Reklama
Reklama
Reklama

Ochrona Nawrockiego. SOP zawiódł? „Proces pożerania instytucjonalnego”

TYLKO NA
Karol Nawrocki
Ochrona prezydenta Nawrockiego. SOP zawiódł? „Proces pożerania instytucjonalnego” (fot. Paweł Supernak / PAP)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Prezydent Karol Nawrocki w piątkowy wieczór sam przedzierał się przez policyjny kordon, a przy wejściu do Trybunału Konstytucyjnego doszło do przepychanek z udziałem głowy państwa i sędziów. Na nagraniach funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa nie znajdują się na pierwszej linii. Czy ochrona prezydenta zawiodła? – Powinni być za to, krótko mówiąc, rozliczeni. Jeżeli chronisz kogoś, to musisz to robić czasem wbrew jego woli – mówi Zero.pl gen. Roman Polko.

  • Prezydent zawrócił lot do Senegalu, gdy w Warszawie zaostrzył się kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego.
  • Na nagraniach z nocy z piątku na sobotę widać Karola Nawrockiego na czele grupy, gdy próbuje przedostać się przez policyjny kordon, a później wejść do budynku TK. Funkcjonariusze SOP pozostają w tyle.
  • Gen. Roman Polko krytykuje organizację ochrony i podkreśla, że funkcjonariusze powinni umieć powstrzymać osobę chronioną przed wejściem w niebezpieczną sytuację. – U nas wciąż panuje trochę jakby sowiecki model, model z minionej epoki. Ktoś powinien podejść do prezydenta i powiedzieć „panie prezydencie, rozumiemy, utorujemy panu drogę, ale proszę chwileczkę zaczekać, ustalimy” – mówi ekspert i wojskowy.
  • Dr hab. Piotr Grochmalski wskazuje na problem systemowy. –  Służba ochrony państwa podlega premierowi, więc mamy do czynienia z sytuacją, w której ochrona służbowa prezydenta podlega temu, który dokonuje zamachu stanu. Mamy więc sytuację wyjątkowo niebezpieczną – ocenia ekspert ds. bezpieczeństwa. 

W piątek, 30 października doszło do gwałtownego zaostrzenia sporu o kierownictwo w Trybunale Konstytucyjnym. Na stronie TK pojawiła się informacja o zarządzeniu przerwy w czynnościach służbowych prezesa Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.

KE zabrała głos ws. Trybunału Konstytucyjnego. Agencja pisze o presji na Nawrockiego

Wiadomość o wydarzeniach w Warszawie dotarła do prezydenta Karola Nawrockiego podczas lotu do Senegalu, gdzie miał uczestniczyć w oficjalnej państwowej wizycie. Prezydent zdecydował o przerwaniu podróży. Samolot zawrócił nad Hiszpanią i wieczorem wylądował w Warszawie. Prezydent udał się następnie do Pałacu Prezydenckiego, gdzie spotkał się m.in. z pierwszym prezesem Sądu Najwyższego Zbigniewem Kapińskim oraz Bogdanem Święczkowskim.

Później, w nocy z piątku na sobotę, Karol Nawrocki pojechał do siedziby Trybunału w towarzystwie Kapińskiego. Ten etap wydarzeń stał się punktem wyjścia do pytań o skuteczność ochrony głowy państwa.

Reklama
Reklama

„Musi być dogłębnie wyjaśnione, kto tutaj zawalił robotę”

Na nagraniach z okolic TK widać, jak Nawrocki próbuje przedostać się przez policyjny kordon. W pewnym momencie porusza się wzdłuż ogrodzenia, a funkcjonariusze SOP znajdują się za nim lub idą w zbliżonej linii. Przed wejściem do TK również prezydent znajdował się przed ochroną. Zarejestrowany przebieg zdarzenia wywołał pytania, dlaczego to prezydent znalazł się na przedzie, zamiast poruszać się pod osłoną funkcjonariuszy.

–  To jest też kwestia pewnej, krótko mówiąc, kultury organizacyjnej, która powinna funkcjonować. Ochroniarze, za to, że dopuścili do takiej sytuacji – powinni być, krótko mówiąc, rozliczeni. Jeżeli chronisz kogoś, to czasem musisz nawet chronić go wbrew jego woli. Mieliśmy wiele różnego rodzaju zdarzeń, gdzie osoba ochraniana postępowała niezgodnie z tym, jak powinno to normalnie funkcjonować – mówi Zero.pl gen. Roman Polko.

Ekspert w rozmowie z Zero.pl zwracał uwagę na złożoność problemu – w praktyce zdarza się, że zarówno ochraniani politycy bywają nieostrożni i niesubordynowani, jak i służby potrafią popełniać błędy i nie stosować należytych procedur. 

Reklama
Reklama

Chaos w TK trwa. Szarpanina z prezydentem, Nawrocki zwołuje spotkanie

– U nas wciąż panuje trochę, jakby sowiecki model, model z minionej epoki. Musi być dogłębnie wyjaśnione, kto tutaj zawalił robotę, bo nie wolno dopuszczać do takiej sytuacji. Miom zdaniem w SOP panują feudalne stosunki i takie „oklepywanie” – mówi gen. Polko.

„Dochodzi do złamania pewnej wewnętrznej równowagi systemowej”

Nieco inaczej na sprawę patrzy ekspert ds. bezpieczeństwa, dr hab. Piotr Grochmalski.

– Problem polega na tym, że SOP podlega dokładnie tym samym procedurom, którym podlega policja, która pacyfikowała. Normalna sytuacja powinna polegać na tym, że, dowodzący, natychmiast wydaje polecenie, rozstąpienia się przed prezydentem. To jest oczywiste, gdybyśmy mieli do czynienia z normalnym państwem, w którym istnieją, normalne procedury – mówi.

Zdaniem eksperta ds. bezpieczeństwa to władza parlamentarna wytworzyła sytuację niebezpieczną zarówno dla ładu prawnego, jak i bezpieczeństwa głowy państwa. – Ta sytuacja nosi znamiona zamachu stanu, nie tylko w oparciu o porządek konstytucyjny, ale w ogóle fundamenty teorii i praktyki państwa demokratycznego. To oczywiste, że, dochodzi do złamania pewnej wewnętrznej równowagi systemowej. To proces pożerania instytucjonalnego – przekonuje ekspert. 

Reklama
Reklama

Dr Grochmalski wskazuje również na swego rodzaju konflikt interesów.

– Służba ochrony państwa podlega premierowi. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której służbowa ochrona prezydenta podlega temu, który dokonuje zamachu stanu. Dokonuję tu pewnego skrótu myślowego – mamy sytuację wyjątkowo niebezpieczną – podsumowuje.

Reklama
Reklama