Reklama
Reklama
Reklama

Sprowadzali owoce zza granicy i sprzedawali je jako polskie. Sadownicy mówią o oszustwie

Związek Sadowników RP poinformował, że w sklepach pojawiły się owoce zza granicy, które są sprzedawane jako polski produkt. Najpierw były to truskawki, a niedawno także czereśnie. Kontrole w tej sprawie prowadzi już Główny Inspektorat Sanitarny oraz Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.

Ripe,,Red,Cherries,Piled,In,An,Outdoor,Street,Stall,In
Polska czereśnia na straganie (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Związek Sadowników RP zaapelował do ministerstwa rolnictwa o kontrolę w sklepach. Jak twierdzą rolnicy, czereśnie sprowadzane zza granicy są przedstawiane na półkach jako pochodzące z krajowej produkcji. „Co jest prawnie zakazane” – zaznaczono na stronie Związku Sadowników.
  • O tym procederze związek dowiedział się dzięki rolnikom, którzy wypatrzyli w sklepach zagraniczne owoce, wyraźnie różniące się od polskich.
  • – Nasze truskawki czy czereśnie mają dobrą opinię wśród konsumentów, więc importerzy taniej truskawki zewnętrznej po prostu przekładali ją do pojemników, naklejali flagę i udawali, że to owoc z naszego kraju – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski. 

„W związku z dużą falą importu czereśni do Polski, Związek Sadowników RP złożył wniosek o pilne podjęcie kontroli jakości importowanych czereśni, szczególnie w zakresie badania pozostałości środków ochrony roślin w stosunku do czereśni importowanych spoza UE. Ponadto Związek zwraca uwagę, że podobnie jak w przypadku truskawek odbywa się proceder przesypywania importowanych czereśni w polskie opakowania i udowadniania w ten sposób, że czereśnie pochodzą z krajowej produkcji” – czytamy na stronie ZSRP.

O możliwych przypadkach oszustwa związek dowiedział się dzięki rolnikom. W wielu miejscach zauważyli w handlu czereśnie, które łudząco przypominały owoce pochodzące z importu. – Hodowcy się na tym znają: produkty zza granicy są nieco mniejsze niż polskie – powiedział w rozmowie z Zero.pl Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Jak dodał szef związku, importowanie owoców zza granicy, sprzedawanie ich jako polskich i powoływanie się na patriotyzm konsumencki to „oszustwo i zakłamywanie rzeczywistości”.

Reklama
Reklama

Według sadowników, do podobnych przypadków dochodzi jednak regularnie. Przykładem są chociażby truskawki. – Polska truskawka ma dobrą opinię wśród konsumentów, więc importerzy tanich owoców z zewnątrz po prostu przekładali ją do pojemników, naklejali flagę i udawali, że to owoc z Polski – powiedział prezes Związku Sadowników RP. Importowane truskawki pochodziły m.in. z Turcji i Grecji.

Jak rozpoznać czereśnie zza granicy?

Fachowe oko rolnika dostrzeże więcej, ale według sadowników każdy klient po krótkiej obserwacji będzie w stanie rozpoznać, czy w sklepie kupuje polskie owoce. – Świeża czereśnia, zebrana w Polsce, będzie miała zieloną szypułkę. Natomiast w przypadku tej czereśni importowanej, ona często jest zwiędnięta, zaschnięta z powodu czasu, który mija od zbioru do transportu – tłumaczy Maliszewski. 

Sprzedaż „chrzczonej” żywności to dla rolników duży problem. Z powodu wiosennych przymrozków liczba owoców przeznaczonych do zbiorów znacznie spadła, a do tego dochodzi jeszcze susza. Mniejsza liczba owoców oddanych do skupów przekłada się na niższe zarobki rolników, ale i wzrost ceny czereśni. Z tego powodu koncerny chętniej sięgają po tańsze owoce sprowadzane zza granicy.

Reklama
Reklama

–  Import czereśni powoduje spadek ceny polskich owoców. Sprowadzanie ich zza granicy jest oczywiście dozwolone, dopuszczone, ale nie można fałszować kraju pochodzenia produktu. Tańsze owoce zza granicy zajmują na rynku miejsce czereśni pochodzących z naszego kraju – zaznaczył Mirosław Maliszewski.

Polacy za zmianami w pracy podczas upałów. Rząd wciąż nie podjął decyzji

Według sadowników, owoce sprowadzane zza granicy są przepakowywane lub na plastikowym pudełku jest doklejana polska etykieta. Związek nie podaje jednak nazwy sklepów, w których można było kupić „chrzczone” owoce zza granicy.

– Nikogo nie złapałem za rękę. Myślę, że taki proceder odbywa się w dużych halach czy magazynach, do których osoby z zewnątrz nie mają dostępu. Tam czereśnia jest przepakowywana albo co najmniej przyklejane są etykiety. Myślę, że to ma miejsce głównie w obrocie między dostawcami do sieci handlowej. Same sieci handlowe nie fałszują żywności, tylko bardziej ci, którzy dostarczają owoce do sklepów – twierdzi prezes ZSRP.

Reklama
Reklama

„Polskie owoce zazwyczaj opierają się importowi”

Sadownicy poinformowali już o procederze ministerstwo rolnictwa, które zleciło kontrolę Głównemu Inspektorowi Sanitarnemu oraz Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.

Jak dowiedzieliśmy się w IJHARS, kontrolerzy sprawdzają na rynkach m.in. oznakowanie czereśni i jakość tych owoców sprzedawanych później konsumentom. Inspektorzy przeprowadzają tzw. kontrole interwencyjne, ale i zaplanowane. Sprawdzane są warzywa i owoce: wcześniej były to truskawki, obecnie czereśnie, a później m.in. maliny czy borówki.

Według sadowników, do oszustw w sklepach dochodzi m.in. przez suszę i przymrozki. – W latach normalnych zbiorów, kiedy nie ma przymrozków, polska czereśnia, polska truskawka opiera się importowi. Po prostu nie ma miejsca na rynku na sprowadzaną żywność. Jednak przez przymrozki, przed którymi tylko część rolników zdołała się ochronić, doszło do wzrostu cen owoców. Sadownicy liczyli na atrakcyjną cenę na rynku, ale dowiedzieli się o tym importerzy i zaczęli zarabiać na sprzedawaniu tańszych, sprowadzanych zza granicy produktów – tłumaczy Mirosław Maliszewski. 

Reklama
Reklama

300 zł na szkolne zakupy już dostępne. Ruszył nabór w programie Dobry Start 

Sadownicy tłumaczą też, że sprzedaż importowanej żywności, która jest przedstawiana jako polska, komplikuje i tak trudną sytuację rolników.

– Fałszowanie produktów zza granicy, straty z powodu suszy i upałów, a także przymrozków to czynniki, które mają kolosalne znaczenie dla sytuacji na rynku. Producenci ponieśli z ich powodu ogromne straty. Niektórym hodowcom zostało może 10-15 proc. upraw. To oczywiście bardzo ma duży wpływ na produkcję w tym gospodarstwie, czyli na możliwość uzyskania ceny z tytułu sprzedaży produktu – informuje Maliszewski.

Źródło: Zero.pl
Paweł Żurek
Paweł ŻurekDziennikarz
Tagi: sklepy
Reklama
Reklama