
– Nie bagatelizujmy tych sygnałów, tym razem dron, który leciał w naszym kierunku, został zestrzelony, ale następnym razem może to się nie udać – mówi w Andrzej Bartkowiak, były główny komendant PSP. W rozmowie z Zero.pl ekspert dodaje też, że coraz częściej może dochodzić do ewakuacji uczniów z klas lekcyjnych.
- Z powodu ataku rosyjskich dronów blisko polskiej granicy do mieszkańców województwa podkarpackiego i lubelskiego wysłano alerty RCB.
- W części szkół uczniów ewakuowano do piwnic i szatni.
- – Problem polega na tym, że dzieciaki powinny częściej ćwiczyć ewakuacje, nie tylko raz w roku ze strażą pożarną. Takie ćwiczenia powinny być w szkołach w całej Polsce – wyjaśnia Bartkowiak. – mówi Andrzej Bartkowiak, były główny komendant PSP w rozmowie z Zero.pl.
Alerty o zagrożeniu atakiem z powietrza Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało tuż przed południem. Nastąpiło to w czasie czwartkowego nalotu Rosji na zachód Ukrainy, podczas którego jeden z dronów uderzył 4 km od granicy z Polską. W miastach woj. lubelskiego i podkarpackiego uruchomiono syreny alarmowe, a uczniowie w szkołach musieli zostać sprowadzeni do piwnic i szatni.
O to, jak powinny zachowywać się dyrekcje szkół w sytuacji zagrożenia, zapytaliśmy Andrzeja Bartkowiaka, byłego Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, gen. brygadiera w st. spocz. ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego.
– Reakcja dyrektorów szkół i nauczycieli była jak najbardziej prawidłowa, mogę ją tylko pochwalić, właśnie o takie zachowanie chodzi. Niestety teraz tak ta rzeczywistość wygląda – mówi w rozmowie z Zero.pl Andrzej Bartkowiak.
Ekspert apeluje też, by nie lekceważyć sygnałów alarmowych. – Tym razem dron, który leciał w naszym kierunku, został zestrzelony, ale następnym razem może to się nie udać. Takich sytuacji może być coraz więcej. Trzeba się po prostu zachować zgodnie z procedurami, z tym, co otrzymujemy od RCB – dodaje.
Czytaj także: Ogromny huk i alert nieopodal granicy. Wojsko wyjaśnia, Tusk zabrał głos
Uczniowie powinni częściej ćwiczyć ewakuacje
Internauci obawiali się, że małe dzieci w związku z alarmami i zejściem do piwnic mogą się mocno przestraszyć, a nawet nabawić traumy. – W Japonii już dzieci w przedszkolu ćwiczą akcje ewakuacyjne, w Finlandii schrony są cały czas pootwierane. Problem polega na tym, że dzieciaki powinny częściej ćwiczyć ewakuacje, nie tylko raz w roku ze strażą pożarną. Takie ćwiczenia powinny być w szkołach w całej Polsce – wyjaśnia Bartkowiak.
Były komendant PSP zaznaczył też, że dziecko nie będzie miało żadnej traumy, jeżeli nauczyciel i wychowawca będą odpowiednio przeszkoleni i wytłumaczą mu, co się dzieje. – Takie akcje można przeprowadzać nawet w formie zabawy – zaznacza.
O ile większość szkół – szczególnie tych starszych – ma piwnice – o tyle często brakuje ich w innych budynkach.
– W większości urzędów jednak ewakuacji nie przeprowadzano, to bardzo niedobrze. Prawdą jest, że w wielu przypadkach nie ma po prostu gdzie przeprowadzić akcji ewakuacyjnej. Bardzo brakuje nam schronów, niemniej, alertów nie wolno ignorować – tłumaczy Andrzej Bartkowiak
– Jeszcze jest wiele do zrobienia, społeczeństwo trzeba cały czas edukować. Chciałbym wiedzieć, kiedy wreszcie minister Nowacka stworzy przedmiot, na którym dzieci będą uczyć się prawidłowych reakcji w sytuacjach zagrożenia – dodaje.
Polskie myśliwce w powietrzu
Jak informowaliśmy w Zero.pl, mieszkańcy wybranych powiatów województw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali alert RCB w związku z rosyjskim atakiem powietrznym na zachodnią Ukrainę. Mieszkańcy powiatu ryckiego informowali o dwóch potężnych wybuchach słyszanych w okolicy. Polskie Dowództwo Operacyjne uruchomiło lotnictwo wojskowe i postawiło w gotowości naziemne systemy obrony powietrznej. Wojsko podkreśliło, że działania mają charakter prewencyjny.
Alert odwołano o godz. 8 po ok. dwóch godzinach obowiązywania. „Operowanie wojskowego lotnictwa w polskiej przestrzeni powietrznej, związane z uderzeniami bezzałogowych statków powietrznych Federacji Rosyjskiej na cele na zachodzie Ukrainy, zostało zakończone” – poinformowało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Podczas konferencji prasowej po spotkaniu z kanclerzem Austrii Christianem Stockerem premier Donald Tusk odniósł się do zakończonego rosyjskiego ataku na zachodnią Ukrainę. Szef rządu określił go jako „masywny” i „bardzo brutalny”. Jak zaznaczył, do jednego z ataków doszło bardzo blisko polskiej granicy, w rejonie Jagodna niedaleko Dorohuska.
– Znowu zaatakowano prawdopodobnie stację benzynową. Była bardzo masywna eksplozja – powiedział premier.
Kosiniak-Kamysz: zwiększyliśmy aktywność F-16 i śmigłowców
Z kolei szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz na portalu X napisał: „Rosja nie ustaje w agresywnych działaniach. Dziś zaatakowała zaledwie kilka kilometrów od polskiej granicy. Nie doszło do naruszenia naszej przestrzeni powietrznej. Dlatego w ostatnich tygodniach podjąłem decyzję o wzmocnieniu ochrony polskiego nieba - zwiększyliśmy aktywność F-16 i śmigłowców, wzmacniamy systemy obrony powietrznej i szybkiego reagowania”.