Reklama
Reklama

Inwazja polityków na sieć badawczą. We władzach asystent Dariusza Jońskiego i historyk z PSL

Politycy KO, Lewicy, PSL i Centrum dla Polski szturmem zajęli wysokie stanowiska w Sieci Badawczej Łukasiewicz, często w miejsce wyrzucanych wybitnych ekspertów. Jednak o upolitycznieniu organizacji – przynajmniej jak przekonuje sama Sieć – mowy być nie może. Za zatrudnianie tam działaczy ma odpowiadać statystyka.

lukasiewicz-listing
Sieć Badawcza Łukasiewicz (fot. Sieć Badawcza Łukasiewicz)
  • Desant polityków KO, Lewicy, PSL i Centrum dla Polski na kierownicze stanowiska w Sieci Badawczej Łukasiewicz. Naliczyliśmy kilkadziesiąt takich przypadków.
  • Według Sieci zarzuty upolitycznienia organizacji to dezinformacja, a decyzje kadrowe są zgodne z ładem korporacyjnym.
  • Władze Łukasiewicza wyliczają, że ok. 0,6 proc. Polaków należy do partii politycznych, więc wśród 7 tys. pracowników Sieci znajdują się osoby zaangażowane w działalność partii.

Współpracownik Dariusza Jońskiego, polityk KO, którego ochrona wyprowadzała z meczu za awanturowanie się, historyk z PSL. To tylko niewielki wycinek długiej listy działaczy politycznych, którzy po wyborach objęli kierownicze stanowiska w Sieci Badawczej Łukasiewicz. To federacja rozsianych po Polsce instytutów badawczych, które zajmują się rozwojem technologii takich jak elektrotechnika czy chemia przemysłowa. Dysponuje potężnym budżetem – w latach 2019-2024 na jej działalność państwo przeznaczyło 2,4 mld zł. Mamy dowody na to, że politycy traktują ją jak powyborczą zdobycz. 

„Tu jest taki człowiek”

O Sieci Badawczej Łukasiewicz zrobiło się głośno dwa lata temu. Prof. Alicja Bachmatiuk, która do 31 lipca 2024 r. kierowała wchodzącym w skład Sieci Polskim Ośrodkiem Rozwoju Technologii (PORT) we Wrocławiu, opowiedziała „Gazecie Wrocławskiej”, jak nowe kierownictwo instytucji wymusiło na niej zatrudnienie działacza Lewicy Bartłomieja Ciążyńskiego.

“Prezes SBŁ dr Hubert Cichocki zaprosił mnie do Centrum Łukasiewicz i powiedział, że tu jest taki człowiek, który ma doświadczenia wdrożeniowe i legislacyjne. I on ma zostać moim zastępcą do spraw komercjalizacji” – relacjonowała prof. Bachmatiuk.

Reklama
Reklama

I dalej: „Przekonywano mnie o wybitnych kwalifikacjach w problematyce wdrożeń pana Ciążyńskiego, bo przecież pracował w WPT [Wrocławski Park Technologiczny, przyp. red.], no i ja go przyjęłam. Ale dziś żałuję, że się wtedy pierwszy raz ugięłam, że zamknęłam konkurs. Źle zrobiłam. Uznałam, że to jest kandydatura polityczna, a nie merytoryczna, i nawet zaznaczyłam w dokumentacji, że pan Ciążyński zostaje przyjęty do instytutu na polecenie prezesa Cichockiego”.

Przeczytaj nasze teksty, które powstały w ramach cyklu „Sieć Powiązań Łukasiewicz”:

Centrum dla Polski i Łukasiewicza

Hubert Cichocki, zanim objął funkcję prezesa Sieci Badawczej Łukasiewicz, był wiceprezesem partii Centrum dla Polski związanej z Polskim Stronnictwem Ludowym. Na stanowisku zastąpił Andrzeja Dybczyńskiego, którego na prezesa Łukasiewicza w 2023 r. powołał minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek.

Reklama
Reklama

Dybczyński to menedżer organizacji naukowych, doktor nauk humanistycznych i absolwent studiów MBA na Franklin University (USA). Po zawiadomieniu nowych władz Łukasiewicza prokuratura prowadzi śledztwo ws. w sprawie działania na szkodę interesu publicznego przez byłego prezesa Centrum Łukasiewicz Andrzeja Dybczyńskiego. 

Dybczyński w 2024 r., gdy był pytany, czy Sieć Łukasiewicz jest upolityczniona, nie krył: – Była upolityczniona, zanim zostałem prezesem, była, gdy byłem prezesem. I jest teraz, a to upolitycznienie rośnie. Wcześniej nie przeszkadzało ono w realizacji przedsięwzięć naukowych, ale teraz weszło w naukę z butami.

Prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz dr Hubert Cichocki na inauguracji Centrum Technologii Wytwarzania PAP/Rafał Guz (fot. Rafał Guz / PAP)

Wraz z nadejściem Huberta Cichockiego, do Sieci Badawczej Łukasiewicz dotarł też desant działaczy partyjnych.

Reklama
Reklama

Pełnomocnikiem prezesa Cichockiego został Jan Popławski, członek partii Centrum dla Polski oraz kandydat Trzeciej Drogi z rekomendacji PSL w wyborach parlamentarnych w 2023 r. Do Sejmu się nie dostał.

Doradcą prezesa Huberta Cichockiego został Jacek Czułba, wieloletni menedżer, ale też członek zarządu Centrum dla Polski. Obecnie pracuje jako członek zarządu Fabryki Broni „Łucznik”.

Lot z Modlina do Instytutu Lotnictwa

Nie tylko politycy Centrum dla Polski okazali się na tyle kompetentni, by otrzymać pracę w Sieci Badawczej Łukasiewicz.

Kontrowersje wywołała nominacja dla Tomasza Szymczaka. To członek Koalicji Obywatelskiej, który kierował portem lotniczym w Modlinie. W marcu 2025 r. wylądował w Instytucie Lotnictwa. Kulisy nominacji opisała Wirtualna Polska, w tym autor tego tekstu.

Reklama
Reklama

Okazało się, że 10 członków Rady Instytutu Lotnictwa zagłosowało przeciwko kandydaturze Szymczaka, dwóch się wstrzymało, nikt nie był za. To nie przeszkodziło prezesowi Hubertowi Cichockiemu powołać polityka Platformy na nowego dyrektora. Cichocki wolał go od dotychczasowego szefa instytutu, wybitnego eksperta Pawła Stężyckiego.

Po artykule Tomasz Szymczak złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska. SB Łukasiewicz tłumaczyła, że decyzja o przyjęciu rezygnacji Szymczaka „została podjęta w trosce o dobro Instytutu oraz jego dalszy rozwój”.

Tomasz Szymczak w 2026 r. odnalazł się jako wiceprezes państwowej Grupy Przemysłowej Baltic. Paweł Stężycki nie pracuje już w polskiej nauce, lecz w Abu Zabi, gdzie odpowiada za rozwój technologii napędów dronowych.

Paliwo z kasy instytutu, dymisja i sąd

Niewiele dłużej trwała przygoda w Sieci Badawczej Łukasiewicz wspomnianego już Bartłomieja Ciążyńskiego. To radca prawny, były radny Wrocławia, który w latach 2023–2024 pełnił funkcję wiceprezydenta stolicy Dolnego Śląska. Po utracie stanowiska został zastępcą dyrektora ds. komercjalizacji w Polskim Ośrodku Rozwoju Technologii (PORT). To o kulisach jego zatrudnienia mówiła Alicja Bachmatiuk.

Reklama
Reklama

Ciążyński w PORT przepracował około dwóch miesięcy i w połowie lipca 2024 r. poszedł na urlop. Wiadomo było, że z niego nie wróci, bo od sierpnia zaczynał pracę jako wiceminister sprawiedliwości. Urlop, a właściwie drogę na wakacje Ciążyńskiego, opisała Wirtualna Polska. Polityk Lewicy pojechał z rodziną do Słowenii, a za paliwo zapłacił służbową kartą z wrocławskiego PORT-u, którą jeszcze dysponował. Nie miał do tego prawa.

Były wiceminister sprawiedliwości Bartłomiej Ciążyński (P) na sali rozpraw Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Fabrycznej. PAP/Maciej Kulczyński (fot. Maciej Kulczyński / PAP)

Afera skończyła się dymisją wiceministra sprawiedliwości. W styczniu 2026 r. we Wrocławiu ruszył proces Ciążyńskiego, któremu prokuratura zarzuca przekroczenie uprawnień przez korzystanie z samochodu służbowego do celów prywatnych i spowodowanie szkody przekraczającej kilka tysięcy złotych. Grozi mu 10 lat więzienia.

Niedługo później media rozpisywały się też o innym ważnym pracowniku Sieci Badawczej Łukasiewicz. Mowa o Mateuszu Tyczyńskim, polityku Koalicji Obywatelskiej, byłym wiceprezydencie Radomia, który w 2024 r. został dyrektorem w Instytucie Technologii Eksploatacji wchodzącym w skład ogólnopolskiej Sieci Badawczej Łukasiewicz.

Reklama
Reklama

W sierpniu 2024 r. został wyprowadzony przez ochronę z meczu o Superpuchar Europy rozgrywanego na Stadionie Narodowym w Warszawie. Tyczyński przekonywał, że bezpodstawnie, ale zdaniem innych kibiców wyzywał widzów i awanturował się.

Policjant z KO, historyk z PSL

Działaczy związanych z Koalicją Obywatelską w strukturach Łukasiewicza jest więcej. Wicedyrektorem Łódzkiego Instytutu Technologicznego w maju 2024 r. został Jarosław Berger. To były policjant. Teraz w Łukasiewiczu odpowiada za komercjalizację.

„Dziennik Łódzki”, informując o nominacji Bergera, opisał jego drogę po zrzuceniu policyjnego munduru. To droga polityka. Berger został radnym sejmiku, potem prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi. Następnie zasiadał w łódzkiej radzie miasta w klubie Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Od lat jest współpracownikiem posła Koalicji Obywatelskiej Dariusza Jońskiego. I to z partii Donalda Tuska próbował dostać się do sejmiku, bezskutecznie.

Polskie Stronnictwo Ludowe w Łukasiewiczu reprezentowane jest z kolei przez Adama Duszyka, dyrektora Instytutu Technologii Eksploatacji w Radomiu. Instytut, jak czytamy na jego stronie, specjalizuje się w kreowaniu innowacyjności w obszarze budowy i eksploatacji maszyn, bezpieczeństwa technicznego i ochrony środowiska.

Reklama
Reklama

Duszyk z wykształcenia jest historykiem, skończył też studia podyplomowe z filozofii i etyki, przez wiele lat pracował w radomskich szkołach średnich. Udziela się też politycznie w ramach PSL. W 2022 r. został wybrany szefem radomskich struktur partii. W 2019 r. i cztery lata później bezskutecznie próbował dostać się do Sejmu. Obecnie jest radnym miejskim w Radomiu.

Upolitycznienie? Jakie upolitycznienie!

Naliczyliśmy kilkadziesiąt przypadków pracowników Sieci Badawczej Łukasiewicz z partyjną przeszłością. Część z nich pracowała w instytutach Łukasiewicza już wcześniej, wielu w świecie nauki debiutowało po przejęciu władzy przez Huberta Cichockiego.

SB Łukasiewicz odrzuca zarzuty o upolitycznienie organizacji i odnajduje w nich narracje rozpowszechniane przez osoby „mające osobisty i finansowy interes w osłabieniu zaufania do Sieci Badawczej Łukasiewicz, który jest sprzeczny z interesem publicznym”.

W odpowiedzi na nasze pytania czytamy, że nikt z kierownictwa Centrum Łukasiewicz nie jest członkiem partii politycznej oraz nie prowadzi działalności politycznej, w tym nie bierze udziału w konferencjach prasowych liderów partyjnych czy konwencjach programowych partii. Łukasiewicz podkreśla, że tak z kolei robią byli pracownicy, w tym np. były prezes Centrum Łukasiewicz Andrzej Dybczyński, który bierze udział w wydarzeniach organizowanych przez partię Prawo i Sprawiedliwość.

Reklama
Reklama

Polacy w partii i Łukasiewiczu

W dalszej części zespół prasowy SB Łukasiewicz wymienia, kto rozpowszechnia „dezinformację nt. rzekomego upolitycznienia”. To: politycy Prawa i Sprawiedliwości, w tym Przemysław Czarnek i Łukasz Schreiber; aktywiści i działacze PiS, tu wymieniony jest Andrzej Dybczyński, a także niektórzy byli dyrektorzy instytutów Sieci Badawczej Łukasiewicz powołani na stanowisko „bez konkursu przez ministrów rządów Prawa i Sprawiedliwości”, którzy są wskazywani w złożonych przez organy państwa zawiadomieniach o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstw na szkodę interesu publicznego.

– Istotą powyższej działalności dezinformacyjnej jest odwrócenie uwagi od malwersacji i nieprawidłowości w zarządzaniu mieniem publicznym w latach 2015–2023, w tym również na szkodę budżetu sektora nauki przeznaczonego na inwestycje w rozwój i przyszłość. Dotyczy to także działań na szkodę Sieci Badawczej Łukasiewicz, które obecnie są przedmiotem licznych postępowań prokuratorskich, m.in. w sprawie opisywanego przez media „projektu badawczo-rozwojowego” realizowanego przez spółkę Radosława Tadajewskiego, byłego wspólnika Bartłomieja Misiewicza, a także niegospodarności i niecelowości realizowanych wydatków publicznych oraz nieprawidłowości w zawieranych umowach, które skutkowały wielomilionowymi stratami podmiotów wchodzących w skład Sieci Badawczej Łukasiewicz – stwierdza biuro prasowe Łukasiewicza i zapewnia, że wszystkie decyzje, w tym kadrowe, w Sieci Badawczej Łukasiewicz podejmowane są zgodnie z konsekwentnie wprowadzanym ładem korporacyjnym.

W końcu w odpowiedzi na nasze pytania otrzymujemy statystykę. Łukasiewicz wylicza, że wg danych GUS ok. 0,6 proc. Polaków należy do partii politycznych. – Wobec powyższego nie ulega wątpliwości, że wśród 7 tys. pracowników Sieci znajdują się osoby zaangażowane w działalność partii, podobnie jak związków wyznaniowych czy stowarzyszeń. Centrum Łukasiewicz nie posiada jednak instrumentów prawnych, aby weryfikować przynależność pracowników instytutów Sieci Badawczej Łukasiewicz do organizacji społecznych – czytamy.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama