obce języki, w niektórych parafiach odprawiane są msze po hiszpańsku, a jednorodzinne domy zamieniają się w hotele robotnicze.
  • Nowi mieszkańcy z drugiego końca świata to dla gmin nowe wyzwania, obawy i niekiedy koszty. – Jest cisza i spokój – słyszymy jednak na ulicach miast, w których odsetek cudzoziemców jest najwyższy. 

W okolicznych marketach słychać już nie tylko polski i ukraiński, lecz także hiszpański, rumuński czy nepalski. Część jednorodzinnych domów zamieniła się w hotele pracownicze, a na płotach wiszą szyldy w dwóch językach. Mieszkają tam Kolumbijczycy, Wenezuelczycy, Nepalczycy, Gruzini czy Mołdawianie. – Słyniemy z tego – uśmiecha się jedna z mieszkanek Głowna, 13-tysięcznego miasta między Łodzią a Warszawą. – Wiadomo, że nas ubywa, więc oni przyjechali. Każdy chce, żeby mu się żyło lepiej. Nic przeciwko nim nie mam – zapewnia.

 – Tu sąsiadki córka wyjechała do Anglii, wraca dwa razy do roku. Przecież to jest to samo – zauważa kolejna z mieszkanek. – Ja z nimi problemów nie mam, skoro pracują i spokojnie mieszkają. Ale są tacy, którym nie pasuje to, że ktoś inny kolor skóry ma. Tylko to jest problem tych ludzi – dodaje. 

Mieszkańcy Głowna zgodnie mówią, że cudzoziemców mają u siebie dużo. Jednak odpowiedź na pytanie, ilu dokładnie, wcale nie jest oczywista. Oficjalnie, na koniec czerwca 2026 r., wśród 12 834 osób zameldowanych na pobyt stały lub czasowy zaledwie 184 były obcokrajowcami. Wiadomo jednak, że dane oparte na obowiązku meldunkowym czy spisach powszechnych nie nadążają za rzeczywistością. Podobnym wyzwaniem jest policzenie cudzoziemców w skali kraju. Są dane wskazujące, że na koniec marca 2026 r. legalnie pracowało w Polsce ponad 1,1 mln cudzoziemców. Wiadomo, że pod koniec czerwca do ubezpieczeń społecznych zgłoszonych było niemal 1,4 mln obcokrajowców. To jednak wciąż nie wszyscy. 

Reklama
Reklama

Dlatego GUS przeprowadził eksperymentalne badanie „śladów życia”, z którego wynika, że w 2025 r. w Polsce przebywało aż 2,3 mln cudzoziemców. Wykazało ono również, że cudzoziemców najwięcej jest wcale nie w dużych metropoliach, ale w małych gminach i miastach powiatowych.

Co drugi mieszkaniec z zagranicy

Badanie pokazało, że obcokrajowcy mieszkają niemal w każdej gminie w Polsce. Spośród wszystkich 2479 gmin tylko w trzech nie było osób z obcym paszportem. Z drugiej strony były gminy, gdzie co trzeci mieszkaniec jest cudzoziemcem. Tak było w Ustroniu Morskim (30,4 proc. cudzoziemców), Mikstacie (29,8 proc.) i Głownie (29,1 proc.). Gdy jednak rozdzieli się gminy miejsko-wiejskie, to okazuje się, że w Strykowie cudzoziemcy stanowią blisko 40 proc. mieszkańców miasta, a w Mikstacie aż 53 proc. W rankingu miast powiatowych przodowała natomiast Mława, gdzie z zagranicy pochodzi 27,8 proc. mieszkańców. To znacznie więcej niż w dużych miastach, bo w Warszawie udział cudzoziemców wyniósł 14,5 proc., we Wrocławiu 19,5 proc., w Poznaniu 12,5 proc., a w Krakowie – 11,3 proc. 

Czytaj też: Biznes zarobił miliardy na masowej migracji. Rachunek zapłacą mniejsze miejscowości

Cały kraj usłyszał więc o malutkim mieście Mikstat w Wielkopolsce, w którym cudzoziemców jest w teorii więcej niż Polaków. Burmistrz Henryk Zieliński od początku grzmiał jednak, że dane GUS-u to „fejk”. – Jak się o tym dowiedziałem, to najpierw był szok, bo nie sądziłem, że aż tylu mi przypiszą cudzoziemców. Obawiałem się, żeby nikt nie przyjeżdżał wyzwalać białego człowieka, bo nie ma takiej potrzeby – mówi nam burmistrz. – Według naszych danych w gminie jest około sześć tysięcy mieszkańców, natomiast cudzoziemców niespełna tysiąc. To powoduje, że oni są widoczni na ulicy, w sklepie lub kościele, ale nie dominują w przestrzeni publicznej – podkreśla. 

W Strykowie wg badania GUS cudzoziemcy stanowią aż 38,8 proc. mieszkańców (fot. Piotr Barejka / Kanał Zero)

– Powiem szczerze: nie ma też żadnych problemów. Nie ma większej przestępczości ani zakłócania porządku. Nie ma też integracji, bo to są ludzie, którzy przyjeżdżają tylko do pracy – opowiada dalej burmistrz. I stwierdza, że gmina nie ponosi żadnych większych kosztów związanych z obecnością cudzoziemców.

Reklama
Reklama

– Mieszkańcy nauczyli się już żyć z innymi nacjami, przyzwyczaili do tego, że wchodzą do sklepu i słyszą różne języki. To był oczywiście proces, na początku było dużo zaniepokojenia. Dzisiaj mamy msze po hiszpańsku, a Wenezuelczycy i Kolumbijczycy uczestniczą w turniejach piłkarskich, które organizujemy. 

Msze po hiszpańsku odbywają się nie tylko w Mikstacie, ale też nieodległym Kępnie czy Golinie. 

Cudzoziemcy dla gigantów

Cudzoziemców ściągają do pracy wielkie firmy, a konkretnie pośrednicy, którzy dla tych firm szukają siły roboczej. W Mławie jest to LG. Koreański gigant produkuje na Mazowszu monitory i telewizory. Do Ustronia Morskiego pracowników przyciągają  największe w kraju zakłady przetwórstwa ryb, na czele ze spółką Koral, a w Mikstacie jednym z większych pracodawców jest branża drobiarska. Siedzibę ma tam spółka AMI, jeden z wiodących producentów drobiu w Polsce. W Głownie cudzoziemcy pracują w okolicznym przemyśle albo dojeżdżają do Strykowa, gdzie również odsetek cudzoziemców jest jednym z najwyższych w kraju. 

Aby jednak do Strykowa wjechać, trzeba odstać swoje w kolejce ciężarówek, które rozjeżdżają się po okolicy. To tutaj mieści się jeden z największych w Europie Środkowej parków logistycznych, a powierzchnię magazynów liczyć można w hektarach. Dla takiej działalności gmina lokalizację ma perfekcyjną, bo leży na przecięciu autostrad A2 i A1, niemalże w środku kraju. 

Reklama
Reklama

– Cudzoziemcy mają swoje hotele, chodzą grupkami. Dużo ich widzę, ale obaw nie mam, bo zachowują się spokojnie. Nie słyszałem, żeby kogokolwiek pobili albo napadli – mówi jeden z mieszkańców Strykowa. – Magazynów u nas tyle jest, ktoś tam musi pracować. Naszej młodzieży tam nie ma, a jak młodzi Polacy tam są, to siedzą w biurach. Większość powyjeżdżała do Łodzi, Warszawy albo innych krajów. Mnie cudzoziemcy nie przeszkadzają – zapewnia. 

Część mieszkańców przerabia swoje nieruchomości na kwatery pracownicze (fot. Piotr Barejka / Kanał Zero)

– Normalnie są zatrudnieni, płacą podatki, nic się tutaj nie dzieje niepokojącego. Incydentów nie ma – potwierdza kolejna z mieszkanek. – Mamy wnuki i kiedyś się zastanawiałam, czy ich wieczorami puszczać, bo jednak obawa była. Ale jest cisza i spokój, a na naszym osiedlu dużo cudzoziemców mieszka. Mili są, kłaniają się, witają. Nie miałam żadnych nieprzyjemności. 

– Miejscowi też przecież coś na tym zarobią – zauważa następny mieszkaniec. – Mają zyski ci, którzy robią hotele albo mają sklepy. 

Statystyka inna niż rzeczywistość

W oficjalnych gminnych czy powiatowych rejestrach cudzoziemcy, którzy przyjeżdżają do tymczasowej pracy, zwykle są niewidoczni. I tę lukę wypełnić miało badanie GUS. Rzecznik GUS Krzysztof Jedlak podkreśla, że nie jest ono oficjalną statystyką. I nie może być tak traktowane. – Nie twierdzimy również, że jest doskonałe – zaznacza. – Sporządziliśmy statystykę eksperymentalną obok tej oficjalnej, nie zamiast i nie wbrew. Będziemy jeszcze to badanie kalibrować i udoskonalać, wyciągać wnioski. Wydaje mi się, że staraliśmy wyjść samorządowcom naprzeciw i pokazać jak najlepiej rzeczywistość również na poziomie lokalnym – dodaje. 

Jak wyjaśnia rzecznik GUS, liczbę mieszkańców szacowano na podstawie aktywności, która jest odzwierciedlona w rejestrach. W przyjętej metodologii liczba ludzi przebywających w Polsce oznacza osoby, które posiadają numer PESEL – zarówno obywateli polskich jak i cudzoziemców – których aktywność odnotowano przynajmniej w jeszcze jednym rejestrze administracyjnym. To sprawiło, że do statystyki można było włączyć nie tylko osoby, które legalnie pracują w Polsce, ale też takie, które tylko się uczą czy pobierają emeryturę. 

Reklama
Reklama

Czytaj też: „Przynajmniej są u siebie”. Dlaczego uchodźcy wracają do zrujnowanych domów?

– To badanie w końcu pokazało, że cudzoziemców jest więcej niż wynika z oficjalnych danych – cieszy się burmistrz Strykowa Piotr Ślęzak. – Wiedzieliśmy o tym od dawna, bo zarejestrowanych cudzoziemców mamy około setki, ale widzimy, że jest ich dużo więcej. Mam poczucie, że to badanie jest nadal niedoszacowane, a dla nas ma to bardzo duże znaczenie. Większość subwencji jest przeliczana na liczbę mieszkańców. Im więcej, tym lepiej, bo teraz na papierze mieszkańców mamy mało, a infrastruktura obsługuje znacznie więcej – zauważa. 

Burmistrz opowiada, że większość cudzoziemców w jego gminie to wciąż osoby z Ukrainy i Gruzji, ale pojawiają się również mieszkańcy z Filipin czy Indii.

– To pracownicy tymczasowi, więc nie czują potrzeby, żeby asymilować się z lokalną społecznością czy uczyć języka. Mamy po prostu wiele magazynów i hal, do których potrzeba pracowników, a Polacy już się wyczerpali – stwierdza. – Jest jednak kilka dziedzin, w których stwarza to kłopoty w zarządzaniu – zaznacza. 

– Problemem jest gospodarka odpadami. Ciężko na niektórych posesjach stwierdzić, czy śmieci są od dwóch osób czy kilkunastu, które mieszkają tam tymczasowo. Potem jako gmina musimy dopłacać. W szkołach pojawia się bariera językowa, która dotyczy głównie dzieci ukraińskich. Zdarzają się protesty przeciwko hotelom robotniczym. Jest też kwestia bezpieczeństwa. Choć w oficjalnych statystykach policyjnych nie widać, żeby sytuacja się pogorszyła, to mieszkańcy czują się mniej bezpiecznie. Dlatego od dwóch lat płacimy za dodatkowe patrole policji. 

Cudzoziemcy pojawiają się tam, gdzie duże zakłady pracy. W Strykowie to głównie magazyny (fot. Piotr Barejka / Kanał Zero)

Sen, praca i zakupy 

Słowa mieszkańców oraz burmistrzów potwierdzają policyjne statystyki. Z danych komendy powiatowej w Mławie (27,8 proc. cudzoziemców w mieście) dowiadujemy się, że w 2025 r. na terenie powiatu odnotowano 59 przestępstw, które popełnili cudzoziemcy. Stanowi to zaledwie 5,4 proc. wszystkich przestępstw. Status podejrzanych miało w 2025 r. 61 cudzoziemców, co stanowiło 9,9 proc. ogólnej liczby podejrzanych. Z kolei od stycznia do lipca 2026 r. cudzoziemcy popełnili 33 przestępstwa (5,8 proc. całości), a 30 było podejrzanych (8,5 proc. wszystkich). Jak informuje policja, najczęściej popełniane przez cudzoziemców przestępstwa to jazda po pijanemu, kradzieże i pobicia. Nie wiadomo jednak, jak w ostatnich latach ich liczba rosła, bo mławska policja dopiero od 2025 r. zbiera dane o przestępstwach popełnianych przez cudzoziemców.

Reklama
Reklama

Czytaj też: Metr wody i niemal 10 milionów dotacji. Tak rodzinna gmina marszałka odbuduje remizę OSP

Z kolei komenda powiatowa w Zgierzu, pod którą podlegają komisariaty w Głownie i Strykowie, informuje, że w ostatnich pięciu latach na terenie całego powiatu obcokrajowcy popełnili 3,4 proc. przestępstw. W samym Głownie (29,1 proc. cudzoziemców) było to 10,2 proc., a w Strykowie (38,8 proc. cudzoziemców) – 13 proc. – Sama obecność cudzoziemców nie jest problemem i nie powinna być utożsamiana ze wzrostem zagrożenia – podkreśla Bartłomiej Arcimowicz, oficer prasowy KPP w Zgierzu.

Takie statystyki nie dziwią prof. Jana Brzozowskiego, kierownika Jagiellońskiego Centrum Studiów Migracyjnych UJ.

– Najczęściej ci ludzie nie szukają konfliktu – zaznacza ekspert. – Przyjechali konkretnie do pracy, mieszkają w hotelach robotniczych, żyją niezwykle skromnie i często w trudnych warunkach. Pracują po kilkanaście godzin dziennie, funkcjonują w swoim bardzo małym świecie, który składa się z zakładu pracy, hotelu i najbliższego sklepu. Nie korzystają z miejscowej infrastruktury. Ich celem jest to, żeby zarobić i jak najwięcej pieniędzy wysłać rodzinie. Długofalowo nie wiążą swojej przyszłości z Polską, rzadko myślą o tym, żeby rodzinę tutaj ściągać, nie uczą się języka, bo jest im niepotrzebny. 

Reklama
Reklama

– Siłą rzeczy może pojawić się frustracja, gdy mieszka się na tak małej przestrzeni, może dochodzić do bójek, ale sytuacje, w których ci cudzoziemcy są sprawcami przestępstw na Polakach, są bardzo rzadkie – zauważa prof. Brzozowski. – Problemy mogą się pojawić, gdy intencjonalna tymczasowość zamienia się w coś bardzo długiego. W sytuacji, kiedy człowiek ma przyjechać do Polski na trzy lata, ale okazuje się, że zostaje na 15 lat. W międzyczasie może ściągnąć rodzinę, ale też może mu się rozpaść małżeństwo, może stracić pracę. Wtedy pojawia się frustracja, taki człowiek nie ma nic z Polską wspólnego, ale nie ma też planu na powrót. To jednak zdecydowana mniejszość, bo większość po paru latach wraca do siebie. 

Reklama
Reklama