Media alarmują o poważnym kryzysie informacyjnym w polskiej armii i Ministerstwie Obrony Narodowej po doniesieniach o decyzji USA ws. wstrzymania rotacji brygady pancernej do Polski. Informacja miała dotrzeć do Sztabu Generalnego, ale nie została odpowiednio przekazana w strukturach dowodzenia, przez co MON miał dowiedzieć się o sprawie z amerykańskich mediów. Rzecznik Sztabu Generalnego odrzuca te zarzuty.

- Spór o to, kiedy i w jakiej formie informacja z USA dotarła do polskich struktur wojskowych, ujawnił głębszy problem dotyczący przepływu danych w Sztabie Generalnym.
- Rzecznik SGWP odrzuca zarzuty o opóźnienia, jednak część oficerów twierdzi, że komunikat został przeoczony lub niewłaściwie zakwalifikowany.
- W efekcie MON miał dowiedzieć się o kluczowej decyzji sojusznika dopiero z zagranicznych mediów.
Kiedy dotarła kluczowa informacja z USA?
W polskim systemie dowodzenia i komunikacji miało dojść do poważnych nieprawidłowości po tym, jak Stany Zjednoczone zdecydowały o wstrzymaniu planowanej rotacji brygady pancernej do Polski. Jak wynika z doniesień Onetu, informacja o zmianie planów sojusznika miała trafić do Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, jednak nie została odpowiednio przekazana w strukturze dowodzenia.
Amerykańskie media jako pierwsze poinformowały, że amerykańska armia wstrzymała przerzut ponad 4 tys. żołnierzy 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej do Polski. Wśród publikujących były m.in. „Army Times”, „Stars and Stripes” oraz „The Wall Street Journal”. Według doniesień medialnych Pentagon nie ujawnił oficjalnych powodów decyzji.
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapewniał, że pozostaje w kontakcie z amerykańskimi dowódcami oraz najwyższymi władzami państwa.
Jak podkreślano, wstrzymanie rotacji nie oznacza redukcji obecności wojsk USA w Polsce. Szef MON miał konsultować sprawę z gen. Alexusem Grynkewichem, zastępcą Dowódcy Armii USA w Europie i Afryce oraz pozostawać w kontakcie z prezydentem i premierem.
Jednocześnie w przestrzeni publicznej pojawiły się pytania o przepływ informacji w wojsku, ponieważ szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła nie odniósł się publicznie do sprawy w pierwszej fazie kryzysu.
USA rezygnują z wysłania 4 tys. żołnierzy do Polski? Ekspert: Winny jest Waszyngton
„Informacja przyszła, ale ugrzęzła”
Z ustaleń Onetu wynika, że Amerykanie mieli przekazać informację do Sztabu Generalnego w nocy z poniedziałku na wtorek poprzez niejawny system łączności używany w kontaktach sojuszniczych. Jeden z rozmówców opisuje procedurę obiegu dokumentów:
„W sztabie generalnym funkcjonuje tzw. zagraniczna kancelaria tajna. Na komputery przychodzą informacje od sojuszników. Następnie są rejestrowane i drukowane na papier. W takiej formie trafiają na biurko szefa sztabu” – wskazuje wysoki rangą wojskowy.
Inny oficer dodaje, że problemem miało być opóźnienie w odczytaniu informacji. „To była krótka, jednozdaniowa informacja przesłana rutynowym kanałem wojskowym. Przez prawie dwie doby nikt jej nie odczytał” – mówi jeden z informatorów.
Rzecznik Sztabu: Proszę zmienić informatorów
Do doniesień odniósł się rzecznik Sztabu Generalnego Wojska Polskiego płk Marek Pietrzak, który stanowczo zakwestionował tezy o opóźnieniu w przekazaniu informacji.
„Mój komentarz do sprawy: proszę zmienić informatorów. Podtrzymuję stanowisko, że żadne informacje dotyczące wstrzymania rotacji sił amerykańskich nie wpłynęły w poniedziałek do SG” – przekazał rzecznik.
To oświadczenie stoi w sprzeczności z relacjami części wysokich rangą oficerów, którzy twierdzą, że wiadomość jednak dotarła do Sztabu Generalnego, ale nie została odpowiednio przetworzona i przekazana dalej.
„Potwierdzam, że do sztabu wpłynęła taka informacja. Amerykanie powiadomili nas o wstrzymaniu części rotacji” – mówi jeden z generałów cytowanych przez Onet.
Według części rozmówców portalu problem miał dotyczyć nie tylko samego przekazania informacji, ale całego systemu obiegu dokumentów niejawnych w Sztabie Generalnym. Jeden z wojskowych określa sytuację jako „poważne zaburzenie organizacyjne”:
„To, co stało się w sztabie, to typowy bajzel organizacyjny. Informacje powinny być przeglądane kilka razy dziennie, a nie tylko wtedy, gdy szef znajdzie czas” – mówi były wysoki rangą oficer.
Z kolei gen. Mieczysław Cieniuch, były szef Sztabu Generalnego, zwraca uwagę na znaczenie właściwej klasyfikacji informacji. „Taka informacja ma wymiar nie tylko militarny, ale też polityczny i powinna zostać natychmiast przekazana ministrowi obrony” – podkreśla generał.
Z ustaleń wynika, że kierownictwo MON miało zostać poinformowane o decyzji USA dopiero po publikacjach w amerykańskich mediach. Sprawa wywołała pytania o skuteczność systemu komunikacji między armią a cywilnym kierownictwem resortu obrony.
„Wszyscy jesteśmy wkurzeni, że o tym wszystkim dowiadujemy się z mediów, a nie od przełożonych” – cytuje jednego z rozmówców źródło wojskowe.