Reklama
Reklama
Reklama

Dzień w dzień dostają alerty RCB. „Absolutnie nie wiemy co robić”

TYLKO NA
Dostają alerty RCB dzień w dzień
Dostają alerty RCB dzień w dzień. (fot. Shutterstock)

– Absolutnie nie wiemy co robić – przyznaje w rozmowie z Zero.pl przedsiębiorca ze wschodniej Lubelszczyzny. Mieszkańcy tego regionu dzień w dzień otrzymują alerty RCB dot. zagrożenia z powietrza. – Gdzie my mamy się schować? Ja nie mam gdzie, musiałbym do sąsiada uciekać, chociaż sąsiad mój też nie ma – dodaje właściciel sklepu w małej miejscowości na granicy woj. lubelskiego i podkarpackiego.

  • Od kilku dni mieszkańcy Lubelszczyzny oraz Podkarpacia otrzymują alerty RCB dotyczące zagrożenia z powietrza związanego z wojną w Ukrainie.
  • „UWAGA! UWAGA! UWAGA! Zagrożenie atakiem z powietrza. Udaj się w bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń lokalnych służb. Oczekuj dalszych komunikatów” – przeczytały w niedziele osoby przebywające w kilku powiatach w woj. lubelskim. 
  • Czy mieszkańcy wiedzą jak zareagować na taki komunikat?

Na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie kolejna niespokojna noc, mieszkańcy otrzymali alerty RCB.

Absolutnie nie wiemy, co robić – przyznaje w rozmowie z Zero.pl mężczyzna prowadzący ośrodek agroturystyczny we wschodniej Lubelszczyźnie. Alerty RCB przychodziły tam codziennie od czwartku do niedzieli. 

Reklama
Reklama

– Tak samo jak rozmawiam ze znajomymi, z sąsiadami, no nikt po prostu nic nie wie, nie mamy tu żadnych schronów. Wiemy jedynie, żeby po prostu odejść od okien, jeśli ewentualnie jakaś sytuacja się wydarzy – kontynuuje.

Jak dodaje, „kto ma piwnicę, to się schowa do piwnicy”. 

Alarm na wschodzie Polski. RCB ostrzega mieszkańców, w powietrzu wojskowy śmigłowiec

– Przyszedł straszak, były syreny i to w sumie tyle. Równie dobrze mogłoby tego nie być i przynajmniej ludzie nie budziliby się o 5 rano z szokiem – ocenia nasz rozmówca.

– Nie wiadomo co robić, nie ma jasnej, klarownej informacji i nie jesteśmy przygotowani, nie ma żadnych szkoleń itd. Przychodzi taki SMS, to po prostu ludzie się bardziej boją, a i tak nie mamy się gdzie schować, bo nie ma schronów – mówi przedsiębiorca. 

Mężczyzna stwierdza, że okoliczni mieszkańcy „chyba bardziej są wkurzeni niż się boją”. – Niektórzy ludzie już sobie blokują te alerty, bo po co mają przychodzić – dodaje.

„Wczoraj w kościele było trochę mniej ludzi”

Ksiądz jednej z parafii w okolicach Chełma w woj. lubelskim mówi nam, że „wczoraj w kościele było trochę mniej ludzi”. – Jak trwoga, to do Boga. Nie widać żeby się bali raczej. Raczej nie boimy się – ocenia.

Reklama
Reklama

[onnetwork-video video-id="NVd5LEJQSUosMA==" /

– Jakoś w świadomości myślę, że nie mamy tego zagrożenia, tej wagi tego wszystkiego. Nie widać, żeby ktoś był przestraszony. Nie widać żeby ktoś osiwiał, czy coś przez tą noc – dopowiada.

„Nikt się tym nie przejmuje, bierze bomby na plecy i idzie dalej”

– Nas państwo nie uchroni – ocenia z kolei właściciel sklepu w małej miejscowości na granicy Lubelszczyzny i Podkarpacia. 

A co z zagrożeniem dronami? – Nikt się tym nie przejmuje, bierze bomby na plecy i idzie dalej – odpowiada żartobliwie. – To jest codzienność, codziennie te alerty przychodzą – dodaje.

Wojsko wydobyło drona z Bałtyku. Minister podał szczegóły

– Proszę pana, gdzie my mamy się schować, gdy nie mamy się gdzie schować? Ja na przykład nie mam, musiałbym do sąsiada uciekać, chociaż sąsiad mój też nie ma – kontynuuje. 

Źródło: Zero.pl
Kamil Szałecki
Kamil SzałeckiDziennikarz
Reklama
Reklama