Zdjęcie mężczyzny stojącego w rozchwianej pozie obok funkcjonariuszy straży miejskiej wywołało falę komentarzy w mediach społecznościowych. Internauci wskazywali, że na fotografii może znajdować się poseł Konfederacji Witold Tumanowicz. Parlamentarzysta w rozmowie z „Faktem” potwierdził, że to on jest na zdjęciu i przyznał, że wracał do domu po spożyciu alkoholu.

- Witold Tumanowicz potwierdził, że to on znajduje się na zdjęciu, które obiegło media społecznościowe.
- Poseł przyznał w rozmowie z „Faktem”, że wracał do domu po spożyciu alkoholu.
- Jak podkreśla parlamentarzysta, straż miejska nie nałożyła mandatu ani nie prowadziła wobec niego żadnych formalnych czynności.
W mediach społecznościowych szeroko udostępniano zdjęcie przedstawiające mężczyznę stojącego obok funkcjonariuszy straży miejskiej. Internauci zwracali uwagę zarówno na jego podobieństwo do posła Konfederacji Witolda Tumanowicza, jak i na sposób, w jaki się poruszał. Fotografia wywołała liczne komentarze i spekulacje dotyczące okoliczności zdarzenia.

Poseł Tumanowicz zatrzymany przez straż miejską w Warszawie (fot. FB/ Jacek Fogiel / FB/ Jacek Fogiel)
Poseł: Wracałem do domu po spożyciu alkoholu
W rozmowie z „Faktem” Witold Tumanowicz potwierdził, że to on znajduje się na fotografii. Jak wyjaśnił, sytuacja miała miejsce kilka dni przed publikacją zdjęcia.
– Co ja mogę powiedzieć? Wracałem do domu po spożyciu alkoholu. Nic złego nie robiłem, nie było żadnego wykroczenia. To po prostu wstydliwy obraz powrotu do domu po spożywaniu alkoholu – powiedział poseł.
Parlamentarzysta zaznaczył również, że nie zamierza szerzej odnosić się do sprawy. – Nie mam zamiaru więcej tego komentować. Tak jak powiedziałem, jest to obraz, na którym wszystko widać, ale nic złego poza tym nie robiłem – dodał.
Straż miejska tylko porozmawiała
Na zdjęciu obok mężczyzny widoczni są funkcjonariusze straży miejskiej. Według relacji posła, ich zainteresowanie sytuacją nie zakończyło się żadnymi konsekwencjami.
– Straż miejska się zainteresowała, ale nie skończyło się to żadnym pouczeniem. Nie było też legitymowania – przekazał Tumanowicz.
Przyłapany na chwiejnym kroku poseł przyznał, że choć sytuacja była dla niego niezręczna i wstydliwa, nie doszło do naruszenia prawa ani żadnego wykroczenia.