Reklama
Reklama
Reklama

Nowoczesne samochody niebywale rozpraszają. Szwedzi mają na to badania

Szwedzki instytut zbadał, ile czasu potrzebują kierowcy nowych samochodów na proste czynności związane choćby z regulowaniem nawiewu. Wynika z nich, że obsługa ekranu odrywa nas od drogi na dużo dłużej niż kręcenie pokrętłami w starszych autach, co denerwuje kierowców.

Pressefahrvorstellung auf Mallorca: Foto- und Videomaterial des neuen CLA Shooting BrakePress Test Drive at Mallorca: Photo and video assets of the  all-new CLA Shooting Brake
To tylko fotomontaż, ale ekrany w nowych samochodach potrafią wyglądać całkiem podobnie. (fot. "Mercedes-Benz AG – Global Communications Mercedes-Benz Cars & Vans photo by Henri Bubeck on behalf of Mercedes-Benz AG" / Mercedes-Benz)
  • Jeśli jeżdżąc nowym samochodem czuliście irytację z powodu skomplikowanej obsługi w postaci wieloetapowego menu na ekranie – Szwedzi to zbadali naukowo i potwierdzili.
  • W ciągu zaledwie czterech lat dokonaliśmy wielkiego kroku w tył, jeśli chodzi o czas obsługi pojazdu w trakcie jazdy.
  • Testy obejmujące dziesięć nowych samochodów z wielkimi ekranami odbyły się na lotnisku w Uppsala, a ich celem było sprawdzenie ile metrów przejedzie auto, gdy kierowca patrzy w ekran w konkretnym celu. 

Na początek ustalmy, ding, że gdyby ten tekst, ding ding, był napisany w ten, ding, sposób, to bardzo trudno, ding ding ding, byłoby się skupić, ding, na jego treści. Tymczasem nowe samochody, zgodnie z opisywanym niedawno unijnym rozporządzeniem GSR2 zachowują się właśnie w ten sposób i prawie nikt do tej pory nie zajął się tą sprawą pod kątem realnego sprawdzenia reakcji kierowców na nieustające bodźce ostrzegawcze. Pojawiają się jednak jakieś pierwsze próby – na początek Szwedzi sprawdzili, na jak długo odrywa nas od drogi obsługa ekranu centralnego. 

Ekran się świeci, auto pędzi naprzód

Szwedzki magazyn motoryzacyjny „Vi Bilägare” wynajął pas lotniska w Uppsala, żeby przeprowadzić test skupienia w dziesięciu nowych samochodach wyposażonych w duże ekrany centralne służące do sterowania większością funkcji auta, na wzór Tesli, która jako pierwsza marka zintegrowała obsługę wszystkich urządzeń pojazdu na jednym ekranie, włącznie z wycieraczkami. Wspomniany test jest o tyle ciekawy, że jego poprzednia edycja odbyła się w roku 2022, można więc porównać, co zmieniło się przez te cztery lata w motoryzacji.

A zmieniło się – tyle, że na gorsze. W porównaniu z samochodami testowanymi w 2022 r., modele roku 2026 wymagały od kierowców średnio dwóch sekund więcej na ukończenie zleconych zadań podczas jazdy z prędkością ok. 110 km/h. Przekłada się to na przejechanie o prawie 60 metrów więcej bez skupienia uwagi na drodze. W 2022 r. kierowcy wykonując zadania z obsługi pojazdu odrywali wzrok od drogi średnio na dystansie 756 metrów, w 2026 r. ten dystans wzrósł do 813 metrów.

Reklama
Reklama

To z powodu coraz bardziej skomplikowanych poziomów menu i regularnego usuwania fizycznych przycisków z pojazdów, w czym przodują w szczególności marki chińskie. Ekran służący do obsługi wszystkiego jest przecież znacznie tańszy niż produkowanie osobnych przycisków czy pokręteł. To, że ktoś z jego powodu nie będzie patrzył na drogę przez dłuższy czas – to już nie sprawa producenta. 

Testerzy zwracają jednak uwagę, że nie sam ekran jest problemem

W przypadku Tesli Model 3 i Model Y doszło do sytuacji odwrotnej: choć sam ekran jest prawie taki sam jak w roku 2022, czas obsługi uległ znacznemu skróceniu – kierowca pozostawał rozproszony przez dystans aż o 100 metrów mniejszy niż cztery lata temu. Wystarczyło trochę poprawić sterowanie dotykowe funkcjami na ekranie. Fatalnie wypadły dla odmiany takie samochody jak Mazda CX-60, Mercedes CLA czy Toyota Corolla Cross, mimo obecności częściowo fizycznych elementów sterowania. W każdym z tych przypadków kierowca odrywał wzrok od drogi na ponad kilometr, wykonując zadania testowe. Dobre wyniki osiągnęła natomiast aktualna Skoda Kodiaq (ok. 600 metrów).

Jak wyglądał test i jakie są wnioski?

Każdy z kierowców miał czas, aby zapoznać się z interfejsem danego samochodu przed jazdą. Potem rozpędzał samochód do prędkości autostradowej i musiał wykonywać zadania zlecone przez instruktora: regulacja nawiewu, zmiana ustawień radia/infotainment, regulacja jasności wyświetlacza i inne.

Reklama
Reklama

Jako pojazd referencyjny wzięto Volvo V70 z roku 2005, pozbawione ekranu dotykowego, z bardzo prostą konsolą centralną wyposażoną w jasno opisane pokrętła. W tym samochodzie kierowcy odrywali wzrok od drogi średnio jedynie na 300 metrów, czego w nowych autach nie da się osiągnąć. Zwrócono jednak uwagę, że nawet brak ekranów nie ratuje sytuacji, jeśli panel z przyciskami jest mały, umieszczony w słabo widocznym miejscu (np. za nisko) i nieintuicyjnie opisany – a jako przykład podano Volvo V60 z 2016 r. 

Wnioski ze szwedzkiego testu wyglądają następująco: ekrany w samochodach nie są złe same w sobie. Idziemy jednak w nie najlepszym kierunku, gdzie te ekrany przejmują zbyt wiele funkcji, a ich obsługę można nazwać chaotyczną i nieprzemyślaną. Nie jestem ekspertem, ale prowadziłem zapewne kilkaset samochodów z ekranem centralnym i mogę tylko powiedzieć, że od sterowania w stylu chińskim (lub po prostu spotykanego w chińskich autach) gorsze jest tylko sterowanie z ekranu zrobione na wzór chiński przez europejskiego czy japońskiego producenta.

W ostatnich latach Volkswagen próbuje wykonać kroki w kierunku powrotu choć części fizycznych przycisków, za co należą mu się słowa uznania. Ale w żaden sposób nie zmienia to przepaści w czasie rozkojarzenia między starszymi i prostymi pojazdami a autami z rocznika 2026. Wniosek: trzeba jeździć z pasażerem, niech kierowca skupi się na prowadzeniu. 

Cały test raportu do przeczytania tutaj

 

Tymon Grabowski
Tymon GrabowskiDziennikarz
Reklama
Reklama