Reklama
Reklama
Reklama

Jedźcie zatankować. Jutro wraca wyższy VAT na paliwo

Dziś ostatni dzień rządowego programu Ceny Paliw Niżej. Był zdejmowany stopniowo: najpierw dwa tygodnie temu zniknęła niższa akcyza, a od jutra wraca pełny podatek VAT. Będzie zatem drożej, ale jest też dobra wiadomość: przed gwałtownymi podwyżkami na stacjach uratują nas niskie ceny ropy.

Czy rządowy projekt obniżki cen paliw będzie realną ulgą dla kierowców?
Od 1 lipca paliwo w Polsce może być droższe o 40-60 gr (fot. Leszek Szymański / PAP)
  • Program Ceny Paliw Niżej miał chronić polską gospodarkę przed destrukcyjnym wpływem niekontrolowanego wzrostu cen paliw.
  • Jego wygaszanie jest stopniowe. Zaczęło się od likwidacji niższej akcyzy, teraz znikają także ceny maksymalne i niższy VAT.
  • Ceny paliw nie skoczą z tego powodu gwałtownie, ponieważ ropa istotnie potaniała od połowy maja i tanieje dalej. Ale zatankować i tak warto. 

Gdy dwa tygodnie temu skasowano obniżoną akcyzę na paliwo, stawiałem na wzrost cen na stacjach benzynowych mniej więcej o 30 groszy na litrze. Nic takiego jednak się nie stało, ale to w dużej mierze dlatego, że powrót do wyższej akcyzy zbiegł się z istotnymi obniżkami hurtowych cen paliw.

Czytaj także: Biznes przy zmarłych. Co działo się w prosektorium Szpitala Południowego

Mamy 30 czerwca i maksymalne ceny na dziś to 6 zł za litr benzyny i 6,19 zł za litr oleju napędowego – właściwie brak powodów do zmartwień, takie ceny w 2026 r. i tak są zapewne najniższe w Europie, chociaż o ten tytuł możemy bić się np. z Bułgarią.

Reklama
Reklama

Od jutra koniec niższego VAT-u i koniec cen maksymalnych

Minister finansów Andrzej Domański potwierdził, że program nie będzie kontynuowany, czego można było się w pełni spodziewać przy obecnym poziomie cen. Gdy ropa kosztowała nawet 116 dolarów za baryłkę, było przed czym chronić kierowców. Od 19 maja trwa jednak nieustanny spadek cen ropy, co ma m.in. związek z zakończeniem działań wojskowych na linii USA–Iran i częściowym odblokowaniem cieśniny Ormuz. Z prawie 120 dolarów zjechaliśmy do poziomu 70 dolarów za baryłkę amerykańskiej ropy WTI i ok. 74 dolarów za europejską ropę Brent. 

To o ile drożej będzie od jutra?

Można przyjąć, że paliwo podrożeje od 40 do 60 groszy na litrze, czyli do 6,40 zł za litr benzyny i pewnie 6,80 zł za litr diesla. To trochę spekulacje, ponieważ najważniejszą zmianą jest rezygnacja z maksymalnych, ustalanych przez ministerstwo cen paliw. Choć sam krytykowałem to posunięcie jako trudne do utrzymania na dłuższą metę (czego doświadczyły np. Węgry), to korzystałem z jego dobrodziejstwa.

Przede wszystkim maksymalne ceny państwowe sprawiły, że można było taniej kupować wysokooktanową benzynę 98 z mniejszym dodatkiem biokomponentów – idealną do aut zabytkowych. Ponadto wreszcie dawało się normalnie zatankować przy trasach szybkiego ruchu. Przy braku ustalanych urzędowo cen paliwo potrafi tam być o złotówkę droższe niż na zwykłych stacjach przy mniejszych drogach lub w miastach. 

Auto pełne kanistrów i dodatkowy wlew. Rosjanie kombinują w obliczu braku paliwa

Reklama
Reklama

Mamy i tak powody do zadowolenia

Po pierwsze, paliwo w Polsce nie jest takie drogie w stosunku do naszych zarobków. Właściwie z każdym rokiem możemy kupić więcej paliwa za średnie wynagrodzenie. Jeszcze w 2018 r. średnie wynagrodzenie netto w Polsce wynosiło ok. 3200 zł, a cena litra benzyny przebijała 5 zł. Dziś przy średniej płacy netto na poziomie dwukrotnie wyższym cena paliwa jest tylko o 1–1,50 zł wyższa.

A samochody palą mniej, bo coraz częściej kupujemy modele hybrydowe. Narzekać na ceny paliw mogą już chyba tylko wąsaci taksówkarze, i to też raczej z przyzwyczajenia.

Zatem nie narzekajcie, pojedźcie dziś zatankować do pełna i pamiętajcie, że gdybyście mieli auto na prąd, to czytalibyście wpis o podwyżkach cen paliw z poczuciem wewnętrznej satysfakcji. 

Reklama
Reklama