Reklama
Biznes

Bruksela chce nadzorować kapitał Europy. Stawka: nawet 10 bilionów euro

W toku geopolitycznych zawirowań na globalnej szachownicy Unia Europejska nie zamierza rezygnować z ambicji centralizacji władzy. W każdym z kolejnych kryzysów elity brukselskie znajdują okazję, by zyskiwać dla siebie nowe kompetencje. W skrócie: wobec kryzysu obierają kierunek „więcej Unii w Unii”.

Wojciech J. Kittel
Opinia autorstwa: Wojciech J. Kittel
Dzisiaj 15:39
10 min
Unijny urząd ESMA ma przejąć bezpośredni nadzór nad największymi giełdami i izbami rozliczeniowymi, a Bruksela liczy na uruchomienie około 10 bilionów euro oszczędności Europejczyków (fot. Getty Images)
TYLKO NA

 W Luksemburgu podczas posiedzenia ministrów finansów państw UE uzgodniono kierunek rozszerzenia kompetencji Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA). Ma ono polegać na przeniesieniu na szczebel unijny części kompetencji krajowych instytucji nadzoru finansowego.

Zgodnie z przyjętymi założeniami ESMA, której siedziba znajduje się w Paryżu, miałaby przejąć bezpośredni nadzór nad największymi giełdami prowadzącymi działalność transgraniczną oraz izbami rozliczeniowymi. Nadzór ten objąłby również dostawców usług związanych z kryptowalutami.

Według unijnego przekazu głównym celem reformy jest ograniczenie rozdrobnienia nadzoru europejskiego rynku kapitałowego i ujednolicenie praktyk nadzorczych na szczeblu unijnym. W założeniu ma to ułatwić przepływ kapitału wewnątrz wspólnoty i umożliwić europejskim przedsiębiorstwom łatwiejsze pozyskiwanie środków na innowacje.

Wielki Eurobrat będzie regulował polską giełdę? Domański oszczędny w słowach

Reklama
Reklama

Potrzebę tej reformy wskazywał już w 2024 r. w swoim raporcie Mario Draghi. Przekonywał w nim, że 27 odmiennych systemów regulacyjnych i krajowych instytucji nadzorczych utrudnia przepływ kapitału w UE. Zgodnie z tą myślą przeniesienie nadzoru na szczebel unijny miałoby pobudzić europejski kapitał do inwestowania w europejskie gospodarki, zwiększając tym samym ich konkurencyjność wobec USA i Chin.

Pytanie tylko: skąd ma pochodzić ten ponadnarodowy „europejski” kapitał?

Odpowiedzi należy szukać w założeniach Unii Oszczędności i Inwestycji. Według szacunków przywoływanych przez instytucje unijne nawet ok. 10 bilionów euro oszczędności europejskich gospodarstw domowych znajduje się na depozytach bankowych. Mówiąc w skrócie: Bruksela chce, aby te pieniądze zamiast leżeć na kontach bankowych zaczęły finansować rozwój europejskich firm.

Problem w tym, że brak kapitału nie jest największą przeszkodą dla europejskich gospodarek. Znacznie poważniejszą barierą są nadmierne i kosztowne regulacje unijne, zwłaszcza w obszarze nowych technologii. Do tego dochodzi przedkładanie kwestii ideologicznych nad realne potrzeby gospodarki, wprowadzanie opłat środowiskowych, nakładanie nowych podatków na firmy działające w UE oraz utrzymywanie barier wewnętrznych. Niestety, przykłady w tej materii można mnożyć.

Swoją drogą, po trzech latach rządów Donalda Tuska warto zapytać naszego premiera o efekty jego inicjatywy „Znosimy bariery, ułatwiamy życie”. Zapytać go o to, jakie są postępy prac legislacyjnych, których celem miała być deregulacja polskiej gospodarki. Bo póki co efekty są porównywalne z tymi, jakie przyniosła realizacja wyborczych „100 konkretów”.

Reklama
Reklama

Przywołując dane, na które powołał się w tym tygodniu „Warsaw Enterprise Institute”: w rankingu „Economic Freedom of the World 2026” Polska zajęła 65. miejsce wśród 165 sklasyfikowanych państw. Wśród krajów UE znaleźliśmy się na ostatnim miejscu pod względem wolności gospodarczej.

Kompetencje ESMA

Wróćmy jednak do nowych kompetencji ESMA. Unijna agencja przejmie nadzór nad wybranymi europejskimi giełdami. Uzgodniony kierunek reformy obejmuje jedynie największe instytucje rozliczające transakcje i przechowujące papiery wartościowe oraz część giełd kryptowalut. To znacznie mniej, niż pierwotnie proponowała KE. Skąd jednak tak znaczące ograniczenie pierwotnych ambicji KE, która zakładała, że stworzy z ESMA „superkontrolera” giełd UE? Otóż okazuje się, że gdy w grę wchodzą interesy największych gospodarek UE, idea jednolitego europejskiego nadzoru rozbija się o ścianę interesów narodowych.

Porażka Polski w TSUE. Chodzi o Mercosur

Przykładem są Niemcy, które podczas negocjacji skutecznie zabiegały o wyłączenie Deutsche Börse spod bezpośredniego nadzoru ESMA. Berlin argumentował, że działalność niemieckiej giełdy koncentruje się przede wszystkim na rynku krajowym, a nie w kilku państwach. W związku z tym, zdaniem Berlina, nie ma uzasadnienia dla przekazania nadzoru do ESMA w Paryżu.

Reklama
Reklama

Niemcy pokazały więc, jak skutecznie można zabiegać o własne interesy, aby nadzór nad największą giełdą Niemiec pozostał w kraju. Ten właśnie przykład polska opozycja wykorzystała do krytyki rządu, a konkretnie ministra finansów Andrzeja Domańskiego, któremu zarzuciła porzucenie polskiego interesu na rzecz podporządkowania się żądaniom Brukseli. Jak argumentowali politycy PiS, w wyniku tej decyzji Giełda Papierów Wartościowych (GPW) w Warszawie oraz Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych przejdą spod nadzoru polskiej Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) pod nadzór ESMA.

Jak to w polityce, a zwłaszcza w polityce unijnej, bywa, sprawa nie jest jednak tak jednoznaczna, a prawda znajduje się pośrodku. Z jednej strony minister Domański, odpowiadając na te zarzuty, wskazał, że podmioty nadzorowane przez KNF nie zostaną objęte nowymi kompetencjami ESMA, ponieważ o objęciu danej instytucji nadzorem ESMA ma decydować skala jej działalności, wielkość obrotów oraz zasięg geograficzny. W świetle tych kryteriów polskie podmioty mają pozostać pod nadzorem KNF, są po prostu za małe.

Europa na krawędzi? Trzy kryzysy, które zaczynają się łączyć

Z drugiej jednak strony nie sposób zignorować stanowiska przedstawicieli polskiej opozycji. Choć obecnie przekazanie nadzoru ESMA nie dotyczy polskich podmiotów, obawy o przyszłość są jak najbardziej uzasadnione. Podobnie jak miało to miejsce wcześniej w innych obszarach funkcjonowania państwa nowe przepisy mogą stać się pretekstem do samowolnego rozszerzania kompetencji unijnych urzędników. Mogłoby to następować poprzez stopniowe obniżanie przyjętych progów, a tym samym obejmowanie nadzorem kolejnych podmiotów.

Reklama
Reklama

W ubiegłym tygodniu został wyznaczony zaledwie kierunek reformy. Ostateczny kształt nowych kompetencji ESMA zależeć będzie od toku prac legislacyjnych w tzw. trilogu, czyli trójstronnych negocjacjach Parlamentu Europejskiego, Rady UE i Komisji Europejskiej. Według zapowiedzi proces miałby się zakończyć do końca tego roku.

Euroclear

Analizując tę reformę, nie sposób jednak pominąć jej politycznego kontekstu, który może mieć bezpośredni związek z europejskim wsparciem dla Ukrainy. Wszystko dlatego, że wśród podmiotów, które miałyby zostać objęte nadzorem unijnego organu, znalazł się również belgijski Euroclear. To właśnie w nim zdeponowane są aktywa rosyjskiego banku centralnego o wartości około 200 mld euro, które w wyniku unijnych sankcji pozostają zamrożone.

Nord Stream. Tak Niemcy pomogły Putinowi podzielić Europę

Przypomnijmy, że kwestia statusu tych aktywów, a właściwie ich prostego, w teorii, przekazania Ukrainie, powraca niczym bumerang na unijną agendę. Dzieje się tak za każdym razem, gdy państwa europejskie organizują kolejną zbiórkę funduszy na wsparcie ukraińskiego wysiłku wojennego.

Jak dotąd, poza samym zamrożeniem rosyjskich aktywów, jedynym konkretnym rezultatem negocjacji z Brukselą (tym razem belgijską) pozostaje porozumienie z maja 2024 r., które umożliwiło przekazywanie zysków generowanych przez zamrożone środki. Wcześniej dochody te pozostawały w Belgii.

Reklama
Reklama

Jednak od co najmniej roku KE proponuje pójść o krok dalej. Przedstawiła koncepcję tzw. „pożyczki reparacyjnej dla Ukrainy”, która miałaby zostać oparta na zamrożonych rosyjskich aktywach. Belgowie stanowczo i konsekwentnie sprzeciwiają się takiemu procederowi, który w praktyce oznaczałby nic innego jak wywłaszczenie rosyjskich aktywów. Powodem ich odmowy nie jest jednak ochrona reputacji Belgii jako bezpiecznej przystani dla zagranicznych aktywów. Powodem jest obawa przed skutkami prawnymi takiej decyzji, ponieważ przekazanie tych środków mogłoby w przyszłości narazić Belgię na pozwy sądowe i konieczność wypłaty gigantycznych odszkodowań Rosjanom.

Bruksela (ta belgijska), chcąc się przed tym zabezpieczyć, stawia warunek. Przed potencjalnym przekazaniem tych aktywów Ukrainie państwa UE musiałyby udzielić Belgii twardych i nieograniczonych gwarancji. Mówiąc wprost: Belgowie oczekują, że ewentualne koszty rosyjskich roszczeń spłacać będzie wspólnota, a nie sama Belgia.

Przyjęty w ubiegłym tygodniu kierunek objęcia belgijskiego Euroclear nadzorem ESMA może być pierwszym krokiem do uwspólnotowienia tej odpowiedzialności. Nie chodzi przy tym o twardą deklarację polityczną wszystkich 27 państw UE, że każde z nich weźmie na siebie część potencjalnej odpowiedzialności.

Reklama
Reklama

Zaznaczając, że poruszamy się tutaj w sferze domysłów, być może w trakcie unijnego trilogu zostaną stworzone ramy prawne, które pozwolą ESMA stać się narzędziem unijnej polityki sankcyjnej i finansowej. Sam nadzór, którego założenia przedstawiono w ubiegłym tygodniu, nie wystarcza do uwspólnotowienia tych aktywów. Mógłby jednak uchylić drzwi do nowych interpretacji prawnych ze strony unijnych urzędników.

Europa upadnie przez wstyd? Chantal Delsol o kryzysie migracyjnym i zaślepieniu elit

Taki scenariusz wymagałby jednak zgody politycznej na poziomie Rady Europejskiej, czyli najważniejszego organu UE składającego się z szefów rządów państw. Otworzyłoby to drogę do przyjęcia przepisów, które przy odpowiedniej interpretacji mogłyby dać ESMA podstawę prawną do nakazania Euroclear przeniesienia zamrożonych rosyjskich aktywów na specjalny unijny rachunek.

Potrzeba

Nie możemy również pominąć czynnika czasu, a właściwie jego upływu. Przypomnijmy, że na początku roku państwa UE zgodziły się udzielić Ukrainie pożyczki w wysokości 90 mld euro, której wypłatę rozłożono na lata 2026–2027. Problem w tym, że koszty utrzymania państwa w warunkach wojny stale rosną. W rezultacie w tegorocznym ukraińskim budżecie pojawiła się luka w wysokości 27 mld euro. Aby ją załatać, Kijów zwrócił się o przyspieszenie wypłaty drugiej transzy pożyczki, opiewającej na 45 mld euro.

Reklama
Reklama

Choć środki są oficjalnie zagwarantowane, już dzisiaj wiemy, że ich wypłata pozwoli Ukrainie pokryć potrzeby jedynie do połowy przyszłego roku. Pozostaje zatem pytanie: co dalej? Sytuacja jest na tyle poważna, że prezydent Zełenski w piątek podczas szczytu Rady Europejskiej zaapelował do państw członkowskich o co najmniej 70 mld euro dodatkowej pomocy na 2027 r.

Berlin skręca w lewo. Lewica chce przejąć mieszkania i zawalczyć o głosy migrantów

Otwiera to zatem kolejną dyskusję na szczeblu unijnym: skąd wziąć na to pieniądze? Premier Łotwy Andris Kulbergs, odpowiadając na apel Zełenskiego, przekonywał, że nie stanowi to problemu. Jego zdaniem Europejczycy mogliby wesprzeć Ukrainę, rezygnując z zaledwie jednego piwa rocznie. Zupełnie inaczej sytuację ocenia Marine Le Pen, jedna z faworytek przyszłorocznych wyborów prezydenckich we Francji. Powołując się na trudną sytuację finansów publicznych i francuski dług, który sięgnął już 119 proc. PKB, stwierdziła, że Francji nie stać na dalsze finansowanie Ukrainy.

W obliczu wyborów zaplanowanych na przyszły rok we Francji, na Słowacji, w Polsce i we Włoszech kwestia dalszego finansowania Ukrainy staje się coraz bardziej politycznie drażliwa. Dlatego kluczowe znaczenie ma czas. Im bliżej wyborów, tym trudniej będzie osiągnąć polityczne porozumienie w sprawie kolejnej transzy pomocy dla Kijowa. W tym kontekście przyspieszenie reformy ESMA nabiera dodatkowego znaczenia.

Źródło: Zero.pl
Wojciech J. Kittel
Wojciech J. KittelAnalityk think tanku Strategy and Future oraz współpracownik magazynu „Układ Sił”. Zajmuje się strategią oraz analizą zmian na współczesnym polu walki - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama