- Kraków od 2023 roku jest najbardziej zadłużonym miastem w Polsce, a jego dług sięgnie pod koniec roku niemal 9 miliardów złotych.
- Wbrew popularnej narracji zadłużenie nie wynika z inwestycji – w ostatnich dwóch latach Kraków inwestował najmniej spośród największych miast.
- Od trzech lat miasto notuje deficyt operacyjny, co oznacza, że nie jest w stanie pokryć wydatków z bieżących dochodów.
Czy Kraków jest zadłużony? Zdecydowanie tak. Od 2023 roku Kraków jest najbardziej zadłużonym miastem w Polsce. Pod koniec tego roku jego dług sięgnie niemal 9 miliardów złotych. To więcej niż dług dużo większej Warszawy i borykającej się z problemami od lat Łodzi.

Oczywiście wskazane miasta różnią się między sobą wielkością, dlatego bardziej obiektywne jest porównywanie poziomu długu w przeliczeniu na liczbę mieszkańców.

Tutaj ponownie Kraków wygrywa. 11 tys. zł, które przypadnie na każdego mieszkańca Krakowa pod koniec tego roku, to trzykrotnie więcej niż w Gdańsku, Poznaniu czy Warszawie.
Czy Kraków ma więc problem? Wygląda na to, że tak. Zauważa to też Regionalna Izba Obrachunkowa, czyli państwowa instytucja, która nadzoruje finanse miast i rzadko wypowiada się aż tak stanowczo. W opinii z 11 sierpnia 2026 r. kontrolerzy napisali:
Na dzień wydania niniejszej opinii sytuacja finansowa Gminy Miejskiej Kraków może zagrażać jej stabilności finansowej (…). Należy podjąć szereg działań w kierunku racjonalizacji wydatków bieżących, jak i majątkowych, w tym rozważyć ograniczenie wydatków o charakterze uznaniowym/fakultatywnym. Zaniechanie działań oszczędnościowych będzie skutkować deficytem operacyjnym, co przełoży się na zwiększenie ryzyka utraty stabilności finansowej Gminy Miejskiej Kraków.
Jak na RIO ton wypowiedzi jest alarmistyczny i pokazuje, że Kraków rzeczywiście ma problem.
„Krakowski Pomocnik Wyborczy”. Wybierz swojego kandydata na prezydenta
Kraków jest zadłużony przez inwestycje?
Jedna z opowieści, powielana głównie przez osoby związane z urzędem miasta, mówi, że Kraków zadłużył się po to, żeby inwestować. Skoro były pieniądze unijne, to żal byłoby ich nie wykorzystać. Niestety ta legenda nie wytrzymuje starcia z faktami. W ostatnich dwóch latach Kraków inwestował najmniej spośród największych miast, wcześniej będąc w połowie stawki.

Jeśli nie inwestycje, to co? Odpowiedzi trzeba szukać w wyniku operacyjnym budżetu, czyli różnicy między dochodami bieżącymi a wydatkami bieżącymi. To najlepszy miernik tego, czy miasto utrzymuje się z pieniędzy, które co roku dostaje. Dochody to m.in. udział w podatkach PIT i CIT mieszkańców, podatek od nieruchomości czy subwencja oświatowa. Wydatki zaś to bieżące koszty funkcjonowania miasta: wynagrodzenia nauczycieli, urzędników, koszty komunikacji miejskiej, utrzymania zieleni i straży miejskiej.
„Weźże Zagłosuj!”. Młodzi wskazali na nowego prezydenta Krakowa w prawyborach
Wynik operacyjny jest bardzo ważny, bo świadczy o realnej kondycji finansowej miasta. Jeśli budżet się „nie spina”, miasto musi zaciągać pożyczki albo wyprzedawać majątek. Nie ma innej możliwości. Deficyt operacyjny wiąże też ręce samorządowi. Bez wypracowanych nadwyżek nie ma pieniędzy na nowe projekty i inwestycje.

W Krakowie od trzech lat trwa deficyt operacyjny. Rekordowy był 2023 rok: do zbilansowania wydatków bieżących zabrakło 740 mln zł. Łącznie w ostatnich trzech latach deficyt wyniósł 1,12 mld zł. W 2023 r. mniejsze deficyty miały jeszcze Łódź (73 mln zł) i Warszawa (148 mln zł), ale od 2024 roku wszystkie inne miasta są już „nad kreską”, wykazując nadwyżkę operacyjną.
Skąd biorą się problemy Krakowa?
Słabe wyniki finansowe miasta mogą mieć swoje źródło w niskich dochodach albo zbyt wysokich wydatkach. Sprawdźmy więc dochody.

Jak widać, w zupełnie innej lidze niż reszta znajduje się Warszawa – jako stolica jest centrum życia gospodarczego i politycznego. Największe firmy mają tu swoje centrale, a kilkadziesiąt tysięcy osób pracuje w administracji centralnej, dzięki czemu dochody podatkowe odbiegają od reszty kraju. Na drugim biegunie znajduje się będąca w kryzysie Łódź, której liczba mieszkańców zmniejszyła się w ostatnich dekadach o 130 tys. osób.
Pokoleniowy rozłam w Krakowie. Jest nowy sondaż przed wyborami
Kraków w tym zestawieniu odstaje od Gdańska, Poznania i Wrocławia o paręset złotych. Stolica Małopolski biedniejsza od mniejszych metropolii? To mało intuicyjna obserwacja. Mogłoby się wydawać, że stolica polskiej turystyki (16,5 mln odwiedzających rocznie) i miasto akademickie, które żyje z wiedzy, powinny generować większe dochody.
To, co rzuca się w oczy przy bardziej szczegółowej analizie struktury dochodów, to niski poziom CIT Krakowa w porównaniu z innymi miastami. CIT to podatek dochodowy od osób prawnych, czyli głównie większych firm.

Kraków w tym wskaźniku jest dopiero na czwartym miejscu (nie licząc Warszawy): dochody z CIT ma niemal o połowę niższe niż Gdańsk i o 228 zł niższe niż Poznań. Krakowskie firmy generują więc niższe zyski od firm z innych miast. To kolejna mało intuicyjna obserwacja.
Wybory w Krakowie bez tych postaci. Wyniki sondażu dla Zero.pl
Kraków jest znany w Europie jako stolica nowoczesnych usług dla biznesu. Sektor ten zatrudnia w mieście około 110 tys. osób, ale ten sukces nie przekłada się na wpływy do kasy miasta. Dlaczego? Wyjaśnia to w raporcie dla Centrum Polityk Publicznych UEK dr Michał Możdżeń. Chodzi o to, czym te firmy w Krakowie właściwie się zajmują. Dominują wśród nich centra usług wspólnych, czyli działy dużych, zagranicznych firm, które przenoszą do Krakowa powtarzalne zadania pomocnicze: księgowość, obsługę klienta, IT.
Prawdziwe zyski takich firm powstają gdzie indziej, w centrali korporacji. Krakowskie biuro rozlicza się z centralą według sztywnej, niskiej marży, zwykle około 5 proc., i tyle właśnie zostaje do opodatkowania w Polsce. Do tego taka działalność to głównie pensje pracowników i koszty biur, więc niewiele z tych pieniędzy krąży po lokalnej gospodarce. Inaczej jest z przemysłem: firma produkcyjna kupuje podzespoły od innych firm, zamawia usługi, współpracuje z dostawcami, więc pieniądz zostaje w mieście. Centra usług wspólnych takich powiązań nie tworzą. Stąd niższe wpływy z CIT w Krakowie.
Czy to wina wydatków
Po drugiej stronie wyniku operacyjnego są wydatki. Pierwszym obszarem, w którym Kraków wyróżnia się na tle innych miast, są koszty obsługi długu, czyli odsetki płacone od wcześniej pożyczonych pieniędzy.

W przeliczeniu na mieszkańca, zadłużenie kosztuje Krakowian 506 zł rocznie. To w tej kategorii jak na dłoni widać, dlaczego zadłużenie jest problemem dla miasta. Im więcej miasto jest winne, tym mniej ufają mu pożyczkodawcy i tym drożej kosztują kolejne pożyczki. Zaciągnięte zobowiązania blokują więc przyszłe decyzje.
Utrącił Miszalskiego, teraz chce jego stanowiska. „Widzę siebie jako prezydenta Krakowa”
W innych kategoriach nie widać dużych odchyleń. Kraków przeciętnie wydaje więcej na kulturę niż inne miasta i mniej na transport. Największa kategoria – oświata i wychowanie – jest porównywalna z innymi miastami.

Źródeł przerośniętych wydatków bieżących może być wiele, ale żeby je naprawdę zrozumieć, trzeba znać urząd od środka. Z dostępnych danych nie da się stwierdzić, czy to przerost zatrudnienia, przepłacanie za inwestycje i usługi, czy wydatki, które po prostu nie są potrzebne.
Czemu deficyt operacyjny jest problemem?
Finanse samorządów muszą spełniać sztywne reguły, między innymi tak zwany Indywidualny Wskaźnik Zadłużenia (IWZ). Pokazuje on, ile miasto może wydać na spłatę długów w danym roku, i ma nie dopuścić do tego, żeby samorząd zadłużał się bez umiaru, przerzucając problemy na przyszłość. Bez spełnienia IWZ nie można uchwalić budżetu. Wtedy wchodzi procedura ostrożnościowa, a miasto uchwala budżet obejmujący tylko obowiązkowe zadania i spłacanie pożyczek. Jest to budżet minimum, bez jakichkolwiek nowych inwestycji. Niemożliwe stanie się także zaciąganie jakichkolwiek pożyczek.
Owca chce zaorać Kraków? „KO po prostu sodówka uderzyła do głowy”
Do czego prowadzi zbliżanie się do granicy IWZ, pokazuje przykład Zabrza z lat 2024–2025. Miasto nie doczekało formalnego przejęcia budżetu przez RIO, samo, zawczasu, wdrożyło Program Postępowania Ostrożnościowego, żeby tego uniknąć. Pomogła w tym pożyczka wsparcia z Ministerstwa Finansów na ponad 350 mln zł. Nawet ten łagodniejszy, dobrowolny wariant oznaczał bolesne cięcia. Podwyższono lokalne podatki do maksymalnych stawek.
Próbowano sprzedać miejski klub Górnik Zabrze jako źródło gotówki. Z urzędu odeszło blisko sto osób, dodatkowe zwolnienia objęły też miejskie jednostki. Zrezygnowano z finansowania nowych premier miejskiego teatru, ograniczono wydatki na dni miasta. Jedną ze szkół połączono z inną placówką. Seria trudnych decyzji zakończyła się wzrostem niezadowolenia społecznego i odwołaniem prezydent Agnieszki Rupniewskiej w referendum w maju 2025 roku.
Kilka tysięcy nieważnych podpisów. Ostateczna decyzja w Krakowie
Podobna sytuacja może wystąpić niebawem w Krakowie. Miasto, według Regionalnej Izby Obrachunkowej, w latach 2026–2029 nie będzie spełniać IWZ. Na razie Kraków ratuje tymczasowa ulga, jaką rząd wprowadził po reformie finansów samorządów. Ten mechanizm wygasa jednak od 2030 roku.
Co dalej?
Kraków ma ogromny problem, o którym wiadomo przynajmniej od 2023 roku, a mechanizmy naprawcze wciąż nie zostały uruchomione. Dług nadal rośnie i będzie największym wyzwaniem dla kolejnego prezydenta miasta. Horyzont czasowy jest jasny: do 2030 roku należy uzdrowić schorowanego pacjenta albo bolesne dla wszystkich lekarstwo w postaci budżetu ostrożnościowego przyjdzie z zewnątrz.
Co według mnie należy zrobić w tej sytuacji? Po pierwsze, należy przyjrzeć się wydatkom bieżącym. Niezależny audyt urzędu i jego kosztów może pokazać, gdzie da się zaoszczędzić bez szkody dla mieszkańców. Wydatki na promocję miasta to jedna z kategorii, od której warto zacząć.
Po drugie, konieczna jest polityka przemysłowa realizowana przez miasto. Sektor nowoczesnych usług dla biznesu, na którym stoi gospodarka Krakowa, czekają duże zmiany: rosnące płace w Polsce i rozwój AI mogą go skurczyć. Ten sektor przeniósł się do Krakowa szybko i tak samo szybko może się z niego wyprowadzić. Dlatego kierunkiem dla Krakowa powinna stać się zmiana modelu na wspieranie lokalnych, zaawansowanych firm. Jesteśmy silni w IT, life science, deep techu, w Krakowie rozwija się też gaming czy sektor kosmiczny. To wszystko branże z wysoką wartością dodaną, która może dalej rozwijać się z miastem i wykorzystywać jego potencjał naukowy.
Po trzecie, wiele problemów Krakowa można rozwiązać tylko na poziomie krajowym. Podatek turystyczny w wysokości 20 zł za noc dałby miastu około 210 mln zł rocznie więcej. Uregulowanie najmu krótkoterminowego i wyciągnięcie tego rynku z szarej strefy to kolejne pieniądze dla budżetu, nie mówiąc o innych korzyściach. Potrzebna jest też ustawa metropolitalna, taka jak dla Trójmiasta, żeby sprawiedliwiej rozłożyć koszty usług publicznych między Kraków i gminy z tak zwanego obwarzanka. To Kraków w dużej mierze finansuje transport publiczny i edukację dla mieszkańców sąsiednich gmin. Dziś 40 proc. uczniów krakowskich szkół średnich mieszka poza miastem.
Karambol na obwodnicy Krakowa. Korek na A4 ma 10 kilometrów
Nadszedł kres dotychczasowego modelu rozwoju Krakowa. Z jednej strony gospodarka oparta na prostych usługach dla biznesu, które nie płacą podatków tam, gdzie realnie zarabiają. Z drugiej budżet, który od 2019 roku wydaje na bieżące funkcjonowanie więcej na mieszkańca niż jakiekolwiek inne duże miasto w Polsce poza Warszawą, mimo że dokładnie nie wiadomo, na co. Niskie dochody i wysokie wydatki bieżące latami się nie bilansowały. Efekt widać w danych: rekordowy dług i coraz bliższy termin, do którego trzeba znaleźć na to lekarstwo. Ten model się zwyczajnie nie spina.


