Siedem sezonów lęku. Od ludzi uwięzionych w komputerze, przez cyber-pszczoły i robo-psy, po kontrolujące społeczeństwo aplikacje randkowe. „Czarne lustro” nauczyło nas spoglądać w przyszłość z niepokojem. Sprawdzamy, ile w tych proroctwach prawdy, a ile blagi. Odcinek po odcinku.

Sezon 1 (2011): „Ten” odcinek ze świnią i „tamten” odcinek ze zdradą
Proszę wstać, oto „Hymn państwowy”!
Fikcja: W „Hymnie państwowym” brytyjski premier Michael Callow próbuje ocalić porwaną członkinię rodziny królewskiej. Żeby tego dokonać, musi – chyba za późno na wycofanie się z tego zdania, prawda? – odbyć stosunek seksualny ze świnią. W dodatku relacjonowany na żywo, w technikolorze, na oczach całego świata. Szantażysta jest nieprzejednany, rząd próbuje sfałszować nagranie z pomocą gwiazdora porno, media społecznościowe płoną. Gdy wszystkie metody zawodzą…
Rzeczywistość: Są pierwsze odcinki seriali oraz Pierwsze Odcinki Seriali. „Czarne lustro” wkroczyło w nasze życie razem z drzwiami, sugerując, że to media społecznościowe będą kołem zamachowym nowoczesnych form terroru. Na razie nikt nie zmusił żadnego męża stanu do tak haniebnego czynu. Jednak świat, w którym do manipulowania presją społeczną wystarczą telefon oraz konto na X, to nasza codzienność.
Przy okazji warto obalić teorię, jakoby domniemane studenckie rytuały przyszłego premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona (znane w 2015 r. jako afera PigGate) zainspirowały scenarzystów. Podobieństwo do prawdziwych ludzi oraz zwierząt okazało się czysto przypadkowe.

Kadr z serialu „Czarne lustro”, S1E1 „Hymn państwowy”, 2011, tw. Charlie Brooker (fot. mat.prasowe)
„Piętnaście milionów” powodów, by umrzeć
Fikcja: W dystopijnej przyszłości ludzie pocą się na futurystycznych rowerach treningowych. To, co wypocą, zamieniają w wirtualną walutę, za którą mogą kupić udział w wystawnym reality show i wygrać swoją wymarzoną karierę. Jak się wkrótce okazuje, kariera to fikcja, waluta to chomąto, a program to przykrywka dla handlu żywym towarem.
Rzeczywistość: „The Best of Współczesność”, choć w kostiumie mrocznego science fiction. Kryptowaluty, wszechwładny marketing, gamifikacja życia, kosztowne talent shows. Wszystko to znamy, do wszystkiego przywykliśmy. Groza wynika z faktu, że scenarzyści układają z tych klocków jeden nieprzemakalny system ekonomiczny. Może kiedyś. Obgryzam paznokcie.
Kac po „Euforii”. Oceniamy 3. sezon kultowego serialu
„Cała twoja historia”. A nasza?
Fikcja: Implant zwany „ziarnem” pozwala na rejestrację całego życia – wszystkich chwil radości, smutku, ekstazy, frustracji; w wysokiej rozdzielczości i w sześćdziesięciu klatkach na sekundę. Odtwarzanie zapisanych wspomnień to fajny pomysł na wieczór ze znajomymi, ale w małżeństwie sprawdza się średnio. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodzą podejrzenia o zdradę.
Rzeczywistość: Sprawa, podobnie jak technologia i miłość, jest skomplikowana. „Ziarno”, przynajmniej w serialowej formie, nie istnieje. Will Bozic z Uniwersytetu w Leiceseter obliczył, że gdyby obraz i dźwięk o takiej jakości były zapisywane w czasie rzeczywistym w pewnego rodzaju „repozytorium wspomnień”, wymagałoby to 6,37x109 terabajtów wolnej pamięci. Jestem kiepski z matematyki, ale nawet ja wiem, że to dużo.
Nie zmienia to natomiast faktu, że interfejsami mózg-komputer, inteligentnymi soczewkami kontaktowymi (wykorzystywanymi na razie w diagnostyce medycznej) oraz technologią lifelogging (czyli zapisem codzienności z użyciem szeregu aplikacji, akcesoriów oraz „wzmacniaczy” zmysłów) interesują się niemal wszystkie big techy. Niewykluczone więc, że neurotechnologia zakończy kiedyś erę kłamstwa w damsko-męskich relacjach.
Sezon 2 (2013): Androidy, miś politykier i najgorsze święta w historii

Kadr z serialu „Czarne lustro”, S1E3 „Zaraz wracam”, 2013 tw. Charlie Brooker (fot. mat.prasowe)
„Zaraz wracam”. Nie czekaj z obiadem
Fikcja: Kobieta traci męża, a następnie rekonstruuje go z pomocą AI. Korzystając z wiadomości, nagrań oraz aktywności zmarłego w mediach społecznościowych, sztuczna inteligencja tworzy jego idealną kopię. Wkrótce „mąż” zostaje umieszczony w syntetycznym ciele. Może uprawiać seks całymi godzinami, ale brakuje mu luzu, wspomnień i dziwactw. Słowem – duszy.
Rzeczywistość: Androidy zdolne do perfekcyjnego naśladowania mimiki, języka ciała oraz procesów intelektualno-duchowych żywego człowieka nie istnieją. Coraz popularniejszym narzędziem w najróżniejszych procesach terapeutycznych staje się natomiast AI. Griefboty, clone boty czy deadboty to tworzone na bazie danych z sieci modele językowe i wizualne, które coraz częściej towarzyszą żałobnikom w trudnych chwilach. Słuchamy, nie oceniamy – życie po stracie bliskiej osoby to wystarczająco delikatna materia.
„Biały niedźwiedź”. Co robi w Wielkiej Brytanii?
Fikcja: Kobieta budzi się z amnezją i ucieka w panice przed zamaskowanymi napastnikami. Wszystkiemu zaś przygląda się gawiedź – ludzie uzbrojeni w telefony komórkowe, ale beznamiętni, otępiali, całkowicie znieczuleni na jej krzywdę. To pokłosie okrutnej zbrodni i część wyrafinowanej kary. Jako współwinna dzieciobójstwa, bohaterka codziennie zalicza reset pamięci i walczy o życie w futurystycznym parku rozrywki.
Rzeczywistość: Chaotyczny odcinek, banalne przesłanie. Obojętność na cudzą krzywdę, zwłaszcza w erze mediów społecznościowych, to realny problem. Na szczęście cykliczne wymazywanie pamięci i groteskowe show rodem z „Uciekiniera” ze Schwarzeneggerem to wciąż pieśń (dalekiej) przyszłości.
Głosuj na „Waldo”!
Fikcja: Miś Waldo mówi, jak jest. Wyśmiewa parlamentarzystów, nie kłania się mediom, w nosie ma poprawność polityczną. Nic dziwnego, że pocieszny animek staje się pełnoprawnym kandydatem w kampanii prezydenckiej. Stojąca za jego sukcesem korporacja liczy kasę, a społeczeństwo zmierza w stronę anarchii.
Rzeczywistość: Influencerzy AI są z nami od dobrej dekady, a ich rynek jest większy niż myślicie – tylko w 2025 r. osiągnął wartość 1,5 mld dol. Cyfrowi ludzie pomagają nam wybrać krem na zmarszczki i polecają egzotyczne wycieczki, więc dlaczego mieliby nie wejść w końcu do polityki? Na dzień dzisiejszy musimy zadowolić się „starą szkołą”, czyli deepfake’ami oraz stworzonymi przez AI impresjami o miłości Kaczyńskiego i Tuska.
„Białe święta”. Czarno je widzę
Fikcja: Święta à la „Czarne lustro”, czyli bez karpia i choinki, za to w pustce, chłodzie i ciszy. W opowieści o dwóch mężczyznach spędzających Boże Narodzenie w chatce na odludziu pobrzmiewają echa kilku profetycznych narracji. Po pierwsze – o ludzkiej świadomości przeniesionej w „ciało” cyfrowej kopii. Po drugie – o manipulacji czasem odczuwanym przez wspomnianą świadomość. Po trzecie – o wymazywaniu napiętnowanego społecznie człowieka z pola widzenia (i słyszenia) reszty obywateli.
Rzeczywistość: Transfer świadomości w wirtualne środowisko to koncepcja, z którą boksują się filozofowie, naukowcy i pisarze. Teoretycznie do jej zastosowania potrzebny byłby tzw. konektom, czyli kompletna mapa połączeń neuronowych w mózgu. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Przykładowo w Allen Institute for Brain Science zmapowano ok. 80 tys. neuronów mysiego mózgu. Dla porównania u człowieka jest ich ok. 86 miliardów.
„Wymazywanie” człowieka z percepcji innych ludzi wymagałoby z kolei ingerencji w nasze neurony na poziomie instytucjonalno-prawnym, co wydaje się najtwardszym z twardych science fiction. Z kolei „cyfrowy bliźniak”, stosowany w inżynierii systemów, to jedynie kopia fizycznego obiektu, przydatna głównie do zbierania danych. Nie ma się (jeszcze) czego bać.
Sezon 3 (2014): Żebrolajki, nienawistne hasztagi i zabójcze gry wideo

Kadr z serialu „Czarne lustro”, S3E3 „San Junipero”, 2014, tw. Charlie Brooker (fot. materiały prasowe)
„Na łeb, na szyję”, aż do piekła
Fikcja: Oto koszmar introwertyków, mizantropów oraz ludzi, którzy nie odpowiadają na „dzień dobry”; świat, w którym każda ludzka aktywność jest oceniana za pomocą aplikacji społecznościowej. Im wyższa średnia, tym lepsza praca, warunki socjalno-bytowe oraz prestiż społeczny. Im niższa ocena, tym szybszy upadek z towarzysko-ekonomicznej drabinki.
Rzeczywistość: Mechanizmy polubień i ocen konkretnych użytkowników na razie zarezerwowane są głównie dla sektora usług. Łatwo jednak wyobrazić sobie sytuację, w której, dzięki realnemu ekonomicznemu i społecznemu znaczeniu takich aplikacji, powstaje cyfrowa konstrukcja obejmująca wszystkie sfery życia. Na upartego chiński system kredytu społecznego jest dalekim echem ekranowej fikcji. Narosło jednak wokół niego tyle mitów, że nie będę wzywał imienia Orwella nadaremno.
„Wersja próbna”. Nie mylić z finałową
Fikcja: Cooper, tester nowej gry wideo, przenosi się do wirtualnego świata. Zestrojone z jego synapsami urządzenie tworzy zindywidualizowany, głęboko zakorzeniony w prywatnych doświadczeniach spektakl grozy. Jak nietrudno się domyślić, manipulowanie lękami oraz traumami bohatera prowadzi do tragedii.
Rzeczywistość: AR (rozszerzona rzeczywistość) oraz VR (wirtualna rzeczywistość) pozostają gałęziami elektronicznej rozgrywki od dawna. Wykorzystywanie biometrii w poszukiwaniu spersonalizowanego doświadczenia to również nic nowego. Póki co jednak nie istnieje technologia, która uszyje nam szaleństwo na miarę. W dodatku VR i AR są w świecie gier wideo tym, kim rubaszny wujek jest na wigilii. Niby to część rodziny, ale nikt nie traktuje go poważnie.
„Zamknij się i tańcz”. Czego nie rozumiesz?
Fikcja: Cyberprzestępcy hakują komputer nastolatka. Szantażując chłopaka znalezionymi na dysku nagraniami, zmuszają go do popełnienia zbrodni.
Rzeczywistość: Kamerki w laptopach istnieją po to, żeby je zaklejać. Zwłaszcza w czasach, gdy tzw. sextortions, czyli wymuszenia pod groźbą opublikowania wstydliwych materiałów, są na porządku dziennym. I choć skala oraz potencjał organizacji szantażystów przesuwa odcinek w rejony kina szpiegowskiego, to technologia pozwalająca na takie przestępstwa (głównie trojany typu RAT, pozwalające na zdalne sterowanie cudzym sprzętem) jest dostępna.
Zabierz mnie do „San Junipero”
Fikcja: „Matrix”, ale to Dziwnówek. W San Junipero trwają lata 80. Wszyscy bujają się do rytmu synth-popowych szlagierów, salony gier pękają w szwach, cola ma wyrazisty smak, a zakochani całują się w neonowej poświacie. Jeśli w prawdziwym życiu stoisz nad grobem, cyfrową egzystencję możesz kontynuować właśnie tam.
Rzeczywistość: Choć neuroinformatyka pracuje na szóstym biegu, na tego rodzaju transfer umysłu w wirtualne środowisko musimy poczekać setki lat. Co nie oznacza, że cały odcinek jest bujdą na resorach. Scenarzyści flirtują przecież z martwą ideą second life’u i próbują podarować jej – przepraszam, ale muszę – second life. Mnie przed śmiercią nikt już nie przeniesie do świata trzecich „Hirołsów”. Ale być może moje prapraprawnuki się załapią. Kto wie.
„Ludzie przeciwko ogniowi”
Fikcja: Dzielni żołnierze walczą z krwiożerczymi potworami, a przynajmniej tak im się wydaje. Wkrótce jeden z nich odkrywa, że wojskowy implant MASS pozwala nie tylko na błyskawiczną analizę pola walki, zwiększenie celności oraz kontrolowanie emocji. Manipuluje też percepcją – od wystrzelonych kul giną prawdziwi ludzie.
Rzeczywistość: Dobra wiadomość: MASS nie istnieje. Podobnie jak żaden implant lub technologia, która wymuszałaby na żołnierzu określoną interpretację rzeczywistości. Zła wiadomość: sztuczna inteligencja wpływa powoli na wydajność żołnierzy. Przynajmniej od dekady amerykańska agencja rządowa DARPA (Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych Departamentu Obrony) pracuje nad technologiami AR, które miałyby uczynić z amerykańskich chłopców na schwał samowystarczalne jednostki analityczne. Do kontroli emocji daleko, ale „cyfryzacja” pola walki to niedaleka przyszłość.
Pokolenie antybohaterów. Dlaczego mężczyźni wybierają dziś Jokera zamiast Supermana?
„Znienawidzeni” i Bogu ducha winni
Fikcja: Przejęte przez hakera robopszczoły zabijają dziennikarzy, polityków i celebrytów. Cele, za pomocą konkretnego hasztagu, wybierają nieświadomie szarzy obywatele w trakcie internetowych połajanek.
Rzeczywistość: Nikt nie pytał, ale i tak powiem, że „Znienawidzeni” to mój ulubiony odcinek „Czarnego lustra”. I to ze sporym zapasem przed resztą peletonu. Po części kryminał w skandynawskim stylu, a po części opowieść o dynamice krwiożerczego tłumu. Co do jego profetycznej siły, to też nie jest najgorzej. Czyli – najlepiej.
RoboBee to słynny projekt Harvardu finansowany przez DARPĘ. Miniaturowe roboty z „anatomią” wzorowaną na muszej mają pomagać w zapylaniu kwiatów, analizować dane środowiskowe, a nawet uczestniczyć w akcjach ratunkowych. Na temat prominentnego wpływu hejtu na życie społeczne również nie trzeba się rozwodzić. Wystarczy sięgnąć po telefon.
Sezon 4 (2017): Złap mordercę, zdobądź miłość, śledź swoje dziecko

Kadr z serialu „Czarne lustro”, S4E1 „USS Callister”, tw. Charlie Brooker, prod. Netflix (fot. mat.prasowe)
„USS Callister”. Kapitan Kirk to zboczeniec?
Fikcja: Genialny programista Robert Daly tworzy grę wideo inspirowaną „Star Trekiem”. Wirtualną rzeczywistość zaludnia kopiami własnych współpracowników, siebie zaś sadza za sterami tytułowego krążownika USS Callister. Sęk w tym, że uwięzione na tytułowym statku „kopie” są czującymi, myślącymi i krwawiącymi ludźmi, a Robert to tyran i sadysta.
Rzeczywistość: Kolekcja największych hitów serialu (dusza w cyfrowym ciele, VR jako przestrzeń skomplikowanych sensorycznych doznań, ultrarealistyczne komputerowe symulacje) oraz sensowne pytanie o etykę transhumanistycznych poszukiwań. Najbliżej praktycznej realizacji jest sam interfejs gry, którą Robert obsługuje za pomocą wszczepionego w skroń implantu. Przesuwanie kursora myślą to oczywiście nie to samo, co pilotowanie statku kosmicznego, ale dajmy naukowcom trochę czasu.
„Arkangel” – kontrola rodzicielska
Fikcja: Eksperymentalny implant Arkangel pozwala samotnej matce czuwać nad dobrostanem córki; monitorować jej zdrowie, lokalizację, a także filtrować obrazy wywołujące strach, niepokój lub (przesadną) ekscytację. Gdy córka zaczyna dojrzewać, matka z narzędziem totalnej inwigilacji w dłoni powoli niszczy jej życie.
Rzeczywistość: Nadopiekuńczy rodzice nie mogą spać spokojnie. Póki co musi im wystarczyć GPS, dedykowane konkretnym aplikacjom systemy kontroli rodzicielskiej oraz – jeśli sprawa dotyczy poważnych schorzeń – implanty medyczne monitorujące rozmaite funkcje organizmu. I choć blokowanie obrazów w czasie rzeczywistym, a zwłaszcza wywoływanych przez nie emocji to czysta fantazja, coraz większa ingerencja dorosłych w prywatność nastolatków pozostaje niepokojącą rzeczywistością.
„Crocodile” łzy
Fikcja: W niedalekiej przyszłości śledczy odczytują wspomnienia ludzi za pomocą fikumikatora elemeledudkowego. Przesłuchiwani w sprawach kryminalnych mogą wyświetlać je na ekranie, a policja buduje dzięki temu pełną dokumentację miejsc zbrodni. Co jednak w sytuacji, w której ktoś zechce wymazać z pamięci kompromitujące wspomnienia?
Rzeczywistość: Wszystkie zapomniane i zapamiętane chwile w 4K i z dźwiękiem stereo? Raczej nie. Zbieranie „informacji” z mózgu i zamienianie ich w proste obrazy za pomocą wzorców neuronalnych? Jeszcze się zdziwimy. Do tej pory z pomocą elektrod umieszczonych w mózgu udało się przełożyć myśli na prosty tekst. W 2021 r. dokonali tego naukowcy z Uniwersytetu Stanforda.
Dziś technika zwana funkcjonalnym rezonansem magnetycznym (fMRI) pozwala dekodować myśli bez ingerencji w tkankę mózgu. Przykładowo, na podstawie skomplikowanej analizy aktywności mózgu naukowcy byli w stanie odtworzyć temat podcastu, którego wcześniej słuchali badani. Fantastycznie, prawda? Prawda?
Make Love & „Hang the DJ”
Fikcja: Aplikacja randkowa nie tylko dobiera użytkownikom partnerów, ale też ustala długość, trwałość oraz temperaturę przyszłego związku. Mimo iż bunt przeciw systemowi niesie ze sobą poważne konsekwencje, zakochani Frank i Amy próbują ułożyć z króciutkich spotkań swoją prywatną historię miłosną.
Rzeczywistość: Po części komedia romantyczna, po części dystopia, „Hang the DJ” jest w gruncie rzeczy optymistyczną wizją miłości pokonującej technologiczne bariery. Myślę, że w dzisiejszym świecie łakniemy podobnej narracji – zwłaszcza że systemy rekomendacji w aplikacjach randkowych są coraz bardziej wyrafinowane, zaś podmioty takie jak Tinder czy Hinge – coraz efektywniejsze w analizowaniu ludzi pod kątem wspólnych preferencji, doświadczeń oraz historii wcześniejszych relacji.
Uważaj, to „Twardogłowy”!
Fikcja: Mechaniczny piesek, który powstał z myślą o najmłodszych, przemierza postapokaliptyczny świat w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Cytując klasyka, jego „strukturalna doskonałość równa jest jedynie wrogości”.
Rzeczywistość: Boston Dynamics, mon amour! Firma specjalizująca się w produkcji paliwa dla naszych koszmarów w końcu została należycie uhonorowana przez popkulturę. Robotyczne psy, które potrafią nawigować po nierównym terenie i wykonywać proste zadania, mają ograniczony zakres inteligencji i nie są w pełni autonomiczne. Jednak fakt, że interesuje się nimi branża zbrojeniowa, wywołuje delikatne mrowienie na karku. Dobry piesek…
Witajcie w „Czarnym muzeum”
Fikcja: W tytułowym muzeum znajdziecie wszystkie narzędzia tortur stosowane w imię technologicznego postępu. Do wyboru m.in, implant pozwalający na transfer bólu oraz urządzenie służące do digitalizacji ludzkiej świadomości. Za przewodnika służy psychopatyczny kolekcjoner, naukowiec oraz twórca większości „eksponatów”.
Rzeczywistość: „Czarne muzeum” to kolejny benefis neurotechnologii oraz przegląd gadżetów, które, na ten piękny sierpniowy dzień 2026 r., pozostają w sferze fikcji. Może z wyłączeniem rozmaitych implantów medycznych oraz technik stymulacji mózgu. Część z nich jest wykorzystywana dziś w medycynie, m.in. w leczeniu choroby Parkinsona.
„Czarne lustro: Bandersnatch”
Fikcja: Pierwszy i jedyny interaktywny film z cyklu „Czarne lustro” opowiada historię młodego programisty, który tworzy grę na podstawie tytułowej powieści fantasy. Grając, z przerażeniem odkrywa, że wszystkie jego decyzje mogą być kontrolowane przez tajemniczą, zewnętrzną siłę.
Rzeczywistość: Zostawmy na chwilę neuroinformatykę, skomplikowane systemy analizujące i przewidujące nasze zachowania oraz stary dobry transhumanizm. „Bandersnatch” to przede wszystkim film interaktywny. Proste rozgałęzienia narracyjnej ścieżki dają nam iluzję kontroli. Nie od dziś jednak wiadomo, że podobne konwencje sprawdzają się przede wszystkim jako narzędzia badawcze – na przykład do mierzenia zaangażowania oraz liczebności widowni (no cześć, Netflix). Poza tym, filmy interaktywne są dla kina tym, czym VR i AR są dla gier wideo, a rubaszny wujek dla reszty rodziny.
Sezon 5 (2019): Wirtualny seks, krwiożerczy Facebook i laleczka Miley Cyrus

Kadr z serialu „Czarne lustro”, S5E2 „Striking Vipers”, tw. Charlie Brooker, prod. Netflix (fot. materiały prasowe)
Może partyjkę w „Striking Vipers”?
Fikcja: Przyjaciele Danny i Karl grają namiętnie w wirtualną bijatykę. Dzięki realistycznym „czującym” awatarom doświadczają wszystkich sierpów, kopniaków i ciosów na własnej skórze. Wkrótce jednak dociera do nich, że zamiast okładać się po gębach, mogą oddać się nieco przyjemniejszym czynnościom.
Rzeczywistość: Jesteśmy blisko, bliżej niż sądzimy. Choć wirtualna rzeczywistość nie będzie klasycznie rozumianą „przyszłością rozrywki”, to symulatory w jej obrębie stają się coraz bardziej realistyczne. Z kolei systemy haptyczne, pozwalające na odczuwanie dotyku i rozmaite zmysłowe szaleństwa – coraz bardziej zaawansowane.
„Smithereens” by Mark Zuckerberg
Fikcja: Kierowca Ubera porywa szeregowego pracownika tytułowej firmy technologicznej. Chce zwrócić na siebie uwagę szefa wszystkich szefów. Uzależnienie ludzi od sygnowanych jego nazwiskiem mediów społecznościowych doprowadziło do tragedii w życiu bohatera, a jego samego zmusiło do ostateczności.
Rzeczywistość: Jako że porywacza gra wybitny brytyjski aktor Andrew Scott, łatwo przeoczyć, że „Smithereens” to zbiór banałów na temat współczesnych mediów społecznościowych. Dezinformacja, manipulowanie faktami, wykorzystywanie prywatnych danych w algorytmach reklamowych, wyprowadzanie na spacer politycznych spin doctorów. Jeśli pytacie mnie o zdanie, to widzę tu typowy wtorek.
„Rachel, Jack i Ashley Too”. Lalka taka jak ty
Fikcja: Ashley Too jest inteligentną lalką stworzoną na wzór gwiazdy pop Ashley O (Miley Cyrus). Laleczka sprawdza się jako towarzyszka dzieci, ale tak naprawdę służy kontroli nad karierą i życiem swojej rzeczywistej odpowiedniczki. Nic dziwnego, skoro zawiera w sobie fragment jej duszy.
Rzeczywistość: Miley Cyrus istnieje, ale nie robi wam krzywdy. Podobnie jak inteligentne lalki do „opieki” nad dziećmi, wykorzystujące sztuczną inteligencję, rozpoznawanie mowy i uczenie maszynowe. Podstawowe regulacje w zakresie prawa do wizerunku działają w kratkę, ale zazwyczaj na korzyść artystów. Wasze dzieci wciąż mogą być zagrożone, lecz wasi ukochani celebryci – nie.
Sezon 6 (2023): „Joan jest okropna”. Tak samo jak cały sezon

Kadr z serialu „Czarne lustro”, S6E1 „Joan jest okropna”, tw. Charlie Brooker, prod. Netflix (fot. mat.prasowe)
Kocham „Czarne lustro” jak każdy następny widz w kolejce, ale nawet dla mnie 6. sezon był strzałem do własnej bramki. W opowieściach o współczesnej zajawce na true crime („Loch Henry”), krwiożerczych mediach polujących na celebrytkę („Mazey Day”) czy demonicznej inwazji („Demon 79”) próżno było szukać interesujących profetycznych wizji. Wycieczki w rejony horroru oraz melodramatu („Beyond the Sea”) okazały się mało inspirujące, podobnie jak zapasy ze współczesnością.
Honoru całej serii broni „okropna” Joan, która w pierwszym odcinku sezonu spędza wieczory przy streamingowej platformie Streamberry (w zaskakującym akcie autorefleksji wzorowanej na Netfliksie). Gdy kobieta odkrywa, że serialowy hit odtwarza wydarzenia z jej życia, a w nią samą wciela się Salma Hayek, rozpoczyna prywatne śledztwo.
Rozwiązanie zagadki jest banalne, ale i tak daje do myślenia. Oddawanie swoich prywatnych danych korporacjom w celu personalizacji usług to zaledwie wierzchołek góry lodowej. O wiele bardziej przerażająca jest wizja sztuki tworzonej ad hoc – przy użyciu AI, tylko przez nas, wyłącznie dla nas. Nawet jeśli możemy na parę chwil zamienić się w Salmę Hayek.
Sezon 7 (2025): Śmierć na abonament, portale do przeszłości, życie z komputera

Kadr z serialu „Czarne lustro”, S7E5 „In Memoriam”, tw. Charlie Brooker, prod. Netflix (fot. mat.prasowe)
„Zwyczajni ludzie”, niezwykły problem
Fikcja: Płakaliście na „Czarnym lustrze”? Ja płakałem. Zwyczajna kobieta zapada na ciężką chorobę mózgu. Przy życiu utrzymuje ją nowoczesna usługa Rivermind – system oparty na chmurze, który zastępuje uszkodzone funkcje mózgu. Zwyczajny mężczyzna płaci comiesięczny abonament, by spędzić jak najwięcej chwil ze swoją żoną. Rosnące ceny i agresywne plany reklamowe sprawiają, że ich życie – w całości uzależnione od zawiadującej usługą korporacji – zamienia się w koszmar.
Rzeczywistość: Skomplikowana sprawa. Z jednej strony mamy starą jak „Czarne lustro” opowieść o interfejsie mózg-komputer. Nie istnieje on w tak zaawansowanej formie, jaką widzimy w serialu, ale badania nad nim są jedną z najprężniejszych dziedzin neuroinformatyki. Z drugiej strony to odcinek o prywatyzacji i komercjalizacji medycyny cyfrowej. I tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie o egalitaryzację rozmaitych technologii przyszłości. Myślę, że właśnie dlatego całość działa tak mocno na poziomie emocjonalnym. Kogo będzie na to stać?
Jak polskie bajki podbiły świat. Od Reksia po Bolka i Lolka
„Bête Noire” znaczy „czarna bestia”
Fikcja: Gwiazda firmy produkującej żywność spotyka się w pracy ze swoją dawną przyjaciółką. Delikatnie sygnalizowana niechęć przeradza się w otwarty konflikt, gdy bohaterka zarzuca nowo zatrudnionej… manipulowanie rzeczywistością oraz percepcją ludzi. Ma rację. Mściwa koleżanka jest w stanie zmieniać postrzeganie rzeczywistości na masową skalę za pomocą tajemniczego gadżetu.
Rzeczywistość: Nie potrzeba doktoratu z psychologii, by wiedzieć, że ludzka pamięć to wielki zbiór rozmaitych interpretacji przeszłości, co czyni ją wyjątkowo podatną na sugestie. Wiadomo również, że istniejące technologie AR mogą wpływać na naszą percepcję, zaś faktyczną skalę manipulacji zmysłami w dobie AI trudno zmierzyć. Zanim jednak upchniemy wszystkie te narzędzia w długopisie albo w wisiorku, „Czarne lustro” będzie miało 40 sezonów, a z Radomia wyfruną pierwsze samochody.
„Hotel Reverie” i jego remake „Hotel Reverie”
Fikcja: Aktorka Brandy Friday (cóż za piękne, klasycznie hollywoodzkie nazwisko!) wkracza z pomocą AI na plan kultowego, przedwojennego hitu. Odtwarzając zachowania, dialogi oraz czynności swojej poprzedniczki, „reżyseruje” go jeszcze raz, w czasie rzeczywistym.
Rzeczywistość: Paradoksalnie, najbardziej błahy z odcinków 7. sezonu „Czarnego lustra” (a pewnie i całego serialu), okazał się najlepszym odzwierciedleniem świata za oknem. Generatywna AI tworzy na potęgę obrazy, scenariusze, muzykę i efekty specjalne. Hollywood odmładza aktorów i obdarza ich syntetycznymi głosami. Regulacje są umowne, więc i granice takiego spektaklu stają się coraz bardziej elastyczne. Tym, co nie istnieje, są natomiast cyfrowe dusze w ludzkich ciałach. Poczekamy, zobaczymy.
„Bawidełko”. Nie mylić z „popierdółką”
Fikcja: Były więzień wspomina eksperyment ze „świadomą” grą wideo. Prosta rozgrywka, polegająca na opiece nad gromadką wirtualnych futrzaków, doprowadziła go do wielkiego moralnego kryzysu. Namnażające się bezustannie zlepki pikseli okazują się bowiem całkowicie świadome. Budują własną cywilizację, rozwijają kulturę, doświadczają radości, smutku, ekstazy i bólu.
Rzeczywistość: Jedno jest pewne: jeśli z zer i jedynek usypie się kiedyś w pełni autonomiczna świadomość, dowiemy się o tym jako ostatni. Na razie zostają nam „bawidełka” w rodzaju ChataGPT, któremu dla zasady warto dziękować za pomoc. I przepraszać, gdy go obrazimy.
„In Memoriam”
Fikcja: Samotnik Phillip wybiera się w podróż zapomnianymi szlakami. Z pomocą starych fotografii oraz AI wkracza do świata, który nie istnieje i który go ukształtował. Analizuje dawne relacje i związki, wraca do chwil, w których popełnił krytyczne błędy. Odkrywa, że pamięć to ser szwajcarski, a tak naprawdę to zawsze była szynka. Po prostu o tym zapomniał.
Rzeczywistość: Przepiękny, utrzymany w elegijnym nastroju odcinek o straconych szansach, nieodwracalnych decyzjach i pracy naszej pamięci. I również jeden z nielicznych, w których technologia działa na korzyść człowieka. Polecę banałem, ale czyż nie wystarczą do takich podróży stare fotografie, zapomniane nagrania, a nawet wiadomości z prywatnych czatów i wspomnienia przerzucone do chmury? Warto mieć też na uwadze, że gdyby tego rodzaju technologia transferu świadomości w fizyczne zapisy przeszłości była możliwa, musielibyśmy stanąć w bolesnej prawdzie. Nic nie było takim, jakim to zapamiętaliśmy.
W głąb Nieznanego (202x)
W ostatnim jak na razie odcinku „Czarnego lustra” wracamy na pokład USS Callister, gdzie uwolnieni spod tyranicznej władzy Roberta Daly’ego załoganci ruszają w stronę odległych galaktyk. To znaczy – z prywatnego serwera przedostają się na wzburzone wody internetu.
Lubię ten odcinek, gdyż doskonale pokazuje chaos współczesnego życia; funkcjonowanie w świecie dramatycznego technologicznego przyspieszenia oraz struktur społecznych zbudowanych wyłącznie na cyfrowych fundamentach: AI, mediach społecznościowych, algorytmach.
Na pytanie, czy powinniśmy się tego świata bać, czy może nim ekscytować, twórca serialu Charlie Brooker odpowiada głośno i wyraźnie: pół na pół. I ja tę odpowiedź szanuję. Takiej sam3j udz1eliłaby mas#zyna.

