Reklama
Reklama
Reklama

Siedem lat temu zdali prawo jazdy. Teraz je stracą, bo ktoś podrobił podpis

TYLKO NA

Przechodzisz normalny kurs prawa jazdy. Zdajesz stresujący egzamin państwowy. Robisz nowe kategorie umożliwiające ci zarobkowanie. Siedem lat później starosta cofa ci uprawnienia, bo na kursie zabrakło podpisu ratownika. Witajcie w Tarnowie!

Skandal w Tarnowie. Po siedmiu latach odbierają im uprawnienia do jazdy.
Skandal w Tarnowie. Po siedmiu latach odbierają im uprawnienia do jazdy. (fot. Kanał Zero)
  • W latach 2018-2024 szkoła nauki jazdy z okolic Tarnowa dopuszczała się fałszowania dokumentów i poświadczania nieprawdy.
  • Jej właściciel w obliczu 359 zarzutów postawionych mu przez prokuraturę przyznał się do winy i poddał karze.
  • Jednak to sprawia, że starostwo powiatowe w Tarnowie cofa uprawnienia osobom, które przeszły kurs w tej firmie. Mimo że zdały egzamin państwowy.
  • Sprawa dotyczy nawet ok. 300 osób, które w tym czasie uczyły się jeździć w tej szkole. W przypadku 45 poszkodowanych jest już decyzja.

Jeśli masz prawo jazdy, ta sprawa może dotyczyć również ciebie. Oto bowiem na wzór tarnowski może po latach okazać się, że jakaś część kursu, który przechodziliście, mogła nie spełniać państwowej procedury, lub co gorsza mogło dojść do jakiegoś fałszerstwa, o którym nie mieliście pojęcia. Być może sądzicie, że w takiej sytuacji państwo ukarze oszusta, ale ochroni obywatela? Ha ha ha.

Wszystko zaczęło się w roku 2018

Podtarnowska szkoła nauki jazdy, raczej z tych mniejszych, oferowała kursy nauki jazdy na kategorię B. Cena musiała być dobra, bo zgłosiło się sporo osób. Kursanci przechodzili szkolenie, uczestniczyli w egzaminie wewnętrznym i w kursie pierwszej pomocy, następnie umawiali się na egzamin do tarnowskiego MORD-u (Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego) i już.

Wakacje dla piratów. Inspektorzy drogowi mają siedzieć za biurkiem, zamiast wlepiać nowe mandaty

Reklama
Reklama

A nie, wcale nie już. Kilka lat później zaczęto wzywać ich na przesłuchania do lokalnej komendy policji. Sprawa została wszczęta z doniesienia jednego z kursantów, który twierdził, że wskutek złego przygotowania przez ośrodek szkolenia oblał egzamin państwowy.

– Policja przekonywała mnie, że przesłuchanie to tylko formalność i że nic mi nie grozi – opowiada jedna z poszkodowanych kobiet. – Na przesłuchaniu zeznałam, że podczas kursu nic nie wzbudziło mojego niepokoju i wszystko odbywało się zgodnie z procedurami – mówi. Tak jednak nie było. Jak ustaliła policja, właściciel szkoły nauki jazdy lubił stosować patenty, które ułatwiały mu życie i pozwalały zwiększyć liczbę kursantów przy jednoczesnym obniżeniu kosztów.

Zdarzało mu się na przykład podrabiać podpis ratownika potwierdzający odbycie kursu z pierwszej pomocy, a samego kursu nie przeprowadzać, bo i po co. Zdarzało się poświadczanie odbycia egzaminu wewnętrznego przez kursanta, choć oczywiście egzaminu nie było, a także poświadczał nieprawdę i fałszował dokumenty w innych sprawach.

Wisienką na torcie były tu próby wyłudzania od kursantów pieniędzy za przyspieszenie terminu egzaminu, powołując się na rzekome znajomości w MORD.

Reklama
Reklama

– To zwykłe bajki – mówi dyrektor tarnowskiego MORD-u Paweł Gurgul. – Każdy może złożyć wniosek o przyspieszenie terminu egzaminu, jeśli jakoś to uargumentuje. Mamy sporo osób, które rezygnują z ustalonego wcześniej terminu i pojawiają się wolne miejsca, które wypełniamy w razie potrzeby. Nie ma żadnego tajemniczego systemu szybszych terminów po znajomości – podkreśla dyrektor.

Prokuratura jednak cisnęła zawzięcie

Właściciel szkoły jazdy trafił przed oblicze prokuratora, który odczytał mu listę 359 zarzutów. W obliczu tego postanowił on przyznać się do winy i poddać karze, którą wymierzył mu sąd w Tarnowie. Rzeczniczka prasowa tarnowskiego sądu okręgowego potwierdza, że Dariusz B. został ukarany karą roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i grzywną, której wysokości nie podano.

Wydawałoby się, że sprawa może się na tym zakończyć, ale to dopiero jej początek – wkraczamy bowiem w zagadnienie „czy państwowy egzamin może być ważny, jeśli są zastrzeżenia do ważności kursu?”.

Twój następny samochód zapiszczy cię na śmierć. Unia nie ma litości

Reklama
Reklama

Państwo podkula ogon

Otóż wygląda na to, że jeśli ktoś zdał państwowy egzamin, to absolutnie nic nie znaczy. Wydawałoby się, że decyzje wydane na poziomie władz państwowych lub samorządowych są ważne i można traktować je jako godne zaufania. Nic bardziej mylnego.

Zdaniem prokuratury, jeśli podczas kursu dochodziło do nieprawidłowości w postaci fałszowania dokumentów, to egzamin państwowy jest nieważny, a co za tym idzie – uprawnienia do prowadzenia pojazdów należy cofnąć. Prokurator wydał sprzeciwy co do decyzji administracyjnych o wydaniu uprawnień przez starostę i teraz starostwo nie ma innego wyjścia, niż te sprzeciwy zrealizować.

Jest to sposób na całkowite zniszczenie zaufania do instytucji państwa. Podobno szkoły jazdy podlegają kontroli ze strony starostwa. Jeśli przez siedem lat kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości, to można chyba uznać, że szkoła jest wiarygodna. Jeśli zdało się państwowy egzamin, to można by sądzić, że państwo dopełniło swoich obowiązków i nasze uprawnienia są ważne.

Reklama
Reklama

Nic bardziej mylnego. Wygląda na to, że gdy przyjdzie do trudnej sytuacji i wzięcia jakiejkolwiek odpowiedzialności, organy państwowe natychmiast wycofają się ze swoich decyzji, obarczając winą kogoś innego i absolutnie nie zwracając uwagi na szkody, które w związku z tym powstaną.

– Sprawa dotyczy 45 osób. Na razie nie mówimy o większej liczbie poszkodowanych. Dostaliśmy sprzeciwy od prokuratury i starosta musi wykonać decyzję prokuratora. Nie możemy podjąć żadnego ruchu w stronę mieszkańców, bo jeśli nie wykonamy decyzji o sprzeciwie wobec przyznania uprawnień, sami moglibyśmy odpowiadać za przekroczenie prawa. Doradzamy, aby mieszkańcy skorzystali ze ścieżki odwoławczej, czyli wniosku do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Prywatnie zgadzam się, że powinna istnieć procedura uzupełnienia kursu, jednak nasi radcy prawni potwierdzają, że przy obecnym stanie prawnym nie mieliśmy wyboru – mówi nam Tomasz Stelmach, członek zarządu powiatu tarnowskiego.

– Zawodowo prowadzę ciężarówkę w firmie kurierskiej – mówi jedna z poszkodowanych kobiet – w razie faktycznego cofnięcia uprawnień czeka mnie kilka miesięcy braku pracy i wydatek nawet 10 tys. zł na nowy kurs. Nie miałam żadnej świadomości, że w szkole nauki jazdy coś jest nie tak.

A teraz dostałam list, że w ciągu siedmiu dni moje uprawnienia zostaną cofnięte. To nie do uwierzenia. – Nie jest to pierwsza taka sytuacja, gdzie ludzie tracą prawo jazdy przez wadliwy kurs. Tak było chociażby w Mysłowicach. Skoro wiemy, że tak się zdarza, to dlaczego nie zrobiono nic, żeby ochronić ludzi? – retorycznie pyta inna poszkodowana – zadałam to pytanie w starostwie i odpowiedziano mi, że tu nie ma czego naprawiać, bo wszystko jest w porządku.

Reklama
Reklama

– My nawet nie jesteśmy stroną w sprawie – podkreśla osoba reprezentująca jednego z poszkodowanych kierowców ciężarówki. – Prokuratura nie udziela nam żadnej informacji. Jak kursant przychodzący na kurs w dobrej wierze ma sprawdzić, czy podpis na dokumencie o kursie pierwszej pomocy faktycznie złożył ratownik z uprawnieniami? Przecież to nierealne – dodaje.

Co mają zrobić poszkodowani?

Mogą po prostu uznać, że „no trudno, zdarza się” i podjąć cały trud zrobienia uprawnień od nowa. Oczywiście wywołuje to w nich słuszny sprzeciw. Starostwo powiatowe w Tarnowie radzi, aby składać odwołania do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. SKO jako organ wyższego stopnia rozpatruje skargi i zażalenia na decyzję organów samorządu.

Dalsza droga to sąd administracyjny oraz pozew przeciwko nieuczciwemu właścicielowi szkoły jazdy. W idealnym świecie jakaś kancelaria prawna mogłaby reprezentować poszkodowanych pro bono i wspomóc ich w pisaniu skarg do SKO czy później do sądu administracyjnego, ale stawiam, że raczej pozostaną oni z problemem całkiem sami. Brakuje tu procedury, która pozwoliłaby uzupełnić np. kurs pierwszej pomocy ze strony poszkodowanych osób i w ten sposób umożliwić im zachowanie uprawnień.

A teraz pozostaje tylko wyobrazić sobie zupełnie prawdopodobną sytuację: przyjmijmy, że jedna z osób, która siedem lat temu zrobiła prawo jazdy, dziś sama jest instruktorem nauki jazdy, a ponieważ sama miał nieważne uprawnienia, to i wszyscy jej kursanci muszą przejść cały kurs od nowa w innej szkole. Takie właśnie mogą być niespodziewane efekty cofania wydanych dawno temu decyzji.

Źródło: Zero.pl
Tymon Grabowski
Tymon GrabowskiDziennikarz
Reklama
Reklama