Reklama

Francja bierze się za OnlyFans. Kary jak za "klasyczne" stręczycielstwo – do 20 lat więzienia

Reklama
TYLKO NA

Platformy takie jak OnlyFans czy Mym przez lata przedstawiano jako symbol emancypacji: twórcy mieli przejmować kontrolę nad własnym wizerunkiem, zarabiać bez pośredników i unikać patologii znanych z tradycyjnego przemysłu pornograficznego. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała ten obraz.

Francja bierze się za OnlyFans
Francja bierze się za OnlyFans (fot. freepik / OnlyFans)
  • Francja szykuje rewolucję prawną – nowy typ przestępstwa ma uderzyć nie w twórców erotyki, lecz w sieci agentów i „opiekunów kont”, którzy przejmują realną kontrolę nad ich pracą i zarobkami.
  • OnlyFans jak dawny półświatekmechanizmy ekonomicznej zależności, presji i szantażu coraz bardziej przypominają klasyczne stręczycielstwo, tylko przeniesione do internetu.
  • Sygnał dla Europy – nawet jeśli prawo nie nadąży za VPN-ami i zagranicznymi serwisami, francuska inicjatywa kończy mit cyfrowej erotyki jako strefy bez reguł.

Reklama

Jest w powieści Louis-Ferdinanda Céline’a „Guignol’s band” (Paczka marionetek) długi rozdział, gdy Cascade, największy londyński stręczyciel, wylewa żale na swoje otoczenie. Monolog bohatera pełen jest inwektyw i wyzwisk. Przerywany jest przemocą w stosunku do wiernej Angèle, która próbuje Cascade’a udobruchać, ugłaskać i umiłować.

Cascade przeklina dzień swoich urodzin. Jest paroksyzmem wściekłości.

Powodem wzrastającego obłędu są przyjaciele Cascade’a z londyńskiego półświatka. Bowiem wszyscy oni wybierają się za Kanał La Manche, aby walczyć w okopach, na kontynencie. Każdemu marzą się bitewna gloria i nieprzeciętne czyny.


Reklama

Problem polega na tym, że proszą Cascade’a o przyjęcie pod opiekę swoich podopiecznych, tj. swoich prostytutek.


Reklama

Stręczyciel pomstuje, odmawia, tłumaczy każdemu z osobna, że stręczycielstwo jest zajęciem poważnym, a dyscyplinowanie prostytutek to nie lada wyczyn, nie można go robić na pół gwizdka, a nadmiar obowiązków prowadzi do fuszery.

Klienci nie mogą czekać, dziewczyny trzeba należycie „gospodarować”, z głową, rozsądnie, bez perfumowanych emocji. Cascade chce masowo odmawiać, lecz perspektywa szybkiego wzbogacenia w końcu go przekonuje do wzięcia pod swoje skrzydło pokaźnej grupy dziewczyn.  

Cascade’owie nowej generacji. Kim są menedżerowie kont erotycznych?

Tak było kiedyś. Internet i platformy społecznościowe miały to fundamentalnie zmienić. Do czasu. Wokół cyfrowej erotyki wyrosła nowa grupa pośredników – menedżerów, agentów i „opiekunów kont” – którzy często przejmują realną władzę nad twórcami często pornograficznego kontentu.


Reklama

Wyrosli Cascade’owie nowej generacji – Cascade’owie 2.0.


Reklama

Francuski Senat postanowił zmierzyć się z tym problemem. Projekt ustawy autorstwa dwóch senatorek prawicy zakłada wprowadzenie nowego przestępstwa: stręczycielstwa online. Nie chodzi o karanie samych twórców ani dorosłych odbiorców treści, lecz o uderzenie w system zależności ekonomicznych, presji i szantażu, który coraz częściej towarzyszy działalności na platformach erotycznych.

Według autorów ustawy „menedżerowie” działający w cieniu OnlyFans i Mym tworzą zorganizowane sieci, narzucają swoje warunki finansowe, przejmują hasła do kont, a czasem zmuszają do produkcji coraz bardziej ekstremalnych treści. Formalnie nie dochodzi do kontaktu fizycznego między autorem treści z OnlyFransa a stręczycielem, więc trudno mówić o prostytucji w tradycyjnym sensie.

Francuski Senat reaguje. Czym jest stręczycielstwo online?

Według raportu, na który powołują się autorki projektu ustawy, około 30 proc. twórców treści jest reprezentowanych przez agenta we Francji, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych odsetek ten sięga 90 proc. w przypadku platformy OnlyFans.


Reklama

W praktyce jednak mechanizm kontroli i czerpania zysków z cudzej seksualności jest jednak uderzająco podobny do stręczycielstwa w prawdziwym życiu.


Reklama

Nowe przepisy mają wypełnić lukę prawną, odwołując się do pojęcia handlu ludźmi i wykorzystywania sytuacji zależności. To ostrożne, ale znaczące przesunięcie akcentów: francuski rząd nie ocenia moralnie seksu w sieci, lecz reaguje tam, gdzie pojawia się przymus, nadużycie lub ekonomiczny wyzysk.

Kary jak za klasyczne stręczycielstwo. Nawet 20 lat więzienia

Osoby uznane za winne będą mogły trafić do siedmiu lat więzienia i zapłacić grzywnę w wysokości 150 tys. euro. Kara ta zostanie podwyższona do dziesięciu lat więzienia i grzywny w wysokości 1,5 miliona euro, jeśli wykorzystywanie seksualne w internecie będzie skierowane przeciwko nieletnim. Jeśli będzie ono wiązało się z torturami, kara może sięgnąć dwudziestu lat więzienia i grzywny w wysokości 4,5 mln euro.

Krótko mówiąc, osoby winne wykorzystywania seksualnego w internecie będą podlegać takim samym karom jak „tradycyjni” stręczyciele.

Pozostaje pytanie, czy regulacje nadążą za rzeczywistością internetu? VPN-y, zagraniczne serwisy i nielegalne platformy mogą szybko stać się alternatywą dla objętych kontrolą gigantów. Mimo to francuska inicjatywa wysyła czytelny sygnał: cyfrowa erotyka nie jest już prawną próżnią. A mit w pełni niezależnego twórcy coraz częściej okazuje się tylko dobrze sprzedającą się narracją.


Reklama