Reklama

Tempo jak podczas pierwszej wojny światowej. Ekspert o sytuacji w Ukrainie

Reklama

– To jest tempo, które oznacza wojnę pozycyjną – mówi Zero.pl Jarosław Wolski, analityk wojskowy. Jak podkreśla, w całym ostatnim roku Rosja posunęła się na froncie średnio o 10-30 km. Armia Putina ponosi również dotkliwe straty. Jednostki są niszczone nawet w 80 proc. – To nie ma znaczenia dla Rosjan, ponieważ dowódcy siedzą na tyłach pola walki – komentuje Wolski.

Tempo jak podczas pierwszej wojny światowej. Ekspert o postępach Rosji w Ukrainie. Fot. 93. Samodzielna Brygada Zmechanizowana „Chołodnyj Jar”/Facebook
Tempo jak podczas pierwszej wojny światowej. Ekspert o postępach Rosji w Ukrainie. Fot. 93. Samodzielna Brygada Zmechanizowana „Chołodnyj Jar”/Facebook (fot. 93. Samodzielna Brygada Zmechanizowana „Chołodnyj Jar”/Facebook / Inne)

Opublikowany właśnie raport ekspertów Waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) opisuje rosyjską ofensywę w Ukrainie jako wojnę na wyniszczenie. Rosja ponosi ekstremalnie wysokie koszty ludzkie i materialne. A na froncie porusza się w żółwim tempie.


Reklama

Od lutego 2022 r. straty osiągnęły poziom około 1,2 mln żołnierzy – w tym około 325 tys. zabitych. Jak podaje CSIS, są to najwyższe straty dowolnego państwa od czasu II wojny światowej.

Zwraca uwagę rekordowo niskie tempo postępów na froncie. W zależności od odcinka wynosi od 15 do niecałych 300 m na dobę.

O sytuacji na froncie Zero.pl rozmawia z analitykiem wojskowym Jarosławem Wolskim.


Reklama

Krzysztof Jabłonowski, Zero.pl: Czytam nagłówki prasowe o kolejnych raportach o najwolniejszym od miesięcy tempie postępów Rosjan na Ukrainie.


Reklama

Jarosław Wolski, analityk wojskowy, publicysta: Jest to tempo właściwe dla frontu zachodniego pierwszej wojny światowej. W całym ostatnim roku Rosja posunęła się średnio o 10-30 km. Należy mieć świadomość, że w wojnie materiałowej, wojnie na wyniszczenie, często długo nic się nie dzieje na froncie. A potem nadchodzi załamanie na całej linii.

Dlaczego Rosjanie się zatrzymali?

To, że Ukraińcom udaje się powstrzymać próby rosyjskich działań we własnej głębi operacyjnej wynika w dużej mierze z zastosowania dronów. One są w stanie paraliżować ruch wielu jednostek. Kiedyś mieliśmy sytuacje, że front zostawał przełamany, a jednostki pancerne i zmechanizowane wychodziły na tyły przeciwnika i siały spustoszenie.


Reklama

 


Reklama

To wszystko zasługa dronów?

Nie, należy powiedzieć, że obie strony mają kryzys działań manewrowych. Z tym, że Ukraińcy pokazali już, że są w stanie prowadzić działania w głębi w Obwodzie Kurskim. Rosjanom po 2022 to się nie udaje – próbowali pod Pokrowskiem, Hulajpolem. W praktyce mamy wspomniany średni postęp o 10-30 km. To jest tempo, które oznacza wojnę pozycyjną.

Należy jednak powiedzieć, że Rosjanie mają przewagę w powietrzu. W ubiegłym roku na pozycje ukraińskie spadło 75 tys. kierowanych bomb lotniczych. Użycie takich bomb właściwie zamyka temat rozbudowanych fortyfikacji polowych. W konsekwencji fortyfikacje ukraińskie muszą być dużo mniejsze, dosłownie dla poniżej plutonu żołnierzy, tak aby były za mało wartościowym celem. Jednocześnie jednak są przez to bardziej podatne na ataki dronów.


Reklama

Wszystko po to, by nie być łatwym celem?


Reklama

Problemem jest przezroczystość pola walki na głębokość ok. 30-40 km. Wiemy, co będzie robił przeciwnik. Niestety właśnie z tego powodu bardzo łatwe jest rażenie logistyki. Żołnierze udający się na pozycje muszą zabierać żywność, wodę, części zamienne. Są problemy z obsługą maszyn. Logistyka i kwatermistrzostwo są upośledzone.

Rosjanie dalej używają czołgów i pojazdów opancerzonych, ale również bardzo wielu cywilnych maszyn – po prostu cywilnych samochodów. W zeszłym roku zmienili prawo i skonfiskowali 30 tys. pojazdów. Wszystkie te zdezelowane Łady trafiły na front jako pojazdy jednorazowe.

Co to znaczy „jednorazowe”?


Reklama

Rosjanom chodzi o skrócenie czasu, w jakim żołnierze przebywają w strefie śmierci. Jak najszybciej pokonują strefy chronione przez drony i artylerię i wchodzą do walki. Pojazdy są w takich warunkach właściwie jednorazowym sprzętem.


Reklama

To wiele mówi o charakterze starć. Według norm natowskich jednostkę ze stratami rzędu 40-60 proc. uważa się za obezwładnioną lub zniszczoną. Teraz 40-60 proc. strat notuje się w ciągu przekraczania tej strefy pasa śmierci. Wliczając potem walkę i rotację przez ową strefę mówimy nawet o większych stratach – rzędu 80 proc., ale to nie ma znaczenia dla Rosjan, ponieważ dowódcy siedzą na tyłach pola walki.

Jak jest po stronie ukraińskiej?

Ukraińcom przez dwa ostatnie miesiące zdezerterowało 40 tys. żołnierzy – równowartość ośmiu brygad. Owszem, Rosjanie tracą żołnierzy, ale Ukraińcy ponoszą podobne straty w dezerterach. Nasycenie ukraińskiego pola walki żołnierzami jest strukturalnie mniejsze niż normatywy czasu pokoju (Na froncie jest mniej żołnierzy niż przewidują „podręcznikowe” normy na czas pokoju. To wskazuje na chroniczny niedobór personelu i przeciążenie jednostek – przyp. red.). Często zdarza się, że żołnierze się po prostu nie widzą. W takich warunkach wszystko zależy od bezzałogowców. Tam się dowodzi dronami jedzenie, żywność, paliwo. Ci żołnierze są tak nieliczni, że ważne jest po prostu utrzymanie linii obrony.


Reklama

Źródła: CSIS.or, Zero.pl

Reklama