Amerykańska operacja „Epicka Furia” przeciw Iranowi, a następnie sinusoida blokad morskich nałożonych na Cieśninę Ormuz sprzyjała eksportowi surowców z USA, ale uderzyła głównie w azjatyckie gospodarki, także w sojuszników Waszyngtonu w Seulu i Tokio. Ograniczenie ćwiczeń wojskowych to jeden z symboli ochłodzenia relacji Waszyngton-Seul. – Podobną rzecz widzimy na Tajwanie – zaznacza w rozmowie z Zero.pl analityk wojskowy Arkady Saulski.

- – Ogłoszona w ostatnim czasie redukcja wspólnych ćwiczeń USA i Korei Południowej stawia tego azjatyckiego sojusznika w niełatwej sytuacji, ale była ruchem do przewidzenia – mówi w rozmowie z Zero.pl Arkady Saulski.
- Trump spodziewał się zaangażowania Seulu i Tokio w wojnę przeciw Iranowi. Dlaczego Korea Południowa i Japonia nie chciały się angażować?
- Seria blokad Cieśniny Ormuz uderzyła w amerykańskich sojuszników w Azji. Tymczasem dla strategicznego eksportu z USA było to korzystne.
Co wspólnego mają Zatoka Perska, Republika Korei (Korea Południowa), Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna (KRLD) i Donald Trump? Ostatnie ochłodzenie relacji Trumpa z południowokoreańskim rządem wynika z faktu braku zaangażowania Marynarki Wojennej południowej Korei w operację przeciw Iranowi, a zwłaszcza w misję deblokady Cieśniny Ormuz.
W optyce Trumpa krok ten był oczywisty, bo zablokowanie eksportu strategicznych surowców z Zatoki Perskiej przez Iran (w odwecie za „Epicką Furię”) uderzało właśnie w Koreańczyków i Japończyków, spodziewał się więc on ich aktywnego zaangażowania. Pentagon zakładał, że odblokowanie strategicznego szlaku morskiego będzie dla Seulu i Tokio kluczowe. Gdy to się nie powiodło, wyciągnięto temat – jak mówi sam Trump – „bardzo dobrych relacji z Kim Dzong Unem z Korei Północnej”.
– Ogłoszona w ostatnim czasie redukcja wspólnych ćwiczeń USA i Korei Południowej stawia tego azjatyckiego sojusznika w niełatwej sytuacji, ale była ruchem do przewidzenia. Działania obecnej administracji w Cieśninie Ormuz i brak strategicznej wizji co do dalszych losów konfliktu z Iranem, plus kompletny brak jednolitej definicji celów strategicznych, które określać miałyby zwycięstwo – lub klęskę – w tej wojnie, wszystko to sprawia, iż azjatyccy – i nie tylko – sojusznicy Waszyngtonu zaczynają rozważać zwrot w relacjach z Waszyngtonem. Nie inaczej jest w przypadku Korei Południowej – mówi w rozmowie z Zero.pl analityk wojskowy Arkady Saulski, autor książek „Gaijin”, „Ronin” i „Daisho”.
Stany Zjednoczone mogły sobie pozwolić na blokadę Ormuzu
Jeżeli spojrzymy na obecny konflikt zbrojny pomiędzy USA a Iranem, (bo rozejmy możemy uznać za kruche) przez pryzmat gospodarczego darwinizmu – przyszłej walki o strategiczne zasoby, Waszyngton mógł pozwolić sobie na blokadę morską Cieśniny Ormuz. Od początku wojny wiadomo było, że 25 proc. światowego handlu ropą naftową oraz 20 proc. LNG przechodziło właśnie przez Ormuz.
Wszelako pamiętajmy, że 85 proc. tego LNG płynęło do Azji, reszta do Europy. A największym nabywcą irańskiej ropy naftowej jest Chińska Republika Ludowa – co wpisuje się w wojnę „proxy” między Pekinem a Waszyngtonem. Rzecz w tym, że nie tylko Chiny poczuły ekonomicznie skutki wojny w Ormuzie. Bo po Chinach w kolejce po surowce transportowane przez Cieśninę Ormuz są Indie, Korea Południowa i Japonia.
Import ropy naftowej z Bliskiego Wschodu do Japonii spadł w kwietniu 2026 r. o ponad 67 proc. rok do roku i wyniósł łącznie 3,84 mld litrów. Był to najniższy miesięczny poziom od 1979 r. Z kolei, 70,7 proc. ropy naftowej w Korei Południowej i 20,4 proc. jej LNG pochodzi właśnie z Azji Zachodniej. Seul wytyczył nawet nową trasę transportu ropy naftowej z saudyjskiego portu Janbu nad Morzem Czerwonym, jako alternatywę dla wówczas zablokowanego Ormuzu.
W optyce Seulu i Tokio zaangażowanie się w konflikt zbrojny o Ormuz mogłoby doprowadzić do kaskady niebezpiecznych kroków odwetowych Iranu – kolejnej serii uderzeń na wzór uderzeń w infrastrukturę QatarEnergy, które ograniczyły możliwości eksportowe Kataru o 17 proc. Wcześniej Izrael zaatakował pobliskie pole gazowe South Pars. Azja obserwowała te ruchy z przerażeniem. Ponadto od strony politycznej zaangażowanie się w zamorskie operacje wojenne nie jest takie łatwe, ani w Seulu, ani w Tokio. Taka operacja nie miała poparcia.
Kto jest największym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych?
W 2014 r., prezydent USA Barack Obama potwierdził zwrot na Pacyfik, czyli priorytetyzację kierunku chińskiego jako głównego zagrożenia dla bezpieczeństwa USA. Pomimo pomocy USA na różnych frontach (np. w Ukrainie), kolejni amerykańscy prezydenci trzymali się tej geopolitycznej doktryny. Także Trump uznaje Chiny za główne zagrożenie, ale po spektakularnej operacji militarnej w Wenezueli, Trump ugrzązł w temacie Iranu poprzez wojnę bez wyjścia, która nie przyniosła zapowiadanych zmian politycznych w Teheranie. Operacja „Epicka Furia” osiągnęła taką skalę, że spowodowała przerzucenie z japońskiej Okinawy amerykańskiego okrętu desantowego USS Tripoli wraz z żołnierzami Korpusu Piechoty Morskiej.
– Seul już kilka tygodni temu, widząc ukraińskie sukcesy w Rosji i będąc świadomym faktu, iż nie uda się wypełnić kwot osobowych w armii wskutek skrajnie negatywnych wskaźników demograficznych, zainicjował własny, zaawansowany program dronowy, którego celem jest maksymalna automatyzacja armii. I choć widmo agresji z północy wydaje się na ten moment odległe, to Seul nie ma zamiaru ryzykować własnego bezpieczeństwa w imię wiary w obietnice zza oceanu – zaznacza rozmówca Zero.pl.
W podobnym położeniu zdaniem eksperta jest Tajwan.
– Podobną rzecz widzimy na Tajwanie – w Tajpej od kilku miesięcy trwają wzmożone ćwiczenia armii, ze szczególnym uwzględnieniem walki miejskiej, starć CQB (walka na krótkim dystansie – red.). Obie stolice zauważają, iż zaangażowanie USA w bezsensowną wojnę na Bliskim Wschodzie i przepalanie zasobów na ten konflikt negatywnie wpłynie na możliwości ewentualnego wsparcia USA w przypadku agresji Chin czy Korei Północnej – zauważa Saulski.
– Dodajmy do tego dość tragiczną sytuację na lotniskowcu USS Abraham Lincoln, a będziemy mieli pełen obraz z jednej strony chaosu po stronie amerykańskiej, z drugiej potrzeby zmiany strategicznych wektorów w Azji, po stronie sojuszników Waszyngtonu – podkreśla analityk wojskowy.

