Reklama
Reklama

Bez bomb, bez strzałów. Jak USA i Chiny walczą o chipy

TYLKO NA

Wyspa oddalona o 130 kilometrów od Chin stała się jednym z najważniejszych punktów na mapie świata. Od Tajwanu zależy przyszłość globalnej technologii – i to o niej będą rozmawiać Trump z Xi Jinpingiem.

Donald Trump vs. Xi Jinping.
Obecny etap relacji USA–Chiny najlepiej opisuje pojęcie „strategicznego spokoju”. Obie strony starają się unikać otwartej eskalacji, jednocześnie wykorzystując okres względnej stabilności do wzmacniania własnej pozycji gospodarczej, militarnej i technologicznej. (fot. Thrive Studios ID / Shutterstock)
  • Tajwan znalazł się w centrum globalnej gry między USA a Chinami. Wyspa kontroluje produkcję chipów, bez których nie działa ani sztuczna inteligencja, ani nowoczesna armia.
  • USA prowadzą wojnę bez bomb. Waszyngton ogranicza eksport półprzewodników, reglamentując technologię produkowaną poza własnym terytorium i podporządkowując rynek.
  • Pekin gra na czas, nie na wojnę. Chiny testują scenariusz pokojowego podporządkowania Tajwanu poprzez wpływy polityczne i gospodarcze, realizując strategię „zwycięstwa bez walki”.

W tym tygodniu w Pekinie ma dojść do spotkania Donalda Trumpa i Xi Jinpinga. Według zapowiedzi rozmowy mają dotyczyć wojny z Iranem, napięć wokół Tajwanu oraz globalnych łańcuchów dostaw.

Dlaczego Tajwan – wyspa wielkości województwa mazowieckiego – jest jednym z najważniejszych punktów rozmów prezydenta USA z przywódcą Chin? Ponieważ niemal każdy człowiek na świecie nosi dziś kawałek tej wyspy w kieszeni – w postaci półprzewodnika.

Wojna o chipy bez jednego wystrzału

Od 2022 r. Waszyngton sukcesywnie ogranicza eksport chipów AI, uznając zbyt szybki rozwój tej technologii w Chinach za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. USA reglamentują komponenty produkowane nie na własnym terytorium, lecz na Tajwanie. 130 km od wybrzeża Chin, które niemal codziennie prowadzą wokół wyspy ćwiczenia wojskowe. Czy to podłoże nowego konfliktu zbrojnego? Niekoniecznie.

Reklama
Reklama

Niedawne wydarzenia na Tajwanie sugerują inny scenariusz. 10 kwietnia przedstawiciele tajwańskiego Kuomintangu (KMT) – największej partii opozycyjnej, opowiadającej się za bardziej pragmatycznymi relacjami z Pekinem – spotkali się z Xi Jinpingiem, otwierając dyskusję o możliwości stopniowej integracji wyspy z Chinami.

Część komentatorów interpretuje tę wizytę jako sygnał wysłany przed nadchodzącym spotkaniem do Waszyngtonu: podporządkowanie Tajwanu i przemysłu półprzewodników Chinom nie musi oznaczać militarnej inwazji. Zamiast tego mogłoby nastąpić stopniowo – poprzez wpływy polityczne i nastroje społeczne na wyspie.

Tę logikę dobrze oddaje maksyma Sun Tzu, starożytnego chińskiego stratega:

Nie sztuką jest wygrać sto bitew. Prawdziwe zwycięstwo polega na wygranej bez ani jednej walki.

Reklama
Reklama

Reglamentacja półprzewodników. Jak USA odcinają Chiny od technologii

Opinia publiczna pamiętająca czasy zimnej wojny między USA i ZSRR mogłaby dziś przecierać oczy ze zdumienia. Stany Zjednoczone wprowadzają ograniczenia eksportowe, cła technologiczne oraz uznaniowo reglamentują dostęp do najbardziej zaawansowanych półprzewodników (stanowiących podstawę współczesnej gospodarki elektronicznej – od smartfonów i samochodów, przez sztuczną inteligencję, aż po systemy rakietowe).

W praktyce oznacza to podporządkowanie globalnego rynku półprzewodników amerykańskiej logice bezpieczeństwa narodowego. To właśnie tutaj pojawia się największy paradoks obecnej rywalizacji między USA a Chinami.

Druga strona – Chiny – przynajmniej na poziomie oficjalnej narracji przedstawia się jako obrońca wolnego handlu i globalizacji, których pozostają największym beneficjentem. Już blisko dekadę temu, podczas przemówienia w Davos w 2017 r., Xi Jinping ostrzegał przed protekcjonizmem, stwierdzając, że „nikt nie wyjdzie zwycięsko z wojny handlowej”, oraz porównując zamykanie gospodarki do „zamykania się w ciemnym pokoju”.

Reklama
Reklama

Od tamtego momentu Pekin regularnie przedstawia liberalizację handlu i globalizację jako fundament stabilności światowej gospodarki – nawet jeśli równolegle sam prowadzi selektywną politykę ochrony własnego rynku.

Kontrola eksportu półprzewodników stała się dla USA kwestią bezpieczeństwa narodowego. Jeszcze za kadencji Joe Bidena, w 2022 r., amerykańskie Biuro Przemysłu i Bezpieczeństwa (BIS) wprowadziło jednostronne ograniczenia dotyczące eksportu zaawansowanych chipów obliczeniowych, półprzewodników oraz sprzętu do ich produkcji przeznaczonego dla Chin. Decyzje Waszyngtonu szybko zaczęły wpływać nie tylko na relacje z Pekinem, ale również na cały globalny sektor technologiczny.

Restrykcje generują coraz większe napięcia na światowych rynkach technologicznych. Według badania CSIS z marca 2026 roku 56 proc. firm z sektora półprzewodników i IT doświadczyło procedur licencyjnych trwających ponad 180 dni, a 33 proc. zgłaszało opóźnienia przekraczające 300 dni. Ponad połowa badanych przedsiębiorstw deklarowała utratę części biznesu, w tym pogorszenie relacji z klientami oraz przegrywanie kontraktów z zagraniczną konkurencją.

Chiny nie pozostają jednak bierne. W kwietniu 2026 roku Biały Dom publicznie oskarżył Chiny o wielkoskalowe wykradanie technologii AI. Ponadto, według raportu IER (Institute for Energy Research), Chiny kontrolują ok. 90 proc. światowych mocy wydobycia i przetwarzania metali ziem rzadkich. Choć Stany Zjednoczone, Brazylia i Indie rozwijają nowe kopalnie, większość wydobytych materiałów nadal trafia do chińskich rafinerii, gdzie surowce przetwarzane są przy wykorzystaniu taniej energii oraz mniej restrykcyjnych norm środowiskowych i regulacyjnych.

Reklama
Reklama

Chiny mają jasny plan na spotkanie. Co ma Trump?

Urzędnicy Chin już na kilka tygodni przed rozmowami rozpoczęli medialne przygotowywanie gruntu pod negocjacje. Pod koniec kwietnia minister spraw zagranicznych Wang Yi podczas rozmowy z sekretarzem stanu USA Marco Rubio określił kwestię Tajwanu jako „rdzeń chińskich interesów” i „największe ryzyko” w relacjach chińsko-amerykańskich.

Podobny przekaz powtórzył rzecznik chińskiego MSZ Lin Jian, podkreślając, że sprawa Tajwanu stanowi fundament politycznych relacji między Pekinem a Waszyngtonem.
To wyraźna zmiana względem poprzedniego spotkania przywódców w Korei Południowej w październiku 2025 r., gdy Tajwan nie pojawił się nawet w oficjalnym chińskim komunikacie.

Dziś Pekin jasno sygnalizuje, że półprzewodniki, technologia i przyszłość Tajwanu będą jednym z głównych tematów rozmów. Chiny naciskają na złagodzenie amerykańskich ograniczeń dotyczących eksportu zaawansowanych półprzewodników oraz sprzętu do ich produkcji. Pytanie brzmi więc nie tyle, czego chcą Chiny – bo to komunikują bardzo konsekwentnie – lecz z jaką strategią do stołu siądzie Donald Trump.

Nieistniejące państwo, lojalny klient zbrojeniówki

Amerykanie wydają się nie zauważać chińskiej strategii wpływu politycznego na Tajwańczyków i prób bezinwazyjnego przejęcia przemysłu półprzewodników. Zamiast tego naciskają na Tajwan, aby zwiększał wydatki na zbrojenia realizowane w USA. 8 maja, kilka dni przed planowanym spotkaniem Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem, tajwański parlament przyjął specjalny budżet zbrojeniowy na zakup amerykańskiej broni. Decyzję podjęto po miesiącach politycznych sporów z bardziej przychylnym Pekinowi Kuomintangiem (KMT).

Reklama
Reklama

Dlaczego zakup uzbrojenia z USA budzi kontrowersje? Chiny postrzegają Tajwan jako część własnego terytorium i deklarują konieczność „zjednoczenia” z wyspą. Pekin wymaga od wszystkich państw utrzymujących relacje dyplomatyczne z Chinami zerwania formalnych więzi z Tajpej. Mimo to relacje wojskowe między USA a Tajwanem pozostają bardzo bliskie.
Choć Stany Zjednoczone nie utrzymują oficjalnych relacji dyplomatycznych z Tajwanem, Waszyngton ogłosił pakiet sprzedaży uzbrojenia dla Tajwanu o wartości 11,1 mld dol. – największy w historii.

Paradoks polega więc na tym, że z formalnego punktu widzenia USA sprzedają broń państwu, którego oficjalnie nie uznają dyplomatycznie, a które według większości organizacji międzynarodowych pozostaje częścią Chin. Kwestia dalszego dozbrajania Tajwanu będzie prawdopodobnie jednym z istotnych tematów zakulisowych rozmów między Waszyngtonem a Pekinem.

Oczy szeroko zamknięte – strategiczny spokój

Czego można oczekiwać po spotkaniu Trumpa i Xi Jinpinga? Raczej nie przełomu. Jak zauważył Ryan Hass na łamach „Foreign Affairs”, obecny etap relacji USA–Chiny najlepiej opisuje pojęcie „strategicznego spokoju”. Obie strony starają się unikać otwartej eskalacji, jednocześnie wykorzystując okres względnej stabilności do wzmacniania własnej pozycji gospodarczej, militarnej i technologicznej.

Taki spokój nie wynika jednak ze zbliżenia interesów ani politycznego porozumienia.
To tymczasowy stan kontrolowanego napięcia, który zarówno Waszyngton, jak i Pekin próbują wykorzystać do gromadzenia sił i zasobów – do momentu, w którym wszyscy przestaną udawać, że największy konflikt XXI wieku jeszcze się nie rozpoczął.

Źródło: Zero.pl
Antoni Łukasik
Antoni ŁukasikDoktorant nauk politycznych i filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie przebywa na stypendium naukowym w Tajwanie, gdzie w ramach National Taiwan University, zajmuje się badaniem narracji geopolitycznych i demokratyzacji. Absolwent ekonomii na SGH oraz filozofii w ramach MISH UW - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama