Rekordowe temperatury w Polsce przestały być jedynie sezonową anomalią. Coraz częściej stają się sygnałem poważniejszego problemu, który dotyczy nie tylko pogody, ale całego państwa. Zdaniem ekspertów polska infrastruktura nie była projektowana na tak ekstremalne warunki, a brak szybkiej adaptacji może w przyszłości kosztować gospodarkę ogromne pieniądze.

- Upały coraz mocniej uderzają w infrastrukturę krytyczną. Najbardziej narażone są transport, energetyka i telekomunikacja, projektowane pod znacznie chłodniejszy klimat.
- Na kolei wysoka temperatura rozszerza stal, co może prowadzić do deformacji torów. Zagrożona jest też sieć trakcyjna, bo przewody pod wpływem ciepła zaczynają obwisać.
- Ekstremalne temperatury obciążają elektronikę i systemy telekomunikacyjne. Serwerownie i stacje bazowe wymagają intensywniejszego chłodzenia, co zwiększa zużycie energii i wody.
Ostatnie dni przyniosły temperatury, które jeszcze niedawno wydawały się w Polsce niemal nierealne. W Słubicach odnotowano 40,5 st. Celsjusza, ustanawiając nowy rekord ciepła w historii pomiarów. Niewiele mniej zanotowano w Toruń, gdzie termometry wskazały 40,3 st. C.
Mimo chwilowej ulgi od upałów nie znika związany z nimi problem.
Według prof. Mariusz Figurski wskazuje bowiem, że rekordowe odczyty, jakie mieliśmy w zeszły weekend, to nie jest jednorazowy incydent, lecz dowód na trwałą zmianę klimatyczną.
Jak mówił dla PAP, fale upałów są bezpośrednio związane z postępującym ociepleniem klimatu i coraz częściej będą wpływać na funkcjonowanie całego kraju.
Nie wszyscy jednak dostrzegają ten trend. Niezależnie bowiem od sytuacji pogodowej, w sondażu pracowni SW Research dla Zero.pl 20,6 proc. respondentów odpowiedziało, że globalne ocieplenie nie istnieje, zaś 16,5 proc. badanych nie ma zdania w tej kwestii.
Czytaj również: Liczba dni z upałami rośnie i będzie rosnąć. „To jest dla nas trudne do wyobrażenia”
Ekspert wskazuje, co dzieje się nad Europą
Zdaniem prof. Figurskiego kluczowe znaczenie mają zaburzenia w mechanizmach atmosferycznych nad Europą.
– Prąd strumieniowy po prostu się zatyka, tworząc w atmosferze rodzaj „korka drogowego”. Z kolei zablokowane układy wyżowe działają jak gigantyczny odkurzacz, który bezlitośnie zasysa do nas ekstremalny żar znad Afryki Północnej – wyjaśnia w rozmowie z PAP ekspert.
Efekt jest coraz bardziej odczuwalny. Fale gorąca są intensywniejsze, trwają dłużej i coraz silniej oddziałują na infrastrukturę.
Transport i energetyka są szczególnie narażone
Największe problemy pojawiają się tam, gdzie wysokie temperatury bezpośrednio wpływają na działanie infrastruktury krytycznej.
Prof. Figurski podkreśla, że polskie systemy transportowe, energetyczne i telekomunikacyjne projektowano z myślą o znacznie łagodniejszych warunkach klimatycznych.
– Ekstremalny upał działa na infrastrukturę państwa jak morderczy wysiłek na organizm bez wody, w którym kolejne narządy odmawiają posłuszeństwa – wskazał ekspert.
Szczególnie widoczne jest to na kolei. Wysoka temperatura powoduje rozszerzanie się stali, co może prowadzić do odkształceń torów.
Ekspert porównuje ten proces do „spuchniętego rządka książek na półce” lub „spaghetti”.
Niebezpieczeństwo dotyczy także sieci trakcyjnej.
– Działa ona jak struny gitary, gdy przewody się wydłużają, zaczynają obwisać. Pantograf może wplątać się w zwisający kabel i zerwać całą linię – ostrzega.
Problem dotyczy też elektroniki i sieci telekomunikacyjnych
Ekstremalne temperatury uderzają również w sektor energetyczny i telekomunikacyjny.
Rosnące temperatury oznaczają większe obciążenie dla urządzeń elektronicznych, które same wytwarzają znaczne ilości ciepła podczas pracy.
– Wszelka elektronika generuje przy pracy gigantyczne ilości ciepła. Gdy na zewnątrz panują 40-stopniowe upały, urządzenia te przypominają maratończyków, którym kazano biec w grubych, zimowych kurtkach – tłumaczy specjalista.
Dodatkowym problemem jest konieczność intensywnego chłodzenia serwerowni i stacji bazowych, co przekłada się na większe zużycie energii oraz wody.
Polskie miasta same wzmacniają problem upałów
Jednym z największych wyzwań pozostają również miasta.
W opinii eksperta wieloletnie intensywne betonowanie przestrzeni miejskich doprowadziło do powstania tzw. miejskich wysp ciepła. To zjawisko sprawia, że nagrzane powierzchnie magazynują energię w ciągu dnia i oddają ją nocą.
– Nasze rynki i ulice działają jak gigantyczne kaloryfery. Za dnia akumulują ciepło słoneczne, a w nocy je oddają, przez co miasto nie ma kiedy się wychłodzić – podkreśla prof. Figurski.
W takich warunkach nawet noc nie przynosi realnej ulgi.
Adaptacja nie jest już wyborem
Zdaniem eksperta Polska musi jak najszybciej dostosować infrastrukturę do nowych realiów klimatycznych.
– Inwestycje realizowane dzisiaj będą funkcjonowały przez następne 30–50 lat, dlatego powinny być projektowane z uwzględnieniem warunków klimatycznych, które będą panowały w połowie XXI wieku, a nie tych, które znamy z końca XX wieku – podkreślił.
Wśród najważniejszych rozwiązań wskazuje rozwój błękitno-zielonej infrastruktury, czyli parków, ogrodów deszczowych i otwartych cieków wodnych, które pomagają naturalnie obniżać temperaturę otoczenia.
Ekspert apeluje również o zmianę standardów planowania inwestycji publicznych. Według niego nowoczesne modelowanie klimatyczne powinno stać się podstawą strategicznych decyzji państwa.
Bez szybkich działań koszty zaniechań mogą okazać się znacznie wyższe niż koszty adaptacji.