Przed budynkiem Sejmu odbyła się demonstracja badaczy, doktorantów i studentów, którzy domagają się systemowych zmian w finansowaniu polskiej nauki. Protestujący, wspierani przez polityków Partii Razem, ostro skrytykowali postawę ministra nauki oraz nepotyzm w państwowych placówkach. „Przy przyzwoitych nakładach moglibyśmy doszlusować do światowej czołówki” – alarmują uczestnicy manifestacji.

- Uczestnicy protestu domagają się drastycznego zwiększenia nakładów na infrastrukturę oraz podniesienia wynagrodzeń, wskazując, że obecne stypendia i pensje adiunktów nie pozwalają na utrzymanie się w dużych miastach.
- Maciej Konieczny (Partia Razem) zarzucił kolejnym rządom (w tym Platformie, PiS i Nowej Lewicy) konsekwentne głosowanie za „budżetami głodzenia nauki” oraz obsadzanie kluczowych stanowisk niekompetentnymi osobami z partyjnego klucza.
- Wykładowcy akademiccy ostrzegają, że z powodu braku perspektyw młodzi, zdolni badacze emigrują do Stanów Zjednoczonych lub odchodzą do sektora prywatnego, przez co polska nauka traci konkurencyjność.
Przed budynkiem Sejmu w środę odbyła się demonstracja badaczy, doktorantów i studentów. Protestujący chcieli zwrócić uwagę rządzących i opinii publicznej na sytuację w polskiej nauce. Jednym z postulatów jest poprawienie sytuacji doktorantów i ich wynagrodzenia.
Maciej Konieczny z Partii Razem zwrócił uwagę, że od lat wydatki na naukę w proporcji do dochodu narodowego spadają.
Maciej Konieczny z Partii Razem: Władza ma inne priorytety
– To jest wina tak poprzednich, jak obecnych rządzących i nic dziwnego, że naukowcy się wkurzyli i wyszli na ulicę – dodał. Konieczny skrytykował środowe zachowanie ministra nauki i szkolnictwa wyższego Marcina Kulaska.
– Razi buta i zadowolenie z siebie ministra, który dzisiaj wyszedł w Sejmie i opowiadał, jak to nigdy więcej pieniędzy nie było na naukę, jak to wszystko doskonale robią – przekazał Konieczny.
Polityk Razem ocenił, że „władza ma inne priorytety”.
– W Sejmie wszyscy mówią o suwerenności, o rozwoju, a kiedy przychodzi do głosowania za polską nauką, która jest warunkiem suwerennego rozwoju kraju, to Razem się o to upomina, a Platforma, PiS, Nowa Lewica, jak są w rządzie, to konsekwentnie głosują za budżetami głodzenia polskiej nauki – skrytykował inne ugrupowania.
Konieczny zwrócił również uwagę na nepotyzm i obsadzanie „kluczowych placówek naukowych swoimi kolegami z partyjną legitymacją, niekompetentnymi”. Zapytany o źródło środków na większe nakłady wymienił opodatkowanie cyfrowych korporacji i kolekcjonerów mieszkań.

Protest środowisk naukowych przed budynkiem Sejmu. 27 maja 2026 r. (fot. Bartosz Michalski / Zero.pl)
Protest naukowców przed Sejmem
– Chcemy więcej kasy na badania, na infrastrukturę naukową, wynagrodzenia dla naukowców. Na wszystko, co pozwoli wzmocnić pozycję polskiej nauki na arenie międzynarodowej – powiedział dr Michał Kotowski, adiunkt na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego.
Matematyk ocenił, że polska nauka nie jest konkurencyjna, a nasze możliwości mogłyby być znacznie większe.
– Dominuje takie myślenie, że z trudem gonimy zachód i może kiedyś będziemy drugimi trzecimi, czwartymi Niemcami. Przy przyzwoitych nakładach na badania naukowe spokojnie moglibyśmy doszlusować do światowej czołówki, ale wymaga to perspektywicznego myślenia – ocenił doktor. Dodał, że takie działanie „niekoniecznie zaprocentuje przy najbliższych czy następnych wyborach, ale w perspektywie długoterminowej”.
Dr Kotowski zwrócił uwagę na niskie wynagrodzenia pracowników naukowych. Jego zdaniem osoba zatrudniona na uczelni jako adiunkt miałaby problem, aby utrzymać rodzinę.
– Jak porównać to z średnią krajową, kosztami życia w Warszawie, to są żadne pieniądze – powiedział. Swoje zarobki porównał do wynagrodzeń w przemyśle lub na zachodzie.
– Lubię to robić i jest to moja pasja. Wydaje mi się, że takie badania są społecznie potrzebne. Nawet jeśli nie przyniosą jakichś wymiernych rezultatów za 2-3 lata, to w długiej perspektywie to się po prostu opłaca dla nas jako społeczeństwa – podsumował.
Walka o większe nakłady na polską naukę
W proteście wzięła również udział profesor Uniwersytetu Warszawskiego.
– Jestem naukowcem od dłuższego czasu, już od kilkudziesięciu lat. Wiem, jak ciężko jest zacząć młodym ludziom swoją drogę w nauce, właśnie ze względów finansowych – powiedziała redakcji Zero.pl.
Dodała, że w jednym z programów grantowych może studentom zaproponować wynagrodzenie w wysokości trochę powyżej 3 tys. zł netto.
– Za to w Warszawie się nie przeżyje w żadnym przypadku – oceniła.
– Chcę, żeby młodzi ludzie mogli tutaj kontynuować naukę, nie musieli wyjeżdżać, nie musieli myśleć o chałturach, tylko mogli się skupić na tym, co najważniejsze, czyli na badaniach naukowych – powiedziała o przyczynach swojej obecności na proteście.
Zdaniem profesor polska nauka może być konkurencyjna, należy tylko zapewnić Polakom odpowiednie warunki.
– Wszyscy moi koledzy wyjechali, głównie do Stanów, i tam wielu z nich zaczęło karierę naukową, są teraz profesorami na znanych uczelniach. Gdyby mogli zostać w Polsce i gdyby mieli odpowiednie warunki, to by tutaj zostali i by się przyczyniali do nauki polskiej, a nie amerykańskiej – podsumowała.
Z Zero.pl rozmawiała również uczennica szkoły średniej, która swoją przyszłość chce związać z polską nauką.
– Moja mama jest nauczycielem akademickim na Uniwersytecie Warszawskim, jest naukowcem, prowadzi badania naukowe, a ja w przyszłości chciałabym być naukowcem. Nauka jest bardzo ważnym elementem mojego życia w domu, pochodzę z rodziny nauczycieli – opowiedziała młoda kobieta.
Dodała, że temat finansowania badań jest w jej domu „drażliwy”.
– Wszyscy uważamy, że jest za mało pieniędzy. Ciągle jest wielkie narzekanie, że nie da się zrobić, że trzeba z własnej kieszeni, że idzie tutaj dofinansowanie, że byłby świetny projekt, gdyby nie to, że nie mamy na to pieniędzy. I jest z tym związana wielka frustracja i to już od wielu, wielu lat – dodała.
Córka wykładowczyni podsumowała, że „wierzy w zmianę, że można coś zmienić, porozmawiać, wynegocjować”.